Śmierć żołnierza 

0
106

Wobec tej tragedii przestają się liczyć inne wydarzenia, włącznie z toczącą się ślamazarnie choć równocześnie bezprzykładnie zaciekłą kampanią przed wyborami do Parlamentu Europejskiego. Śmierć 21-letniego żołnierza, poległego w obronie granicy państwowej bulwersuje tym bardziej, że jego morderca nie tylko pozostaje na wolności ale szanse na jego ukaranie okazują się zerowe. Tego samego dnia, gdy bohater zmarł, ujawniono, jak prokuratura i żandarmeria ścigały jego kolegów za oddanie salw ostrzegawczych, gdy granice szturmowała horda imigrantów.

Ofiara życia, złożona przez 21-latka pochodzącego z powiatu pułtuskiego nie różni się niczym od tej, którą złożyli w historii obrońcy Westerplatte, załoga reduty Wizna czy żołnierze z Helu. Pan Mateusz poległ w obronie granic Ojczyzny. Ðźgnięty nożem, tradycyjnie bandyckim narzędziem, co niezbicie dowodzi, że wschodniej rubieży Polski nie szturmują żadni uchodźcy, lecz przeszkoleni przez służby specjalne Aleksandra Łukaszenki i Władimira Putina najemni zawodowi mordercy.

Krew na rękach

Znajdują sojuszników również u nas w kraju, co szczególnie oburzające. Łzawe opowieści pozbawionych talentu artystów, którzy ostatni dający się golądać film nakręcili przed czterdziestu laty, podobne narracje celebrytek – eurodeputowanych, zabiegających o rozgłos czy wyczyny rzadko trzeźwych posłów ścigających się ze strażą graniczną z reklamówką w ręku, zawierającą jakoby jedzenie dla łże-uchodźców, którzy i tak by tego nie tknęli, bo stołują się na rachunek KGB w najdroższych restauracjach Mińska Białoruskiego – wszystko to stworzyło klimat dla zabójczego ataku oraz pewnej już, jak się wydaje, bezkarności sprawcy. W tym sensie krew na rękach mają sponsorzy “Zielonej granicy”, autorzy melodramatycznych wywiadów z samozwańczymi autorytetami na łamach “Gazety Wyborczej” i wszyscy, którzy ze współczesnych barbarzyńców, wynajętych do mokrej roboty przez wschodnie dyktatury czynili ofiary zamiast sprawców.

Zwykli ludzie, gdy z nimi rozmawiać dziwią się bezradności władzy – tej poprzedniej i tej obecnej. Przystają na to, by żołnierz czy strażnik miał prawo do użycia broni wobec każdego, kto szturmuje granicę. Godzą się nawet, by tę ostatnią zaminować. Nie rozumieją dlaczego państwo polskie na tyle pozwala zawodowym przestępcom. 

Racja stanu czy włos na czworo

Sprawców ataku na sportowców w wiosce olimpijskiej w Monachium w 1972 r. izraelskie służby specjalne tropiły i likwidowały po całym świecie. Organizatora zamachu na obie wieże World Trade Center w 2001 r. szefa Al-Kaidy Bin Ladena Amerykanie dopadli w odległym od jego saudyjskiej ojczyźnie Pakistanie. Jeśli chodzi o zabójcę polskiego żołnierza, to znając sprawność polskiego wymiaru sprawiedliwości można się spodziewać, że któryś z jego przedstawicieli napisze uprzejmy wniosek do podwładnych Łukaszenki o ekstradycję anonimowej osoby, której personalia pozostają niemożliwe do ustalenia. Być może zawiezienie go do Mińska należy powierzyć byłemu pisowskiemu marszałkowi Senatu Stanisławowi Karczewskiemu, skoro swego czasu określił białoruskiego dyktatora mianem ciepłego człowieka.

W najsilniejszych demokracjach, czy chodzi o Francję czy Stany Zjednoczone, każdy sprawca ataku na policjanta wie, że ryzykuje życiem. A państwo, które nie broni swoich granic, tylko ich naruszycieli przed własnymi wojskowymi – nie zasługuje na to, żeby być poważnie traktowane w świecie.

Tego samego dnia, kiedy podano wiadomość o śmierci bohatera ze wschodniej granicy, która wszystkich przyzwoicie reagujących Polaków skłoniła do refleksji i zadumy, w czwartkowy wieczór w jednej z warszawskich kawiarni przy Trakcie Królewskim napotkałem rozradowaną grupę, złożoną z ubranych po islamsku, z zasłoniętymi włosami kobiet i ich odzianych w markowe ciuchy partnerów. Zachowywali się, jakby coś niezmiernie dla nich korzystnego fetowali. Nie chodziło z pewnością o urodziny żadnego z nich. Chciałoby się im powiedzieć: ten się śmieje, kto się śmieje ostatni. Ale brak ku temu podstaw. Ameryka jest najstarszą w świecie demokracją, ale nie podejrzewałbym, aby przy całej tamtejszej wielobarwności i tolerancji ktokolwiek poważyłby się w Waszyngtonie na publiczne okazywanie radości 11 września 2001. 

Dla nas 6 czerwca 2024 r. stanie się datą oczywistej traumy. Tego samego dnia dowiedzieliśmy się o represjach wobec polskich żołnierzy za to, że bronili granicy własnego państwa oraz śmierci jednego z ich kolegów, który dla szturmujących ją napastników stał się żywą tarczą.              

Pozostaje mieć nadzieję, że jeśli wschodni dyktatorzy poślą na Polskę już nie fałszywych uchodźców z bandyckimi nożami, tylko dywizje specnazu – polski żołnierz nie będzie się oglądał na dzielących włos na czworo polityków, wyzbytych talentu filmowców i cynicznych biznesmenów od akcji charytatywnych chętnie sypiających w pięciogwiazdkowych hotelach, tylko zachowa się tak, jak oczekują tego zwyczajni obywatele, przekonani, że obrona granicy stanowi oczywiste zadanie państwa. I rację stanu po prostu.

Jak oceniasz?

kliknij na gwiazdkę, aby ocenić

średnia ocen 5 / 5. ilość głosów 8

jeszcze nie oceniano

jeśli uznałeś, że to dobre...

... polub nas w mediach społecznościowych

Nie spodobało się? Przykro nam...

Pomóż nam publikować lepsze teksty

Powiedz nam, jakie wolałbyś teksty na pnp24.pl?

Łukasz Perzyna (ur. 1965) jest dziennikarzem „Opinii”, Polityczni.pl i „Samorządności”, autorem filmu o Aleksandrze Kwaśniewskim (emisja TVP1 w 2006 r.) oraz dziewięciu książek, w tym. „Uwaga, idą wyborcy…” i „Jak z Pierwszej Brygady”. Pracował m.in. w „Wiadomościach TVP” i „Życiu”, kierował działem krajowym „Obserwatora Codziennego”. W latach 80 był działaczem Konfederacji Polski Niepodległej i redaktorem prasy podziemnej.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here