Nowy minister edukacji, Dariusz Piontkowski, w jednej ze swych pierwszych publicznych wypowiedzi, nazwał majowy strajk kilkuset tysięcy nauczycieli “cyrkiem“. Strajkujący nauczyciele żądali podwyżek płac do poziomu z daleka zbliżającego się do średniej krajowej płacy. To była walka strajkowa o zatrzymanie degradacji i pauperyzacji zawodowej. Rząd odmówił i w tym samym czasie zadeklarował rozdanie, bez jakiegokolwiek sensu społecznego i ekonomicznego, ponad 40 mld zł, dla wyborczego przekupienia wybranych grup społecznych.

Rządowy pokaz arogancji

Nazwanie tego strajku “cyrkiem” to popis politycznej arogancji i poczucia wyższości, aż po pogardę dla nauczycielskiego środowiska, wysokiego urzędnika partyjnego. Ale też pokaz własnej głupoty politycznej, w postaci wzmacniania negatywnego elektoratu blisko 1,5 mln wyborców wśród nauczycieli i ich rodzin. Na pół roku przed wyborami parlamentarnymi.

Dla ukrycia braku jakiegokolwiek merytorycznego dialogu ze strajkującymi nauczycielami, rząd zorganizował tuż po zakończeniu strajku, zbojkotowany przez ogół środowiska nauczycielskiego, tzw. okrągły stół na temat problemów oświaty. Debata była fikcyjna, tematy pozorowane, a rezultat żaden.

A już na zakończenie tegoż “stołu” głębokim cieniem położyło się nad nim brutalne zabójstwo dokonane w warszawskiej szkole podstawowej przez 15-latka na swym koledze. Powinno ono być głębokim wstrząsem moralnym nade wszystko dla zarządzających oświatą z ministerstwem edukacji w roli głównej. I przedmiotem głębokich refleksji nad stanem bezpieczeństwa i wychowania w szkołach podstawowych i średnich. A sprawę wyciszono, głębokiej debaty i refleksji nie było, a jedynym winnym okaże się zapewne nauczyciel fizyki, który spóźnił się 1 minutę na lekcję, w trakcie której doszło do brutalnego morderstwa.

Zmarnowana reforma oświaty

Niestety rząd PiS zmarnował 4 lata na głębokie, a pozytywne zmiany w polskiej oświacie. Likwidacja gimnazjów, wydłużenie nauczania w szkołach podstawowych i średnich, nie były reformą oświaty. Było zaledwie jej skądinąd słuszną reorganizacją. Nie naruszono bowiem fundamentów zła, na których opiera się stale postępująca zapaść polskiej oświaty. Zapaść zarówno edukacyjna, jak i wychowawcza.

Zasadnicze zmarnowanie 4 lat w oświacie to utrzymanie źródeł systemowego zła w szkolnictwie podstawowym i średnim. Tym złem jest odchodzenie na przestrzeni ostatnich co najmniej kilkunastu lat od klasycznych kanonów nauczania i wychowania w szkołach. I zastępowanie ich postmodernistyczną ideologią samorzutnej autokreatywności i samodyscypliny ucznia oraz rezygnacji ze stawianiu mu przez nauczyciela coraz wyższych wymagań i ich egzekwowania. To odejście od negatywnych sankcji na rzecz gwarancji coraz bardziej rozszerzanych praw ucznia.

To nade wszystko zmniejszania roli nauczyciela w procesie dydaktycznym wraz z odebraniem mu podstawowych instrumentów wychowawczych. To odejście od wiedzy encyklopedycznej i wymagań jej żmudnego zdobywania, na rzecz zawieszonych w próżni informacyjnej gotowych uogólnień czy zdobywania w niewiadomy sposób umiejętności. itp., itd.

Edukacyjny poziom “pomaluj drwala”

Skończyło się to drastycznym obniżeniem poziomu kształcenia, w wersji matematycznego zadania – “pomaluj drwala” i zdawaniem matur przez młodych ludzi z lekkim upośledzeniem umysłowym. A z drugiej strony koniecznością masowych korepetycji dla chcących umieć więcej, by dostać się na studia. Skończyło się to też równie drastycznym obniżeniem wymagań wychowawczych, z koniecznością tolerowania rosnącej brutalizacji zachowań uczniów i ich agresji również w stosunku do nauczycieli oraz ogólną obniżką poziomu codziennej kultury osobistej uczniów.

Zaczęła się i trwa zapaść oświatowa Polski. Chowane są w coraz większej skali roczniki młodych ludzi, z potencjałem kulturowym coraz bardziej uniemożliwiającym względnie sprawne funkcjonowanie obywatelskie i zawodowe.

Uczniowie mogą mieć 50 proc. nieobecności w ciągu roku czy mieć dwie oceny niedopuszczające i uczęszczać do następnej klasy, z pozorowaniem nadrabiania zaległości. Odpowiedzialność za niską jakość edukacji i wychowania zdjęto de facto z uczniów i ich rodziców, a dyskretnie przerzucono na nauczycieli. Odsetek uczniów ze stwierdzonymi lekarsko dysfunkcjami sięga w niektórych klasach szkół średnich nawet 60 proc., co wyłącza ich spod ogólnych, a i tak drastycznie zaniżonych wymagań edukacyjnych i czyni cały proces dydaktyczny z ich udziałem pozorowaniem kształcenia.

