Niespotykana brutalność polityki

0
92

Sekretarz kolegium służb specjalnych Maciej Wąsik kwituje utratę przytomności przez podejrzanego Romana Giertycha słowami: nie z nami te numery, chociaż nie jest lekarzem. Również prowadząca sprawę mecenasa prokuratura poznańska zapewnia, że wicepremier symuluje. W czasie pandemii COVID-19 takie uzurpowanie sobie przez aparat przymusu orzekania w sprawach wymagających wiedzy lekarskiej stanowi niebezpieczeństwo samo w sobie.

Romana Giertycha można nie lubić, czy powątpiewać w jego niewinność – ale sytuacja w której mający rozwikłać sprawę a nie będący medykami arbitralnie epatują wiadomościami o jego domniemanym udawaniu pozostaje nie do przyjęcia w demokratycznym kraju w sytuacji, gdy cała Polska na ekranach telewizorów czy laptopów mogła obejrzeć, jak mecenasa pakuje się do karetki pogotowia. W dodatku w tle pojawiają się porażające z natury analogie ze sprawą Barbary Blidy, bo za pierwszych rządów PiS była minister wedle oficjalnej wersji miała odebrać sobie życie strzałem z pistoletu również w trakcie przeszukania w jej domu i także w łazience, w obecności funkcjonariuszki – czyli w okolicznościach bliźniaczo podobnych do tych, w jakich zasłabł Giertych. Wystarczająco wiele tych analogii, żeby wzbudzić krańcową nieufność. Zwłaszcza, że pisowska wykładnia śmierci Blidy podważona została w znakomitym filmie Piotra Pytlakowskiego “Wszystkie ręce umyte”, próbującym odtworzyć przebieg wydarzeń dramatycznego poranka w willi w Siemianowicach.

Zaś samo uprawianie polityki przy użyciu służb antykorupcyjnych budzi sprzeciw, kojarzy się z krajami położonymi na wschód od nas. Niedawno oceniająca w raporcie demokrację w 27 krajach członkowskich Komisja Europejska przestrzegła przed zbytnim uzależnieniem zarówno Centralnego Biura Antykorupcyjnego w Polsce jak jego rumuńskiego odpowiednika od władzy politycznej.

W “Przygodach dobrego wojaka Szwejka podczas wojny światowej” Jaroslawa Haska antagonista tytułowego bohatera wszystkich trafiających do lazaretu rekrutów uznaje hurtowo za symulantów.

Struktury siłowe państwa PiS wydają się podzielać to przekonanie w odniesieniu do swoich ofiar. Bo Giertych – zabierany karetką z własnego domu, w trakcie przeszukania dokonanego w obecności najbliższych – wciąż pozostaje niewinny choćby na zasadzie domniemania. Aferzystą nazwać go będzie można, gdy zostanie skazany. 

Zaangażowanie publicystyczne Wąsika zaprzecza nawet tradycyjnej definicji czekisty, obowiązującej kiedyś w Związku Radzieckim, który – jak wiemy – powinien mieć gorące serce ale chłodną głowę. Zwierzchnik antykorupcyjnych w założeniu struktur PiS głowę ma gorącą zaś serce… co najwyżej twarde przynajmniej dla czytających jego enuncjacje najbliższych Romana Giertycha. Użyta przez Wąsika argumentacja nie spełnia nawet wymogów medycyny ludowej: gdy wszedł adwokat, Giertych był przytomny, gdy ktoś od rzecznika praw obywatelskich – również, dopiero gdy pojawił się prokurator, były wicepremier świadomość stracił: tyle, że podobny ciąg zdarzeń zupełnie o niczym nie przesądza.

Oczywisty sprzeciw budzi wyrokowanie przez dyletanta o stanie cudzego zdrowia akurat w szczycie pandemii COVID-19, której Wąsik – jako urzędnik państwowy – ma także obowiązek przeciwdziałać. Również poprzez kształtowanie właściwych nawyków i odpowiedzialności. Ta ostatnia oznacza dla urzędnika także zakaz wypowiadania się w kwestiach, o których nie ma pojęcia, żeby nie zostało to poczytane za stanowisko państwa.

