Plan Trumpa czy Dmitrijewa

0
39

Nawet jeśli z 28-punktowego projektu nazwanego planem Donalda Trumpa niewiele zostanie – warto bowiem wierzyć w instynkt samozachowawczy wspólnoty międzynarodowej – znaczące okazuje się, że prezydent USA nie tylko nie jest jego autorem, co nie stanowi zaskoczenia, bo wiadomo, jak trudno skupia się na konkretnej pracy, ale też nie zredagował wcale tych punktów główny negocjator strony amerykańskiej Steve Witkoff. Deweloper wprawdzie nie dyplomata, ale w tym drugim rzemiośle bardziej biegły od Trumpa. Amerykanie gotowy plan dostali od Rosjan jako “listę życzeń”. Co miał przyznać w rozmowie z senatorami własnej Partii  Republikańskiej sekretarz stanu Marco Rubio. Faktycznym autorem tych 28 punktów okazuje się rosyjski negocjator Kiryłł Dmitrijew.

50-letni Dmitrijew, młodszy o ćwierć wieku od szefa kremlowskiej dyplomacji Siergieja Ławrowa, czasem typowany na jego następcę, to typowy produkt odrodzonej imperialnej Rosji. Wychował się w Ukrainie, ale studiował na Zachodzie. Został absolwentem elitarnego kalifornijskiego Uniwersytetu Stanforda. Władimira Putina zna przynajmniej odkąd ten objął władzę. Za jego rządów kieruje wielkim Funduszem Inwestycji Bezpośrednich. Wcześniej pracował w globalnych firmach: consultingowej McKinsey i finansowej Goldman Sachs. Z kapitalistycznymi realiami obeznany pozostaje lepiej od pryncypała: Putin w latach 80. służył na placówce KGB w Niemieckiej Republice Demokratycznej, nawet nie w Berlinie Wschodnim lecz w prowincjonalnym Dreźnie. Ze swoim harvardzkim MBA Kiryłł Dmitrijew różni się zasadniczo nawet od bywałego w świecie Ławrowa, absolwenta MGIMO (Moskiewskiego Państwowego Instytutu Stosunków Międzynarodowych), gdzie wprawdzie uczono francuskiego i gry w tenisa, ale i tak uczelnia ta nazywana pozostaje po dziś dzień szkołą szpiegów. Nie ma wątpliwości, że Ławrow pilnie tam studiował, skoro i później nie zmarnował czasu na z pozoru niezbyt atrakcyjnej placówce w Kolombo na Sri Lance, skoro do pobytu tam wpisuje do ankiet biegłą znajomość języka syngaleskiego a nawet malediwskiego, oczywiście poza angielskim i wspomnianym już francuskim. Dimitrijew, ze służbami związany równie mocno jak Ławrow, preferuje umiejętności bardziej praktyczne.    

Rosyjskie autorstwo planu przypisywanemu Trumpowi i przez niego autoryzowanego zdemaskował nie żaden z opozycyjnych Demokratów, lecz senator prezydenckiej Partii Republikańskiej Mike Rounds z Dakoty Południowej. Wsypał tym samym szefa amerykańskiej dyplomacji Marca Rubio, który fakt pozyskania planu od Rosjan ujawnił na zamkniętym spotkaniu. Wersję Roundsa potwierdził inny członek Senatu, niezależny Angus King ze stanu Maine. Również w tym samym spotkaniu uczestniczący. Ich zgodne świadectwa sprawiają, że późniejsze oficjalne dementi sekretarza stanu nie mają znaczenia. 

Widzimy więc, jak powstają owoce złego drzewa,  da się podsumować sentencjonalnie.

Powie ktoś, że nie ma czym się gorączkować, skoro toczące się negocjacje zarówno genewskie jak bardziej sekretne w Abu Zabi w Zjednoczonych Emiratach Arabskich wyeliminują, o czym była już mowa, pewnie większość z 28 punktów. Warto jednak wiedzieć, z kim ma się do czynienia, jak głosi często przytaczane przez ekonomistę Dariusza Grabowskiego francuskie powiedzenie o celowości stosowania interpunkcji. 

To nie tak, że wspólnocie międzynarodowej wszystko jedno czy plan pokojowy dla Ukrainy napisał kolega Trumpa z obu branż, politycznej i deweloperskiej, Steve Witkoff czy podwładny Putina, mniejsza z tym, że w USA wykształcony Kiryłł Dmitrijew.

Dla Polaków z naszym doświadczeniem historycznym – nie bez znaczenia okazuje się całkiem uprawdopodobniona w wielu źródłach wersja, że plan, nazywajmy go dalej nazwiskiem Trumpa, skoro tak się to zleksykalizowało, zawiera oprócz 28 znanych już punktów także dwie tajne klauzule. 

Zresztą to, co już jawne, wzbudza sprzeciw odruchowy ale i uzasadniony. Nie tylko narzucanie Ukrainie limitu liczebności wojska, jak carat czynił to z Polską w XVIII wieku. Ale również zapowiedź stacjonowania u nas zachodnich myśliwców wrzucona tam bez spytania nas o zdanie.  Zakaz przyszłego członkostwa Ukrainy w NATO stanowi zaś pogwałcenie nie suwerenności nie tylko jej, ale pozostałych członków Paktu Atlantyckiego, w tym Polski: sygnatariusze traktatu mają bowiem prawo wedle własnego uznania dobierać sobie sojuszników.      

Jak oceniasz?

kliknij na gwiazdkę, aby ocenić

średnia ocen 5 / 5. ilość głosów 11

jeszcze nie oceniano

jeśli uznałeś, że to dobre...

... polub nas w mediach społecznościowych

Nie spodobało się? Przykro nam...

Pomóż nam publikować lepsze teksty

Powiedz nam, jakie wolałbyś teksty na pnp24.pl?

Łukasz Perzyna (ur. 1965) jest dziennikarzem „Opinii”, Polityczni.pl i „Samorządności”, autorem filmu o Aleksandrze Kwaśniewskim (emisja TVP1 w 2006 r.) oraz dziewięciu książek, w tym. „Uwaga, idą wyborcy…” i „Jak z Pierwszej Brygady”. Pracował m.in. w „Wiadomościach TVP” i „Życiu”, kierował działem krajowym „Obserwatora Codziennego”. W latach 80 był działaczem Konfederacji Polski Niepodległej i redaktorem prasy podziemnej.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here