Herold. Dlaczego Terlecki pozbyłby się koalicjantów

0
70


Niezwykłą jak na PiS wypowiedź szefa klubu Ryszarda Terleckiego można uznać za początek gry o sukcesję po Jarosławie Kaczyńskim.

Terlecki stwierdził, że gdyby to od niego zależało – w ogóle by się koalicjantów pozbył. W najmniejszej mierze adresowane jest to do Solidarnej Polski Zbigniewa Ziobry oraz Porozumienia Jarosława Gowina. W większym stopniu – do opozycji, która wie, że PiS pozostaje lepiej od niej przygotowany do wyborów przed terminem. W znacznym wreszcie – do masy poselskiej i aparatu partyjnego. Oto twardy lider – chciałoby się powiedzieć. Drugi dziś po Kaczyńskim w hierarchii pisowskiej wicemarszałek Sejmu pokazuje, że słabnięcie prezesa nie oznacza poluzowania dyscypliny. I że będzie komu jej przyplinować.  

Dlaczego to ważne? Do tej pory od takich wypowiedzi był wyłącznie sam Kaczyński. Ryszarda Terleckiego i innych z czołówki – jak Marka Suskiego – raczej wypytywano o deklaracje prezesa, co chciał przez to powiedzieć, niż o ich własne zdanie. Ale to się zmienia.

Ryszard Terlecki w środę Sejmie sam podszedł do dziennikarzy, chociaż gdy nie ma nastroju do wypowiedzi, przemyka obok nich bez słowa. Niesłusznie żurnaliści wydrwiwają jego rolę głównego spikera PiS. Wobec braku medialności samego Kaczyńskiego i jego faktycznej niedostępności dla mediów to łączący funkcje przewodniczącego klubu parlamentarnego i wicemarszałka Sejmu profesor z Krakowa od dawna tworzy pisowski “przekaz dnia”. Inni politycy o porównywalnej pozycji albo ograniczają się do złośliwości wobec opozycji i koalicjantów wewnętrznych jak Marek Suski albo okazują się nieosiągalni jak Mariusz Błaszczak czy Mariusz Kamiński. Nominalna rzeczniczka PiS Anita Czerwińska wzbudza śmiech wśród zarówno dziennikarzy jak kolegów klubowych, nieco lepiej radzi sobie jej zastępca Radosław Fogiel, ten jednak chociaż wie co mówi, wypowiada się rzadko, lepiej już pytać promotora jego kariery Suskiego (obaj są posłami z Radomia).

W tej sytuacji każde słowo Terleckiego ma wagę pisowskiej ewangelii dziennej. Nadaje ton relacjom stacji radiowych i telewizji 24-godzinnych, ustawia dzień, jak się mówi w Sejmie. 

Oczywiście Terlecki nie powiedział niczego z czego nie można się później wycofać: zastrzegł, że prezentuje własne zdanie, a nawet przedstawił jako najbardziej prawdopodobny scenariusz alternatywny wobec własnych słów: taki, że PiS wraz z koalicjantami wewnętrznymi dojedzie do wyborów w konstytucyjnym terminie. To jednak jeszcze dwa i pół roku. Każde skrócenie kadencji oznacza, że heroldem przyspieszenia okaże się sam Terlecki. Zyskując reputację nie tylko dobrze poinformowanego co politykowi zawsze pomaga ale nawet pomysłodawcy tej decyzji.