Nie tylko faceci w czerni służący dziś w strukturach siłowych podległych państwu PiS ale zwłaszcza liczni chwalcy ich działań z mediów państwowych lub propisowskich gadzinówek postępując w podobny sposób mogą osiągnąć odwrotny efekt: wzbudzić sympatię dla Giertycha u tych, co go dotychczas nie znosili, często mając ku temu powody, bo ambitny mecenas do najmilszych rozmówców nie zaliczał się nigdy.  
Przypomina się słynna formuła z wiersza pastora Martina Niemoellera: “Najpierw przyszli po komunistów / ale się nie odezwałem / bo nie byłem komunistą / Potem przyszli po socjaldemokratów / i nie odezwałem się / bo nie byłem socjaldemokratą (..)”. Następnie wyliczanka obejmuje jeszcze związkowców i Żydów. Aż kończy się: “Wreszcie przyszli po mnie / I nie było już nikogo, kto wstawiłby się za mną”. 

Nadużycia władzy w sprawie Giertycha, bezsporne przynajmniej w sferze publicznej retoryki, powinny skłaniać do uniknięcia opisanego przez antyfaszystowskiego pastora mechanizmu. 

Ale nie tylko o Romana Giertycha tu chodzi. Co więcej – jego przypadek okazuje się typowy.

Właśnie odszedł na zawsze senator Stanisław Kogut. Postać ważna choć kontrowersyjna, dawny kolejarski związkowiec, który za sprawą orzeczeń historii trafił na szczyty władzy i powodzenia materialnego. Potem postawiono mu zarzuty, oskarżanego o korupcję traktowano jak już winnego. Teraz, gdy z powodu koronawirusa pożegnaliśmy go, w materiałach pośmiertnych pojawiają się rozliczne półtony: zasługi dla regionu, działalność charytatywna, wspieranie klubu piłkarskiego Kolejarz Stróże, który kochał tak bardzo, że marzył o wprowadzeniu go do ekstraklasy. Niepokojąco zmierzamy do sytuacji, w której o osobie prowadzącej aktywność publiczną wykraczającą poza ramy mandatu napisać będzie można w sposób zniuansowany dopiero po śmierci.

Za kratami znajduje się wciąż Sławomir Nowak. Niezależnie od sądowej oceny jego działań na Ukrainie (bo ich dotyczą zarzuty) pozostaje człowiekiem, który jako minister infrastruktury po latach niemożności zbudował wreszcie autostrady w Polsce. Korzystają z nich ci, którzy nawet tego nie uwzględniają w obszernych zwykle materiałach o Nowaku. Traktują go tak jakby karierę zaczął od Ukravtodoru, przy czym podatność ukraińskich służb na sugestie sojuszniczych krajów co do przebiegu  postępowań, ujawniona choćby w sprawie syna Joe Bidena, pozostaje zwykle poza obrębem analizy jego przypadku. Jakby Ukraina pozostawała stabilną i obliczalną demokracją a nie państwem upadłym. 
Dowody na niespotykaną brutalizację polskiej współczesnej polityki zbierać można ze wszystkich stron sceny politycznej. Giertych zanim stał się adwokatem polityków PO kierował LPR i pozostawał koalicjantem PiS. Nowak zawsze był w Platformie Obywatelskiej. Senator Kogut – w Prawie i Sprawiedliwości. Nie chodzi więc o barwy klubowe.

Roman Giertych na celowniku

czyli konsekwentny wybór Kaczyńskiego Partia Jarosława Kaczyńskiego przed kilkunastu laty wybrała Romana Giertycha na koalicjanta, teraz zaś na kozła ofiarnego, który ma odwrócić uwagę od nieudolności w walce z COVID-19 oraz kłopotów PiS z własnymi senatorami. Zawsze pewny siebie mecenas nie wie nawet, jak bardzo jest pionkiem w tej grze. Na przykładzie Giertycha PiS po […]

