Stulecie “Przedwiośnia”

0
446

Powieść Stefana Żeromskiego, chociaż ukazała się przed stuleciem, oddaje również dylematy kolejnej odzyskanej polskiej niepodległości. To fenomen, dla którego nie da się znaleźć odpowiednika. Nawet jeśli w statystykach wznowień i bibliotecznych wypożyczeń autor “Przedwiośnia” przegrywa z Henrykiem Sienkiewiczem, to warto pamiętać, że nasz pierwszy noblista z literatury zawdzięcza wciąż trwającą popularność historiom o wojnach z XVII wieku (“Trylogia”) i czasach antycznych (“Quo vadis”), zaś książkę, której bohaterem pozostaje młody gniewny Cezary Baryka wciąż da się współczesną nazwać. 

Zarówno w jego desperackich niekiedy poszukiwaniach, jak w poglądach i działalności innej, nie epizodycznej przecież postaci Szymona Gajowca doszukać się można wzoru polskiego patriotyzmu, dziś zapewne bardziej aktualnego niż zawarte w powstałych po kolejnej wojnie światowej “Popiele i diamencie” Jerzego Andrzejewskiego czy “Kolumbach” Romana Bratnego, pomimo ich przekonujących ekranizacji autorstwa odpowiednio Andrzeja Wajdy i Janusza Morgensterna. Zaś autorom żyjącym, jak Szczepan Twardoch (“Morfina”) czy Piotr Siemion (“Niskie Łąki”)  życzyć wypada tylko podobnego rezonansu społecznego, jakim się dzieło Żeromskiego po dziś dzień cieszy. Nawet wielkie i podziwiane w świecie doświadczenie dziesięciomilionowego ruchu społecznego Solidarności nie zaowocowało porównywalnym freskiem literackim, co stwierdzić wypada z całym szacunkiem dla prób takich jak “Moc truchleje” Janusza Głowackiego, “Kontredans” Marii Nurowskiej czy “Raport o stanie wojennym” Marka Nowakowskiego.

Czas na Belweder

W pięćdziesiąt lat po odzyskaniu niepodległości, które dla Żeromskiego stanowiło życiowy i literacki punkt zwrotny, co oczywiste – poeta pokolenia Nowej Fali Krzysztof Karasek w wierszu nawiązującym do prozy mistrza o tytule “Warszawianka” (w domyśle: “1968”, ale to przez cenzurę by nie przeszło) pisał:  “Siedemdziesięcioletni Cezary Baryka siedząc za prezydialnym stołem kierował akcją. Jego łysiejące skronie i tłusty brzuch uniemożliwiły studentowi wezwanemu na przesłuchanie rozpoznać go z obowiązujących lektur szkolnych. Ale dla siedzących w kawiarni naprzeciwko pomnika Mickiewicza świat skurczył się do rozmiarów pięści (..)” [1].

Autor tych słów to postać już najbardziej współczesna, poczytuję sobie za zaszczyt, że poeta Karasek, przyjaciel niezapomnianego Tomasza Wołka, pozostawał moim redakcyjnym kolegą w redakcji “Życia”, gdzie pełnił znaną z boisk piłkarskich rolę “libero”. To nie żart, dokładnie tak określono jego funkcję w stopce redakcyjnej. 

Sentencjonalnie rzecz ująć można, że za każdym razem, gdy stwierdzamy, że “świat skurczył się – jak w jego wierszu – do rozmiarów pięści”, w stanie wojennym czy ostatnich kilku latach, kiedy ze wschodu nadeszły kolejno dwie zarazy inne, niż niegdyś w “Przedwiośniu” opisana komunistyczna: najpierw z chińskiego Wuhan złowrogi koronawirus, potem z moskiewskiego Kremla odrodzony imperializm “pełnoskalowej” inwazji na Ukrainę – wielka powieść Żeromskiego okazuje się dobrym przewodnikiem. 