Wprawdzie sondaże pokazują, że PiS od zwycięskich wyborów sprzed półtora roku stracił co trzeciego zwolennika (poparcie stabilizuje się w granicach 30 proc, w głosowaniu z 2019 r. było to 44 proc), ale opozycja wie, że rządzący okazują się lepiej niż ona do kampanii przed terminem przygotowani – zwłaszcza, że to PiS wybierze datę.
Rządzić mniejszościowo w wypadku odejścia wcale nie Solidarnej Polski i Porozumienia równocześnie ale choćby jednej z tych formacji raczej się nie da, nawet przy własnym prezydencie, bo ten ostatni w wypadku braku uchwalenia budżetu na czas może ale nie musi rozwiązać parlament. To czas zbyt długi a każde kolejne przegrane głosowanie odbierze PiS punkty w badaniach poparcia. Chociaż oczywiście można wykazać, że co PiS zamierzał uchwalić, to już przez niemal sześć lat rządów zdążył przegłosować. Jednak choćby groźba odwoływania kolejnych ministrów w trybie votum nieufności sprawia, że pomiędzy rozwiązaniem koalicji a wyborami niemal natychmiast postawić wypada znak równości.

Ryszard Terlecki niewątpliwie te dwie kwestie również połączył. 

Solidarna Polska zapowiada, że zagłosuje przeciw Europejskiemu Funduszowi Odbudowy, którego powiązanie z przestrzeganiem praworządności uznaje za groźbę dla samostanowienia państwa. Gdyby fundusz odrzucono, cała Unia Europejska musiałaby pospiesznie poszukiwać środków nadzwyczajnych. To jednak niezbyt prawdopodobne, bo swoje głosy da wtedy opozycja, uzasadniając to własną proeuropejską postawą. Wcześniej posłowie Koalicji Obywatelskiej nie brzydzili się wraz z PiS zagłosować za podwyżką uposażeń całej klasy politycznej, wsparli też piątkę dla zwierząt choć w potocznym przekazie nosiła nazwisko lidera partii rządzącej: żadna z tych regulacji ostatecznie nie przeszła, ze względu na opór ogółu opinii przeciw podwyżkom dla polityków oraz sprzeciw na wsi związany ze stratami, jakie ponieśliby polscy hodowcy w wypadku uchwalenia niby to prozwierzęcych przepisów.

Jak ujawnił mi Grzegorz Schetyna były przewodniczący Koalicji Obywatelskiej, ludzie Ziobry mają porozumienie z Konfederacją. Ale w jego ocenie to nie wystarczy.
Tym bardziej, że nie wiemy, jak trwałe się okaże: wcześniej politycy od Krzysztofa Bosaka z przekąsem wypominali ziobrystom, że zawsze głosowali razem z resztą PiS przy niekorzystnych dla polskich przedsiębiorców regulacjach w tym związanych z pandemią.
Zapewne Zbigniew Ziobro dwa razy się zastanowi, czy warto umierać za pojmowaną po swojemu suwerenność, zwłaszcza, że do zaplecza wyborczego rządzących przebił się raczej żyrowany przez samego Kaczyńskiego przekaz premiera Mateusza Morawieckiego, przedstawiający grudniowe ustępstwa wobec reszty Unii Europejskiej jako sukces.
Z kolei inny koalicjant, Jarosław Gowin w środę próbę puczu w Porozumieniu wspieraną przez kierownictwo PiS uznał za faktyczne zawieszenie umowy koalicyjnej.

Zresztą sąd poodrzucał wnioski Adama Bielana i Gowin pozostaje liderem swojej formacji. W odróżnieniu jednak od Zbigniewa Ziobry, który nie ma dokąd pójść – Gowin potencjalnie byłby w stanie zacząć w Sejmie budowę nowej większości bez PiS próbującej przynajmniej wyłonić innego premiera niż Mateusz Morawiecki i marszałka niż Elżbieta Witek, chociaż wobec konieczności dogadania się ponad podziałami całej opozycji od Lewicy po Konfederację wariant zmiany rządu bez wyborów wydaje się – jeśli użyć ulubionego określenia samego  Kaczyńskiego – skrajnie mało prawdopodobny. Ale PiS się tego obawia. 

Wciąż nie wiadomo, jak przełożą się ponad roczna już pandemia i fatalne skutki kolejnych lockdownów dla gospodarki i przedsiębiorczości na przyszłe społeczne nastroje. W tej sytuacji PiS może próbować uciec w kampanię i wybory przed terminem przed dalszą utratą poparcia. Zachowa wtedy to, co ma dziś.