Trudno bowiem wymagać czegoś merytorycznego od uczniów, którzy twierdzą, iż nie potrafią jako tako sprawnie pisać, czytać czy liczyć i mają na to zaświadczenie lekarskie. A do zaliczenia testów, głównego instrumentu sprawdzania wiedzy, wystarczy już nawet tylko 30 proc. wiedzy, a nie 60 proc., jak w poprzednim klasycznym kanonie. Te 30 proc. można w teście zdobyć rzucając kostką w wyborze odpowiedzi.

Zmarnowane szanse reformy państwa

To zmarnowanie 4. lat dotyczy zresztą nie tylko oświaty, a faktycznie wszystkich podstawowych sfer życia w polskim państwie. Po szumnych, acz ogólnikowych zapowiedziach dobrych i głębokich reform w polityce gospodarczej, nauce, ochronie zdrowia, wymiarze sprawiedliwości czy rynku mediów i polityce informacyjnej, skończyło się na reorganizacjach. Czasem dość powierzchownych, jak w wypadku polityki gospodarczej, czy wręcz pozornych, a krańcowo nawet negatywnych, jak w wypadku nauki i szkolnictwa wyższego. Nie było bowiem od początku wizji państwa, wizji gospodarki i wizji życia publicznego.

Nie było też ujawnienia źródeł zła w tym państwie, w tej gospodarce i w tym życiu. Analizę źródeł zła i głęboki program naprawy państwa, gospodarki i życia społecznego, zastąpiono postulatem “My zrobimy dobrą zmianę”. I od dwóch lat żyjemy w oczekiwaniu na nowe wybory parlamentarne. A rząd pozoruje dobre zmiany.

Ten brak wizji Polski, a w konsekwencji brak głębokich reform likwidujących trapiące nas zmory życia codziennego i świątecznego, nie jest przypadkowy. To efekt 30. lat negatywnej selekcji partyjnych elit politycznych, a w konsekwencji procesy negatywnej selekcji w polskim życiu publicznym. I bez stworzenia procedur pozytywnej selekcji, żaden projekt Wielkiej Polski nie powstanie. Nie ma komu go stworzyć.

W ślepym zaułku polskiej historii

A alternatywą wyborczą jest parlamentarna opozycja polityczna, która już dała w czasie swych poprzednich rządów przyzwolenie na rozkradanie podatków i tolerowanie korupcji, kontynuowała złodziejską prywatyzację, kompradorską politykę zagraniczną, by dalej nie ciągnąć tej listy.

Ta bezalternatywność polityczna pokazuje ślepy zaułek historyczny, w którym znalazł się nasz kraj po 30. latach panowania partyjnych elit politycznych tzw. okrągłego stołu. Węgierski Victor Orban i fenomen jego ruchu politycznego u nas nie wyrósł. I nic na to nie wskazuje, że samorzutnie wyrośnie.

Viktora Orbána patriotyzm gospodarczy

„30 lat minęło od końca komunizmu i mamy grupę przedsiębiorstw nowoczesnych i będących w węgierskich rękach. Czekaliśmy na takie firmy w naszym przemyśle spożywczym”.

Czytaj więcej

Jedyną alternatywą dla naszej bezalternatywności jest wyrzucenie na śmietnik historii naszej obecnej tzw. klasy politycznej. Czyli wprowadzenie JOW w wyborach do Sejmu. A więc zmiana ustroju politycznego Polski z obecnej partyjnej oligarchii wyborczej na obywatelską demokrację parlamentarną. I stworzenie mechanizmów pozytywnej selekcji państwowych elit władzy, a życia publicznego w ogólności. Tyle, że to zadanie średniookresowe i wymagające zbiegu w czasie kilku korzystnych okoliczności. A wybory parlamentarne są już za pół roku. I na krótką metę trzeba wybierać mniejsze zło i minimalizować szkody.

W poszukiwaniu politycznej alternatywy wyborczej

Dlatego trzeba się skrzyknąć po Polsce i powołać nowy ruch polityczny w formule partii przyzwoitych, mądrych i wolnych Polaków, który wszedłby do Sejmu i stamtąd minimalizował szkody i wspierał wybieranie mniejszego zła. Ale też forsował na wszelkie sposoby strategiczne dobro w postaci JOW i obywatelskiej demokracji parlamentarnej. Samo wybieranie mniejszego zła, bez współtworzenia większego dobra, jest bowiem bez sensu, gdyż tylko utwierdza to, co jest.

Trzeba powołać partię wolnych Polaków w formule politycznej konfederacji, łącząc i dogadując się z wieloma tworzącymi się przyzwoitymi etycznie różnorodnymi inicjatywami politycznymi. Bez ideologii politycznych. Bez dogmatów politycznych. Za to z ludźmi już znanymi z przyzwoitości i mądrości. I z programem wsparcia dla demokracji obywatelskiej, z postulatem JOW w roli głównej. Treść postulatu JOW jest już powszechnie znana. Trzeba ją już tylko spolityzować praktycznie.

8.06.2019

Dlaczego nie może powstać partia wolnych Polaków?

Jak można osiągnąć 36% głosów bez żadnego programu politycznego, za to z hasłami ideologii cywilizacji śmierci? Olbrzymi sukces Koalicji Europejskiej.

Czytaj więcej

Jak oceniasz?

kliknij na gwiazdkę, aby ocenić

średnia ocen / 5. ilość głosów

jeśli uznałeś, że to dobre...

... polub nas w mediach społecznościowych

Nie spodobało się? Przykro nam...

Pomóż nam publikować lepsze teksty

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here