Dramatyczne wydarzenia zaczęły się od wiecu na dziedzińcu Uniwersytetu Warszawskiego 8 marca 1968 r, rozpędzonego przez milicję i partyjne bojówki nazwane aktywem robotniczym. Wcześniej w styczniu protestowano przeciw zdjęciu z afisza w Teatrze Narodowym “Dziadów” Adama Mickiewicza w reżyserii Kazimierza Dejmka uznanych za antyradzieckie. Przy tej okazji pojawiło się hasło “Niepodległość bez cenzury”. Później dominowało już inne: “Nie ma chleba bez wolności”.

Zbuntowali się wtedy studenci i pisarze a także broniący ich katoliccy posłowie koła “Znak”, ale większość zatrzymanych podczas zamieszek na ulicach nie miała indeksów ani tym bardziej legitymacji Związku Literatów Polskich. Marzec 1968 r. niezależnie od swoich frakcyjnych (rywalizacja grup w PZPR o władzę) i międzynarodowych (wojna na Bliskim Wschodzie) kontekstów przerodził się w masowy protest pod hasłem “Nie ma chleba bez wolności”. Wbrew niemu studenci przegrali, bo nie umieli jak wcześniej w 1956 r. ani później w 1988 r. porozumieć się z robotnikami. 

I sekretarz KC PZPR Władysław Gomułka, rządzący wtedy już od 12 lat w warunkach określonych przez poetę Tadeusza Różewicza mianem “naszej małej stabilizacji” – zyskał jeszcze dwa: ale za cenę akceptacji haseł swojego partyjnego rywala gen. Mieczysława Moczara, zwolennika silnej ręki. Za sprawą tego zwrotu PZPR przestała być partią postępową nawet w deklaracjach. Odwołała się bowiem do antysemityzmu, który nie zyskał zresztą poklasku zmęczonego społeczeństwa oraz uderzyła w intelektualistów i młodzież: grupy, którym – oprócz robotników żerańskiej FSO – ten sam Gomułka zawdzięczał władzę w Październiku 1956 r.

Paradoks ten uchwycił w tekście zatytułowanym – nomen omen – “Warszawianka” 31-letni wtedy literat Krzysztof Karasek: “Siedemdziesięcioletni Cezary Baryka siedząc za prezydialnym stołem kierował akcją. Jego łysiejące skronie i tłusty brzuch uniemożliwiły studentowi wezwanemu na przesłuchanie rozpoznanie go z obowiązujących lektur szkolnych” [1].

Jak zauważał z kolei po latach Leszek Kołakowski, usunięty w 1968 r. z akademickiej katedry filozofii w szkicu “Cztery procent spisanej historii Polski”: “Wyjałowienie ideowe komunizmu nie prowadzi samoczynnie rzecz jasna do jego obumierania. Najważniejsze wstrząsy społeczne były dziełem robotników. Robotnicy, opiewani w sloganach partyjnych jako – pożal się Boże – klasa panująca, byli w rzeczywistości uważani przez rządzących za ciemne bydło, które jeśli tylko dostanie kawałek kiełbasy, będzie potulne i spokojne. I że robotnicy mogliby cierpieć również z powodu niewoli, podeptanej godności i życia w kłamstwie, nie mogli w to nigdy (..) naprawdę uwierzyć władcy PRL-owscy, toteż za wszystkie zaburzenia i bunty robotnicze muszą w ich oczach, być odpowiedzialni wichrzyciele inteligenccy, agenci CIA, antypolskie ośrodki zagraniczne itp. Gomułka wprawdzie przez krótką chwilę gotów był przyznać, że bunt poznański [1956 – przyp. ŁP] miał dobre uzasadnienie, ale też było to w momencie, gdy sam został wyniesiony do władzy przy masowym poparciu społecznym: rychło miał zapomnieć o swym chwilowym przejaśnieniu” [2].  

Czternastoletnie rządy Gomułki zakończyła dopiero ofiara krwi robotników Wybrzeża w Grudniu 1970 r. gdy po zawinionej przez niego masakrze protestujących władzę przejęła liberalna ekipa Edwarda Gierka. Studentom nie udało się dokonać przełomu w 1968 r, współtworzyli go dopiero w 1988 r. kiedy to porozumieli się z robotnikami: gdy milicja w nocy złamała strajk w Nowej Hucie, już od rana protestował Uniwersytet Warszawski, a w nieco ponad rok później odbyły się historyczne wybory z 4 czerwca 1989 r, zakończone klęską PZPR ale też ostatnim – co warto zaznaczyć – zwycięstwem Solidarności.
Studenci w Marcu takiej szansy nie mieli nie tylko ze względu na złą koniunkturę międzynarodową (niecałe pół roku później czołgi Układu Warszawskiego rozjechały Praską Wiosnę) ale i własne zaniechania.

