Sfora to nie drużyna 

0
155

czyli Bulterier w końcu pana też ugryzie

Andrzej Kieryłło, strateg polityczny, w rozmowie Łukasza Perzyny

– Czy PiS traci swój urok dla wyborców tak jak stracił władzę? Siłę przyciągania elektoratu opierał głównie na rozdawnictwie społecznym? A teraz okazało się, że władzę stracił a 500/później 800 plus wcale nie znika?

– Ówczesna opozycja, zanim stała się Koalicją 15 października (tak ją nazywam, pojawiające się w pisowskim przekazie określenie “Koalicja 13 grudnia”, nawiązujące do daty zaprzysiężenia rządu ale i terminu wprowadzenia stanu wojennego zarazem, stanowi próbę dzielenia Polaków już na poziomie języka, jakim się posługują), przyjęła zasadę, że zamiast z socjalem pisowskim walczyć – lepiej go przebić, przelicytować. Dlatego kiedy PiS ogłaszał, że 500 plus przekształci się od Nowego Roku w 800 plus – Donald Tusk ponaglał, że oczywiście należy to zrobić, ale nie od 1 stycznia 2024 tylko już na Dzień Dziecka. Trafiło to do wyborców, mających konkretne oczekiwania wobec władzy. Tych, co głosują mając na uwadze nie pojmowane ogólnie dobro publiczne, tylko własny interes, o co trudno mieć pretensje, skoro żyjemy w demokracji i kapitalizmie. Do wyniku wyborów przyczyniło się przyciągnięcie takich wyborców przez Trzecią Drogę, bo na Koalicję Obywatelską i Tuska trudniej przyszłoby popierającym przedtem PiS zagłosować. Taktyka okazała się skuteczna.

– Jak widzi Pan z kolei taktykę PiS, partii odnajdującej się po ośmiu latach u władzy w nowej dla niej, bo opozycyjnej roli?

– Powracają liczne schematy z dawnych lat. Nawet jeśli mało kto spodziewał się po PiS spokojnego recenzowania obecnie rządzących, to skala agresji okazuje się niebywała. 

–  Uderzające, że przejawia się to w wypowiedziach polityków PiS uchodzących raczej za układnych czy umiarkowanych, dla mnie przykładem pozostaje czwartkowa (21 marca) konferencja przewodniczącego klubu Mariusza Błaszczaka, kandydata na prezydenta Warszawy Tobiasza Bocheńskiego i posła Marcina Horały, kiedy ten pierwszy z całym spokojem wywodził, że zaprzestanie prac nad Centralnym Portem Komunikacyjnym przez obecną ekipę wynika z tego, że nie chce ona stwarzać konkurencji dla lotniska w Berlinie?

– Przeciwko budowie CPK od dawna protestują nie mieszkańcy Berlina, tylko okolicznych miejscowości, bo inwestycja zaplanowana przez PiS oznacza dla nich koniec spokoju również w podwarszawskich letniskach, miastach-ogrodach pełniących tę funkcję od międzywojnia, zaś dla nas wszystkich dewastację środowiska. Licytowanie się polityków PiS w przynajmniej werbalnym radykalizmie oznacza, że dyktatorem mody czy jak kto woli trendmakerem pozostaje tam Jacek Kurski, który swego czasu sam z dumą podkreślał, że jest bulterierem Jarosława Kaczyńskiego, jakby się było czym chwalić.

– Wydawało się, że został wycofany, po prezesurze TVP znalazł pracę w Banku Światowym, ale kiedy ją stracił – kąsa nawet swoich, mam na myśli jego zarzuty dotyczące “zdrady” jaka miała doprowadzić do przejęcia telewizji przez nową ekipę i ataki na ludzi b. premiera Mateusza Morawieckiego?  

– Bulterier to nie jest rasa sympatyczna, wiadomo, że potrafi ugryźć nawet swojego pana, a Kurski wiele razy zmieniał patronów politycznych, pamiętamy jak rozbijał Ruch Odbudowy Polski Janowi Olszewskiemu, któremu wiele zawdzięczał zaś Mariana Krzaklewskiego nazwał “rozlazłą babą” co nie przeszkadzało mu zresztą w późniejszym przystąpieniu do AWS. Również Kaczyńskiego czeka niejeden z nim jeszcze kłopot. Nie jestem pewien, że prezes o tym wie. Na pewno po porażce PiS styl i sposób uprawiania polityki przez Kurskiego staje się normą.  Teraz mamy masowy pojaw bulterierów. Całą ich sforę.

