Kulturalni inaczej

0
165

Kulturalni  inaczej Rządzący z PiS miotają się między disco polo a kiczem filmu „Smoleńsk”

Lumpenproletariacki gest posłanki Lichockiej stał się już symbolem podejścia partii Kaczyńskiego do wyborców. Jeszcze brutalniej streszcza politykę kulturalną rządu.

Dotowanie nierentownej i propagandowej TVP stanowi jej część, to tych pieniędzy dotyczyła debata, w trakcie której skandalistka z PiS wystawiła środkowy palec. Prezes Jacek Kurski za te pieniądze oferuje społeczeństwu tureckie seriale, film o Zenonie Martyniuku oraz partyjną agitację pod marką informacji i publicystyki. Nie powstały za to wybitne filmy o żołnierzach wyklętych ani ekranizacje patriotycznej literatury, a wciąż najlepszą produkcją o zmianie ustrojowej pozostają „Psy” Władysława Pasikowskiego z charakternymi ubekami, co istnieją tylko w bajce.     

Na stan kultury polskiej składają się zarówno zdarzenia radosne jak literacka Nagroda Nobla dla Olgi Tokarczuk i towarzyszące im przygnębiające statystyki – według badań Biblioteki Narodowej 63 proc z nas nie przeczytało nawet jednej książki rocznie. Za to książek noblistki już po nagrodzie sprzedano około miliona. Tylko wicepremier i minister kultury Piotr Gliński zasłynął stwierdzeniem, że żadnej z nich do końca nie doczytał.     

Za rządów PiS nie powstało w kulturze polskiej nic wartościowego, co miałoby z nimi związek.   

Nawet w stanie wojennym, gdy większość wybitnych pisarzy czy reżyserów filmowych znalazła się w opozycji lub na emigracji, a władzę w telewizyjnych pogadankach popierali tylko Janusz Przymanowski i Wojciech Żukrowski, których trudno uznać było charyzmatycznych autorów – ekipa Wojciecha Jaruzelskiego nagradzała przynajmniej i dawała żyć tym, którzy się jej nie sprzeciwiali. Orderami honorowała Tadeusza Różewicza, Józefa Szajnę czy Jerzego Dudę-Gracza, twórców wybitnych ale uległych, chociaż dla Zachodu i demokratycznej opinii w kraju miarodajni pozostawali raczej Andrzej Wajda, Czesław Miłosz czy Zbigniew Herbert, otwarcie sprzeciwiający się komunizmowi. Rządowa telewizja emitowała w czasie najlepszej oglądalności nie tylko radzieckie produkcyjniaki (słynna „Premia”) czy filmy wojenne („Tak tu cicho o zmierzchu”) ale też teatralne spektakle z interpretacjami klasyki i ambitne filmy Federico Felliniego czy Akiro Kurosawy. W bloku wschodnim pozostawaliśmy chlubnym wyjątkiem, bułgarscy widzowie szli na „Seksmisję” dla zawartych w niej „momentów”, bo odważniejszych obyczajowo zachodnich filmów nie dopuszczano tam na ekrany. Radzieccy studenci uczyli się polskiego po to, by czytać „Przekrój” wydawany u nas oficjalnie i uchodzący za pismo drobnomieszczańskie, ale drukujący tłumaczenia opowiadań zachodnich pisarzy i omówienia niedostępnych w ZSRR filmów piórem Lucjana Kydryńskiego.

