Plan dla Balcerowicza

0
99

…czyli kto był jego rzeczywistym autorem

Kiedy Leszek Balcerowicz późnym latem 1989 r. zgodził się objąć urząd ministra finansów, plan nazwany później jego imieniem był od ponad sześciu tygodni gotów. Jego autorem był ekonomista z amerykańskiego Harvardu niespełna 35-letni wówczas Jeffrey Sachs za głównego doradcę mający własnego studenta. Napisał plan na komputerze “Gazety Wyborczej” a projekt przyczynił się do słynnej inicjatywy Adama Michnika zawartej w tytule artykułu “Wasz prezydent, nasz premier” [1] z którym zresztą w polemikę rychło wdał się późniejszy główny beneficjent zawartej tam koncepcji – Tadeusz Mazowiecki, na łamach “Tygodnika Solidarność” [2]. Warto o tym pamiętać przy okazji kolejnych 35. rocznic: wyborów z 4 czerwca, koalicji “S” z ZSL i SD oraz  utworzenia rządu Mazowieckiego.

Nie oznacza to oczywiście odbierania Balcerowiczowi tytułu głównego wykonawcy polskich reform, zwłaszcza, że głównym decydentem od gospodarki pozostawał jako wicepremier w trzech rządach: oczywiście u Mazowieckiego, później w kolejnym Jana Krzysztofa Bieleckiego i wreszcie po trwającej prawie sześć lat przerwie u Jerzego Buzka, w sumie przez cztery i pół roku (1990-91 i 1997-2000). Nie tylko w pamięci entuzjastów pozostanie tym sternikiem, który po latach niedoborów wypełnił sklepowe półki.

Jak mecenas, co twierdził, że na gospodarce się nie zna, dokonał w niej przełomu 

Nie za Balcerowicza jednak osiągnięto pierwszy po zmianie ustrojowej wzrost produktu krajowego brutto. Udało się to w kwietniu 1992 r. rządowi Jana Olszewskiego, u którego ministrem finansów pozostawał Andrzej Olechowski, głównym doradcą gospodarczym Dariusz Grabowski zaś szefem resortu pracy Jerzy Kropiwnicki. Dla milionów Polaków stanowiło to dowód, że warto było komunizm rozmontować. Efekt wzrostu osiągnęła ekipa premiera, który sam – znany jako adwokat i obrońca praw człowieka – utrzymywał, że na gospodarce się nie zna. Dobrał jednak sobie ekipę wielobarwną, wywodzącą się z rozmaitych tradycji i szkół ekonomicznych, która sukces osiągnęła. 

W tym sensie rząd Jana Olszewskiego okazał się rzeczywiście rządem przełomu pomimo krótkiego trwania u władzy i odejścia w wyniku awantury o ujawnienie teczek domniemanych agentów, chociaż większość stracił na długo wcześniej przed pamiętną nocą 4 czerwca 1989 r. Natomiast jeśli pominąć czas niedawnej pandemii koronawirusa – oznaczający chroniczną zapaść w wyniku powszechnych lockdownów dla całej gospodarki światowej – Polska nigdy już wzrostu gospodarczego nie straciła przez kilkadziesiąt lat transformacji ustrojowej, której końca wciąż nie ogłoszono. Nawet u schyłku rządów Jerzego Buzka dynamika wzrostu produktu krajowego brutto spadła niemal do zera, za sprawą globalnej “bańki internetowej” (masowego przewartościowania spółek, związanych z nowymi technologiami na światowych giełdach) oraz kosztów czterech reform nazwanych wielkimi, ale pozostawała dodatnia.  

Dla Polaków po 1989 r. wybicie się na wzrost gospodarczy pozostawało równie ważne jak to na niepodległość. Zwyczajni ludzie zagłosowali przecież masowo 4 czerwca 1989 r. po to, żeby im było lepiej, na kandydatów Komitetu Obywatelskiego Solidarność. 

Odzyskanie wzrostu gospodarczego dokonało się więc z rządów mecenasa Olszewskiego, kiedy w rządzie Balcerowicz nie zasiadał, zaś Mazowiecki miał wtedy status nie tylko byłego premiera ale przede wszystkim wielkiego przegranego z wyborów prezydenckich późną jesienią 1990 r, kiedy to rozczarowane społeczeństwo nie wpuściło go do drugiej tury, Wszedł do niej wraz z późniejszym zwycięzcą Lechem Wałęsą – pokojowym noblistą i przewodniczącym Solidarności – egzotyczny kandydat Stanisław Tymiński. Zaś u źródeł tej zaskakującej decyzji polskich wyborców leżała przede wszystkim ocena społecznych następstw planu określonego nazwiskiem Balcerowicza: zwłaszcza masowego zamykania wielkich zakładów pracy i braku opłacalności polskiej produkcji. Zasługą Balcerowicza pozostaje natomiast wypełnienie sklepowych półek, wcześniej pustych. Natomiast ówczesna przedsiębiorczość Polaków objawiła się na masową skalę niezależnie od jakichkolwiek projektów rządowych. 

