Biden, nowy przywódca świata

0
149

Amerykanie wybrali jednoznacznie. Jednak perspektywę przywództwa Joe Bidena wyznacza nie czteroletnia kadencja, ale konieczność szybkiej walki z pandemią: jednym słowem to, co pogrzebało prezydenturę jego poprzednika. Donald Trump stojąc na czele najpoważniejszego mocarstwa nie poradził sobie z COVID-19 nawet w ocenie własnych obywateli, pomimo ogromnych funduszy na badania, ultranowoczesnych laboratoriów i największej liczby nagród Nobla z fizjologii i medycyny dla jego rodaków. Również sojusznicy daremnie czekali na pomoc w walce z żywiołem.

Dlatego demokrata Joe Biden działania w roli prezydenta-elekta rozpoczął od powołania 13-osobowego zespołu ekspertów do walki z wirusem, w którym – czego można się było spodziewać – znalazło się miejsce głównie dla krytyków strategii ustępującej administracji. W tym dla Ricka Brighta, który zarzucał Trumpowi lekceważenie pierwszych sygnałów o pandemii. Teraz Biden obiecuje powszechną dostępność bezpłatnych testów. To w USA, najbogatszym kraju na kuli ziemskiej padł podwójny niechlubny światowy rekord: zachorowań i zgonów na COVID-19.

Biden jest dobrym człowiekiem – zaznacza George Bush, republikański prezydent w latach 2001-9, któremu swego czasu przypadła rola odbudowania wielkości Ameryki po podobnym szoku: ataku na World Trade Centre, który pamiętnego 11 września wstrząsnął poczuciem bezpieczeństwa obywateli. 

Umiejętność zarządzania w warunkach nadzwyczajnych staje się ważnym kryterium doboru kandydatów do nowej administracji, skoro na czele personelu Białego Domu znajdzie się Ron Klain, który za prezydentury Baracka Obamy kierował sztabem antykryzysowym do walki z epidemią Eboli. Prawnik po Harvardzie Klain szefował już, ale ekipom wiceprezydentów: Ala Gore’a i właśnie Bidena.  To raczej on, a nie wiceprezydent Kamala Harris uosabiająca wielobarwność etnicznej Ameryki (prokurator z Kalifornii pochodzenia jamajsko-indyjskiego) stanie się cieniem czy alter ego szefa.  
Amerykanie postawili na kandydata doświadczonego. 46 prezydent USA Joe Biden 20 listopada obchodzić będzie 78 urodziny, a to wiek, w którym Ronald Reagan kończył właśnie swoją drugą kadencję. Zwycięski demokratyczny challenger jest najstarszym w historii szefem państwa amerykańskiego.  Polaków akurat nie powinno wcale to szokować, Jan Paweł II gdy w Sejmie wygłosił pamiętne refleksyjne przemówienie o powinnościach polityków na rzecz dobra publicznego był starszy niż obecny prezydent-elekt USA, bo liczył sobie 79 lat. Włosi z kolei mieli szczęście do prezydentów, którzy również po osiemdziesiątce lepiej od premierów uosabiali dostojeństwo państwa: gdy na jego czele stał Sandro Pertini (82-letni w chwili wyboru przez siedem lat sprawował funkcję), wierzono, że nigdy nie dopuści do odrodzenia faszyzmu w swoim kraju, bo sam bohatersko uczestniczył w młodości w ruchu oporu przeciw dyktaturze Benito Mussoliniego. Amerykanie, skupieni na trosce o swoje zdrowie w warunkach szalejącej pandemii, zaufali obliczalnemu starszemu panu, zdolnego ich oczekiwania zrozumieć i wyjść im na przeciw, w odróżnieniu od egotycznego Trumpa.  

– Nadszedł czas, żeby łączyć a nie dzielić – oznajmił po zwycięstwie Biden.
Pozostaje niemal od zawsze zaangażowany w politykę. Łączy go to z o cztery lata młodszym Billem Clintonem, o którym nawet, gdy wykładał na Uniwersytecie w Fayetteville w rodzinnym Arkansas prawo morskie (chociaż stan ten pozostaje pozbawiony dostępu do wybrzeża) mawiano, że nie stawia studentom ocen niedostatecznych, bo w przyszłości będzie potrzebował ich głosów, co zaświadcza jego biograf i laureat Nagrody Pullitzera David Maraniss [1]. 

