Odszedł Jan Lityński (1946-2021)

Zginął ratując psa tonącego pod krą, bo nie był w stanie bezczynnie patrzeć, jak zwierzę się topi. Podobnie jako dwudziestodwuletni student matematyki nie godził się z tym, że władza zdejmuje z afisza Mickiewiczowskie “Dziady” w reżyserii Kazimierza Dejmka, chociaż za udział w ruchu marcowym przyszło mu zapłacić półtorarocznym pobytem za kratami. Nie przyglądał się również biernie, jak władza represjonuje protestujących robotników Radomia i Ursusa w 1976 r., włączył się więc w akcję pomocy, a jako członek KOR zamiast jak koledzy specjalizować się w udzielaniu wywiadów zagranicznym stacjom telewizyjnym, z doradztwem dla robotników jeździł osobiście: zresztą po wyjściu z więzienia sam długo pracował fizycznie i już wtedy poznał problemy ich środowiska.

W więzieniu i w podziemiu

Jego kolejne życiowe role: członka rozdyskutowanego Klubu Poszukiwaczy Sprzeczności, wpadającego na otwarte zebrania by demaskować niewiedzę lektorów z KC PZPR (uczestników takich akcji milicja nazwała komandosami), lidera studenckiej opozycji, działacza Komitetu Obrony Robotników potem przemianowanego w Komitet Samoobrony Społecznej KOR, doradcy Solidarności a potem jednego z jej przywódców w podziemiu przetykane były licznymi pobytami w więzieniach i aresztach. Zdolny matematyk, o nich mógłby powiedzieć jak niegdyś Maksym Gorki: moje uniwersytety.

Człowiek, który napisał umowę koalicyjną

Umysł szachisty zachował zresztą na zawsze, nie wszyscy pamiętają, że to Lityński napisał umowę koalicyjną między Akcją Wyborczą Solidarność a Unią Wolności żmudnie ustalaną w toku nocnych pertraktacji: ale ostateczny tekst był jego autorstwa.
Gdziekolwiek był, w ruchu marcowym czy Komitecie Obrony Robotników, Solidarności legalnej czy podziemnej, wreszcie Unii Demokratycznej a potem Unii Wolności – uosabiał najlepsze cechy tych środowisk a wolny był od ich przywar.

Cechowała go ofiarność i rodzaj wizjonerstwa. Nie odgradzał się od innych sekretarkami jak Bronisław Geremek, nie okazywał wyższości jak Seweryn Blumsztajn, nie szantażował pomnikowością własnej biografii jak Adam Michnik, nie celebrował własnej politycznej mądrości jak Tadeusz Mazowiecki.

Czas miał dobrze zorganizowany i znajdował go dla innych. Dziewczyny w Sejmie chwaliły elegancję niewysokiego okularnika. Zawsze zaaferowany i przejęty, gdy jego formacja znalazła się już u władzy wziął na siebie najtrudniejszą część roboty, podobnie jak w epoce KOR gdy zajmował się bezpośrednim kontaktem z podopiecznymi – przypadło mu niwelowanie bolesnych skutków transformacji ustrojowej, szukanie osłonowych rozwiązań społecznych. Robił co mógł, na miarę jednego człowieka.


Na dwudziestą rocznicę Marca wraz ze studentami kolejnego pokolenia, urodzonymi wokolicach tej historycznej daty dziewczynami i chłopakami z KPN, PPS, NZS oraz Ruchu Wolność i Pokój organizował sympozja i dyskusje na temat tamtych wydarzeń. I znów wspierał robotników: ponownie w Ursusie, Nowej Hucie czy Gdańsku. 

Przyjazna przystań przy Filtrowej

Stylowo, bo mansardowo, trochę na sposób paryskiej Dzielnicy Łacińskiej urządzone mieszkanie Jana Lityńskiego na Filtrowej było w latach 90 gościnnym miejscem również w niedzielę dla ekip telewizyjnych. Żeby nagrać wypowiedź dla Wiadomości, przerywał gotowanie obiadu, czasem proponował nawet degustację tego, co przyrządzał.
Pozostawał przeciwieństwem zawodowego polityka co zna się tylko na zliczaniu głosów a przed wyborcami chroni za murem strzeżonego osiedla i szybą samochodu służbowego.
Nawet jego błędy źle o nim nie świadczą.

W 2000 r. nie potrafił wyperswadować prof. Geremkowi wycięcia frakcji liberalno-demokratycznej na ostatnim kongresie Unii Wolności jeszcze jako partii parlamentarnej, co zaowocowało powołaniem przez przegranych Platformy Obywatelskiej i pogrzebaniem szans Unii na wejście do kolejnego Sejmu. Drażnił go jednak Paweł Piskorski ze swoim rozbuchanym pragmatyzmem, oburzało nazywanie frakcji “etosowej” przez wywodzące się z NZS “młode wilki”… “starymi hienami”.

Zaś w 2007 r. pozwolił się – tyle razy wcześniej daremnie przez nich kuszony – wykorzystać postkomunistom i namówić na start do Sejmu z listy Lewicy i Demokratów: sam mandatu nie zdobył, utorował drogę do parlamentu wypróbowanemu towarzyszowi z drugiej strony, na którego wolały zagłosować osiedla milicyjne i wojskowe. Taką politykę może wciąż rozumiał, ale nie popierał.

Do końca pozostawał cennym bo wnikliwym komentatorem zdarzeń zarówno sprzed lat jak takich, które nastąpiły kilkanaście minut wcześniej. Bez Jana Lityńskiego choćby w tej roli polska polityka stanie się z pewnością jeszcze mniej zrozumiała.   

Jak oceniasz?

kliknij na gwiazdkę, aby ocenić

średnia ocen 5 / 5. ilość głosów 6

jeszcze nie oceniano

jeśli uznałeś, że to dobre...

... polub nas w mediach społecznościowych

Nie spodobało się? Przykro nam...

Pomóż nam publikować lepsze teksty

Powiedz nam, jakie wolałbyś teksty na pnp24.pl?

Łukasz Perzyna
Łukasz Perzyna (ur. 1965) jest dziennikarzem „Opinii”, Polityczni.pl i „Samorządności”, autorem filmu o Aleksandrze Kwaśniewskim (emisja TVP1 w 2006 r.) oraz dziewięciu książek, w tym. „Uwaga, idą wyborcy…” i „Jak z Pierwszej Brygady”. Pracował m.in. w „Wiadomościach TVP” i „Życiu”, kierował działem krajowym „Obserwatora Codziennego”. W latach 80 był działaczem Konfederacji Polski Niepodległej i redaktorem prasy podziemnej.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here