Czwarty wybór premiera Mazowieckiego 

Formujący rząd późnym latem 1989 r. Tadeusz Mazowiecki poszukiwał – jak sam to wyraził – polskiego Ludwika Erharda. Porównanie obrazowało skalę destrukcji rodzimej gospodarki, bo Ludwig Erhard jako sternik niemieckiej ekonomii objął funkcję w zgruzowanym kraju i odważnymi decyzjami nie tylko doprowadził do odbudowy ale zjawiska nazwanego przez fachowców cudem gospodarczym a później objął urząd kanclerski. Wcześniej Erhard jednak w czasach hitlerowskiej dyktatury pomimo grożącej za defetyzm kary śmierci pracował nad scenariuszami zakładającymi porażkę wojenną i późniejsze podnoszenie kraju z ruin. Natomiast Leszek Balcerowicz jako pracownik Instytutu Podstawowych Problemów Marksizmu-Leninizmu przy KC PZPR (był tam zatrudniony w latach 1978-80) podobnie bohaterskim krytycyzmem się nie wykazał chociaż w dozwolonym zakresie sondował możliwości wprowadzenia elementów rynkowych regulacji. Nie stał się też nawet po latach pierwszym wyborem Mazowieckiego do roli sternika gospodarki.

Najpierw wyprowadzać miał ją z kryzysu Witold Trzeciakowski, ceniony ekonomista o wielu prospołecznych przekonaniach i lider gospodarczej załogi Solidarności przy Okrągłym Stole. Przy tym ostatnim nie wypracowano żadnych przyszłościowych rozwiązań w tej sferze. Uzgodniona i wpisana do okrągłostołowych porozumień indeksacja płac zaliczana bywa raczej przez fachowców do sfery księżycowej ekonomii. Oddaje za to ówczesny stan świadomości obozu solidarnościowego. Jak przytomnie zauważał Jan Skórzyński (“Ugoda i rewolucja”): “Projekt terapii szokowej, wprowadzony w życie rok później przez Leszka Balcerowicza, jeszcze na początku 1989 r. był ideowo i politycznie nie do przyjęcia nie tylko dla zwyczajnych związkowców, ale także dla ich liderów” [3]. Zmieniło się to później wyłącznie w wypadku tych drugich. Chociaż w trakcie pielgrzymki do Polski w 1987 r. Papież Jan Paweł II zwracał się do młodzieży na Westerplatte: “To jest nasza Ojczyzna, nasze być i nasze mieć, i nikt nie może pozbawić nas prawa, ażeby przyszłość tego naszego “być i mieć” nie należała do nas” [4]. Nie posłuchano go jednak do końca. Przy forsowaniu planu nazwanego nazwiskiem  Balcerowicza zasada “nic o nas bez nas” została w oczywisty sposób naruszona. 

Zresztą Trzeciakowski oferty Mazowieckiego nie przyjął. Podobnie jak kolejny szanowany ekonomista z obozu Solidarności, Cezary Józefiak. Nie kwapił się objąć posady również zastępca przyszłego premiera w “Tygodniku Solidarność”, ale ten wskazał chociaż Balcerowicza jako najlepszego kandydata na ministra finansów: o posadzie wicepremiera początkowo nie było mowy.

W ten sposób Leszek Balcerowicz stał się czwartym dopiero, ale za to skutecznym wyborem Mazowieckiego do roli polskiego Erharda a ściślej sternika gospodarki w czasach przełomu ustrojowego.  Skoro jednak przyszedł na gotowe, warto przywołać postać ekonomisty, który mu drogę utorował.