“Był pierwszy dzień przedwiośnia. Powiał wiatr południowy, w płynne błoto zamienił stosy śniegu uzgarniane wzdłuż chodników (..). Tego dnia właśnie od Nowego Światu, przez plac Trzech Krzyżów ciągnęła wielka manifestacja robotnicza w stronę Belwederu. Bezrobotni wskutek fabrykanckiego lokautu, strajkujący wskutek drożyzny i niemożności wyżycia z pracy zarobkowej tak nędznej, jaka była ich udziałem – i uświadomieni komuniści. Ci trzymali prym, młoda gwardia, a raczej awangarda Sowietów.

Ludzie ci ściągnęli z niskiego Powiśla i z dalekiej Woli. Przemknęli się pojedynczo wszystkimi ulicami, a tutaj dopiero, u wylotu Alei Ujazdowskich, spiknęli się i z radością natrafili na swoich” [2]. Żeromski pisze ze znawstwem tematu, wie jak robi się nielegalne manifestacje. Ćwierć wieku wcześniej, w mieszkaniu Stefana i Oktawii Żeromskich przy warszawskiej ulicy Żabiej nocują wielokrotnie z nakładem konspiracyjnego “Robotnika” działacze podziemnej Polskiej Partii Socjalistycznej: Józef Piłsudski (towarzysz Wiktor) oraz Stanisław Wojciechowski (ps. Edmund). Gdy powstaje powieść – pod tekstem widnieje data 21 września 1924, ale rocznicę wypada świętować… na przedwiośniu, co chyba oczywiste – Wojciechowski jest prezydentem Rzeczypospolitej, zaś Piłsudski w Sulejówku jako “osoba prywatna” planuje, jak go obalić w zamachu stanu, którego dokona w maju dwa lata później. Spotkają się wtedy obaj dawni sekretni nocni goście państwa Żeromskich na Moście Poniatowskiego, ale rozlewowi krwi ich rozmowa nie zapobiegnie.   I pod tym względem ostrzeżenie Żeromskiego się dopełni.

Przedwiośnie nadeszło, czas na Belweder – powtarzaliśmy w pamiętnym 1982 roku w warszawskim Liceum Batorego, znanym z gromadnych “milczących przerw” jako wzorowanej na amerykańskich “sit-inach” przeciw brudnej wojnie wietnamskiej formy protestu przeciwko stanowi wojennemu. Opisywać ich nie muszę, bo uczynił to już niezmiernie przekonująco na łamach PNP 24.PL sędzia Jan Majchrowski, wtedy klasa wyżej [3].

Obaj z sędzią Majchrowskim zaliczamy się do pokolenia, dla którego “Przedwiośnie” pozostawało najbardziej a być może nawet jedyną aktualną z lektur szkolnych. Zaś “Na probostwie w Wyszkowie”, reportaż o obronie przed bolszewikami na miarę talentu najzdolniejszych korespondentów wojennych z Hiszpanii lat 30, Ernesta Hemingwaya i Ksawerego Pruszyńskiego – odkrywaliśmy jako broszurę drugiego obiegu. Ale mniejsza o nas, licealistów z pierwszej połowy lat 80. Za sprawą tej skromnej relacji z frontu, zamówionej przez szefa ówczesnej polskiej propagandy Antoniego Anusza, z którego z kolei stryjecznym prawnukiem Andrzejem mam okazję współpracować w redakcji “Opinii” – dzięki NOW-ej, która reportaż Żeromskiego po 60 latach wydała, spełniło się marzenie wielkiego pisarza. 

“Na probostwie w Wyszkowie” czytali masowo polscy robotnicy, dla których “Popioły” byłyby za długie, “Dzieje grzechu” czy nawet “Wierna rzeka” manieryczne aż do granic zrozumiałości, zaś “Syzyfowe prace” kojarzyły im się z nudną panią od polskiego w podstawówce. 