Dziś nie tylko rządowa telewizja ale cała polityka kulturalna PiS kumuluje w sobie najgorsze cechy obu ustrojów: toporną propagandę o komunistycznym rodowodzie (Wiadomości, TVP Info, Kasta, program Anity Gargas) oraz wulgarną komercję (tureckie mydlane opery, benefis gwiazdora disco polo Zenona Martyniuka oraz poświęcony mu film „Zenek”, którego producentem została TVP). Prezes Jacek Kurski raz próbuje społeczeństwo wychowywać, raz schlebiać jego gustom. Twarze jego telewizji to: były sekretarz KC PZPR Marek Król, wieloletni naczelny powołanego w stanie wojennym „Wprost” dziś stały komentator TVP, dawna kandydatka Leszka Millera na prezydenta Magdalena Ogórek jako główna gwiazdeczka stacji i partnerujący jej Jacek Łęski, niegdyś współautor fikcyjnego – jak okazało się w sądzie – artykułu o konszachtach Kwaśniewskiego z Ałganowem a potem wieloletni rzecznik ukraińskiego konsorcjum z Donbasu, niszczącego polskie fabryki. Odpowiedzialność za informację i publicystykę Kurski powierzył osobom, które jak Marzena Paczuska, Danuta Holecka, Ewa Świecińska czy dyrektorka Polonii Magdalena Tadeusiak – od dziesięcioleci były pośmiewiskiem w dziennikarskim kręgu nie z powodu skrajnych przekonań, ale zawodowej nieudolności. Prezes TVP sam zresztą cierpi na kompleks, związany z faktem, że jego starszy brat Jarosław jest w „Gazecie Wyborczej” zastępcą Adama Michnika.

Ze wspólnej ze starszym z Kurskich pracy w publicystyce „Gazety” przed 28 laty zapamiętałem specyficzne stosunki w tej rodzinie. Jarek umawiał się z Jackiem w hallu redakcyjnego gmachu. Młodszy brat przychodził jednak specjalnie kwadrans wcześniej i wpadał do działu, gdzie pracował Jarek.

– Co, wstydzisz się mnie? Brata się wstydzisz? – dopytywał się Jacek.

Dziś o całej pisowskiej propagandzie, nie tylko telewizyjnej, da się powiedzieć, że cierpi na kompleks młodszego brata.      

Oglądalność flagowych „Wiadomości TVP” – nieco ponad dwa miliony – oznacza, że nawet trzy czwarte wyborców PiS preferuje bardziej obiektywny przekaz. Na taką telewizję decyzją Sejmu – to w trakcie debaty na ten temat Joanna Lichocka wystawiała środkowy palec – państwo polskie przeznacza prawie dwa miliardy złotych. Nie chodzi o kulturę osobistą posłanki PiS, tylko o kulturę narodową, wobec której przaśna dziś i wulgarna TVP ma zobowiązania natury misyjnej, określone przez ustawę o radiofonii i telewizji, uchwaloną na początku lat 90 i wzorowaną na najlepszej w świecie francuskiej.

Telewizja rządowa pieniądze bierze (to nie pierwsza wysoka dotacja), ale powinności nie wypełnia. Zamiast ambitnych filmów o żołnierzach wyklętych czy walce podziemnej Solidarności w stanie wojennym – których w świetle deklaracji pisowskiej „polityki historycznej” można się było spodziewać – reżimowa stacja wspomnianego już „Zenka” o Martyniuku, gwiazdorze muzyki disco polo. Nadano temu wielki rozgłos, rzecz ogłaszając jako sukces.                              

W latach 70 czy 80 pisarz, malarz czy kompozytor – byle tylko władzy się nie sprzeciwiał – miał zagwarantowany byt na godziwym poziomie i stabilizację, której czasem zazdrościli mu nawet zachodni artyści, zależni od gospodarczych a nie politycznych koniunktur.

Za rządów PiS z TVP masowo zwalniano ludzi nie interesujących się polityką wyłącznie po to, żeby zrobić miejsce dla swoich. Na pracowników mediów publicznych nałożono przymus afirmacji dobrej zmiany. Obok artystów sztuki telewizyjnej pojawiły się dziwaczne postacie.

