Najpierw igrzyska

0
143

Nowy Sejm zaczął wprawdzie prace od ważkiego społecznie projektu obywatelskiego, przywracającego dofinansowanie in vitro, odebrane przez PiS, a marszałek Szymon Hołownia urzędowanie od demontażu okalających parlament barier, ale premiera Donalda Tuska okazała się bez porównania mniej udana. Zapowiedź powołania trzech komisji śledczych przemawia tylko do twardego elektoratu Koalicji Obywatelskiej, a nie za jego sprawą PiS stracił większość. Stało się to dzięki cierpliwości umiarkowanych wyborców, stojących długo w noc w kolejkach do urn.

Zaczynanie od rozliczeń rodzi też obawy, że realizację ważniejszych obietnic odłoży się na później.

I jeszcze poważniejsze; że typowany na premiera w “drugim kroku konstytucyjnym” Tusk w powstanie własnego rządu sam nie wierzy. Nawet jeśli to twierdzenie szokuje, wiele przemawia za jego prawdziwością. 

Argumentem za powoływaniem dotychczasowych sejmowych komisji śledczych w tym najsłynniejszej Tomasza Nałęcza badającej (z udziałem m.in. Jana Rokity i Zbigniewa Ziobro) aferę Lwa Rywina przed dwudziestu laty – pozostawał bowiem fakt, że minister sprawiedliwości tożsamy wtedy, jak i teraz z prokuratorem generalnym, nie gwarantuje ze względu na swoje polityczne powiązania dogłębnego i rzetelnego rozwikłania sprawy. Wygląda więc na to, że Tusk nie do końca wierzy w to, że powoła własnego szefa resortu. Warto wykazać tę sprzeczność, żeby wyborcy się o niej dowiedzieli.

Nie po to ludzie w długich kolejkach wystawali

Osobną kwestię stanowi kolejność zakładanych przez przyszłą nową władzę – a tak przecież przedstawia się publicznie sojusz Koalicji Obywatelskiej, Trzeciej Drogi (Polska 2050 z PSL) i Nowej Lewicy – działań. Zapiekłość Tuska, nawet po ludzku zrozumiała, w świetle ataków na jego i rodzinę za rządów PiS (jak w komisji ds. Amber Gold), wydaje się marnym pomysłem na trwałe zagospodarowanie umiarkowanego światopoglądowo i dalekiego od resentymentów “elektoratu październikowej niedzieli”, który często decydując się w ostatniej chwili na udział w wyborach – przesądził o ich wyniku. Afery oczywiście rozliczyć trzeba, wicemarszałek Sejmu Krzysztof Bosak do listy wymienionych przez Tuska (wybory kopertowe, wizowa i Pegasus) dodaje jeszcze zbożową, kiedy to polskich rolników niszczył nielegalny import z Ukrainy – ale nieporozumieniem wydaje się uznawanie tej operacji za pierwszą i najważniejszą. Nie po to ludzie w długich kolejkach wystawali. 

Da się też pomyśleć o rozumnej amnestii, która przyczyniłaby się do bezkonfliktowego oddania władzy przez PiS i zniweczyłaby zagrożenia rozmaitymi wariantami, zakładającymi zmianę wyników wyborów przy zielonym stoliku. Takiej amnestii wobec polityków i urzędników, żeby nie wyszło na to, że znów są świętymi krowami, towarzyszyć powinna akceptowana społecznie szeroka abolicja podatkowa dotycząca osób, które znalazły się w przymusowej sytuacji za sprawą pandemii, kiedy to zakazy pozbawiły ich legalnej możliwości zarabiania, bądź starały się obejść niekorzystną dla nich interpretacje przepisów przez biurokratów. W abolicję tę można wpisać rozwiązania korzystne dla frankowiczów, skoro nie są sami sobie winni. Podobne połączenie gwarantowałoby, że społeczeństwo przyjmie wielkoduszność państwa nie jako “lex specialis” dla uprzywilejowanych: zabrakło tego w początkach transformacji, kiedy nowa ekipa zataiła transakcję z nomenklaturą komunistyczną, zawartą na zasadzie “władza za bezkarność i zachowanie zasobów”, co przesądziło o społecznej ocenie tych praktyk, zwłaszcza gdy komuniści już z przedrostkiem “post”, w barwach niebieskich zamiast czerwonych oraz w proeuropejskim i atlantyckim kostiumie do władzy wrócili.

A teraz? Jak mówił w reportażu Ryszarda Kapuścińskiego o 1980 r. stoczniowiec z Wybrzeża: “Po raz pierwszy uczymy się na doświadczeniach nie na błędach” [1].

Wina Tuska… tym razem niestety tak

Błąd popełniła niewątpliwie ekipa Tuska, gdy szukając odwetu za pisowskie “wkręcanie” jego i syna Michała w aferę Amber Gold – dała się uprzedzić Prawu i Sprawiedliwości, które zgłosiło już do Sejmu projekt uchwały o zerowym VAT na żywność w przyszłym roku. Obłuda ludzi Mateusza Morawieckiego wydaje się oczywista, skoro w budżecie jaki uległ “dyskontynuacji” wraz z końcem poprzedniej kadencji, tego zabrakło, a nowego wciąż nie ma – ale dla wielu wyborców może stanowić to sygnał, że hierarchia spraw ważnych dla Tuska jako potencjalnego następcy pisowskiego premiera opiera się na zasadzie: zamiast chleba igrzyska.  Ilu jednak mamy w Polsce obywateli dla których ciąganie po komisjach Zbigniewa Raua czy Jacka Sasina pozostaje ważniejsze od stawki VAT za mięso czy śmietanę?  

[1] Ryszard Kapuściński. Notatki w Wybrzeża. “Kultura” (Warszawa) z 14 września 1980        

Jak oceniasz?

kliknij na gwiazdkę, aby ocenić

średnia ocen 5 / 5. ilość głosów 7

jeszcze nie oceniano

jeśli uznałeś, że to dobre...

... polub nas w mediach społecznościowych

Nie spodobało się? Przykro nam...

Pomóż nam publikować lepsze teksty

Powiedz nam, jakie wolałbyś teksty na pnp24.pl?

Łukasz Perzyna (ur. 1965) jest dziennikarzem „Opinii”, Polityczni.pl i „Samorządności”, autorem filmu o Aleksandrze Kwaśniewskim (emisja TVP1 w 2006 r.) oraz dziewięciu książek, w tym. „Uwaga, idą wyborcy…” i „Jak z Pierwszej Brygady”. Pracował m.in. w „Wiadomościach TVP” i „Życiu”, kierował działem krajowym „Obserwatora Codziennego”. W latach 80 był działaczem Konfederacji Polski Niepodległej i redaktorem prasy podziemnej.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here