Terlecki może się więc okazać heroldem wielu nowych wiadomości. Nie jest też prostym wykonawcą poleceń Jarosława Kaczyńskiego. Prezes liczy się z jego zdaniem, podczas gdy innych współpracowników chętnie poniża nawet gdy zachowują lojalność. Terlecki jednak imponuje wiecznemu doktorowi z Żoliborza profesorskim tytułem, osadzeniem w krakowskich elitach najbardziej zaś – faktem, że swego czasu publicznie zlustrował własnego ojca. Wiele lat po śmierci Olgierda Terleckiego to jego syn Ryszard ogłosił bowiem szczegóły współpracy dawnego zesłańca i bohetera spod Monte Cassino, żołnierza Drugiego Korpusu, autora książek historycznych i cenionego dziennikarza z komunistyczną Służbą Bezpieczeństwa.

W oczach Kaczyńskiego to heroizm, chociaż dawna krakowska opozycjonistka Maria de Hernandez Paluch (wybitnie zasłużona w latach 80 ukrywała we własnym mieszkaniu szefa legendarnego “Hutnika”, pisma o znaczeniu podobnym dla Malopolski co “Tygodnik Mazowsze” dla Warszawy, Wojciecha Marchewczyka) porównała Terleckiego do patrona Komsomołu Pawlika Morozowa, który w dobie czystek stalinowskich doniósł organom na własnego ojca.

W odróżnieniu od Kaczyńskiego, który – jak wiemy dzięki demonstrantom skandującym w każdą rocznicę stanu wojennego przed żoliborską willą prezesa – 13 grudnia spał do południa, młodszy Terlecki poszczycić się może autentycznym opozycyjnym życiorysem. Najpierw działał zresztą w ruchu hipisowskim, zalegając pod pomnikiem Mickiewicza w Krakowie. Został partnerem życiowym Kory: Olgi Ostrowskiej, wtedy jeszcze nie Jackowskiej. To kręgi bohemy dla Kaczyńskiego niedostępne. A w ówczesnej ksywie Terleckiego “pies” nie ma nic uwłaczającego.
Długowłosa i obwieszona koralikami ekipa czekała w rowie przy szosie warszawskiej, kto się zatrzyma. Zamiast uczynnego kierowcy doczekali się jednak radiowozu MO.
– Jak się pisze “hipis”? – spytał milicjant kolegę w trakcie wlokących się formalności w gmachu komendy w Jędrzejowie.
– “Hip-pies” – podpowiedział uprzejmie zatrzymany Terlecki. I tak się narodził pseudonim o sile środowiskowej legendy. Stanowi to może efekt kompleksu niższości, ale też wyraźnie Kaczyński traktuje Terleckiego lepiej niż innych podwładnych, podobną estymę żywi tylko dla marszałek Sejmu  Elżbiety Witek.  

Na wzajemność Terleckiego… prezes nie ma co jednak liczyć.

Dowiodła tego sytuacja sprzed pięciu lat. Gdy w grudniu 2016 r. ówczesny marszałek Sejmu Marek Kuchciński wykluczył z obrad Michała Szczerbę a opozycja na znak protestu przeciw tej decyzji oraz ograniczeniom wobec dziennikarzy okupowała salę obrad – związana blisko politycznie z Terleckim Beata Mazurek, wtedy rzeczniczka ale pełnokrwista a nie operetkowa jak dziś Czerwińska, wyprowadziła prezesa Kaczyńskiego na briefing na podest dla dziennikarzy. Roztrzęsiony, dał się publicznie złapać dziennikarce Radia Zet na kłamstwie. Być może zakładano inny scenariusz: gdyby Kaczyński dostał wtedy, otoczony żurnalistami, ataku histerii podobnego jak kiedy indziej na sejmowej trybunie, na którą wdrapał się “bez żadnego trybu” i wymyślał oponentom od “mord zdradzieckich” i “kanalii” co mu brata zamordowały – na porządku dziennym stanęłaby kwestia następstwa władzy w partii.
Zaś Ryszard Terlecki jako przewodniczący klubu okazałby się pierwszym naturalnym kandydatem.
Porównania Kaczyńskiego do Leonida Breżniewa od dawna przestały być publicystyczną złośliwością. Okazują się trafnym choć niezbyt eleganckim oczywiście opisem stanu faktycznego.