Jeffrey Sachs przyleciał z Moskwy, czyli jak się zaczęło

Jeffrey Sachs, wówczas niespełna 35-letni ekonomista ze szkoły liberalnej, doradzał wcześniej władzom Boliwii:  przygotował dla jej gospodarki plan stabilizacyjny, wdrażany od 1985 r. przez prezydenta Victora Paza Estenssoro oraz suflującego mu oligarchę Gonzala (“Goni”) Sancheza de Lozadę, który z czasem również został głową państwa. Plan Sachsa dla Boliwii oparty był na drastycznej podwyżce cen benzyny i wyprzedaży rezerw dewizowych państwa, co zdusiło hiperinflację, oraz zwolnieniu średnio pięciu na sześciu górników z kopalń cyny, stanowiących wcześniej podstawę tamtejszej gospodarki, bez przyszłości jednak wobec załamania koniunktury na ten surowiec. Działania te wywołały rozległe niepokoje społeczne. Ale Sachsowi trzeba też przyznać, że zadbał o umorzenie zagranicznych długów, wbrew stanowisku Citibanku oraz Międzynarodowego Funduszu Walutowego. Wypromowany w Boliwii młody profesor z Harvardu służył później radą rządom Argentyny, Wenezueli, Peru i Brazylii. W modzie znajdowała się wówczas teoria liberalna a nie tylko światem finansów rządził Konsensus Waszyngtoński spisany przez amerykańskiego ekonomistę Johna Williamsona a zakładający m.in. dyscyplinę finansową, prywatyzację przedsiębiorstw, liberalizację handlu i rynków finansowych oraz obligatoryjnie likwidację barier dla inwestycji zagranicznych.  .      

Jak relacjonuje prof. Sachs (“Koniec z nędzą…”): “Na początku 1989 roku ni stąd ni zowąd zatelefonował do mnie Krzysztof Krowacki, urzędnik ambasady Polski w Waszyngtonie. I zapytał, czy mógłby mi złożyć wizytę w moim biurze w Uniwersytecie Harvarda. Zgodziłem się, nie wiedząc, o co chodzi (..). Kilka dni po telefonie Krowacki zjawił się u mnie. Wyjaśnił mi, że jego kraj przeżywa katastrofę gospodarczą i zapytał, czy rady, jakich udzielałem w Ameryce Łacińskiej mogłyby być przydatne dla Polski” [5]  

Radca finansowy w ambasadzie PRL w Waszyngtonie pod koniec lat 80. Krzysztof Krowacki był również, jak wynika z dostępnych materiałów funkcjonariuszem Milicji Obywatelskiej. Dotyczące go zachowane dokumenty pochodzą z lat 1982-89: to karty uposażeń funkcjonariusza. Wynika z nich również, że nazwiska legalizacyjne Krzysztofa Aleksandra Krowackiego brzmiały: Szamota i Zagórski [6].

Nie wiemy, czy profesor Sachs konsultował się przed spotkaniem z reprezentującym PRL gościem ze służbami specjalnymi własnego kraju, ale na ofertę zareagował chłodno: “(..) Uprzejmie odrzuciłem zaproszenie, wyjaśniając, że nie chcę pracować dla komunistycznego rządu. Byłem gorącym wielbicielem Lecha Wałęsy (..)” [7]. 

“Po czterech tygodniach zadzwonił Krowacki: “Profesorze Sachs, powiedział pan, żebym zadzwonił, jeśli coś się zmieni. Otóż okazało się, że na mocy umów “okrągłego stołu” (..) rząd ma zalegalizować Solidarność (..). Odpowiedziałem jednak: “Jeżeli tak będzie naprawdę, możecie na mnie liczyć. Proszę tylko zapewnić, że po przyjeździe spotkam się z ekonomistami zarówno ze strony rządowej, jak i z Solidarności Chcę sprawdzić, czy moja wiedza i doświadczenie mogą pomóc w zmniejszeniu różnic poglądów między obu stronami” [8].   

To nie złudzenie. Harwardczyk i liberał Jeffrey Sachs, młody wtedy i obiecujący amerykański ekonomista mówi – co prawda w trybie warunkowym – “możecie na mnie liczyć” do przedstawiciela komunistycznego rządu, na którego czele stoi wtedy Mieczysław F. Rakowski. Nic zdrożnego w tym, ma prawo swoich zleceniodawców wybierać, chociaż jego żoną jest uciekinierka z komunistycznej Czechosłowacji a on sam w 1976 r. przebywał jako student we Wrocławiu i rozmawiał tam z uczestnikami niedawnych protestów społecznych, których w tym mieście nie cechował rozmach podobny co wystąpień radomskich, ursuskich i płockich robotników w tym samym czasie.

Jak się okazuje, Jeffrey Sachs pojawia się zawsze i wszędzie tam, gdzie dzieją się rzeczy przełomowe. Taki trochę Forrest Gump. Zasada ta dotyczy również zakończenia rozmów Okrągłego Stołu w Polsce i późniejszych wydarzeń.  

