Gorąca jesień

0
91

Kibice mistrzostw żużlowych wygwizdali premiera Mateusza Morawieckiego. Rolnicy, protestujący przeciw piątce Kaczyńskiego, jak nazywa się niekorzystną dla wsi ustawę o ochronie zwierząt, wwieźli taczkami gnój do biura poselskiego Antoniego Macierewicza. Radykalizacji nastrojów sprzyja rozszerzanie się pandemii, bo statystyki okazują się alarmujące jak nigdy. W środę ogłoszono, że pękła kolejna bariera nowych dziennych zachorowań, było ich ponad 3 tys, co stanowi smutny rekord.

Wygwizdujący Morawieckiego na toruńskiej Motoarenie kibice nie mieli innych powodów do niezadowolenia, niż związane z obecnością tam premiera, skoro tytuł mistrza świata zdobył w pięknym stylu Bartosz Zmarzlik. Wcześniej podobnie potraktowali Morawieckiego widzowie koncertu na rzecz wsparcia demokracji na Białorusi na warszawskim Stadionie Narodowym.

Władzy pamięta się, jak uspokajała, że najgorsze mamy już za sobą, zachęcając do udziału w wyborach prezydenckich. Pamiętamy słowa ich późniejszego zwycięzcy Andrzeja Dudy że wizyta w komisji wyborczej nie okaże się bardziej ryzykowna niż zakupy w sklepie (wypowiedź z 30 marca br.). Znoszenie kolejnych ograniczeń, w tym noszenia masek na ulicy poza strefami zagrożenia również okazało się lekkomyślne, skoro liczba chorych w ostatnich tygodniach lawinowo rośnie. Zwłaszcza, że maska na twarzy to żadna uciążliwość. Podobnie nierozważne wydaje się w tej perspektywie zachęcanie rodaków do wyjazdów na wakacje i powrót do szkół w tradycyjnej formie nauki 1 września, skoro wcześniej przyzwyczaiły się już do funkcjonowania w systemie zdalnym.

Jeszcze przed formalną rekonstrukcją rządu Morawiecki zmienił ministra zdrowia – obciążonego fatalnymi, związanymi z pandemią interesami rodzinnymi i koleżeńskimi prof. Łukasza Szumowskiego zastąpił Adam Niedzielski, wprawdzie doktor ale nie lekarz, tylko specjalista od zarządzania. Nie zaprezentowano za to nowej strategii walki z wirusem. W środę w trakcie ograniczonych do jednego dnia obrad Sejmu rządowa większość odrzuciła wniosek o przedstawienie dodatkowej informacji w tej sprawie. Wciąż wysokie notowania obozu rządowego oddają bardziej słabość opozycji, niż ocenę działań władzy w sprawie pandemii. Przez ponad pół roku, kiedy w Polsce szaleje koronawirus, Polacy nauczyli się liczyć na siebie nawzajem, rodziny i sąsiadów, bez oglądania się na rządzących. Najgorszym przykładem indolencji tych ostatnich pozostaje zlekceważenie postulatów środowisk, znajdujących się na pierwszej linii walki z pandemią. W sierpniu przed Sejmem demonstrowali przedstawiciele wszystkich grup zawodowych, składających się na służbę zdrowia: lekarzy, pielęgniarek, ratowników, laborantów i kierowców karetek. Przełamano nawet ścisłą hierarchiczność, obowiązującą w tym środowisku.

Szczepionek przeciw grypie w Polsce znajdzie się 2 mln, podczas gdy w Niemczech – 50 mln. Starsze osoby, które szczepią się co roku, skarżą się, że tym razem odmawia się im takiej możliwości, oferując odległe miejsce w kolejce. A zbliża się sezon zachorowań. Testów na koronawirusa u nas wykonuje się cztery razy mniej niż we Włoszech. Rodzi to obawy o ciemną liczbę przypadków, której nie oddają i tak porażające statystyki.

Odwrócenie uwagi od słabości, jakie władza objawiła w obliczu pandemii, nie powiodło się. Polacy przejmują się wirusem, a nie zakończoną dopiero co rekonstrukcją rządu czy umową koalicyjną, przetargi polityczne elektryzują wprawdzie media, ale nie przesłaniają głównych problemów. Władza wyczerpała już efekt, związany z każdą klęską żywiołową – a tak odbierany jest pochód wirusa COVID-19 – zgodnie z którym rządzący otrzymują na początku kredyt zaufania. Jeśli nie następuje lawinowe załamanie się popularności, to PiS zawdzięcza to brakowi roztropności opozycji, która skompromitowała się wspólnym z rządzącymi sejmowym głosowaniem za podwyżką uposażeń poselskich (pod naciskiem społecznym odrzucono to później w Senacie) oraz za ustawą o ochronie zwierząt, która wbrew nazwie oznacza raczej restrykcje wobec polskiej wsi, wynikające z zamykania farm futerkowych oraz zakazu uboju rytualnego. Rolnictwo to system naczyń połączonych, ucierpią również współpracujące z nim branże.
W trakcie konferencji przed Sejmem, gdzie protestowano przeciw opodatkowaniu spółek komandytowych przedsiębiorca Artur Judkowski, właściciel firmy transportowej zauważył, że nikt przecież od niego nie kupi specjalistycznego samochodu ciężarowego, którym dotychczas woził kurczaki do ubojni. Zaksięguje stratę. 

