Kaczyński sprzedał konkurentom własny kłopot z Europą

0
36

Dla zrozumienia, kto rozdaje karty w polskiej polityce nieodzowna wydaje się znajomość okoliczności przekazania opinii publicznej informacji, jak w głosowaniu nad funduszem odbudowy zachowa się Polskie Stronnictwo Ludowe. Wcale nie prezes tej partii Władysław Kosiniak-Kamysz, wicemarszałek Sejmu Piotr Zgorzelski ani wpływowy poseł Marek Sawicki ogłosił, że PSL poprze ratyfikację tak jak większość PiS, lecz oznajmił to szczerze zaskoczonym dziennikarzom… przewodniczący klubu parlamentarnego Prawa i Sprawiedliwości Ryszard Terlecki. Partii rządzącej bardziej niż na pakiecie pomocowym i parlamentarnej współpracy z niedawnym oponentem zależy bowiem na pognębieniu go, upokorzeniu, skompromitowaniu i wprawieniu w konfuzję a wreszcie skonfliktowaniu z potencjalnymi partnerami.

Podobnie zakończyła się niesławna “koalicja koryto plus” PiS z Platformą Obywatelską-KO w kwestii podwyżki uposażeń własnych tj. poselskich a przy okazji ministerialnych: prof. Terlecki najpierw dogadał się zakulisowo w trybie topsecret z szefem PO-KO Borysem Budką, potem obie pozornie zwaśnione partie w Sejmie wspólnie przegłosowały co chciały, zaś po korytarzach Barbara Nowacka paplala ile wlezie, że trzeba było przyznać pensję pani prezydentowej bo jej nie miała, aż na koniec w blasku jupiterów wicemarszałek Terlecki wszystkie te misterne ustalenia po prostu ujawnił, czym Budkę skompromitował tak, że aby zachować posadę szefa partii PO musiał on oddać funkcję szefa klubu Cezaremu Tomczykowi, który zresztą następcą okazuje się fatalnym. W trakcie gry wokół funduszu odbudowy objawił bezradność dziecka. PiS robił, co tylko chciał. 

Po przyjęciu przez Sejm funduszu odbudowy dwie trzecie Polaków, indagowanych przez United Survey uważa, że dobrze się stało [1]. Środki z Unii nie są zagrożone, za to peturbacje, wiążące się z ratyfikacją funduszu pomocowego przeorają polską politykę w sposób znacząco odmienny od oczekiwań. 

To koalicja rządząca, choć wirtualna (bo obok PiS obaj partnerzy: Solidarna Polska i Porozumienie to kanapy) miała się rozpaść, tymczasem stało się to losem opozycji, której porozumienie przetrwało już tylko w Senacie (gdzie PO-KO z PSL, Lewicą i niezależnymi zachowują większość… i marszałka), zaś o współpracę w Sejmie nie będzie łatwo odkąd Lewica i PSL zupełnie tak jak PiS z wyłączeniem Solidarnej Polski Zbigniewa Ziobry zagłosowały za ratyfikacją europejskiego funduszu odbudowy, podczas gdy PO-KO wstrzymała się, żeby nie być ani z rządzącymi ani z ziobrystami i Konfederacją.   

Można więc powiedzieć, że Jarosław Kaczyński zamiast rozwiązać własny kłopot z Europą i większością we własnym klubie – zręcznie sprzedał go konkurentom. I to w barterze. Przytulił dawnych koalicjantów PO z Lewicy i PSL (szli razem jeszcze do eurowyborów dwa lata temu) w ramach sytuacyjnej proeuropejskiej koalicji parlamentarnej z siłą 290 głosów. Nie wzdragał się przed porozumieniem z Włodzimierzem Czarzastym, w którym w okresie afery Lwa Rywina pisowscy politycy i wspierające ich media widziały diabła wcielonego. Zamysł uzależnienia od siebie postkomunistów i ludowców przypomina dawny sposób potraktowania Samoobrony Andrzeja Leppera oraz Ligi Polskich Rodzin, z których PiS uczynił koalicjanta najpierw tylko parlamentarnego a potem również rządowego, stopniowo wypłukując ich z masowo przerzucającego sympatie na partię władzy elektoratu, aż w kolejnych wyborach oba szyldy znikły bezpowrotnie pod progiem pięcioprocentowym, którego pokonanie wedle polskiej ordynacji stanowi niezbędny warunek obecności w Sejmie.