Jak sam relacjonuje: “Z Moskwy, gdzie uczestniczyłem w krótkiej konferencji, 5 kwietnia 1989 r. przyjechałem do Warszawy. Zajął się mną ekonomista z Instytutu Handlu Zagranicznego. Wygłosiłem prelekcję o zarządzaniu długiem, odbyłem zaplanowane spotkanie z kilkoma ekonomistami z “Solidarności”, a potem pojechałem do pałacu, w którym właśnie dobiegały końca negocjacje przed podpisaniem Porozumienia Okrągłego Stołu. Tego samego dnia wyjechałem z Polski” [9]. 

Zainteresowania naszymi sprawami nie straci, chociaż w międzyczasie pojawią się nowi protektorzy Jeffreya Sachsa. Jak opowiada: “Kilka tygodni później zatelefonował do mnie George Soros, niezwykły finansista i filantrop. Powiedział mi, że jest w kontakcie z kilkoma osobami z kierownictwa Solidarności i że właśnie wybiera się do Polski. Czy nie zechciałbym mu towarzyszyć w tej podróży? (..) W maju 1989 roku pojechałem z Sorosem do Polski. Spotkaliśmy się z przedstawicielami rządu i ponownie z ekonomistami z “Solidarności” (..). W ostatnim dniu pobytu w Warszawie powiedziałem moim rozmówcom z Solidarności i z rządu, że chętnie bardziej się zaangażuję w pomoc w przezwyciężaniu pogłębiającego się kryzysu gospodarczego. Zapytałem George’a Sorosa, czy jego fundacja im. Stefana Batorego pokryje koszty działania małego zespołu. Zaprosiłem do współpracy swojego byłego studenta i przyjaciela Davida Liptona, zatrudnionego wówczas w MFW. Zaczęliśmy pracę w charakterze doradców, wciąż nie mając pojęcia, co się jeszcze zdarzy” [10]. Sachs tego do końca nie precyzuje, ale z kontekstu wynika, że obaj z Liptonem doradzali wtedy również… rządowi PRL. I równocześnie opozycyjnej jeszcze Solidarności. Najważniejsze, że wiemy już, kto za ich rady zapłacił. Bo przecież nie Mieczysław F. Rakowski ani Lech Wałęsa. Nie wyłożył też na pewno Soros tych pieniędzy na próżno. 

W międzyczasie mamy przełomową datę 4 czerwca 1989 r.  Po niej Sachs działa dalej w naszym polskim kontekście. I bardziej już konkretnie. Jak wspomina: “Kiedy wkrótce po wyborach wróciłem do Polski, młody dynamiczny działacz Grzegorz (“Larry”) Lindenberg zorganizował nasze, tj. Liptona i moje, trzy kolejne spotkania z głównymi strategami ruchu Solidarności: Bronisławem Geremkiem, Jackiem Kuroniem i Adamem Michnikiem” [11]. To drugi z nich zamówi u Jeffreya Sachsa projekt nazwany później planem Balcerowicza.

Właściwy jego twórca tak opisuje okoliczności zlecenia: “Nie wiem, ile paczek papierosów wypalił wtedy Kuroń, ale ciągle trzeba było opróźniać popielniczkę. Był już bardzo późny wieczór, kiedy powiedział: “W porządku. Zrozumiałem. Napiszcie plan (..)”. Powiedziałem: “Panie Kuroń, wrócimy teraz do kraju i w ciągu tygodnia lub dwóch prześlemy panu faksem zapis tych pomysłów”. Uderzył w stół: “Nie! Potrzebujemy planu teraz (..). Na jutro rano”. Było pewnie pół do dwunastej. “Dobrze – powiedział Larry. Pojedziemy teraz do redakcji “Gazety”. Tam mają komputer. Możecie zapisać wasz plan”. Larry Lindenberg był szefem ekonomicznym “Gazety Wyborczej”, nowo zalegalizowanej gazety Solidarności, której naczelnym redaktorem został Adam Michnik. (..) O północy dotarliśmy do pomieszczenia redakcji informacyjnej, niedawno przystosowanego do celów “Gazety” z salki w żłobku. Usiadłem przy klawiaturze komputera i razem z Liptonem zaczęliśmy pisać tekst planu transformacji Polski (..). Pracowaliśmy całą noc do świtu, a w końcu wydrukowaliśmy piętnasto stronicowy tekst, w którym przedstawiliśmy zasadnicze koncepcje i planowany chronologiczny porządek reform” [12].