Read more

Znów efekt okazać się może odwrotny do zamierzonego. Publiczne poniewieranie ludźmi po postawieniu im zarzutów, kiedy nie są jeszcze osądzeni, sprawi, że uzasadnienie każdego kolejnego wjazdu służb specjalnych do willi następnego prominenta przyjmowane będzie z coraz większym niedowierzaniem. W Polsce, przez lata całe rządzonej przez obcych: zaborców i okupantów albo własną lecz pozbawioną  autorytetu władzę, gdzie porządek uosabiany bywał przez carskiego stójkowego, niemieckiego żandarma, rodzimego milicjanta czy ormowca a także przynajmniej mówiącego choć nie zawsze myślącego po polsku ubeka – od sceptycyzmu tylko krok do wzbudzenia sympatii i współczucia dla tych wszystkich, do których domów faceci w czerni wkraczają o szóstej rano. Gdyby chociaż ich gospodarze jeszcze nie byli tak zamożni, że w oczy to kłuje, już dawno byłoby o to łatwiej… Ale odłóżmy żart na bok. Podobny mechanizm od pokoleń działa w Rosji: korzystali na tym również polscy zesłańcy czy wywiezieni, że skazańca częstuje się tam w drodze wszystkim, co się tylko ma. Bo to przecież człowiek nieszczęśliwy. A ludzie dzielą się na tych, co siedzieli, siedzą i będą siedzieć… Paradoksalnie zachodnia opinia publiczna przejęła to rozumowanie, honorując na wszelkie możliwe sposoby Michaiła Chodorkowskiego, skorumpowanego oligarchę, ale dopiero dokąd zwrócił się przeciw Władimirowi Putinowi, a ściślej to przywódca bardziej stanął przeciw niemu. Powtarzano wówczas, że w Rosji nie dało się uczciwie robić interesów. Również “Gazeta Wyborcza” przyznała Chodorkowskiemu, jako demokracie choć aferzyście, tytuł człowieka roku, czym szczerze oburzony był dawny członek KOR, z którym o tym rozmawiałem. Dodam tylko, że nie był nim wcale Macierewicz ani Naimski… Nazwiska nie podaję bo rozmawialiśmy prywatnie.

Bliższy od zakładanego celu – zohydzenia w opinii publicznej ofiar głośnych “realizacji” służb specjalnych – wydaje się wzbudzenie dla nich rutynowej sympatii w społeczeństwie. Jako automatycznej niejako reakcji na pierwszą wiadomość o zatrzymaniu i przeszukaniu. Nieważne, że na biednego nie trafiło. Jeśli się to upowszechni, okaże się destrukcyjne nie dla PiS, tylko dla państwa polskiego w ogóle, najbardziej zaś dla wymiaru sprawiedliwości, miotającego się wciąż pomiędzy partyjnymi lojalnościami a demokratycznymi powinnościami. Polacy już mu nie ufają, zaś losy wszystkich głośnych postaci, które dostały się w jego tryby jeszcze wzmogą ten sceptycyzm. Dla zwykłego obywatela sąd to przecież mitręga i biurokracja, czekanie na termin niemal bez końca i długie dochodzenie swojego. A tu prokuratura błyskawicznie stawia zarzuty na wpół przytomnemu mecenasowi Giertychowi. Dla wielu to tylko kolejny dowód, że nie ma równości na tym świecie. Jarosław Kaczyński, zatwierdzając tę realizację już w majestacie prawa jako odpowiedzialny wicepremier, zapewne nie wziął tego efektu pod uwagę.    

Jak oceniasz?

kliknij na gwiazdkę, aby ocenić

średnia ocen 5 / 5. ilość głosów 6

jeszcze nie oceniano

jeśli uznałeś, że to dobre...

... polub nas w mediach społecznościowych

Nie spodobało się? Przykro nam...

Pomóż nam publikować lepsze teksty

Powiedz nam, jakie wolałbyś teksty na pnp24.pl?

Łukasz Perzyna
Łukasz Perzyna (ur. 1965) jest dziennikarzem „Opinii”, Polityczni.pl i „Samorządności”, autorem filmu o Aleksandrze Kwaśniewskim (emisja TVP1 w 2006 r.) oraz dziewięciu książek, w tym. „Uwaga, idą wyborcy…” i „Jak z Pierwszej Brygady”. Pracował m.in. w „Wiadomościach TVP” i „Życiu”, kierował działem krajowym „Obserwatora Codziennego”. W latach 80 był działaczem Konfederacji Polski Niepodległej i redaktorem prasy podziemnej.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here