Reportaż z probostwa nad Bugiem oraz “Przedwiośnie” łączy nie tylko na wskroś polska tematyka, ale również fakt, że Stefan Żeromski napisał je w wolnym już kraju. Pierwsze traktuje o jego skutecznej obronie. Drugie o rozczarowaniach, jakich Polakom przysporzyła odzyskana niepodległość. 

Wyprzedził epokę, dał instrukcję, jak rozumieć następne

Standardowe określenie “jajogłowych”, że pisarz wyprzedził swoją epokę znajduje akurat wobec “Przedwiośnia” sensowne zastosowanie. 

Jak ujmuje to biograf Żeromskiego Jerzy Paszek: “Okazało się, że 60-letni autor stworzył, jak na gust czytającej publiczności, powieść zbyt nowatorską. “Przedwiośnie” jest bowiem dziełem wielogłosowym. (..) Wielogłosowość powieści widoczna jest w dwóch głównych debatach politycznych utworu: dyskusji Baryki z komunistą Andrzejem Lulkiem oraz pozytywistycznie nastawionym (uczeń Abramowskiego, Bohusza i Krzemińskiego) wiceministrem Szymonem Gajowcem. Obu tym przeciwnikom Baryka nie daje się przekonać. Nie chce się pogodzić z wizją rewolucji społecznej, pociągającej za sobą rozlew krwi (Cezary zna z autopsji bakijski terror rewolucyjny). Nie chce też przystać na chwilowe zaniechanie reform agrarnych w Polsce, spowodowane – zdaniem Gajowca – pilniejszą potrzebą obrony granic nowego państwa” [4].   

Wnikliwie analizująca poglądy Żeromskiego Anna Bojarska zaświadcza, że pisarz w ocenie Polski tuż po odzyskaniu państwowości bynajmniej czarnowidztwem się nie kierował: “Zofia Nałkowska, żona żandarma, działaczka Patronatu, wśród przejmujących obrazków z więzień Odrodzonej Rzeczypospolitej zanotowała i ten: białoruski chłopak, zupełnie siwy, powiedział jej: “siedzę niewinnie, bo do partii nie należałem. Ale jak stąd wyjdę, to będę należał”. Żeromski pisał w “Przedwiośniu” o torturach więziennych, o katowaniu, o bezmyślnym odtrącaniu i gnębieniu ludzi, chyba tylko w wymiarze wyrządzania jak największego zła, bo rozsądku nie dawało się w tym odnaleźć. Odpowiedziały mu wyzwiska i zniewagi całej prasy polskiej. Wyśmiewano także jego przejmowanie się “głupstwami”: policja bije? Wszędzie bije! Dlaczego miałoby to czymś grozić? A jednak groziło” [5].

Oddać więc wypada głos samemu Stefanowi Żeromskiemu, który tak swoje intencje określał: “(..) we wszystkich swoich pismach a w “Przedwiośniu” najdobitniej, potępiałem rzezie i kaźnie bolszewickie. Nikogo nie wzywałem na drogę komunizmu, lecz za pomocą tego utworu literackiego usiłowałem, o ile to jest możliwe, zabiec drogę komunizmowi, ostrzec, przerazić, przestraszyć (..). Nie zrozumiano mojej przypowieści” [6].  

W ujęciu Piotra Kuncewicza “Żeromski pragnął sprawiedliwości społecznej i szczęścia dla ludzi ale bynajmniej nie rewolucji” [7].