Co zawierał? Wprowadzenie mechanizmów rynkowych nawet przed prywatyzacją przedsiębiorstw, chociaż i ona dokonywać się miała szybko. Zduszenie inflacji i wprowadzenie wymienialności waluty. Plan dopuszczał częściowe prywatyzowanie przedsiębiorstw: osobno ich wyposażenia, budynków i gruntu, na którym stoją.

W późniejszej strategii Balcerowicza nic więcej się nie znalazło. To raczej plan Sachsa pozostawał ambitniejszy, skoro z góry zakładał dostosowanie procedur i instytucji do przyszłej integracji Polski z Europejską Wspólnotą Gospodarczą, bo Unii Europejskiej jeszcze nie było, zrodził ją dopiero trzy lata później układ z Maastricht.

Ciekawsze od wspomnianych różnic okazują się dalsze losy planu Jeffreya Sachsa. I to, jak rzutował on na losy Polski. Nie tylko w sferze gospodarki.

I po to właśnie był triumwirat, by Michnik dostał to, co chciał

“Następnego dnia rano – relacjonuje Sachs – zanieśliśmy sporządzony dokument Jackowi Kuroniowi. “Dobre, to jest dobre – powiedział Kuroń – chodźmy do Michnika. Adam Michnik, redaktor naczelny “Gazety Wyborczej” był kolejnym członkiem triumwiratu Solidarności [13]. Ten ostatni tworzyli: Geremek, Kuroń i Michnik, co nie stanowi przypadku – kolejni rozmówcy Sachsa w tej sprawie. Skupmy się jednak na reakcji Adama Michnika. Relacjonuje ją szczegółowo prof. Jeffrey Sachs:                

“Przedstawiłem mu plan. Trochę rozmawialiśmy. Michnik wciąż powtarzał: “Nie jestem ekonomistą. Nie rozumiem tych rzeczy”. Na koniec naszej rozmowy zapytał: “Czy to się uda? (..). “To dobry plan, można go wykonać” – odpowiedziałem. Na to Michnik: “W porządku, dostarczyłeś mi ostatni element do mojej układanki. Wiem, co trzeba zrobić od strony politycznej. Teraz mówisz mi, że jest również strategia gospodarcza. W takim razie wchodzimy do rządu”. Kilka dni później Michnik zamieścił w “Gazecie Wyborczej” artykuł wstępny w którym tak zdefiniował polityczną transformację w Polsce: “Wasz prezydent, nasz premier” [14].

Otworzyło to jak wiemy Solidarności drogę do władzy ale zarazem oznaczało pożegnanie z jej prospołecznym programem, tworzonym jeszcze w czasach jej pierwszego legalnego działania w 1981 r. m.in. przez Tadeusza Kowalika, Ryszarda Bugaja i Stefana Kurowskiego. Koszty rozpoczętych niebawem reform ponieść miało społeczeństwo, w pierwszym rzędzie zaś: zwalniane załogi likwidowanych wielkich fabryk i Państwowych Gospodarstw Rolnych, zadłużeni rolnicy nie będący w stanie spłacić kredytów, pobranych na rozwój gospodarstw, rzemieślnicy i drobni producenci przegrywający w konkurencji ze śmieciowymi czasem ale tańszymi towarami wjeżdżającymi zza granicy, wreszcie emeryci, których skromne oszczędności stopniały podobnie jak same świadczenia w stosunku do rosnących cen podstawowych produktów. 

Osobiście stracił nawet sam Kuroń, który plan u Sachsa zamówił. Dowcipkował później, że przemiany zjadły mu honorarium za książkę, wtedy wydaną, którego wartość uzgodniono wcześniej – a okazała się groszowa. Za to Michnik przez telefon powiadomił Sachsa już połowie lipca i w tydzień po jego powrocie do USA, że Michaił Gorbaczow również w rozmowie telefonicznej przystał na zmianę rządu w Polsce, przy czym rozmówca naczelnego “Wyborczej” cieszył się z tego faktu a nie ubolewał nad ograniczoną suwerennością Polski.

Wszystko to już warstwa ocenna. Natomiast dla chronologii zdarzeń sporą wagę ma dalsza część relacji Jeffreya Sachsa: “Lipton i ja ponownie przyjechaliśmy do Polski na początku sierpnia i przedstawiliśmy plan reformy członkom polskiego parlamentu z ramienia Solidarności (..). 24 sierpnia, w dniu, w którym urząd premiera objął Tadeusz Mazowiecki, zaproszono mnie do wygłoszenia mowy do solidarnościowych członków parlamentu (..). Następnego dnia Lipton i ja spotkaliśmy się z nowym premierem Tadeuszem Mazowieckim” [15]. Nazwisko Balcerowicza jako kandydata na sternika polskiej gospodarki jeszcze się wówczas nie pojawia.

