Bielan czyli zlecenie na Gowina

0
77

Polska polityka nie jest grą osobowości ani charakterów, ale próba pozbawienia Jarosława Gowina przez Adama Bielana przywództwa Porozumienia, które ten pierwszy zakładał ma wymiar symbolu. Tyle, że nie na tym planie rzecz się rozgrywa. Bielan atakuje szefa z inspiracji Jarosława Kaczyńskiego, którego uznaje za… szefa wszystkich szefów. Lojalny będzie jednak tylko do czasu, jak zwykle on, o czym przekonał się kiedyś Marian Krzaklewski. Zaś oponenci wypominają Bielanowi, że przed czternastu laty to on doradził prezesowi Kaczyńskiemu wybory przed terminem, które… wygrała PO.

Akurat tę scenę zarejestrowały kamery telewizyjne jako pierwszą reakcję zwycięzcy wyborów prezydenckich na ogłoszenie ich wyniku, a Adam Bielan, wtedy ledwo po trzydziestce, umiał się też w tym kadrze znaleźć. Operator uchwycił jak podchodzi do Lecha Kaczyńskiego z wyciągniętą prawicą, wbrew regułom dobrego wychowania, bo prezydent elekt jest dwa razy od niego starszy. Ale co się czepiać, tłumaczyli Bielana koledzy z partii, wzruszył się chłopak i tyle…

O dobrych manierach zapominał jednak w zwyklejszych codziennych sytuacjach, co dało asumpt zapewne krzywdzącej dla niego wersji, że w ogóle nie są mu znane. Do cenionej – i też starszej niż on – dziennikarki paru lewicowych tytułów krzyczał w Sejmie:
– Ja tam się z tobą zakładał nie będę, bo ty nigdy pieniędzy nie masz.
Przewodniczący Akcji Wyborczej Solidarność Marian Krzaklewski dał 22-letniemu wtedy Bielanowi miejsce na liście wyborczej zwane w slangu polityków “biorącym”, ponieważ młody działacz posługiwał się szyldem Niezależnego Zrzeszenia Studentów, wzbudzającym dobre emocje w tych, co pamiętali lata 80. Chociaż w kolejnej dekadzie NZS podupadło już… tak bardzo, jak Solidarność dopiero po Krzaklewskim, kiedy stała się cieniem dawnej potęgi i wreszcie za czasów PiS żółtym związkiem, jak specjaliści od dialogu społecznego określają taki ruch zawodowy, co faktycznie reprezentuje pracodawcę, w tym wypadku państwowego. W każdym razie to za sprawą dobroci Krzaklewskiego, który młodych polityków lubił i wskazania przez Andrzeja Anusza dawnego lidera z legendarnych dla NZS czasów, Bielan został pierwszy raz posłem. U schyłku kadencji ewakuował się do powstającego PiS jako szalupy ewakuacyjnej, zaś AWS do kolejnego Sejmu już nie weszła.

Już po wyborach dziennikarka spytała Bielana o jego niedawnego dobrodzieja:
– Marian Krzaklewski? A kto to jest? – błysnął dowcipem protegowany.  
Gdy w dwadzieścia lat później dobiegający już pięćdziesiątki Bielan wystąpił z kolei przeciw Jarosławowi Gowinowi, doczekał się niemal lustrzanej repliki za tamten koncept z ust zastępcy rzecznika Porozumienia Jana Strzeżka, którego z kolei dziennikarze spytali:
– A gdzie jest Adam Bielan?
– Być może szuka trzeciego Jarosława, którego mógłby zdradzić…
Drugi Jarosław to oczywiście Gowin, którego przywództwo Bielan zakwestionował, samemu ogłaszając się szefem, pod pretekstem, ze na czas nie odbyły się wybory. A pierwszy Jarosław to sam Kaczyński: w połowie kadencji kiedy PiS pozostawał pierwszy raz u władzy, w 2007 r, Bielan doradził prezesowi wybory przed terminem, mamiąc go mirażem samodzielnej większości.
– Wygramy, potem po następnych 4 latach zadziała efekt sukcesu piłkarskiego Euro 2012 wspólnego z Ukrainą i w sumie mamy pewnych 10 lat rządzenia – tak uzasadniał całą koncepcję w rozmowie ze mną, jakich argumentów wobec prezesa użył, tego już wiedzieć nie mogę…Wybory wygrał jednak nie PiS lecz Donald Tusk, Platforma Obywatelska w koalicji z Polskim Stronnictwem Ludowym objęła władzę na całe osiem lat, dla PiS był to okres wielkiej smuty.   