Gorącą jesień zapowiadają rolnicy. W środę blokowali drogi w wielu regionach kraju. Znaleźli również bardziej stanowcze formy protestu: taczki z gnojem wprowadzono do biura poselskiego Antoniego Macierewicza, zaś przed miejscem, gdzie w poniedziałki pełni dyżury chory teraz Przemysław Czarnek ustawiono psią budę. To posłowie, którzy wsparli piątkę Kaczyńskiego w dotychczasowych głosowaniach. Kilkunastu w samym PiS zbuntowało się jednak przeciw niekorzystnym dla wsi rozwiązaniom, podobnie jak Solidarna Polska głosująca przeciw oraz wstrzymujące się Porozumienie Jarosława Gowina. Paradoks polega jednak na tym, że piątka Kaczyńskiego przeszła dzięki poparciu nominalnej opozycji: Koalicji Obywatelskiej i Lewicy. Teraz trafia do Senatu. Wielu przedstawicieli PiS daje do zrozumienia, że prędzej zagłosuje przeciw prezesowi niż własnym wyborcom. Miarą powagi sytuacji stały się napominające listy, rozsyłane przez prezesa Kaczyńskiego – teraz również wicepremiera – do senatorów. Zwykle nie musiał im przypominać, jak się mają zachować w głosowaniu. Tym razem jednak przed parlament przyjadą 13 października, gdy Senat będzie rozstrzygać, protestujący hodowcy i rolnicy. Przybyć ich ma nawet kilkadziesiąt tysięcy.

Obecne ich protesty nie przypominają już stylem akcji Andrzeja Leppera, zresztą blokady dróg zapoczątkowała nie Samoobrona tylko Solidarność Rolników Indywidulanych, za której przyczyną sprzęt rolniczy stanął za rządów Tadeusza Mazowieckiego na szosie pod Mławą. Przez dekady doszedł humor i dystans. Teraz AGROUnia Michała Kołodziejczaka i współpracujące z nią organizacje preferują formy happeningowe, jak ułożenie przed Sejmem głów kapusty z nazwiskami posłów, którzy zagłosowali za piątką Kaczyńskiego albo zablokowanie belami słomy drzwi do Ministerstwa Rolnictwa. Podobny los spotkać ma kongres partii rządzącej.

Wygrywający kolejne wybory za sprawą wysokiego poparcia na wsi PiS ma dziś problem wewnętrzny.

Senator Jan Maria Jackowski, który zapewne sam piątki Kaczyńskiego nie poprze, upomniał się o posłów PiS, zawieszonych za to, że przeciwko niej zagłosowali. Wskazał pozorną tylko oczywistość, że nie można tych sankcji utrzymywać w mocy w sytuacji, gdy do rządu w trakcie rekonstrukcji powołano ministrów, którzy również piątki Kaczyńskiego nie poparli. Na razie jednak partia utrzymuje dwie taryfy. Dla koalicjantów – ulgową. Dla swoich surowszą. W nieskończoność tak się jednak nie da, zwłaszcza, że rysują się kolejne pęknięcia.

Prezydent Andrzej Duda nie tylko w trakcie ceremoniału zaprzysiężenia ministrów – beneficjentów rekonstrukcji wylewnie podziękował odchodzącemu ministrowi rolnictwa Janowi Krzysztofowi Ardanowskiemu, który wcześniej w sejmowym głosowaniu piątce Kaczyńskiego się sprzeciwił, ale teraz powołał na etatowego doradcę Łukasza Rzepeckiego, w poprzedniej kadencji nonkonformistycznego posła PiS, wspierającego m.in. nieliczne weta prezydenckie do ustaw sądowych. Zapowiada to kłopoty dla partii rządzącej, bo młody polityk z pewnością nie będzie nowemu szefowi doradzał uległości wobec dotychczasowego protektora, zaś na Dudę – gdyby zachciał pokazać choćby margines niezależności – PiS już nie ma sposobu. Trzeciej kadencji mu przecież nie obieca.