Za to Sachsowi trzeba przyznać, że doradzał Polakom, by wierzycielom ich państwa powiedzieli: “(..) teraz żyjemy w epoce wolności i demokracji. I nie możemy spłacać długów z epoki radzieckiej” [16]. Za to w trakcie realizowania terapii szokowej Balcerowicza za sukces uznano redukcję długu zagranicznego o połowę. Natomiast Sachs w tej kwestii wierny był poglądom nie monetarystów czy liberałów lecz Johna Maynarda Keynesa, już po I wojnie światowej przekonującego, że w imię stabilizacji międzynarodowej nie wolno dobijać państw znajdujących się w trudnej sytuacji jeśli chodzi o finanse [17].           

To właśnie Jeffrey Sachs a nie Balcerowicz był pomysłodawcą “funduszu stabilizacyjnego” w wysokości miliarda dolarów, których zresztą nie wykorzystano, traktowanego jako osłona polskich reform.  

Jak odcinać ogon psu czyli profesorska ekspresja      

Wedle relacji Gabriela Janowskiego, późniejszego ministra rolnictwa w rządach Jana Olszewskiego i Hanny Suchockiej, w trakcie spotkania z parlamentarzystami Obywatelskiego Klubu Parlamentarnego (politycznej emanacji Solidarności) zapytany o koszty reform prof. Jeffrey Sachs odpowiedział krótko:

– Psu odcina się ogon jednym cięciem, a nie kawałek po kawałku.

Zaś sam Leszek Balcerowicz w autobiografii zawodowej “800 dni” dość precyzyjnie datuje złożoną mu propozycję, żeby stanął na czele polityki gospodarczej państwa: “W sierpniu 1989 roku, obłożony angielskimi książkami do ekonomii, przebywałem z rodziną na działce poza Warszawą. Tam właśnie z radia dowiedziałem się, że Tadeusz Mazowiecki został desygnowany na premiera. Powróciłem do Warszawy w ostatnich dniach sierpnia z myślą o koniecznych przygotowaniach do wyjazdu za granicę, planowanego na 5 września. Następnego dnia po powrocie spotkałem się ze Stefanem Kawalcem. Wspomniał, że dzwonił do niego Waldek Kuczyński w związku z tworzeniem się nowego rządu i że zapewne zaproponują mi jakieś stanowisko doradcze (..). Chyba następnego dnia zadzwonił Kuczyński, którego znałem jeszcze z 1981 roku, gdy pełnił funkcję zastępcy redaktora naczelnego “Tygodnika Solidarność”. Teraz był bliskim współpracownikiem premiera Mazowieckiego i jego głównym doradcą ekonomicznym. Spotkaliśmy się i Kuczyński oznajmił mi, że poszukuje się kandydata na stanowisko ministra finansów i że premier widziałby mnie w tej roli. Nie pamiętam, czy była wtedy mowa również o funkcji wicepremiera” – przyznaje z rozbrajającą szczerością Balcerowicz  [18].  