Krótko po studiach Biden pracował jako prawnik, już w wieku 28 lat został radnym hrabstwa, a gdy miał ich 31 – mieszkańcy rodzinnego Delaware wybrali go do Senatu Stanów Zjednoczonych, powtarzając swoją decyzję potem jeszcze siedmiokrotnie. Pasek na mapie USA nad Atlantykiem, bo tak wygląda stan założycielski Delaware pod względem powierzchni pozostaje większy wyłącznie od Rhode Island ale cieszy się dumnym przydomkiem “First State” – bo rzeczywiście historycznie pierwszy zaaprobował Konstytucję Stanów Zjednoczonych. 

Wybór Amerykanów problem Polaków

Stany Zjednoczone wybrały prezydentem kandydata o 4 lata starszego, ale bardziej obliczalnego – Amerykanie zagłosowali tak za sprawą pandemii, która nie ominęła najpotężniejszego mocarstwa pomimo wielkich nakładów na badania oraz największej liczby nagród Nobla z fizjologii i medycyny. Joe Biden podobnie jak w 1980 r. Ronald Reagan i w 1992 r. Bill Clinton pokonał urzędującego prezydenta, co w USA jest wielką sztuką. Dla pisowskich władz wybór Bidena oznaczać może nawet konieczność publicznego tłumaczenia się z podejścia do reguł demokracji i praworządności na konferencjach międzynarodowych, bo zwycięski demokrata jeszcze w kampanii takie zawstydzanie sojuszników zapowiadał. Ale ze strony Donalda Trumpa już spotkało Polskę wiele despektów.

Read more

Bill Clinton tak wspomina początki współpracy z obecnym prezydentem-elektem, którą nawiązał jeszcze jako obiecujący polityk z Arkansas: “(..) senator Joe Biden,  przewodniczący Komisji Sędziowskiej, poprosił mnie, bym zeznawał przeciw sędziemu Robertowi Borkowi, którego prezydent Reagan powołał do Sądu Najwyższego Stanów Zjednoczonych. Joe chciał, bym wystąpił, ponieważ byłem białym gubernatorem z Południa, dodatkowym plusem było to, że chodziłem na wykłady Borka z prawa konstytucyjnego. Nim się zgodziłem, przeczytałem większość jego artykułów, ważne orzeczenia sądowe i relacje z wystąpień publicznych. Doszedłem do wniosku, że nie powinien zasiadać w Sądzie Najwyższym. Przygotowałem ośmiostronicową mowę, w której twierdziłem, że lubię i szanuję Borka jako nauczyciela i uznaję znaczną swobodę prezydenta w wyborze sędziów, mimo to uważam, iż Senat powinien odrzucić tę nominację. Wystąpienia Borka dowodziły, że był on reakcjonistą, a nie po prostu konserwatystą (..). Bork był jedynym z dwóch prawników – drugim był William Rehnquist – którzy radzili Barry’emu Goldwaterowi, by zagłosował przeciw ustawie o prawach obywatelskich z 1964 roku. Jako południowiec dobrze wiedziałem, jak istotne jest, by podważając te decyzje, nie otwierać ran rasowych. Bork (..) dowodził, że konstytucyjna zasada ochrony prywatności wcale nie daje małżeństwom większego prawa do używania środków antykoncepcyjnych niż zakładom użyteczności publicznej do zanieczyszczania środowiska (..). Uznał nawet, że sądy federalne nie powinny wymuszać przestrzegania ustaw antymonopolowych, ponieważ opierają się one na błędnej teorii ekonomicznej (..). Senat odrzucił nominację Borka” [2].     

