1989: przełom broni się bez mitów

0
47

czyli Dżentelmeni nie dyskutują o faktach

W historii Polski rok 1989 ma rangę podobną co 1918. Chociaż w znacznej mierze okazał się nie wykorzystanym zwycięstwem. Jednak wagi Grunwaldu nie obniża fakt, że później nie zdobyliśmy Malborka. Upiększanie tego, co streściło się w fenomenie głosowania z 4 Czerwca mija się z celem.

Symbolami pozostaną szeryf z plakatu “W samo południe” odwołującego się do kultowego westernu Freda Zinnemanna (w USA w kinach w czasie, kiedy u nas prowadzono szkoły i załogi zakładów pracy na “Opowieść o prawdziwym człowieku”), zdjęcia kandydatów z Lechem Wałęsą czy rysunek budzika na afiszu: “Nie śpij, bo Cię przegłosują”, a także optymistyczna melodyjka Studia Solidarność. I nie da się udowodnić, że komuniści władzę oddali z przyczyn patriotycznych, ani że jak utrzymuje Jarosław Kaczyński to jego “brat faktycznie kierował Solidarnością”. Podobnie jak przez przez kilkadziesiąt długich lat poprzedzających wybory czerwcowe nie pozwoliliśmy sobie wmówić, że w 1918 r. wolność Polsce przyniosła wcześniejsza proklamacja piotrogrodzkiej Rady Delegatów Robotniczych i Żołnierskich a nie powrót Józefa Piłsudskiego z twierdzy magdeburskiej, rozbrajanie niemieckich żołnierzy przez nastolatków z Polskiej Organizacji Wojskowej oraz talenty dyplomatyczne Romana Dmowskiego i Ignacego Paderewskiego objawione w stolicach zwycięskiej w I wojnie światowej koalicji.

Jednak tak jak po polskim listopadzie 1918 r. i jeszcze piękniejszym styczniu 1919 r. kiedy to pomimo trzaskającego mrozu i groźniejszej niż obecna plaga koronawirusa epidemii grypy hiszpanki w pierwszych w historii Polski demokratycznych wyborach do Sejmu zagłosowało 78 proc Polaków, więcej niż w niedawnym Październiku ub. r. – nastąpiło zabójstwo prezydenta Gabriela Narutowicza i krwawy przewrót majowy a z czasem Bereza Kartuska i klęska wrześniowa, tak werdykt wyborców z 4 czerwca 1989 r. nie zapobiegł powołaniu gen. Wojciecha Jaruzelskiego na prezydenta ani późniejszemu trzymilionowemu bezrobociu jako następstwu likwidacji wielkich zakładów pracy, niedawnych twierdz zwycięskiej przecież Solidarności. 

Co zachowała mądrość zbiorowa

Minęła 35. rocznica zakończenia rozmów Okrągłego Stołu (5 kwietnia), zbliża się dużo ważniejsza – wyborów z 4 czerwca 1989 r. Wyśmienita to zapewne okazja, żeby przypominać, co się wtedy naprawdę zdarzyło wbrew mitom i stereotypom, nawet jeśli okaże się to kłopotliwe dla wszystkich aktorów ówczesnego życia publicznego od Konfederacji Polski Niepodległej po Polską Zjednoczoną Partię Robotniczą ze zwycięską Solidarnością włącznie.

Ułatwi to zrozumienie, dlaczego młodzi uczestnicy rocznicowej demonstracji z 4 czerwca ub. r. na warszawskim placu Na Rozdrożu, która zapoczątkowała zwycięski marsz Koalicji Obywatelskiej po odzyskanie władzy z rąk PiS – buczeli i nie chcieli słuchać Lecha Wałęsy, chociaż we wzorowym skupieniu wysłuchali Donalda Tuska. 

I dlaczego tego samego dnia pod pomnikiem Tadeusza Mazowieckiego, róg Kopernika i Świętokrzyskiej, nikt nie złożył nawet kwiatka, chociaż nieco wcześniej Szymon Hołownia organizował tam briefingi. Jednak przed samymi zwycięskimi dla koalicji później nazwanej 15 Października wyborami – konferencję z apelem o pojednanie umiejscowił już o kilkadziesiąt kroków dalej pod pomnikiem Solidarności. Siła przekazu pomimo upływu lat okazała się znaczna, skoro zupełnie nieznani kandydaci Trzeciej Drogi stojący wówczas po lewej i prawej ręce przyszłego marszałka oboje niebawem bez kłopotu zdobyli mandaty poselskie. 

