Krwawe wizje Kaczyńskiego

0
73

Zachowanie Jarosława Kaczyńskiego w sejmowym korytarzu objawiające się krwawymi proroctwami oznacza dla opinii publicznej dwie wiadomości naraz: dobrą i złą. Lider partii, która uzyskała najlepszy wynik w jesiennych wyborach i głównej siły opozycji ma wizje. Ale nie są to wizje naprawy Polski ani nawet własnej formacji.

“Ze strony tej władzy, która nieustannie łamie prawo, można się wszystkiego spodziewać, nawet zabójstw politycznych” –  oznajmił nagabującym go w kuluarach dziennikarzom w czwartek 8 lutego lider Prawa i Sprawiedliwości Jarosław Kaczyński.

Straszył też obecnie rządzących odpowiedzialnością karną w przyszłości. Jeszcze wcześniej w trakcie tumultu pod jedną z instytucji medialnych Kaczyński zwrócił się do młodego chłopaka: “będziesz siedział”.. Jakby jeszcze do niego nie trafiło, że w wyniku werdyktu wyborców z 15 października, którzy dali wprawdzie PiS zwycięstwo ale pyrrusowe bez możliwości objęcia władzy – nikogo już za kraty posłać nie może, skoro przestał być prezesem partii rządzącej.

W międzyczasie okazało się też, że prezes Kaczyński w pospolity sposób skłamał, utrzymując, że otrzymał pismo od komendanta sejmowej Straży Marszałkowskiej w sprawie prawa wejścia do budynku Sejmu dla byłych posłów Mariusza Kamińskiego i Macieja Wąsika. Konfabulację szybko zdementowało Centrum Informacyjne Sejmu. Jak się okazało, naprawdę komendant straży Michał Sadoń nie przekazał prezesowi PiS żadnego pisma tylko skrótową adnotację na odpisie postanowienia Sądu Najwyższego.

Słowa tracą moc. Coraz mniej Polaków przejmuje się tym, co palnie wszechwładny do niedawna Kaczyński. Kiedy dysponował pełnią władzy w państwie, wymyślał oponentom z sejmowej trybuny, na którą wdarł się jak sam to określił “bez żadnego trybu” od kanalii, co mu brata zamordowały. Kiedy już władzę stracił – nazwał nowego premiera Donalda Tuska niemieckim agentem.

Kto nami rządził czyli dziesięć straconych lat

To, co powie Kaczyński staje się bardziej elementem etnografii politycznej. I rodzi zadumę, kto nami rządził przez osiem poprzednich lat (2015-23) a w sumie przez dziesięć, jeśli doliczyć pierwszy okres rządów PiS (2005-7), a właśnie wtedy Kamiński z Wąsikiem zmontowali fikcyjną aferę – prowokację przeciwko Andrzejowi Lepperowi, zresztą ówczesnemu zastępcy Jarosława Kaczyńskiego w koalicyjnym rządzie, jaki tworzyły PiS, Samoobrona oraz Liga Polskich Rodzin.

Kaczyński raz sprawia wrażenie, że nie panuje nad własnym językiem, albo że utracił kontakt z realną rzeczywistością. Kiedy indziej wydaje się raczej, że kłamie w sposób przewrotny i z pełnym wyrachowaniem, jakby chciał dostarczyć paliwa twardej części topniejącego elektoratu własnej partii.

Warto przy tym pamiętać, że demokratyczna alternatywa na PiS pomimo utraty władzy przez tę formację na polskiej prawicy nie wyrosła. Nie stanie się nią Konfederacja. Bo czegokolwiek by o Kaczyńskim nie powiedzieć, nie ma wśród 190 podległych mu posłów takiego, co jak Grzegorz Braun chwyciłby za gaśnicę aby rozpędzić nią w gmachu Sejmu uczestników uroczystości chanukowej z dziećmi w niej uczestniczącymi włącznie.

Wciąż polityka, ale już nie wagi państwowej

Szokujące słowa a czasem i zachowania Kaczyńskiego nie przestały być faktem politycznym – skoro meblują głowy jednej trzeciej polskich wyborców – ale nie są już na szczęście kwestią wagi państwowej. Od października ub. r. Polską rządzą bowiem inni, na których groźby Kaczyńskiego, jego pohukiwania i przerażające przestrogi nie wywierają tak wielkiego wrażenia jak na jego podwładnych i zwolennikach. To efekt cudu rekordowej frekwencji w pamiętną październikową niedzielę i jedyny element pasujący na happy end całej tej historii. Chociaż wciąż można mieć obawy, że stanie się ona niekończącą się opowieścią o wszechwładnym niegdyś polityku, który nie umie przegrywać.

Zawsze przecież mogłoby być gorzej, choćby wówczas, gdyby zamiast zapowiadać zabójstwa polityczne, których ofiarą padać by mieli działacze opozycji, sam by do nich nakłaniał w odniesieniu do rządzących. W tym momencie jednak lepiej się zatrzymać, nie zaszliśmy wszak tak daleko, do czego przyczyniła się mądrość zbiorowa Polaków głosujących 15 października ub. r.  

Zaś zaprzysięgłym obrońcom demokracji warto podpowiedzieć, żeby lekkomyślnie i nieodpowiedzialnie nie porównywali próby wkroczenia Kamińskiego z Wąsikiem do Sejmu w asyście posłów skandalistów Antoniego Macierewicza i Joanny Lichockiej, do szturmu zwolenników Donalda Trumpa na Kapitol waszyngtoński sprzed czterech lat. Tam krew polała się naprawdę. U nas pojawia się wyłącznie w wypowiedziach oddających niezdrowe wizje polityków, proszące się o lekarza. Przecież sam Macierewicz, uderzając jakoby przez pomyłkę w twarz Kamińskiego dłonią w masywnej rękawicy, nawet mu nosa nie rozkwasił. Bardzo dobrze, że tak. Zostajemy bowiem w klimacie burleski, który  tragikomiczna frazeologia przegranych polityków dodatkowo jeszcze podsyca. Zaś zestawianie 15 października z 13 grudnia – ulubiony chwyt PiS – ten efekt wzmacnia.

O zamachu stanu Jarosław Kaczyński może opowiadać, ale nie tym, którzy przeżyli 13 grudnia 1981 r, i zarazem pamiętają, że tego właśnie dnia późniejszy prezes PiS “spał do południa”, co w każdą rocznicę tego wydarzenia słusznie wypominają mu skandujący przed jego żoliborską willą manifestanci.

Jak oceniasz?

kliknij na gwiazdkę, aby ocenić

średnia ocen 5 / 5. ilość głosów 6

jeszcze nie oceniano

jeśli uznałeś, że to dobre...

... polub nas w mediach społecznościowych

Nie spodobało się? Przykro nam...

Pomóż nam publikować lepsze teksty

Powiedz nam, jakie wolałbyś teksty na pnp24.pl?

Łukasz Perzyna (ur. 1965) jest dziennikarzem „Opinii”, Polityczni.pl i „Samorządności”, autorem filmu o Aleksandrze Kwaśniewskim (emisja TVP1 w 2006 r.) oraz dziewięciu książek, w tym. „Uwaga, idą wyborcy…” i „Jak z Pierwszej Brygady”. Pracował m.in. w „Wiadomościach TVP” i „Życiu”, kierował działem krajowym „Obserwatora Codziennego”. W latach 80 był działaczem Konfederacji Polski Niepodległej i redaktorem prasy podziemnej.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here