Misja Słowika

0
58

Działacz solidarnościowego podziemia promem do Szwecji opuszcza kraj, legitymując się paszportem Jugosłowianina upitego uprzednio przez przemytników ludzi specjalnie w tym celu, by stracił dokument. Kontrolerzy mają wątpliwości, czy go do tego Ystad wypuścić. Każą wracać dwie dyżurki dalej po kartę pokładową. Ale to tylko próba nerwów. Andrzej Słowik zda ten egzamin. Nie tylko opuści Polskę w Święta 1985 roku ale potem do niej powróci. Nie jedzie bowiem na emigrację. Kierowca autobusu i autentyczny związkowiec ma przekonać zachodnich sponsorów podziemia, że opór przeciw komunizmowi trwa. A przy okazji powiadomić Jana Pawła II jak wygląda sytuacja w kraju. 

Jerzemu Kropiwnickiemu, który najpierw odstał swoje w kolejkach po wędlinę i chleb, żeby własnej rodzinie zapewnić przyzwoite Święta, najtrudniej przyszło przekonać żonę Andrzeja Słowika, że jej małżonkowi nie uda się spędzić wraz z nią wigilii. Na pewno chodzi o jakąś babę, pokrzykiwała rozeźlona kobieta, a ściany w łódzkim bloku były cienkie. Podejrzliwość jej uzasadniał fakt, że była drugą już panią Słowikową: gdy przewodniczący Zarządu Regionu Ziemia Łódzka NSZZ “Solidarność” wdał się z nią w romans, szybko rozszedł się z pierwszą.

Dużo łatwiej było nakłonić samego Słowika, że to on musi wyjechać za granicę, a nie Kropiwnicki. Paradoksalnie doktorat z ekonomii, znajomość języków obcych i obycie w świecie dzięki licznym wcześniej stypendiom i konferencjom naukowym przemawiały przeciw akademickiemu intelektualiście. Związkowcy z Zachodu, nie tylko chadecy ale także socjaldemokraci a nawet trockiści i komuniści ale włoscy (potępili stan wojenny w Polsce podobnie jak wcześniej radziecką inwazję na Afganistan) łożący na pokojowy opór podziemnej Solidarności w dalekim kraju chcą zobaczyć i wysłuchać autentycznego robociarza. I to Andrzej Słowik najlepiej pasuje do tej misji.  

W efekcie Kropiwnicki przygotuje Słowika do wyjazdu i po latach to opisze, a na Zachód uda się przewodniczący Ziemi Łódzkiej “S”.

“Misja” Jerzego Kropiwnickiego, pięknie wydana przez Akces, przekonuje nas, jak niewiele prawdy zawiera się w stwierdzeniach, że historia oporu społecznego w Polsce lat 80. stanowi już zamkniętą kartę i niewiele nowego jesteśmy się w stanie o niej dowiedzieć. Kropiwnicki dla opisu przyjmuje strategię “widza i uczestnika”, wymyśloną mniej więcej wtedy, kiedy on sam przygotowywał Słowika do nielegalnego wyjazdu do Szwecji przez światowej sławy filozofa francuskiego Raymonda Arona, a w polskiej historiografii stosowaną m.in. przez Andrzeja Anusza, dawnego działacza Niezależnego Zrzeszenia Studentów jako autora doskonałego “Wokół Marszałka”. W tej procedurze badawczej punktem wyjścia pozostaje własne doświadczenie, uzupełniane jednak o rozmowy z innymi aktorami wydarzeń i weryfikowane w dokumentach. To także metoda pracy Kropiwnickiego. Przyniosła sukces, bo “Misja” jest pasjonująca. Efekt ten zawdzięczamy przyjętej przez autora zasadzie, że pisze tylko o tym, co sam wie. Niczego nie odgaduje, nie spekuluje, nie wymyśla. Jedynie prawda jest ciekawa – uczył nas kiedyś Józef Mackiewicz. Książka Kropiwnickiego to potwierdza. Rzeczywistość okazuje się tak pasjonująca, że poprawiać jej nie ma powodu. 