To dowód, jak mocno wciąż oddziałuje mit Solidarności, pomimo, że jej nazwę i symbolikę szarga zarządzający jej żałosną resztówką przewodniczący Piotr Duda, przez samych związkowców wzgardliwie przezwany “Dudą mniejszym” co podkreśla różnicę formatu w porównaniu z noszącym to samo nazwisko chociaż z nim nie spokrewnionym prezydentem Andrzejem Dudą. Obaj zresztą nie nawojowali się z komuną, chociaż z racji wieku mogli. Piotr Duda w szeregach czerwonych beretów jako Szwejk czy Bartek Zwycięzca generała Jaruzelskiego bronił w grudniu 1981 r. gmachu Telewizji Polskiej przed ekstremą NSZZ “Solidarność”, chociaż związkowcy wcale nie kwapili się budynku atakować. Zaś Andrzej Duda jako nastolatek w Krakowie należał wyłącznie do ZHP przezywanego wtedy czerwonym harcerstwem (jako drużynowy w szczepie “Wichry”), chociaż w jego rodzinnym mieście działała wówczas Federacja Młodzieży Walczącej zorganizowana przez jego rówieśników i znana z ganiania się z milicją po Nowej Hucie i Plantach, co niedawno w wywiadzie dla “Opinii” przypomniał dawny uczestnik tych zmagań a obecny biograf Kornela Morawieckiego, wieloletniego przewodniczącego Solidarności Walczącej oraz dziennikarz telewizyjny Bogdan Rymanowski [1].        

4 czerwca nie wziął się z niczego

Warto przy okazji przypomnieć kwestie podstawowe: 

Okrągły Stół ani kampania przed wyborami czerwcowymi, których zasady przy nim uzgodniono nie były nowym początkiem ani znanym ze średniowiecznego teatru efektem “deus ex machina”. Wrzenie społeczne w Polsce trwało do kwietnia 1988 r, kiedy – początkowo w związku z postulatami wyłącznie socjalnymi – przerwała pracę komunikacja miejska w Bydgoszczy. Dołączały kolejno Nowa Huta i Stocznia Gdańska. Od 8 marca 1988 r. (rocznicy wydarzeń sprzed dwudziestu lat) trwały również masowo demonstracje studenckie. Kiedy w nocy władza siłą stłumiła strajk w nowohuckim kombinacie od rana 5 maja 1988 r. podjął go Uniwersytet Warszawski.

Sierpień 1988 r. przyniósł kolejną falę protestów, obejmujących również śląskie kopalnie. Decydującą rolę odegrali w nich młodzi robotnicy, nie znający traumy represji po 13 grudnia 1981 r, bo wtedy uczyli się jeszcze w szkołach zawodowych za to wychowani w kulcie pierwszej Solidarności, wielkiej i dziesięciomilionowej. Do tego pokolenia zwracał się podczas pielgrzymki w 1987 r. Papież Jan Paweł II przekonując młodzież, że “każdy z Was ma swoje Westerplatte. Jakąś sprawę, o którą nie sposób nie walczyć”.

Wpływ pierwszej, zepchniętej do podziemia po 16 miesiącach legalnego działania (1980-81) “Solidarności” na tę drugą zwycięską, pokazuje też, że o ile wydarzenia w Związku Radzieckim związane z proklamowaną przez Michaiła Gorbaczowa po jego dojściu do władzy w 1985 r. “głasnostią” (jawnością) i “pierestrojką” (przebudową) ułatwiły rozstrzygnięcie polskich spraw bez użycia siły – to początkiem demontażu systemu komunistycznego pozostaje jednak Sierpień 1980 po którym podobnie sprzyjające okoliczności nie zaistniały, bo w ZSRR rządził jeszcze Leonid Breżniew obstawiony strażnikami ideologii leninowskiej (Michaił Susłow) oraz zachowawczym w swoich reakcjach kompleksem militarno-przemysłowym. Wymiana zdań na Zamku warszawskim latem 1988 roku, kiedy w odpowiedzi na pytanie historyka idei Marcina Króla sekretarz generalny KPZR Gorbaczow nie potwierdził aktualności doktryny Breżniewa, zakładającej ograniczoną suwerenność państw socjalistycznych, miała miejsce już po pierwszej wysokiej fali strajków polskich robotników i studentów. Nie jest to spór typu: co było pierwsze, kura czy jajko. Lecz żelazna sekwencja faktów historycznych.

Lech Kaczyński uczestniczył w większej liczbie przygotowujących umowy okrągłostołowe spotkań w Magdalence (co symboliczne – miejsce pertraktacji stanowił tajny ośrodek MWS kierowanego wówczas przez głównego wykonawcę stanu wojennego gen. Czesława Kiszczaka) niż legendarni liderzy podziemnej Solidarności: Zbigniew Bujak i Władysław Frasyniuk. Co w oczywisty sposób sytuuje go w obozie ówczesnych kunktatorów a nie radykałów. Kto naiwny niech wierzy pisowskim propagandzistom Semce czy Gmyzowi, że znalazł się tam, bo znał się na prawie pracy. Wiadomo przecież, że nie o tym rozmawiano. Obrazę dla inteligencji Państwa Internautów stanowiłaby poważna polemika z tezą Jarosława Kaczyńskiego, że to jego “brat faktycznie kierował Solidarnością”. Kiedy konia kują, żaba nogę podstawia. Faktem pozostaje za to, że Lech Kaczyński – wtedy raczej “no name” w załodze solidarnościowej – uczestniczył w sześciu spotkaniach w Magdalence, jak dokumentuje Krzysztof Dubiński (“Transakcja epoki”)[2]. Równie często bywał tam wyłącznie… sam przewodniczący NSZZ “Solidarność” Lech Wałęsa.   