Polaków bardziej jednak zainteresuje rola Bidena w uśmierzeniu kryzysu rosyjskiego z lat 90. czyli uratowaniu prezydentury Borysa Jelcyna. Oddajmy znów głos Clintonowi, wtedy już prezydentowi Stanów Zjednoczonych: “Wprawdzie badania opinii wskazywały, że trzy czwarte Amerykanów było przeciw zwiększeniu pomocy dla Rosji, a równocześnie toczyliśmy ciężką walkę o nasz plan ekonomiczny, mimo to uważałem, że nie mamy wyboru (..). Podczas spotkania, jakie zwołałem w celu zdobycia poparcia, senator Joe Biden, przewodniczący Komisji Spraw Zagranicznych, zdecydowanie wypowiedział się za udzieleniem Rosji pomocy. Bob Dole dał się przekonać argumentem, że po zakończeniu zimnej wojny nie powinniśmy powtórzyć błędu, jaki popełnili zwycięzcy po pierwszej wojnie światowej. Ich krótkowzroczna polityka przyczyniła się do wybuchu drugiej” [3].
1,6 mld amerykańskiej pomocy dla Rosji przeznaczono na ustabilizowanie jej gospodarki, budowę mieszkań dla zwolnionych oficerów – dramatyzujący Jelcyn żalił się nawet, że część z nich mieszka w namiotach – oraz pensje dla bezrobotnych fizyków i inżynierów jądrowych, by ich nie skaperowały państwa zbójeckie (Iran lub Korea Płn.) oraz na likwidację nadwyżek broni atomowej.

Po latach Biden w nowej roli z problemem atomowej ekspansji państw zbójeckich zmierzyć się musi od początku. Korea Pn. dokładnie na jego inaugurację prezydencką szykuje próbę rakiety z głowicą jądrową, zdolnej osiągnąć terytorium Stanów Zjednoczonych. Zaś ultymatywne pokrzykiwania Trumpa nie przyniosły efektu w kwestii irańskiego programu atomowego. 

W sprawie Rosji zaś Biden z Clintonem dopięli swego. Ich celem pozostawało nie zniszczenie jej lecz zapobieżenie niekontrolowanemu rozpadowi w trakcie którego kody od wyrzutni dostać się mogą w niepowołane ręce. A sondaże, wcześniej przez byłego prezydenta cytowane? Ulubione powiedzenie Harry’ego Trumana, który po latach ustępstw Franklina Delano Roosevelta powstrzymał ZSRR i komunizm światowy brzmiało:
– Gdyby Mojżesz kierował się badaniami opinii, do dziś siedziałby w Egipcie. 
Zaś przy ocenie amerykańskiej pomocy dla pierwszego niekomunistycznego prezydenta na Kremlu przywołać można pamiętne wystąpienie mec. Jana Olszewskiego w trakcie spotkania Komitetów Obywatelskich w warszawskiej Akademii Muzycznej w gorącym sierpniu 1991 r. gdy w Moskwie stłumiono właśnie pucz Giennadija Janajewa:
– Rosja ma dziś dla nas szczerą, przyjazną twarz Jelcyna.

Rzeczywiście już jesienią następnego roku prezydent Rosji przysłał do nas specjalnego wysłannika Rudolfa Piechoję, który przywiózł archiwum katyńskie. To wtedy czeskie “Rude Pravo”, to samo co przez lata wraz z “Trybuną Ludu” i “Neues Deutschland” organizowało kolarski Wyścig Pokoju a w 1980 i 1981 r. wzywało bratnie partie i armie do interwencji u nas – zamówiło u mnie tekst o zbrodni katyńskiej, co do dziś poczytuję sobie za najbardziej paradoksalny sukces zawodowy. 

Zaś Biden wspólnie z Clintonem rozbrajali nie tylko poradzieckie arsenały jądrowe. Za prezydentury demokraty z Arkansas to Joe Biden przeprowadził przez Senat ustawę o zakazie posiadania broni szturmowej czyli po ludzku mówiąc pozostawania karabinów maszynowych w rękach prywatnych. Każdy, kto widział słynny film Gusa van Santa “Słoń” osnuty na tle autentycznej masakry w szkole w Columbine wie, jaki to problem dla Ameryki. Wtedy Biden naraził się potężnej organizacji lobbystycznej producentów broni (NRA). 