Jeszcze w ostatnich dniach przełomowego roku 1989 r. Sejm pomimo świątecznej pory w ekspresowym tempie i z niezwykłą dyscypliną, do której jego większość nawykła jeszcze w poprzednich czasach (rządy Solidarności stały się możliwe dzięki odwróceniu koalicji przez wcześniejszych satelitów PZPR: Zjednoczone Stronnictwo Ludowe i Stronnictwo Demokratyczne) przyjmował pakiet dziesięciu ustaw, składających się na plan, nazywany powszechnie nazwiskiem Leszka Balcerowicza, chociaż ówczesny wicepremier i minister finansów nie był jego autorem lecz wyłącznie wykonawcą. Sam tak wspomina ten czas: “Pamiętam z tego okresu, że zwróciliśmy się do wojska z pytaniem, czy mogliby nam pomóc w drukowaniu projektów ustaw, a także – ewentualnie – w ich rozwiezieniu posłom. Moce przerobowe drukarni w Sejmie i URM mogły się okazać niedostateczne. Obawialiśmy się także, że posłowie rozsiani po całym kraju, nie otrzymają tych projektów w przyzwoitym terminie, to jest na kilka dni przed 17 grudnia. Ktoś wtedy zażartował, że najlepiej byłoby, gdyby wojskowi z projektami ustaw złożyli wizyty posłom w domach rankiem 13 grudnia” – opisuje nie bez poczucia humoru Balcerowicz [19]. Posiedzenie Sejmu wyznaczono na wspomniany dzień 17 grudnia, chociaż była to niedziela, w dodatku ostatnia przedświąteczna. O to nie dbano. Starano się przegłosować jak najwięcej w jak najkrótszym czasie. Jak opisuje Balcerowicz: “Znalazły się w tym pakiecie nowelizacje ustaw podatkowych i o gospodarce finansowej przedsiębiorstw , prawo bankowe i prawo dewizowe, ustawa o działalności na terenie Polski podmiotów zagranicznych, prawo celne, ustawa o uporządkowaniu stosunków kredytowych, o zatrudnieniu i grupowych zwolnieniach z pracy, o podatku od wzrostu wynagrodzeń. Równolegle z pracami nad pakietem ustawowym trzeba bylo przygotować “Założenia polityki gospodarczo-społecznej”, będące podstawą projektu budżetu na 1990 rok. “Założenia” także miały być przyjęte przez Sejm” [20]. I tak zresztą zrezygnowano z planowanej jedenastej ustawy o przeciwdziałaniu praktykom monopolistycznym, odkładając rzecz na później. Ponieważ w tym czasie Sejm decydował również o zmianie nazwy państwa (z PRL ponownie na historyczną RP) oraz godła (orłowi przywrócono koronę) nie da się zlekceważyć opinii, że kumulacja nastąpiła nie tylko ze względu na nowy rok budżetowy ale zamiar odwrócenia uwagi od szczegółów przyjmowanych regulacji. Chociaż tak licznym wtedy posłom związkowym dziwić się można, że nie dostrzegali wszystkich następstw wprowadzenia popiwku (podatku od ponadnormatywnego wzrostu wynagrodzeń) ani nie zadbali o działania osłonowe. Pakiet ustaw Leszka Balcerowicza Sejm przegłosował 28 grudnia 1989 r, zaś zmianę nazwy i godła państwa dzień później – 29 grudnia 1989 r. Można się było w tym wszystkim pogubić. Nie stwarzał za to kłopotu rządzącym prezydent Wojciech Jaruzelski, dawny autor stanu wojennego, teraz podpisujący bezzwłocznie to, co podsuwała mu nowa większość parlamentarna.      

Faktyczny twórca projektu, Jeffrey Sachs zajął się po latach walką z głodem i nędzą w Afryce a w tej działalności dzielnie sekundował mu popularny muzyk Bono. Zaś Leszek Balcerowicz, jak wynika z jego wypowiedzi, niezmiennie utrzymuje, że inaczej się nie dało i że miał rację we wszystkich ważniejszych sprawach. Chociaż nieco inaczej zachowuje się zapytany o szczegóły. Podobnie działo się w czasach schładzania gospodarki, kiedy to w latach 1990-91 produkcja przemysłowa w Polsce zmniejszyła się o jedną trzecią, podobnie jak w międzywojennym Wielkim Kryzysie, tyle, że tamta zapaść miała ogólnoświatowy charakter.

“Z pewnością spadek produkcji jest większy, niż przewidywaliśmy” – przyznawał Balcerowicz po pół roku realizacji planu określanego jego nazwiskiem [21]. 

W pierwszych dwóch latach wprowadzania go w życie (1990-91) produkt krajowy brutto Polski obniżył się łącznie o 14 proc. przy czym na głowę mieszkańca wynosił jedną trzecią niemieckiego. Dane te czerpię z artykułu prof. Witolda Orłowskiego, którego o niechęć czy rezerwę wobec Balcerowicza trudno posądzić [22]. To od czasu rządu mecenasa Jana Olszewskiego PKB rośnie, z przerwą tylko na tragiczny czas pandemii.

Wypełnił sklepowe półki opróżniając zarazem kieszenie Polaków – tak zapewne najczęściej odbierany jest Leszek Balcerowicz.

Szansę ocieplenia swojego wizerunku otrzymał po latach i stracił nie z własnej winy, Przygotowany przez niego za rządów koalicji Akcji Wyborczej Solidarność z Unią Wolności projekt reformy podatkowej, zwany niekiedy drugim planem Balcerowicza, zawetował prezydent Aleksander Kwaśniewski (1999 r.) a rządzący nie dysponowali w parlamencie niezbędną, żeby to przełamać siłą głosów. Projekt Balcerowicza wprowadzał dwie stawki podatkowe, 18 i 28 proc, szedł więc dużo dalej, niż późniejsza o siedem lat reforma Zyty Gilowskiej (18 i 32 proc) z 2006 r. Dobrze wspominana przez większość Polaków, bo w ich kieszeniach pozostało więcej pieniędzy: wcześniej bowiem progi podatkowe były aż trzy i wyższe: 19, 30 i 40 proc. Za to Balcerowicz pozostaje przez dużą część społeczeństwa postrzegany jako ten, który pieniądze odebrał. Wciąż jako postać już historyczna znajduje także zaprzysięgłych zwolenników, co nie usprawiedliwia jednak przypisywania mu roli, jakiej realnie nie odgrywał. Sternicy polskich przemian znaleźli w nim bowiem w 1989 r. wyłącznie wykonawcę projektu już istniejącego.     