Zapewne wynika to z przekonania, że byliśmy zbyt łagodni i dlatego straciliśmy władzę, co zdaje się sugerować Kurski. Utrudni to przekonywanie przez PiS umiarkowanych wyborców przed głosowaniem do samorządów i parlamentu europejskiego i odzyskiwanie elektoratu kierującego się wcześniej przyznanymi przez partię Kaczyńskiego świadczeniami socjalnymi. I oznacza konflikt wewnętrzny z powiedzmy – pisowskimi technokratami, dziś partii, które niedawno władzę oddała, całkiem niepotrzebny. Luminarze PiS zachowują się brutalnie wobec siebie nawzajem a nie tylko posłów partii rządzących w komisjach śledczych. Jak psy do walki właśnie. Nie przysporzy to ich formacji punktów w sondażach. Dlatego mówię, że bulterier jest w stanie ugryźć swojego pana.

– Odruch stadny okaże się kosztowny?

– Tak, bo gdy przewodnikiem stada staje się bulterier – prezes Kaczyński przecież dawkuje swoją obecność w życiu publicznym, częściej go nie ma, niż jest – załoga PiS będzie  postrzegana jako sfora a nie drużyna.

– Walki psów są jednak w Polsce podobnie jak w całej Unii Europejskiej zakazane. Znawcy ras, mam na myśli hodowców ale potwierdzają to działacze związku kynologicznego, uznają, że to ludzie uczynili z bulteriera synonim potwora. Atlasy psów opisują tę rasę jako zwierzę do towarzystwa, kiedyś w dawnej Anglii zadaniem bulteriera było tępienie gryzoni, które zwłaszcza jesienią przedzierały się do domostw?

– Sam mam wspaniałego labradora, który nigdy by nikogo nie ugryzł. To chodząca łagodność. Oczywiste, że to nieuczciwi hodowcy bulterierów odpowiadają za reputację rasy, bo przygotowując psy do walk podsycali w nich agresję. Jednak odwoływali się do inklinacji genetycznych, u tych zwierząt obecnych. Widzi pan, że nie da się zrobić z bulteriera… pozytywnego bohatera. 

Pierwszy bulterier z którym się zetknąłem, rasa nie była jeszcze wtedy modna, kojarzy mi się z demonstrowaniem przez jego pana sztuczki, pokazującej agresję zwierzęcia. Pies dostawał gruby patyk, zaciskał na nim szczęki. A potem można było go podnieść, za ten patyk z obu stron chwytając, a pies tylko warczał ale szczęk nie rozwierał ani kija nie wypuszczał. Właściciel był z niego strasznie dumny, inni obserwowali to z niesmakiem. Zaś pierwszym bulterierem jakiego spotkałem w polityce okazał się właśnie Jacek Kurski. Ubolewam, że młodzi obserwujący politykę uprawianą wedle tego wzorca, mogą mieć wrażenie, że jej sztuka polega na tym, kto kogo bardziej dotkliwie pogryzie. Zwłaszcza, że masowo jak nigdy głosując 15 października ub. r. opowiedzieliśmy się za zupełnie innym jej pojmowaniem.

Jak oceniasz?

kliknij na gwiazdkę, aby ocenić

średnia ocen 5 / 5. ilość głosów 10

jeszcze nie oceniano

jeśli uznałeś, że to dobre...

... polub nas w mediach społecznościowych

Nie spodobało się? Przykro nam...

Pomóż nam publikować lepsze teksty

Powiedz nam, jakie wolałbyś teksty na pnp24.pl?

Łukasz Perzyna (ur. 1965) jest dziennikarzem „Opinii”, Polityczni.pl i „Samorządności”, autorem filmu o Aleksandrze Kwaśniewskim (emisja TVP1 w 2006 r.) oraz dziewięciu książek, w tym. „Uwaga, idą wyborcy…” i „Jak z Pierwszej Brygady”. Pracował m.in. w „Wiadomościach TVP” i „Życiu”, kierował działem krajowym „Obserwatora Codziennego”. W latach 80 był działaczem Konfederacji Polski Niepodległej i redaktorem prasy podziemnej.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here