W tytule nie chodzi oczywiście o olimpiadę w Paryżu. Działalność komisji śledczych, pracujących za rządów obecnej większości a badającej afery z czasów PiS pozytywnie ocenia zaledwie 22 proc Polaków wypytywanych przez SW Research, niekorzystnie zaś – 26 proc. Pozostali albo się nimi nie interesują albo nie mają zdania [1]. I to oni stanowią większość. Dla Donalda Tuska powinno to stanowić sygnał alarmowy. Premier jednak uznaje ten efekt za ryzyko wkalkulowane.

Jak widać entuzjastów trzech komisji – do zbadania afery wizowej, inwigilacji z użyciem systemu Pegasus oraz wyborów kopertowych – jest więc mniej niż wyborców Koalicji Obywatelskiej. W innych sondażach osiąga ona ponad 30 proc poparcia. Czyli co trzeci zwolennik partii Tuska nie jest zarazem entuzjastą rozliczeń, przeprowadzanych w taki sposób, w jaki przebiegają w spec-komisjach. To raczej żer dla twardego elektoratu, który Tusk chciałby umacniać. Nawet jeśli mu się ten zamiar powiedzie, Koalicja Obywatelska stracić może wyborcę umiarkowanego, a to on decyduje o wyniku głosowań powszechnych w Polsce. Przekonaliśmy się o tym 15 października ub. r. Cud zdarza się jednak tylko raz, bądź jak twierdzą znajomi księża – na jego powtórkę trzeba zasłużyć.

Oponenci jak kartofle

Niby sam Tusk zapowiadał już przed ubiegłorocznymi wyborami na mityngu w Łodzi: “jesienią ich wykopiemy a na wiosnę posadzimy”, zestawiając tym samym oponentów z kartoflami, co fizjonomia Jarosława Kaczyńskiego jakoś uzasadnia, chociaż kultura polityczna na podobnych porównaniach nie zyskuje – ale przecież już po 15 października Bronisław Komorowski, niedawny ulubieniec partii i prezydent ze wskazania PO chociaż z wyborów powszechnych pochodzący, oznajmiał z rozbrajającą szczerością, że przed wyborami składa się różne obietnice, których później zwykle się nie dotrzymuje.

Mariusz Kamiński i Maciej Wąsik, posadzeni za nieprawości jeszcze z czasów pierwszych rządów PiS (zmontowanie fikcyjnej afery gruntowej, godzącej w Andrzeja Leppera, wicepremiera w gabinecie ich szefa Kaczyńskiego) – spędzili w sumie w więzieniu niecały miesiąc: dawny zastępca Kamińskiego siedział dzień dłużej od pryncypała.

Zwolennicy rozliczeń nie zyskują poparcia

Hasło rozliczeń nie zyskało większej popularności nawet po upadku komunizmu, autorzy stanu wojennego: generałowie Wojciech Jaruzelski i Czesław Kiszczak umierali we własnych łóżkach. Za kraty trafili nieliczni sprawcy zbrodni osobiście popełnionych, jak kpt. Andrzej Augustyn, który w 1982 r. z zimną krwią zastrzelił w Nowej Hucie podczas opozycyjnej demonstracji przeciwko stanowi wojennemu dwudziestoletniego robotnika i ucznia szkoły wieczorowej Bogdana Włosika. Skazany za to po zmianie ustrojowej na dziesięć lat więzienia odsiedział nieco ponad połowę wyroku. Mordercy zza biurka pozostali bezkarni, o osławiony szyfrogram Kiszczaka  spierają się już tylko historycy a nie prokurator z mecenasem. 

Nieformalny immunitet generałów uznać można za cenę zapłaconą za pokojowy przebieg polskiej transformacji ustrojowej z lat 1988-90 jeśli za jej finał przyjąć zastąpienie Jaruzelskiego w prezydenckim fotelu przez laureata Pokojowej Nagrody Nobla Lecha Wałęsę. Z tego też powodu zaskarbiliśmy sobie sympatię w świecie, którą nie cieszy się rewolucja rumuńska z grudnia 1989 r. za sprawą egzekucji dyktatora Nicolae Ceausescu i jego żony Eleny. Natomiast w kraju bezkarność “właścicieli PRL” przyczyniła się do ich uprzywilejowanego udziału w kapitalistycznych już przekształceniach własnościowych, co wywołało zgorszenie publiczne. Zwłaszcza, że pobłażliwość wobec prominentów poprzedniego ustroju nie znalazła wyrazu w żadnej formalnej amnestii czy abolicji.