Nie jest też rzeczą przypadku, że z pomysłów uzyskania dla Leszka Balcerowicza Nagrody Nobla nic nie wyszło [23]. Chodziło oczywiście o laur z ekonomii. Co oczywiste, nie o nagrodę pokojową. Jego nazwisko kojarzy się bowiem raczej z niepokojami społecznymi. Hasło “Balcerowicz musi odejść” przez lata bowiem rozlegało się często jak żadne inne na ulicach polskich miast w trakcie rozmaitych demonstracji, zanim wreszcie stało się faktem. Co podobnie jak społeczne skutki kursu, jaki wdrażał, obciąża wyłącznie jego samego, a nie Jeffrey’a Sachsa, który niczym meteor przemknął w 1989 roku przez polską politykę i ekonomię. 

[1] por. Adam Michnik. Wasz prezydent, nasz premier. “Gazeta Wyborcza” z 3 lipca 1989

[2] por. Tadeusz Mazowiecki. Spiesz się powoli. “Tygodnik Solidarność” z 14 lipca 1989

[3] Jan Skórzyński. Ugoda i rewolucja. Władza i opozycja 1985-1989. Presspublica, Warszawa 1995, s. 223 

[4] Jan Paweł II w Polsce 8-14 czerwca 1987. Trzecia pielgrzymka do Ojczyzny. Red. B. Chmiel, Warszawa 1987, s. 102  

[5] Jeffrey Sachs. Koniec z nędzą: Zadanie dla naszego pokolenia. Wydawnictwo Naukowe PWN, Warszawa 2006, tł. Zofia Wiankowska-Ładyka, s. 119 

[6] por. dokumentacja dotycząca Krzysztofa Aleksandra Krowackiego sygn IPN BU 003212/1242

[7] Sachs. Koniec z nędzą… op. cit, s. 120 

[8] ibidem

[9] ibidem 

[10] ibidem, s. 120-121 

[11] ibidem, s. 121

[12] ibidem, s. 123-124 

[13] ibidem, s. 126-127

[14] ibidem, s. 127

[15] ibidem, s. 128-129 

[16] ibidem, s. 129

[17] por. John Meynard Keynes. The Economic Consequences of the Peace. Mcmillan, London 1919, rozdz. 7

[18] Leszek Balcerowicz. 800 dni. Szok kontrolowany. zapisał: Jerzy Baczyński. współpraca: Jerzy Koźmiński. Polska Oficyna Wydawnicza “BGW”, Warszawa 1992, s. 9-10 

[19] Balcerowicz. 800 dni, op. cit, s. 59

[20] ibidem, s. 58 

[21] Średni dystans. Leszek Balcerowicz w rozmowie z Piotrem Andrzejewskim, Piotrem Gabryelem i Krzysztofem Gołatą. “Wprost” z 17 czerwca 1990

[22] por. Witold M. Orłowski. Polski sukces: nasze PKB rośnie od 23 lat. Polityka.pl z 13 stycznia 2015  

[23] por. Nobel dla Balcerowicza? Interia.pl z 8 października 2004

Jak oceniasz?

kliknij na gwiazdkę, aby ocenić

średnia ocen 5 / 5. ilość głosów 11

jeszcze nie oceniano

jeśli uznałeś, że to dobre...

... polub nas w mediach społecznościowych

Nie spodobało się? Przykro nam...

Pomóż nam publikować lepsze teksty

Powiedz nam, jakie wolałbyś teksty na pnp24.pl?

Łukasz Perzyna (ur. 1965) jest dziennikarzem „Opinii”, Polityczni.pl i „Samorządności”, autorem filmu o Aleksandrze Kwaśniewskim (emisja TVP1 w 2006 r.) oraz dziewięciu książek, w tym. „Uwaga, idą wyborcy…” i „Jak z Pierwszej Brygady”. Pracował m.in. w „Wiadomościach TVP” i „Życiu”, kierował działem krajowym „Obserwatora Codziennego”. W latach 80 był działaczem Konfederacji Polski Niepodległej i redaktorem prasy podziemnej.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here