Jak wspominał Jerzy Giedroyc: “Wystąpienie studentów w marcu 1968 roku nie było dla mnie zaskoczeniem. Byłem tylko niemile zdziwiony tym, że wciąż jeszcze mówią o kierowniczej roli PZPR” [3]. Wynikało to ze względów taktycznych (chociaż wcale nie pomogło) oraz z prominenckich rodowodów części ich liderów. Ta ostatnia przesłanka nie była wtedy wyjątkiem ani polską specyfiką w dobie światowego buntu młodzieży. Jak zauważa Leszek Kołodziejczyk w książce o maju 1968 r. we Francji: “(..) wielu przyszłych budowniczych barykad w Dzielnicy Łacińskiej podjeżdżało na miejsca zbiórek własnymi samochodami lub limuzynami swoich rodziców, by – naciągnąwszy rękawiczki – wyrwać kostkę z bruku Bulwaru Saint Michel…” [4]. 

“Dziady” wieczorem 30 stycznia 1968 r. zagrano w Narodowym po raz ostatni, o czym ministerstwo Kultury i Sztuki powiadomiło dyrekcję z dwutygodniowym wyprzedzeniem, co wskazuje na element prowokacji. Po spektaklu ok. 300 osób przeszło pod pomnik Adama Mickiewicza. Do akcji wkroczyła milicja, dokonując zatrzymań. Studenci z grupy “komandosów” – nazywanej tak, bo znienacka wpadali na otwarte zebrania, by wykazywać niekompetencję prelegentów z PZPR – zaczęli zbierać podpisy pod protestem w obronie “Dziadów” Dejmka. Przeciw ich zdjęciu z afisza i zaostrzeniu cenzury opowiedzieli się w rezolucji przyjętej większością głosów 29 lutego pisarze z oddziału warszawskiego Związku Literatów Polskich.

W trakcie dyskusji Stefan Kisielewski nazwał komunizm “dyktaturą ciemniaków”. Niebawem został pobity przez nieznanych sprawców. 
Wiec na UW zaplanowano na 8 marca nie tylko w obronie przedstawienia w reżyserii Kazimierza Dejmka ale również studentów Adama Michnika i Henryka Szlajfera relegowanych z uczelni – bezprawnie, bo rozstrzygać mógł o tym tylko rektor – decyzją ministra Henryka Jabłońskiego za udzielanie informacji zagranicznym dziennikarzom. Przy czym – jak nadmienia Bohdan Urbankowski – “(..) w Marcu 1968 r. Szlajfer zmienił się w TW “Albina” i kablował nawet na Michnika” [5]. 

Część liderów zatrzymano rano w domach przed rozpoczynajacym się o godz. 12 wiecem na dziedzińcu UW. Milicja Obywatelska, jej Ochotnicza Rezerwa (ORMO) oraz tzw. aktyw robotniczy “zmobilizowany w wolskich zakładach pracy” a w praktyce składający się z fabrycznych konfidentów – rozproszyły jego uczestników.

Starcia przeniosły się na ulice i trwały jeszcze przez kilka dni, objęły też Politechnikę i pozawarszawskie ośrodki akademickie. Na SGGW protesty organizował Gabriel Janowski. W drugiej połowie marca zastrajkowała część uczelni we Wrocławiu i Warszawie (w tym UW i PW), gdzie 28 marca uchwalono “Deklarację Ruchu Studenckiego”, domagającą się swobód demokratycznych, wolności prasy i zgromadzeń, niezawisłości sądów i swobody dla opozycyjnych klubów poselskich [6].  Ostatni postulat nie był dziełem przypadku: za represjonowanymi ujęło się w interpelacji z 11 marca pięciu posłów katolickiego Koła “Znak”, o prawa obywatelskie upomniał się również Episkopat Polski. 
Wśród liderów demokratycznego ruchu marcowego byli poza już wymienionymi m.in. Marcin Król, Jadwiga Staniszkis, Irena Lasota czy Jakub Karpiński.

