Poważnie już było

0
118

Kupą, mości panowie – to jedyny dziś pomysł PiS na uprawianie polityki.

Zapowiadana od dawna próba wkroczenia do Sejmu Mariusza Kamińskiego i Macieja Wąsika, byłych posłów najpierw skazanych prawomocnie i uwięzionych za nadużycie władzy za pierwszych rządów PiS, potem ułaskawionych przez prezydenta Andrzeja Dudę – dokonała się wreszcie, w sposób odbierający partii Jarosława Kaczyńskiego, przecież arytmetycznie zwycięskiej w jesiennych wyborach parlamentarnych, resztki powagi. A przy tym okazała się nieskuteczna: Straż Marszałkowska działa sprawniej od PiS.

Wytrawni piłkarscy komentatorzy telewizyjni mawiają w takich wypadkach: szkoda, że państwo to widzą. Przypomina się pamiętny mecz reprezentacji olimpijskiej w eliminacjach do igrzysk w Moskwie 1980 r, kiedy to nasi zawodnicy, przegrywali u siebie z Czechosłowacją i zamiast atakować, by niekorzystny wynik zmienić, podawali sobie nawzajem piłkę na własnej połowie. A z trybun rozlegało się wtedy pamiętne skandowanie: – Za co my płacimy.

Ktoś z obozu obecnej władzy zestawił nieudany “wkrocz” (tak określają rzecz wytrawni zadymiarze) obu byłych posłów ze szturmem zwolenników Donalda Trumpa na Kapitol po przegranych przez niego wyborach prezydenckich. Comparaison n’est pas raison, porównanie nie ma racji bytu, powiadają w takich wypadkach nie Amerykanie akurat a Francuzi.  Napaść na Kapitol okazała się wydarzeniem krwawym, przyniosła ofiary śmiertelne. Zdarzenia z chodnika przed Sejmem to na szczęście farsa tylko i burleska. Dlatego liczmy się ze słowami, gdy je komentujemy. I cieszmy się, że nie było jak na Kapitolu. Pisał przecież przez dwustu laty Adam Mickiewicz: My Słowianie, my lubim sielanki.

A ten mały, co pozostał, rękawicą w buzię dostał

Najokrutniejszym skrótem sytuacji na przedsejmowym trotuarze okazało się nagranie zbolałej twarzy Mariusza Kamińskiego, w którą znienacka uderza pięść w masywnej rękawiczce. To szczególnie smutne martyrologiczne doświadczenie pisowskiego męczennika świeżej daty, bo zadająca cios dłoń należy do kogoś ze swoich. Kamińskiemu przyłożył tak, że ten ledwie ustał, jakoby przez pomyłkę poseł PiS Antoni Macierewicz. 

Każdy, kto chociaż odrobinę zna życiowe dokonania pana Antoniego, nie uwierzy lekkomyślnie w przypadek. Ciosy rozdawać swoim zawsze potrafił, zwłaszcza jeśli coś im zawdzięczał. Promotora i przełożonego ze Zjednoczenia Chrześcijańsko-Narodowego i pierwszego marszałka pochodzącego z całkowicie wolnych wyborów Sejmu Wiesława Chrzanowskiego ogłosił Macierewicz komunistycznym agentem, czemu zaprzeczyła zbadana później zawartość archiwów.  Mecenasowi Janowi Olszewskiemu rozbił partię działając w porozumieniu z Jackiem Kurskim, w momencie kiedy Ruch Odbudowy Polski miał szansę stać się alternatywą dla bardziej uległej wobec  Unii Wolności Leszka Balcerowicza Akcji Wyborczej Solidarność i spełnić nadzieje posierpniowych środowisk. Macierewicz zadbał o to, żeby tak się nie stało.

Zaś Kamińskiemu można tylko współczuć, bo oberwał całkiem na próżno. Z młodszych klas podstawówki pamiętam przyśpiewkę o duchach na cmentarzu, która kończyła się słowami: a ten mały co pozostał, rękawicą w gębę dostał… Był to jednak humor stosowny dla ośmiolatków, nie dla poważnych osób z immunitetami i uposażeniami, jednym słowem tym wszystkim, co Mariusz Kamiński właśnie stracił. Na pocieszenie ma tyle, że nie sam, ale w towarzystwie Macieja Wąsika, wieloletniego druha i zastępcy, zwanego “gumowym uchem” ze względu na namiętny i szokujący dla osób postronnych zwyczaj monitorowania podsłuchów w czasie rzeczywistym.