Operator TVP Tomasz Łubik próbował na terenie Sejmu wypytywać mnie o kwestie, chronione tajemnicą zawodową, a gdy go wezwałem do okazania legitymacji, jeśli jest ze służb specjalnych – zapowiedział, że na mnie doniesie szefowi Centrum Informacyjnego Sejmu Andrzejowi Grzegrzółce. Jakoś się nie wystraszyłem. Nawet w stanie wojennym, kiedy pogardzano dziennikarzami oficjalnymi, operator z telewizji to był ktoś, sąsiedzi mu się pierwsi kłaniali… Dziś ekipa Kurskiego niszczy wszelkie wzorce.

A reporterzy? Znany wcześniej z wpychania opozycyjnym politykom mikrofonu niemal do gardła Łukasz Sitek po wywołaniu – skoro świt – awantury w pociągu, zanim poskromili go sokiści i policjanci, straszył interweniujących, że ich „k… załatwi” [ 1 ]. Faworyci Kurskiego Lucjan Ołtarzewski i Filip Styczyński publicznie pokazywali faki antyrządowym demonstrantom. To dowodzi, że różnica między załogą TVP, a poprzednimi ekipami nie ma charakteru światopoglądowego, lecz kulturowy [2].

Zaś Polskim Radiem po przejęciu go przez PiS kierowali menedżerowie tacy, jak prezeska Barbara Stanisławczyk-Żyła, której wyłączną kwalifikacją na to stanowisko pozostawał fakt, że wcześniej była autorką łzawej książeczki o katastrofie smoleńskiej oraz jej zastępca Jerzy Kłosiński, za pierwszych rządów PiS inspirator donosicielskiego oświadczenia władz SDP, potępiającego Andrzeja Morozowskiego i Tomasza Sekielskiego za nagranie sekretnych pertraktacji Adama Lipińskiego z Renatą Beger, noszących ze strony wiceprezesa PiS znamiona korupcji politycznej. Zaś o zdolnościach obecnej prezes PR Agnieszki Kamińskiej trudno coś napisać, bo ich jeszcze nie objawiła. Polskie Radio wraz z TVP pozostaje beneficjentem transferu, o który spierali się posłowie, w chwili gdy Lichocka wystawiała palec…

To palic Gombrowiczowski, znany z mistrza Witolda symbol niższości kulturowej. Co prawda wcześniej ten sam gest wykonywał już w sali obrad Sejmu Piotr Pyzik, też z PiS – ale ranga debaty była inna. W tej kadencji już go nie ma. Podobnie jak w następnej pewnie zabraknie Lichockiej.

Nie tylko telewizji erozja dotyczy. Kadry Glińskiego prowadzą walkę na wszystkich frontach z liderami środowisk kultury, ale nie mają wiele do zaproponowania jako przeciwwagi.

W Katowicach odwołano ze stanowiska dyrektorkę Muzeum Śląskiego Alicję Knast, bo nie zgodziła się na zorganizowanie tam partyjnej imprezy PiS. Trwa przepychanka o funkcję dyrektora muzeum Polin. Notable PiS i usłużni wobec nich aparatczycy Solidarności wdali się we fredrowską całkiem awanturę z ECS, kto ma prawo do symboli „S”. Pomartwić by się mogli o coś innego.

Najmocniejszym przekazem filmowym, dotyczącym zmiany ustrojowej wciąż pozostają „Psy” Władysława Pasikowskiego ze słynną listą dialogową, przez wielu Polaków chętnie cytowaną z pamięci. Przewrotny humor tego dzieła i wypromowanie na bohaterów esbeków, kierujących się specyficznym kodeksem honorowym idealnie wpisały się w moment zmęczenia rządami „solidaruchów”. Charakterny Franz Mauer pozostaje fikcją. Reżyser ma prawo do fantazji, gangsterzy z Quentina Tarantino też różnią się od oryginałów z kartotek FBI. Problem stanowi za to… brak choćby jednego poważnego filmu o Solidarności na artystyczną miarę obrazu Pasikowskiego. Takiego, który ludzie by cytowali w knajpach, jak słynne „na pohybel czarnym i czerwonym” z rozmowy Mauera z Olem. Krok w dobrym kierunku stanowiło „80 milionów” Waldemara Krzystka o słynnej akcji uratowania pieniędzy dolnośląskiej Solidarności przed stanem wojennym. Kultowym dziełem jednak się nie stały, do języka potocznego się nie przebiły. Nakręcono je, gdy u władzy pozostawała PO.