Wbrew sondażom wystąpił Biden również, znów jak Clinton, za wysłaniem wojsk amerykańskich do Bośni po porozumieniu z Dayton. 

Odwagi Bidena dowodzi inne jeszcze przedsięwzięcie, zrealizowane w ostatnim roku prezydentury Clintona, który tak je opisuje: “Trzydziestego sierpnia pojechałem w towarzystwie spikera Dennisa Hasterta i sześciu innych członków Izby Reprezentantów, senatora Joe Bidena i trzech innych senatorów oraz kilkunastu członków gabinetu do Kartageny w Kolumbii, aby udzielić wyraźnego poparcia prezydentowi Andresowi Pastranie i jego “planowi dla Kolumbii”, który miał uwolnić kraj od handlarzy narkotykami i terrorystów, kontrolujących około jednej trzeciej terytorium” [4].

Zawodowy polityk Biden nie jest celebrytą jak Trump ani typem cyborga: współczucie Amerykanów zyskała mu historia z dawnych lat, kiedy to pierwsza żona wraz z córką zginęła w wypadku samochodowym. Młody senator odbudował wtedy stopniowo swój świat, najpierw pomogła mu siostra, potem kolejna małżonka stała się również matką dla osieroconych dzieci. Amerykanie lubią smutne historie z happy-endem, wolą je od ponurych opowieści o moskiewskich ekscesach Trumpa.

Gdy młody Barack Obama został prezydentem na pierwszą z dwóch kadencji, to Biden jako wiceprezydent miał mu dać poczucie bezpieczeństwa. Ściślej zaś przede wszystkim zagwarantować je Amerykanom. Pełnił tę rolę przez osiem lat, znając miejsce w szeregu. Z pokojowym Noblem i sukcesami w walce z terroryzmem międzynarodowym Obama wydaje się w wiele lat po upływie obu kadencji jednym z bardziej udanych amerykańskich prezydentów, ale gdy urząd obejmował, doświadczony i obliczalny zastępca uśmierzyć miał część obaw z nim związanych: konserwatywnych Amerykanów niepokoiło nawet, że na drugie imię ma Husajn (takie nadał mu pochodzący z Kenii ojciec) a wielu republikanów pozostawało przekonanych, że pierwszy ciemnoskóry prezydent jest wyznania muzułmańskiego. 

Obama przeprowadził reset wobec Rosji, w czym Biden miał swój udział. Sprytniejszy od nich okazał się jednak Władimir Putin, kończąc cały eksperyment przyłączeniem Krymu. Za to kontaktów prezydenta-elekta z Rosją nie obciążają długi wdzięczności ani tajemne powiązania od których zaczynał kadencję Trump. Czołowy strateg i doradca tego ostatniego Paul Manafort trafił do więzienia za zatajenie przed amerykańskimi urzędami podatkowymi i służbami interesów z dawnym prorosyjskim prezydentem Ukrainy Wiktorem Janukowyczem.

Obaj – zarówno Obama jak jego zastępca Biden – swobodnie odnosili się też do własnych koncepcji. Jak opisuje to nie bez humoru inny pokojowy noblista i wieloletni sekretarz stanu USA Henry Kissinger: “Barack Obama uzyskał nominację Partii Demokratycznej po części ze względu na swój sprzeciw wobec wojny w Iraku. Po objęciu urzędu nadal krytykował publicznie swojego poprzednika i przystąpił do realizacji “strategii wyjścia” z większym naciskiem na wyjście niż na strategię” [5]. 

W kwestii Chin ten sam Kissinger przypomina jednak inną politykę, której Biden pozostawał niewątpliwie znaczącym współautorem, jeśli nie głównym strategiem: “Dwaj amerykańscy prezydenci (Barack Obama i George W. Bush) zgodzili się ze swoimi chińskimi odpowiednikami (Xi Jinpingiem i Hu Jintao) w kwestii nawiązania strategicznego partnerstwa w rejonie Pacyfiku, które byłoby sposobem na utrzymanie równowagi sił przy jednoczesnej redukcji łączącego się z nią zagrożenia militarnego. Jak dotąd deklaracjom zamierzeń nie towarzyszyły jednak konkretne kroki w uzgodnionym kierunku” [6].   
Teraz jednak realia się zmieniły, Chińczycy długo nawet zwlekali z gratulacjami dla Bidena.  Eksperci spodziewają się, że wobec Chin Biden będzie twardszy od Trumpa, który w tej kwestii wiele gadał ale mało robił. W relacjach z Europą może preferować kontakty ze wspólnotą unijną a nie tylko poszczególnymi krajami.