Batalię o ratyfikację PiS rozegrał w ten sposób, że rządzący nawet jeśli przy tej okazji stracili, to mniej od konkurentów. Prysł wprawdzie mit pisowskiej jedności za sprawą odwrotnego głosowania 17 posłów Solidarnej Polski Zbigniewa Ziobry i jeszcze trójki z niby to twardego jądra PiS. Jednak Kaczyński wciąż ma do wyboru dwa scenariusze. 

Pierwszy z nich kreśli były wicemarszałek Sejmu zastrzegający sobie anonimowość. Kaczyński Ziobrze nie daruje – zakłada mój rozmówca. Oznacza to, że prezes odwoła ministra sprawiedliwości z rządu zaś posłów Solidarnej Polski wykluczy z klubu PiS. Straci tym samym większość. Ale pójdzie na przedterminowe wybory żeby ją odzyskać tym razem już bez Ziobry a także Jarosława Gowina na listach. Sondaże i tak pozostają korzystne, co przypisać można nie wydarzeniom sejmowym lecz wypłatom trzynastej emerytury. Obecny przekaz wedle którego PiS wygrał głosowanie, a opozycja się podzieliła jeszcze poprawi notowania rządzących. Jeśli więc nie teraz, to kiedy, chciałoby się zapytać. Jak wiadomo Kaczyński spokoju nie lubi, przez podobną kombinację stracił władzę w 2007 r. w połowie kadencji, chociaż Samoobrona i LPR gotowe były wspierać go dalej. Stylu jednak nie zmienił.      

Drugi wariant, nazwijmy go soft, zapowiada teraz dość niespodziewanie optujący wcześniej za twardymi sankcjami dla kanapowych koalicjantów przewodniczący klubu i wicemarszałek Ryszard Terlecki, zarazem najinteligentniejszy polityk w bezpośrednim otoczeniu Kaczyńskiego, profesor historii, były hipis i antykomunistyczny opozycjonista: z represjami wobec buntowników się nie spieszyć, szanować odrębność koalicjantów wewnętrznych. W ten sposób można rządzić bezpiecznie jeszcze przez dwa i pół roku, aż upłynie kadencja Sejmu. 

Problem tkwi w tym, że PiS ma dziś aż dwa rozwiązania do wyboru, teoretycznie warunkujące dalsze sprawowanie władzy, opozycja zaś – żadnego. Przynajmniej od momentu, gdy prezes Porozumienia Jarosław Gowin najpierw oznajmił rozmówcom z opozycji, że posada marszałka Sejmu go nie interesuje, potem zaś opinii publicznej, że istnieją tylko dwie możliwości: kontynuacja rządów “Zjednoczonej Prawicy” lub wybory przed terminem. Dziś to ostatnie stwierdzenie z wolna staje się prawdą, nawet jeśli nią nie było w chwili, gdy wicepremier te słowa wypowiadał.  

[1] sondaż United Survey dla Wirtualnej Polski z 5 maja 2021

Jak oceniasz?

kliknij na gwiazdkę, aby ocenić

średnia ocen 5 / 5. ilość głosów 3

jeszcze nie oceniano

jeśli uznałeś, że to dobre...

... polub nas w mediach społecznościowych

Nie spodobało się? Przykro nam...

Pomóż nam publikować lepsze teksty

Powiedz nam, jakie wolałbyś teksty na pnp24.pl?

Łukasz Perzyna (ur. 1965) jest dziennikarzem „Opinii”, Polityczni.pl i „Samorządności”, autorem filmu o Aleksandrze Kwaśniewskim (emisja TVP1 w 2006 r.) oraz dziewięciu książek, w tym. „Uwaga, idą wyborcy…” i „Jak z Pierwszej Brygady”. Pracował m.in. w „Wiadomościach TVP” i „Życiu”, kierował działem krajowym „Obserwatora Codziennego”. W latach 80 był działaczem Konfederacji Polski Niepodległej i redaktorem prasy podziemnej.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here