Zapowiedź likwidacji do 2049 r. wszystkich polskich kopalń węgla kamiennego aż do ostatniej, przedstawiona została jako efekt społecznego dialogu, ale faktycznie PiS dogadał się w tej kwestii z uległą wobec niego od dawna Solidarnością. Wyzerowanie górnictwa to kolejne potencjalne zarzewie niepokojów społecznych. 
Wcześniej burzący się przeciw likwidacyjnym planom górnicy wręcz zapowiadali “czwarte i piąte powstanie śląskie” równocześnie. Nie da się jeszcze w pełni ocenić, jakie następstwa przyniesie totalne wygaszenie branży dla polskiej suwerenności energetycznej (wobec utrącenia przez ten sam PiS alternatywnych źródeł w postaci farm wiatrowych bo jakoby wiatraki szkodziły zdrowiu możemy być zmuszeni do kupowania za granicą albo samej energii albo węgla) oraz dla tkanki społecznej Górnego Śląska – bo dla koniunktury w regionie choćby konsumpcji i usług nie może być obojętne odejście w niebyt licznej i doskonale zarabiającej grupy społecznej o utrwalonych przez pokolenia nawykach.

Symboliczne okazuje się dążenie PiS do likwidacji lub przynajmniej znacznego ograniczenia dwóch branż, wśród przedstawicieli których partia rządząca zawsze znajdowała ponadnormatywne poparcie: górnictwa i rolnictwa. Chłopskie blokady i protesty hodowców stają się dla tej władzy odpowiednikiem buntu kronsztadzkiego, kiedy to – jak wiadomo – stanowiący wcześniej główny motor rewolucji marynarze zbuntowali się przeciwko bolszewickim rządom Włodzimierza I. Lenina: historycy, zwykle przestrzegający przed “gdybaniem” w ich nauce, pasjonują cię roztrząsaniem, jak potoczyłyby się losy świata, gdyby w marcu 1921 r. temperatura powietrza w północnej Europie była o parę stopni wyższa i wody bałtyckiej zatoki, okalającej ze wszystkich stron twierdzę kronsztadzką nie zamarzłyby, umożliwiając tym samym Michaiłowi Tuchaczewskiemu, temu samemu co pół roku wcześniej szedł na Warszawę, zdobycie reduty drogą zwyczajnej operacji lądowej. Żeby z analogiami było jeszcze zabawniej, kongres PiS, który rolnicy zamierzają zablokować odbędzie się… 7 listopada, dokładnie w rocznicę rewolucji “październikowej”, bo nazwanej tak wedle starego kalendarza.    
Efektowne porównania nie oddają jednak rzeczywistych dylematów ludzi, którym w zamian za rezygnację z wielopokoleniowego często dorobku oferuje się roczny okres przejściowy (hodowcy zwierząt futerkowych) lub każe się dopłacać do tego, na czym dotychczas zarabiali (hodowcy drobiu, którzy sprzedawali jako karmę dla norek odpady organiczne będą teraz zmuszeni je za własne pieniądze utylizować zgodnie z normami unijnymi).     

Katon i dżoker, po prostu: Zbigniew Ziobro

W twardej parlamentarnej grze obronił posadę, chociaż nie pozycję. Zbigniew Ziobro w rządzie pozostaje, ale jako rozsadnik przyszłego sporu. Wydaje się typem polityka postdemokratycznego, co z opozycją nie zawrze sojuszu ani nie wystartuje z własnym ugrupowaniem. Nawet jego ksywa Katon nie kojarzy się z systemem przedstawicielskim lecz z nieustępliwością i mściwością.

Read more

Władza, po nieudanych próbach odwrócenia uwagi tematami typowo politycznymi (rekonstrukcja i umowa koalicyjna) od powagi sytuacji wokół pandemii i nietrafności własnych działań antykryzysowych  zapewne użyje restrykcji związanych ze zwalczaniem COVID-19 jako pretekstu do nękania uczestników protestów społecznych za brak maseczek czy odpowiedniego dystansu między demonstrantami: już tak postępowała, gdy na ulice wychodzili przedsiębiorcy, wobec których, choć nie stanowili ogromnej grupy, co najmniej cztery razy użyto siły. Jeśli jednak zagrożenie pandemią nadal radykalizować będzie nastroje, dotychczasowa strategia władzy może okazać się nieskuteczna i kolejne grupy będą przedstawiać jej rachunek za zawiedzione nadzieje.     

Jak oceniasz?

kliknij na gwiazdkę, aby ocenić

średnia ocen 4.6 / 5. ilość głosów 9

jeszcze nie oceniano

jeśli uznałeś, że to dobre...

... polub nas w mediach społecznościowych

Nie spodobało się? Przykro nam...

Pomóż nam publikować lepsze teksty

Powiedz nam, jakie wolałbyś teksty na pnp24.pl?

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here