Wrażliwy na demokrację, zapowiada, że już w pierwszym roku prezydentury zwoła szczyt sojuszników na jej temat: to wtedy ekipa PiS będzie musiała się wytłumaczyć z lekceważenia reguł praworządności, podobnie jak rządy turecki i węgierski. Ale to jej problem.

Podczas telewizyjnego spotkania z wyborcami Biden jeszcze jako kandydat oznajmił: – NATO narażone jest na ryzyko rozłamu (..). Widzimy wszystko, co się dzieje, od Białorusi po Polskę i Węgry i wzrost totalitarnych reżimów na świecie.

– To wypowiedź nieszczęśliwa, totalitaryzm w tej części Europy nie istnieje od czasów Stalina, nawet później, gdy trwała żelazna kurtyna, można było co najwyżej mówić o autorytaryzmie – wskazuje prof. Władysław Teofil Bartoszewski, poseł PSL: – Podobnie niefortunna wypowiedź o polskich obozach koncentracyjnych zdarzyła się Barackowi Obamie. Potwierdza to tylko, że prezydenci USA zwykle nie mają szczegółowej eksperckiej orientacji w problemach naszego regionu [7].Nic jednak nie wskazuje na to, żeby demokrata Biden okazał się dla Polaków prezydentem gorszym niż republikanin Trump, który zrealizował jedną tylko złożoną nam obietnicę: zniesienia wiz. Tyle, że z powodu pandemii nasi rodacy i tak nie mogli się tym nacieszyć. Walorem Bidena pozostaje za to przewidywalność, cenna w świecie zdestabilizowanym przez pandemię i groźby terroryzmu międzynarodowego. Amerykanie zagłosowali zgodnie ze swoim instynktem samozachowawczym, który raczej ich nie zawodził w 250-letniej historii. Rządzącym w Polsce pozostaje tylko się do tego dostosować, jeśli nie zamierzają spocząć na marginesie globalnej polityki. Wybór został już dokonany.

Nowemu światowemu przywództwu doskonale rokuje fakt, że demokrata Biden będzie zmuszony współpracować ze zdominowanym przez republikanów Senatem. Jeśli zna się jego karierę, można wierzyć, że nie sprawi mu to trudności. Dyktatu nie będzie. Kompromis powraca jako wartość, być może nie tylko w amerykańskiej polityce. Również za nim zagłosowali wyborcy za Oceanem. 

[1] por. David Maraniss. Bill Clinton. Najlepszy w klasie. Prószyński i S-ka, Warszawa 1995, s. 340  
[2] Bill Clinton. Moje życie. Świat Książki, Warszawa 2004, s. 314
[3] Clinton, op. cit, s. 469
[4] Clinton, op. cit, s. 841[5] Henry Kissinger. Porządek światowy. przeł. Maciej Antosiewicz. Wydawnictwo Czarne, Wołowiec 2016, s. 306[6] Kissinger, op. cit, s. 220
[7] Po zwycięstwie Bidena znika zagrożenie dla Sojuszu Atlantyckiego. Rozmowa z Władysławem Teofilem Bartoszewskim, wio.waw.pl z 9 listopada 2020

Jak oceniasz?

kliknij na gwiazdkę, aby ocenić

średnia ocen 5 / 5. ilość głosów 10

jeszcze nie oceniano

jeśli uznałeś, że to dobre...

... polub nas w mediach społecznościowych

Nie spodobało się? Przykro nam...

Pomóż nam publikować lepsze teksty

Powiedz nam, jakie wolałbyś teksty na pnp24.pl?

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here