W rozmowach przy Okrągłym Stole uczestniczyli: Jarosław Kaczyński (oczywiście jego brat Lech również) a także działacz Niezależnego Zrzeszenia Studentów na UW Mariusz Kamiński oraz młody nauczyciel historii z Trójmiasta Jarosław Sellin. Także Zbigniew Romaszewski i Krystyna Pawłowicz. Zabrakło natomiast przy nim Donalda Tuska, Radosława Sikorskiego czy Bronisława Komorowskiego. 

Przy Okrągłym Stole nie uzgodniono planu gospodarczego nazwanego później od nazwiska Leszka Balcerowicza lecz wyłącznie zasadę indeksacji płac, na której przyjęcie szczególnie naciskał OPZZ, oficjalne związki zawodowe. Fachowcy zaliczają ja dzisiaj do kategorii “księżycowej ekonomii”. Solidarność miała wciąż w szufladach biurek w do niedawna konspiracyjnych mieszkaniach prospołeczne projekty przygotowane w 1981 r. przez jej ekonomistów: Tadeusza Kowalika, Stefana Kurowskiego i Ryszarda Bugaja. Tyle, że po dojściu do władzy nie uczyniła z nich użytku.

Konfederacja Polski Niepodległej Leszka Moczulskiego i Krzysztofa Króla skłonna była pójść do wyborów z list Komitetu Obywatelskiego (stanowiącego polityczną emanację Solidarności), gdyby tylko otrzymała tam godne miejsca. Sprzeciwili się temu doradcy Wałęsy. Stąd samodzielny start KPN. 

Na znak protestu przeciwko niedemokratycznym zasadom układania list na wybory czerwcowe z kandydowania zrezygnowali m.in. mec. Jan Olszewski, Aleksander Hall i Tadeusz Mazowiecki. Ich sprzeciw nie wpłynął jednak na werdykt opinii publicznej, która głosowanie – pierwsze w PRL, którego wyników nie fałszowano – potraktowała jako plebiscyt. I referendum kwestionujące prawo PZPR do dalszego sprawowania władzy.  

Obywatele nie bali się głosować 4 czerwca 1989 r. zgodnie ze swoim sumieniem. Wyników ulękli się za to liderzy zwycięskiego obozu Solidarności. Stąd decyzja oddania komunistom mandatów z listy krajowej, chociaż wymagane poparcie uzyskało tylko 2 spośród 35 skupionych na niej prominentów. I wybór Jaruzelskiego na prezydenta przez Zgromadzenie Narodowe, do czego przyłożyła rękę grupa parlamentarzystów z obozu “S”. Zaś po czerwcowym głosowaniu w redakcji “Gazety Wyborczej” i na jej komputerze doradca Jeffrey Sachs napisał plan gospodarczy, nazwany później nazwiskiem Balcerowicza i nie zawierający prospołecznych zasad ani nawet propozycji osłonowych.   

Społeczeństwo zrobiło wtedy swoje, po czym dowiedziało się, że “nie dorosło” – w domyśle, do demokracji. Następstwa pięknego roku 1989 r. stanowią również znaczące memento dla autorów kolejnego polskiego cudu, z 15 października 2023 r, czyli dla 22 milionów z nas, którzy wtedy znów masowo udaliśmy się do urn wyborczych. Nie obawiając się długich kolejek ani znanego także z 4 Czerwca 1989 r. powielanego szeroko poglądu, że to i tak niczego nie zmieni. Rzadko w historii swoista jej powtórka stwarza szanse naprawienia czy skorygowania popełnionych kiedyś błędów aby nie okazały się nieodwracalne. Przed nią właśnie wciąż stoimy.     

[1] por. To nie ja zainteresowałem się historią. To ona mną się zainteresowała. Z Bogdanem Rymanowskim rozmawiają dr Andrzej Anusz i Łukasz Perzyna. “Opinia” nr 40 (138), zima 2022, s. 144 i nast 

[2] Krzysztof Dubiński. Magdalenka. Transakcja epoki. Sylwa, Warszawa 1990, s. 18, 38, 59, 94, 140, 183

Jak oceniasz?

kliknij na gwiazdkę, aby ocenić

średnia ocen 5 / 5. ilość głosów 6

jeszcze nie oceniano

jeśli uznałeś, że to dobre...

... polub nas w mediach społecznościowych

Nie spodobało się? Przykro nam...

Pomóż nam publikować lepsze teksty

Powiedz nam, jakie wolałbyś teksty na pnp24.pl?

Łukasz Perzyna (ur. 1965) jest dziennikarzem „Opinii”, Polityczni.pl i „Samorządności”, autorem filmu o Aleksandrze Kwaśniewskim (emisja TVP1 w 2006 r.) oraz dziewięciu książek, w tym. „Uwaga, idą wyborcy…” i „Jak z Pierwszej Brygady”. Pracował m.in. w „Wiadomościach TVP” i „Życiu”, kierował działem krajowym „Obserwatora Codziennego”. W latach 80 był działaczem Konfederacji Polski Niepodległej i redaktorem prasy podziemnej.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here