Za rządów PiS ambitny film o prawdziwej Solidarności ma minimalne szanse powstania. Nie dlatego, że pierwowzór pozytywnego bohatera „80 milionów” Józef Pinior na wątłych podstawach oskarżony został o korupcję, chociaż prokurator odmówiła jego aresztowania a pisarka Maria Nurowska – kiedyś autorka uczciwie napisanego choć oficjalnie wydanego „Kontredansu” o stanie wojennym – uczyniła ich oboje bohaterami powieści „10 godzin”. 

Zamiast bohaterstwa Solidarności pisowscy notable wolą jako temat bohaterszczyznę krzykliwych posmoleńskich miesięcznic, które zresztą „w realu” trzeba było z czasem odwołać, bo ludzie – nawet dowożeni autokarami – nie kwapili się brać w nich udziału.

Watergate co tydzień

Ułaskawiony przez prezydenta Dudę Mariusz Kamiński, wymieniany jeszcze niedawno wśród potencjalnych następców Kaczyńskiego, może stać się grabarzem partii rządzącej.

Read more

Decydenci polityki kulturalnej kochają kicz nie tylko w postaci superprodukcji o Zenku Martyniuku. Miarą upadku oficjalnej kultury pisowskiej stał się „Smoleńsk”, tak żenujący, że śmiały się z niego nawet prowadzone przymusowo do kina wycieczki szkolne, całkiem jak przed czterdziestu laty z filmów radzieckich. Toporny scenariusz przywodził na myśl dawne produkcje z gatunku realizmu socjalistycznego, zaś miny desperacko poszukującej dramatycznych środków wyrazu Beaty Fido, obsadzonej w jednej z głównych ról partnerki życiowej kuzyna Jarosława Kaczyńskiego stały się równie słynne  jak podobieństwo czytaczki Wiadomości Holeckiej do prezenterki telewizji północnokoreańskiej.  

Na warszawskiej Poczcie Głównej sprzedawane są obok kryminałów książki historyczne autorstwa wicemarszałka Sejmu i przewodniczącego klubu PiS Ryszarda Terleckiego oraz prezesa IPN Szarka i jego żony. Poczta Polska podobnie jak TVP wypełnia swoją misję.  Tyle, że nie widziałem, żeby ktoś kupił choćby jeden egemplarz…

[ 1 ] por. Paweł Wojciechowski. Sitek odwieszony. „Gazeta Wyborcza” z 21 marca 2018
[2] por. Łukasz Perzyna. TVP: jak przegrała demokracja. „Opinia” nr 17 z 2018

Jak oceniasz?

kliknij na gwiazdkę, aby ocenić

średnia ocen 5 / 5. ilość głosów 15

jeszcze nie oceniano

jeśli uznałeś, że to dobre...

... polub nas w mediach społecznościowych

Nie spodobało się? Przykro nam...

Pomóż nam publikować lepsze teksty

Powiedz nam, jakie wolałbyś teksty na pnp24.pl?

Łukasz Perzyna
Łukasz Perzyna (ur. 1965) jest dziennikarzem „Opinii”, Polityczni.pl i „Samorządności”, autorem filmu o Aleksandrze Kwaśniewskim (emisja TVP1 w 2006 r.) oraz dziewięciu książek, w tym. „Uwaga, idą wyborcy…” i „Jak z Pierwszej Brygady”. Pracował m.in. w „Wiadomościach TVP” i „Życiu”, kierował działem krajowym „Obserwatora Codziennego”. W latach 80 był działaczem Konfederacji Polski Niepodległej i redaktorem prasy podziemnej.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here