Władza nie zamierzała jednak negocjować. 19 marca w przemówieniu do aktywu partyjnego w Sali Kongresowej stołecznego Pałacu Kultury i Nauki Gomułka dał wykładnię sytuacji. Wyklinał m.in. historyka Pawła Jasienicę, wypominając mu, że po wojnie walczył w antykomunistycznej partyzancce “Łupaszki” i insynuując, że ocalił on życie za cenę współpracy ze służbami. Satyryka Janusza Szpotańskiego Gomułka nazwał człowiekiem “o moralności alfonsa”. By nie dopuścić Moczara do władzy, przejął jego hasła.
Jak rzecz ujmuje w “Bożym igrzysku” prof. Norman Davies: “Kryzys 1968 r. był (..) rezultatem piętrzących się niepowodzeń (..). Za kulisami czekały już stare frakcje, zwłaszcza partyzanci gen. Mieczysława Moczara, mianowanego właśnie ministrem spraw wewnętrznych (..). Pierwsze sygnały miały miejsce już przed rokiem, latem, kiedy na wieść o zwyciestwie Izraela w wojnie czerwcowej grupa polskich wyższych funkcjonariuszy i oficerów świętowała triumf “naszych” Żydów nad “ich” Arabami (..).

Nie uszło to uwadze gen. Moczara, przed którym otworzyła się szansa zaatakowania konkurentów jako wywrotowych syjonistów” [7]. Dawny partyzant Armii Ludowej Moczar próbował kokietować nawet część środowisk dawnej AK, organizował kombatanckie ogniska z pieczeniem kiełbasek i pieśniami patriotycznymi. W marcu reprezentował jednak już tylko nagą siłę. 

W partii, wojsku, urzędach i na uczelniach trwały czystki. Rozwiązano wiele kierunków studiów, do armii wcielano zbuntowanych. Wydawano paszporty emigracyjne, co równało się pozbawieniu obywatelstwa. Jak podaje Andrzej Paczkowski w książce “Pół wieku dziejów Polski (1939-89)”: “pod naciskiem kampanii antysemickiej wyjechało z Polski ok. 15 tys osób (większość w latach 1968-69), w tym blisko 500 pracowników naukowych, niemal 1 tys. studentów, 200 pracowników prasy i wydawnictw, filmowcy, aktorzy, pisarze. Ale też ponad 200 byłych funkcjonariuszy MBP (MSW) i oficerów, głównie specjalistów politycznej indoktrynacji” [8].  Tych ostatnich mało kto żałował.

Często jednak odpowiedzialni za nieprawości czasów stalinowskich przedstawiali siebie w roli ofiar i za granicą lansowali tezę o “tradycyjnym polskim antysemityzmie”. Krzywdzącą, bo społeczeństwa w marcu Gomułka ani Moczar o zdanie nie pytali, zaś nie wszystkie załogi fabryk stały biernie na naprędce zwoływanych masówkach i wiecach, wspierających kierownictwo PZPR, z transparentami “Dzieci robotników i chłopów – na uczelnie!”. Jak zaświadcza prof. Norman Davies: “Robotnicy Nowej Huty zerwali wiec, zwołany dla wyrażenia ich spontanicznego poparcia dla antystudenckiej akcji i trzeba ich było rozpędzać przy pomocy psów policyjnych” [9].  

Kontekst walki wewnętrznej w PZPR nie był istotny dla większości uczestników wydarzeń w tym 2,7 tys zatrzymanych. Nośne okazało się bardziej hasło “Nie ma chleba bez wolności”, trafnie oddające dylemat kraju po prawie ćwierćwieczu rządów komunistycznych.
Całe pokolenie w obliczu brutalnych akcji milicji oraz strat, jakie poniosła nauka, zwłaszcza ekonomia i humanistyka, straciło złudzenia wobec ustroju.

Zaś Gomułka obronił władzę na krótko, przemyślnie niby to awansując gen. Moczara na członka biura politycznego KC PZPR, co pozwoliło mu jeszcze latem 1968 powołać w jego miejsce na ministra spraw wewnętrznych Kazimierza Świtałę. Zaś w sierpniu tegoż roku I sekretarzowi przyszło potwierdzić lojalność wobec towarzyszy radzieckich. Ludowe Wojsko Polskie wzięło udział w inwazji na Czechosłowację, chociaż nie posłała tam swojej armii nawet rządzona przez Nicolae Ceausescu Rumunia. Dla Polski udział w stłumieniu Praskiej Wiosny stał się największym upokorzeniem w naszej powojennej historii. Taka była cena pozostania Gomułki na stanowisku.    