Śmierć Barbary Blidy, jedyna krwawa historia z czasów rządów PiS, również, podobnie jak akcja Kamińskiego i Wąsika przeciw Lepperowi – tych pierwszych, nie doczekała się po 15 października nawet wznowienia śledztwa zaś o komisji w tej sprawie nie ma nawet co wspominać. Chociaż w wypadku zgonu na skutek rany postrzałowej, zarówno status ofiary – byłej minister budownictwa jak bulwersujące szczegóły zdarzenia (najwięcej o nim dowiedzieliśmy się z filmu dokumentalnego “Wszystkie ręce umyte” Piotra Pytlakowskiego i Sylwestra Latkowskiego), rozpoczętego najściem służb specjalnych o świcie na dom starszej kobiety na podstawie wątpliwych poszlak, bo nie dowodów, dostarczonych przez zaprzyjaźnioną z ofiarą aferzystkę – zapewne uzasadniłyby w oczach opinii publicznej nawet twarde działania w tej sprawie.  A winni niesławnego “wjazdu” i śmierci wieloletniej posłanki z pewnością na karę zasługują.

Dlaczego obojętność opinii nie przeszkadza Tuskowi

Nie o sprawiedliwość, nawet wobec oponentów, chodzi jednak Donaldowi Tuskowi, lecz zabudowanie sceny publicznej tak, żeby Koalicja Obywatelska zachowała na niej pozycję głównej przeciwwagi dla Prawa i Sprawiedliwości. Lider głównej partii rządzącej dąży do maksymalnego osłabienia nie tyle PiS – partia Jarosława Kaczyńskiego pozostaje mu potrzebna jako straszak dla szerokiej opinii społecznej – co własnych koalicjantów. Liderzy Trzeciej Drogi opowiedzieli się przeciw reaktywacji komisji do spraw wpływów rosyjskich jako śledczej. Ich brak zgody wymusił inne usytuowanie jej w systemie prawnym. W oczach raczej pobieżnych obserwatorów polityki Tusk wychodzi jednak na twardego faceta, podczas gdy Szymon Hołownia i Władysław Kosiniak-Kamysz – na tych, co się łamią. 

Nie chodzi więc o komisje śledcze, których dorobek okazuje się minimalny, a wszystkie trzy kosztują podatnika co miesiąc 600 tys zł. Tusk nie martwi się zapewne rezultatami badania opinii, od których ten artykuł pozwoliłem sobie rozpocząć. Zależy mu na ogólnym wrażeniu, że jego partia, Koalicja Obywatelska, wie, co robi, żeby ponownie nie dopuścić do władzy partii Kaczyńskiego. Wyborca, któremu wdrukuje się podobne przekonanie, nawet podświadomie – nie ucieknie raczej do Trzeciej Drogi. 

W istocie to właśnie nadspodziewanie wysoki wynik Trzeciej Drogi w wyborach parlamentarnych pozwolił na zawiązanie “Koalicji 15 października” i odsunięcie PiS od władzy. Zaś forsowany przez Koalicję Obywatelską a zwłaszcza jej zaplecze medialne pomysł jedynie słusznej, jednej i wspólnej listy opozycji demokratycznej okazał się nieudany i w sposób jednoznaczny zweryfikowany negatywnie przez wolę wyborców tamtej pamiętnej niedzieli, skoro nagrodzili oni zaskakującą premią właśnie tych, co mu się wcześniej przeciwstawili. Pomimo to zaklinanie rzeczywistości trwa. 

[1] sondaż SW Research z 28-29 maja 2024  

Jak oceniasz?

kliknij na gwiazdkę, aby ocenić

średnia ocen 5 / 5. ilość głosów 5

jeszcze nie oceniano

jeśli uznałeś, że to dobre...

... polub nas w mediach społecznościowych

Nie spodobało się? Przykro nam...

Pomóż nam publikować lepsze teksty

Powiedz nam, jakie wolałbyś teksty na pnp24.pl?

Łukasz Perzyna (ur. 1965) jest dziennikarzem „Opinii”, Polityczni.pl i „Samorządności”, autorem filmu o Aleksandrze Kwaśniewskim (emisja TVP1 w 2006 r.) oraz dziewięciu książek, w tym. „Uwaga, idą wyborcy…” i „Jak z Pierwszej Brygady”. Pracował m.in. w „Wiadomościach TVP” i „Życiu”, kierował działem krajowym „Obserwatora Codziennego”. W latach 80 był działaczem Konfederacji Polski Niepodległej i redaktorem prasy podziemnej.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here