Swego czasu o losach amerykańskiej demokracji zdecydowało sekretne źródło z CIA o kryptonimie “głębokie gardło”, naprowadzając dziennikarzy Boba Woodwarda i Carla Bernsteina na ślad afery z włamaniem i instalacją podsłuchu w siedzibie demokratów w wieżowcu Watergate, co pogrzebało w trakcie drugiej kadencji prezydenturę Richarda Nixona, właśnie kończącego wojnę w Wietnamie. W Polsce końca zimnej wojny plemiennej nie widać a zamiast głębokiego gardła mamy tylko wspomniane już ucho gumowe.  

Bardzo mi przykro… czyli miał pan rację, panie Zygmuncie 

Przypomina mi się przywódca ursuskich związkowców Zygmunt Wrzodak, jak przed dwudziestu laty wyszedł na mównicę w trakcie konwencji Ligi Polskich Rodzin w Sali Kongresowej i wzorem inżyniera Mamonia z kultowego filmu “Rejs” Marka Piwowskiego zamiast “bardzo mi przyjemnie” rzucił na przywitanie zebranym: – Bardzo mi przykro.

A może wiedział co mówi, skoro przy nim stał Roman Giertych, wówczas antagonista Witolda Gombrowicza i zwolennik usunięcia jego powieści z list lektur i zastąpienia ich twórczością Jana Dobraczyńskiego: załoźyciela kolaboranckiego wobec komunistów Patriotycznego Ruchu Ocalenia Narodowego w stanie wojennym. Dziś ten sam Giertych, w międzyczasie adwokat rodziny Tusków, to poseł Koalicji Obywatelskiej i ulubieniec warszawskiej palestry tytułującej nagle “Romkiem” niedawnego odnowiciela Młodzieży Wszechpolskiej i autora “Kontrrewolucji młodych”, kultowej dla tych, od których na prawo była już tylko ściana.     

Największą krzywdę politycy PiS robią nie tyle sobie sami co sobie nawzajem, żadnego Giertycha ani Adama Bodnara do tego nie potrzebują, ani nawet Bartłomieja Sienkiewicza, chociaż warto pamiętać jak kończy się “Ogniem i mieczem” autorstwa pradziadka tego ostatniego, noblisty Henryka: “Nienawiść wrosła w serca i zatruła krew pobratymczą”.

Z lubością drzewo genealogiczne Sienkiewiczów, rzutując je na współczesnej Polski problemy, przypomina świeże “Frankfurter Allgemeine Zeitung”. Pokpiwa też ze sposobu, w jaki polska elita, w luksusowej restauracji opowiadała o własnych grzechach, co stało się za sprawą podsłuchów zarzewiem afery taśmowej sprzed dziesięciu lat. 

– Niemcy mni biją – pokrzykiwał Jan Rokita sponiewierany przez obsługę samolotu Lufthansy po awanturze, czy jego płaszcz może wisieć w klasie pierwszej, skoro on sam, niedoszły premier z Krakowa podróżuje drugą tylko. Dużo gorsza wydaje się sytuacja, w której Niemcy z nas się śmieją. Co jak się wydaje właśnie ma miejsce.

Nie mieszajmy tylko w to wszystko Kapitolu, choćby przez szacunek dla rozlanej tam krwi. U nas wystarczy na szczęście siniak w okolicach szczęki Kamińskiego od rękawiczki Macierewicza. Wszystko na miarę trotuaru przed Sejmem. Kiedyś modna stała się piosenka chodnikowa, teraz zostaje nam chodnikowa polityka.    

Jak oceniasz?

kliknij na gwiazdkę, aby ocenić

średnia ocen 5 / 5. ilość głosów 5

jeszcze nie oceniano

jeśli uznałeś, że to dobre...

... polub nas w mediach społecznościowych

Nie spodobało się? Przykro nam...

Pomóż nam publikować lepsze teksty

Powiedz nam, jakie wolałbyś teksty na pnp24.pl?

Łukasz Perzyna (ur. 1965) jest dziennikarzem „Opinii”, Polityczni.pl i „Samorządności”, autorem filmu o Aleksandrze Kwaśniewskim (emisja TVP1 w 2006 r.) oraz dziewięciu książek, w tym. „Uwaga, idą wyborcy…” i „Jak z Pierwszej Brygady”. Pracował m.in. w „Wiadomościach TVP” i „Życiu”, kierował działem krajowym „Obserwatora Codziennego”. W latach 80 był działaczem Konfederacji Polski Niepodległej i redaktorem prasy podziemnej.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here