Prezes – zresztą z Terleckim są rówieśnikami – okazuje się starszy od własnego peselu, jak się czasem mawia. Kojarzy coraz wolniej, fatalnie nad sobą panuje, źle znosi nawet rutynę rządzenia, którą kiedyś uwielbiał.  Przecież sam z rozbrajającą szczerością podkreślał, że gdy się ma gabinet i sekretarkę, ułatwia to działanie.
Być może Terlecki z racji swojej wyjątkowej pozycji “numeru dwa” w partii, przewodniczącego klubu i wicemarszałka a zwłaszcza jedynego szanowanego podwładnego z kręgu najbliższych współpracowników wie już więcej, niż inni. Zapewne sam spytany czy dysponuje informacjami niedostępnymi dla reszty opinii zrobiłby tajemniczą minę. 

I zgłasza się zawczasu do castingu na przywódcę. W stylu Kaczyńskiego: będę twardy, nie zamierzam pobłażać. Ale bez przynajmniej części cechujących go śmiesznostek. Terlecki jest profesorem a nie zakompleksionym półinteligentem, co niegdyś wykładał nawet nie na samym UW, tylko jego filii w Białymstoku. Ma mu też kto otrzepać poły marynarki z łupieżu, co w dobie polityki telewizyjnej nie pozostaje bez znaczenia. Asceta z Krakowa dla mas popierających PiS okaże się bardziej do przyjęcia niż wieczni adiutanci prezesa Błaszczak czy Suski, zdolni co najwyżej do zmontowania (zapewne z Mariuszem Kamińskim, jednoosobowo też do przywództwa charakterologicznie niezdolnym) jakiegoś doraźnego triumwiratu na wypadek gdyby Kaczyński okazał się niezdatny do dalszego pełnienia swojej funkcji lub wykonywania jej w dotychczasowy sposób.

Pewną poszlakę gdzie szukać zbiorowego interreksa czy regenta stanowi skład zespołu do spraw trudnych powołanego parę lat temu do wyjaśnienia sprawy zatrudnienia w Polskiej Grupie Zbrojeniowej faworyta Antoniego Macierewicza i skandalisty nie mniejszego niż sam minister Bartłomieja Misiewicza: aferę tę badali wówczas jako członkowie specjalnej komisji partyjnej Joachim Brudziński, Karol Karski oraz Suski i Kamiński. 

Droga do rozstrzygnięć jednak daleka. Pamiętamy z historii, że wojny sukcesyjne zawsze były najokrutniejsze i najbardziej wyniszczające. Ale to Terlecki jedyny wśród pretendentów pozostaje profesorem historii a nie jak Mariusz Kamiński jedynie autorem ciekawej pracy magisterskiej o sztyletnikach względnie jak Suski absolwentem pomaturalnego studium teatralnego. Nie da się zresztą wykluczyć również tego, że z racji wieloletniej bliskości jaką zaszczyca go prezes, Terlecki naprawdę dysponuje informacjami niedostępnymi dla innych… Być może jeszcze wiele razy nas zaskoczy. Jak teraz kolegów z partii, koalicjantów z kanapowych formacji, opozycję a być może nawet samego Kaczyńskiego… 

Jak oceniasz?

kliknij na gwiazdkę, aby ocenić

średnia ocen 5 / 5. ilość głosów 4

jeszcze nie oceniano

jeśli uznałeś, że to dobre...

... polub nas w mediach społecznościowych

Nie spodobało się? Przykro nam...

Pomóż nam publikować lepsze teksty

Powiedz nam, jakie wolałbyś teksty na pnp24.pl?

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here