[1] Poeta pamięta. Antologia poezji świadectwa i sprzeciwu 1944-84. Wybór: Stanisław Barańczak. Puls, Londyn 1985, s. 298
[2] Leszek Kołakowski. Cztery procent spisanej historii Polski. [w:] 40 lat władzy komunistycznej w Polsce. Praca zbiorowa pod. red. Ireny Lasoty. Wyd. Myśl, Warszawa bez r. wyd, s. 277
[3] Jerzy Giedroyc. Autobiografia na cztery ręce. Opr. Krzysztof Pomian. Czytelnik, Warszawa 1994, s. 217    
[4] Leszek Kołodziejczyk. Paryskie noce barykad. Książka i Wiedza, Warszawa 1969, s. 32 
[5] Bohdan Urbankowski. Rozmowy z wierszami. “Opinia” nr 26, zima 2019, s. 277
[6] por. Andrzej Paczkowski. Pół wieku dziejów Polski (1939-89). Wydawnictwo Naukowe PWN, Warszawa 1995, s. 366-367
[7] Norman Davies. Boże igrzysko. Wyd. Przedświt, Warszawa 1987, s. 98
[8] Paczkowski, Pół wieku dziejów Polski… op. cit, s. 371
[9] Davies, Boże igrzysko, op, cit, s. 98

Jak oceniasz?

kliknij na gwiazdkę, aby ocenić

średnia ocen 5 / 5. ilość głosów 6

jeszcze nie oceniano

jeśli uznałeś, że to dobre...

... polub nas w mediach społecznościowych

Nie spodobało się? Przykro nam...

Pomóż nam publikować lepsze teksty

Powiedz nam, jakie wolałbyś teksty na pnp24.pl?

Łukasz Perzyna
Łukasz Perzyna (ur. 1965) jest dziennikarzem „Opinii”, Polityczni.pl i „Samorządności”, autorem filmu o Aleksandrze Kwaśniewskim (emisja TVP1 w 2006 r.) oraz dziewięciu książek, w tym. „Uwaga, idą wyborcy…” i „Jak z Pierwszej Brygady”. Pracował m.in. w „Wiadomościach TVP” i „Życiu”, kierował działem krajowym „Obserwatora Codziennego”. W latach 80 był działaczem Konfederacji Polski Niepodległej i redaktorem prasy podziemnej.

1 KOMENTARZ

  1. Jak zaświadcza prof. Norman Davies: “Robotnicy Nowej Huty zerwali wiec, zwołany dla wyrażenia ich spontanicznego poparcia dla antystudenckiej akcji i trzeba ich było rozpędzać przy pomocy psów policyjnych” [9]. ZERWANIE wiecu to jest jego opuszczenie DOBROWOLNIE i nieuczestniczenie w nim. DLACZEGO więc potrzeba było lecieć do komendy w Nowej Hucie i przywieźć te DWA psy na kilka tysięcy robotników.? Norman Davies niejedną BZDURĘ napisał. Strajki z 1988r ??? jak pamiętam była to KLĘSKA Solidarności. W Stoczni Gdańskiej do robotników przyłączył się tylko JEDEN pracownik biura,szef Solidarności z 1981 r. Kilkuset strajkujących bawiło się w wędkarzy.Wałęsa z doradcami ,chyba nawet był Mazowiecki,wyszli , po cichu,ze strajku o 5.oo rano,tylko ksiądz Jankowski, ku wielkiemu niezadowoleniu Wałęsy, kazał bić w dzwony w kościele św.Brygidy. Janusz Szpotański zapewne alfonsem nie był,ale za kołnierz nie wylewał. Byłem , widziałem w knajpkach na warszawskim Foksalu.A CO z tą “swobodą dla opozycyjnych klubów poselskich” o którą to upominali się studenci. Przecież posłowie ZNAKU wyrazili swoją opinię o MARCU. Mieli więc swobodę, czy nie? Też sądzę, że decyzja o marcu wyszła ze służb specjalnych i przy pomocy różnych TW , wtedy i później też. W Polsce i na świecie.Rewolucja arabska która objęła kilka arabskich krajów i kosztowała setki tysięcy istnień ludzkich też zaczęła się od samopodpalenia się pewnego ,chyba drobnego kupca, Tunezyjczyka. W praktyce oprócz oprócz wyjazdu z Polski 15.000 ludzi to owocem MARCA było powstanie KPN-u. Prawdziwą historię jego powstania i historię Leszka Moczulskiego z 1968 r i późniejszą , zapewne pan też zna.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here