 Wizerunek Bielana pozostałby jednak niepełny, gdyby pominąć jego zdumiewającą skuteczność. Przez niemal ćwierć wieku, kiedy para się polityką, od 1997 r gdy posłem został po raz pierwszy – zaledwie przez rok nie był parlamentarzystą. To okres od 2014 kiedy skończyła mu się z ramienia PiS kadencja w Parlamencie Europejskim a na listy wziął go właśnie Jarosław Gowin, tyle, że jego Polska Razem nie wywalczyła ani jednego mandatu – do 2015 r, gdy Bielan został z kolei senatorem a rychło również wicemarszałkiem tej izby. O ostatniej z tym funkcji nawet sam Donald Tusk, kiedy ją pełnił, powiedział, że nie wymaga przepracowywania się. 
Skąd bierze się zdolność Bielana do zdobywania mandatów do Sejmu, Senatu i Parlamentu Europejskiego, umiejętność nie przychodząca tak łatwo politykom uważanym za poważniejszych, z historycznymi doświadczeniami?
Adam Bielan umiał otoczyć się ludźmi, którzy skutecznie na niego pracowali, tuszowali jego gafy, własnymi zdolnościami równoważyli mankamenty szefa, wreszcie byli na miejscu w biurze, gdy ich kierownik miał spotkania nie wiadomo gdzie. Kiedy Bielan pozostawał rzecznikiem PiS, w biurze prasowym pracowali m.in: Konrad Ciesiołkiewicz, który potem został rzecznikiem rządu a wreszcie zrobił karierę w biznesie oraz Tomasz Tretter, co potem podobną rolę pełnił znakomicie w Platformie Obywatelskiej a na wolnym rynku również odniósł sukces. 

To Bielan wraz z Michałem Kamińskim stworzyli tandem medialny PiS, odpowiedzialny za prezentacje, konferencje i reklamówki wyborcze. Lubili być nazywani spin doktorami, z angielska. Wymyślili m.in. słynną lodówkę za rządów PO, z której znikać miały kolejne produkty.
Dziennikarstwo przeżywało wtedy trudny czas, upadło lub dołowało wiele znanych tytułów, od “Życia” po “Trybunę”, na rynek weszły niemieckie koncerny Springera i Passauera, odwołujące się do niskich i stadnych emocji, operujące kodem populistycznym. Kamiński z Bielanem potrafili się w tym wszystkim zgrabnie odnaleźć, lepiej niż znakomicie wykształceni konkurenci.
Polityk AWS wspomina, jak w samolocie do Brukseli, wiozącym polskich obserwatorów na posiedzenie Rady Europy, bo formalnie w Unii jeszcze nie byliśmy – poseł Bielan wypijał kolejne drinki i zasypiał. Inni w tym czasie wyjmowali szpargały i laptopy, pracowali nad doktoratami lub zaległymi magisterkami. Ale Bielan już wiedział, że nie święci garnki lepią. 