Niezrównany okazuje się opis spotkania Słowika z Janem Pawłem II. Papież zwraca się do lidera łódzkiego podziemia trochę jak do dziecka, wypytuje go szczegółowo o warunki życia robotniczych rodzin w Polsce (jakby papieski gość, od dawna zawodowy rewolucjonista, miał cokolwiek na ten temat wiedzieć) i ich podejście do tradycji (sam gość Ojca Świętego ma drugą już żonę, o czym była tu mowa). Ale trudno się Karolowi Wojtyle dziwić, skoro w trakcie audiencji Słowik zdążył naskarżyć na Andrzeja Wielowieyskiego, że ten określił Solidarność mianem nawozu. W istocie Wielowieyski, katolicki intelektualista co innego miał na myśli: uznawał, że na doświadczeniu zdelegalizowanego Związku jak na podglebiu wyrosną inne ruchy społeczne. Jednak dla pochodzącego ze wsi Andrzeja Słowika – nawóz to był po prostu gnój. I tyle. A więc i Słowika wypada po latach zrozumieć, nawet jeśli okazał się skarżypytą w tak dostojnym miejscu.

Nie mieli jednak lekko również Słowik i Kropiwnicki ze swoimi ówczesnymi rywalami. Zasłużona dla wspierania opozycji w kraju emigrantka Irena Lasota puściła w obieg nienawistną pogłoskę, że prawdziwym celem podróży Słowika na Zachód pozostaje podważenie pozycji podziemnego kierownictwa Solidarności w kraju z ukrywającym się Zbigniewem Bujakiem na czele. Aż Słowik po powrocie z misji nie mógł się nadziwić, że Bujak kluczy i nie chce się z nim konspiracyjnie spotkać.

Poznajemy słabości i śmiesznostki ludzkie, ale – na co jeszcze nie zwrócili uwagi recenzenci – książka Kropiwnickiego o brawurowej eskapadzie Słowika wielu ludziom przywraca dobre imię. O misji wiedzieli przecież, poza Kropiwnickim i jego współpracownikami, dyrektor brukselskiego biura Solidarności na emigracji Jerzy Milewski oraz Jacek Merkel, zaufany Lecha Wałęsy z Gdańska. Obu zarzucono potem związki ze służbami specjalnymi. Gdyby tak było, czemu i jakim cudem misja Słowika się powiodła, można więc spytać…

Cześć i chwała Jerzemu Kropiwnickiemu, że nie napisał książki o służbach specjalnych i ich grach. Tylko o tych, którym się udało je wprowadzić w błąd, okpić i pokonać. O ludziach dobrej woli po prostu. W krótkiej historii misji Słowika zawiera się streszczenie losów Solidarności. Zwycięskie doświadczenie milionów. 

Pamiętajmy jednak też o głównym bohaterze, w obu tego słowa znaczeniach, bardzo dziś chorym Andrzeju Słowiku…        

Jerzy Kropiwnicki. Misja. Akces, Warszawa 2025           

Jak oceniasz?

kliknij na gwiazdkę, aby ocenić

średnia ocen 5 / 5. ilość głosów 8

jeszcze nie oceniano

jeśli uznałeś, że to dobre...

... polub nas w mediach społecznościowych

Nie spodobało się? Przykro nam...

Pomóż nam publikować lepsze teksty

Powiedz nam, jakie wolałbyś teksty na pnp24.pl?

Łukasz Perzyna (ur. 1965) jest dziennikarzem „Opinii”, Polityczni.pl i „Samorządności”, autorem filmu o Aleksandrze Kwaśniewskim (emisja TVP1 w 2006 r.) oraz dziewięciu książek, w tym. „Uwaga, idą wyborcy…” i „Jak z Pierwszej Brygady”. Pracował m.in. w „Wiadomościach TVP” i „Życiu”, kierował działem krajowym „Obserwatora Codziennego”. W latach 80 był działaczem Konfederacji Polski Niepodległej i redaktorem prasy podziemnej.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here