W trakcie mityngów PiS podchodził do dziennikarzy, podszeptywał, że konwencja odbywa się w amerykańskim stylu. I żurnaliści naprawdę dawali to do pierwszych słów artykułu albo zapowiedzi studyjnej materiału telewizyjnego. Tym zapewne zyskał markę u Kaczyńskiego, który mediów nie rozumie, boi się i nie lubi.
Raz został jednak skarcony przez prezesa. Wykluczony z PiS, wrócił bocznymi drzwiami, w chwili, gdy Kaczyński postanowił z ułaskawionych przez siebie polityków uczynić tzw. koalicjantów wewnętrznych. Zbigniew Ziobro, który znalazł się w podobnej sytuacji założył Solidarną Polskę, zaś Bielan miał wraz z Gowinem, który przyszedł do PiS z PO (wcześniej walczył nawet o jej przywództwo z Donaldem Tuskiem) współtworzyć Porozumienie. Jednak wiosną ub. r. to Gowin udaremnił zamysł przeprowadzenia tzw. wyborów kopertowych za pośrednictwem Poczty Polskiej, rodzących niebezpieczeństwo fałszerstw. Sprzeciw Gowina wspartego przez jego posłów sprawił, że upadł termin majowy, głosowanie odbyło się latem w formie tradycyjnej (urny w komisjach) lub korespondencyjnej do wyboru. Prezydentem został i tak na drugą kadencję kandydat PiS Andrzej Duda.

Kaczyński inspirował atak Bielana, co nie ulega wątpliwości. Nie chodziło mu jednak o skarcenie Gowina za sprzeciw sprzed prawie roku, lecz o zablokowanie w obecnym Sejmie możliwości zbudowania większości innej niż pisowska, władnej powołać własnego premiera oraz marszałka Sejmu. Dotąd było to mało prawdopodobne, bo do nowego układu obok kompletu posłów od Gowina musieliby zgodnie przystać Lewica i Konfederacja, zwolennicy Pawła Kukiza i Szymona Hołowni, oczywiście też dawni koalicjanci z PO-KO i PSL. Jeśli jednak Porozumienie się podzieli, taka groźba nawet arytmetycznie przestanie istnieć. A ponieważ za Gowinem opowiedziało się dwunastu z ok. dwudziestu posłów, inni zaś m.in. Jacek Żalek i Kamil Bortniczuk wolą Bielana – rozłam stał się faktem. Misja Adama Bielana już się więc powiodła, chociaż trudno z tego wnioskować o jego dalszych losach. Kaczyński wiele razy szpetnie potraktował nawet polityków, którym wiele zawdzięcza.

Zaś przypominanie przez zwolenników Gowina, jak źle doradził Bielan prezesowi w historycznym momencie 2007 r. i ile to PiS kosztowało z pewnością nie wzmocni jego akcji. Jedno wydaje się pewne: pomimo twarzy dziecka, ktorą zachował pomimo bez mała pięćdziesiątki na karku o swoje walczyć będzie twardo i bezzwględnie, w Radomiu wciąż pamiętają, że jak stamtąd kandydował, jego sztabowcy bez skrupołów naklejali własne plakaty na afiszach konkurentów.

Jak oceniasz?

kliknij na gwiazdkę, aby ocenić

średnia ocen 5 / 5. ilość głosów 9

jeszcze nie oceniano

jeśli uznałeś, że to dobre...

... polub nas w mediach społecznościowych

Nie spodobało się? Przykro nam...

Pomóż nam publikować lepsze teksty

Powiedz nam, jakie wolałbyś teksty na pnp24.pl?

Łukasz Perzyna
Łukasz Perzyna (ur. 1965) jest dziennikarzem „Opinii”, Polityczni.pl i „Samorządności”, autorem filmu o Aleksandrze Kwaśniewskim (emisja TVP1 w 2006 r.) oraz dziewięciu książek, w tym. „Uwaga, idą wyborcy…” i „Jak z Pierwszej Brygady”. Pracował m.in. w „Wiadomościach TVP” i „Życiu”, kierował działem krajowym „Obserwatora Codziennego”. W latach 80 był działaczem Konfederacji Polski Niepodległej i redaktorem prasy podziemnej.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here