W siedemdziesiąt lat po promocji ostatniej powieści opowiadał o nim – a ściślej o sobie w jego kontekście – filozofowi Krzysztofowi Pomianowi redaktor “Kultury” paryskiej Jerzy Giedroyc: “Byłem żeromszczykiem i w pewnym sensie zostałem nim do dziś. “Przedwiośnie”, które czytałem znacznie później, było dla mnie wielkim przeżyciem, może dlatego, że mój ojciec był w Warszawie jednym z twórców związku zawodowego pracowników miejskich i na tym tle miał wiele konfliktów i awantur. Wprawdzie ojciec nie rozmawiał ze mną na te tematy, ale często zabierał mnie na zebrania związku. Żyłkę społeczną częściowo odziedziczyłem po nim” [8]. Co więcej, Giedroycia raził brak tej ostatniej u innych jeszcze w międzywojennej Polsce: “Kiedy mówię o pięknoduchostwie “Wiadomości Literackich”, mam na myśli właśnie unikanie problematyki politycznej, a jeszcze bardziej – socjalnej, która mnie bardzo frapowała, wychowałem się przecież na Żeromskim” [9]. Sam Jerzy Giedroyc zawsze rozważny, nigdy narwany, mniej miał w sobie z Cezarego Baryki, więcej zaś z Szymona Gajowca. Podobnie jak wymieniony już raz w tym tekście współczesny pisarzowi promotor jego “Na probostwie w Wyszkowie” i poseł II Rzeczypospolitej Antoni Anusz, zarazem nieformalny mózg obozu piłsudczykowskiego; to on wymyślił kluczowe dla myśli Marszałka pojęcie imponderabiliów. A był przy tym tak uczciwy, że sanacja nie zgodziła się go powołać na stanowisko prezesa Najwyższej Izby Kontroli, chociaż wszelkie wymogi do objęcia funkcji spełniał.

Zanim jeszcze w toku akcji “Przedwiośnia” poznamy Szymona Gajowca, ojciec Cezarego Baryki, inżynier Seweryn przedstawia mu wizję szklanych domów, by zachęcić syna do powrotu do kraju z dalekiego kaukaskiego Baku: “Mówmy o nowych wsiach szklanych. Już się one nie palą, a i piorun w nie nie bije. Chaty w niektórych osiedlach połączone już są szklanymi chodnikami. Obszerne gromadzkie szklane obory i gromadzkie chlewy dają możność rozwinięcia nowych przemysłów mlecznych kooperatywnej hodowli świń. Znika cuchnąca obora (..)” [10]. Sam ojciec jednak tego powrotu do kraju nie dożyje. Po drodze odejdzie na zawsze na zapalenie płuc.

Cezary sam przekroczy granicę Polski. Tej, która przez ponad 120 lat granic nie miała. Rozgląda się po niewielkim i zabiedzonym kresowym miasteczku. Nędznie i brudno wszędzie wokół.

“Gdzież są twoje szklane domy? – rozmyślał brnąc dalej. – Gdzież są twoje szklane domy?” [11].        

Receptę na poprawę ma Szymon Gajowiec, znajomy matki i ojca Baryki, “bardzo wysoki urzędnik w nowokreowanym Ministerium Skarbu”, który da Cezaremu “nieetatową posadę w swoim biurze” [12]. Sposobem na nową i lepszą Polskę ma się okazać mozolna i wytrwała praca organiczna.

Co tak oto Gajowiec przedstawi młodemu Baryce: “(..) dopiero pierwszy wiosenny wiatr powiał w nasze twarze. To dopiero przedwiośnie nasze. Wychodzimy na przemarznięte role i oglądamy dalekie zagony. Bierzemy się do własnego pługa, do radła i motyki, pewnie, że nieumiejętnymi rękami. Trzeba mieć do czynienia z cuchnącym nawozem, pokonywać twardą przerośniętą caliznę (..). Wierzymy, że doczekamy się jasnej wiosenki naszej” [13]. Jeśli poradzić sobie z niedzisiejszą stylistyką, myśl okazuje się jasna i klarowna. Oddaje wysiłek naszych rodziców z czasów tuż powojennej odbudowy ale i nas samych po zmianie ustrojowej sprzed 35 lat. I powraca wraz z nadzieją, tak niespodzianie objawioną w długich kolejkach do urn 15 października. 

“Doprawdy miał w sobie coś z rodu wieszczów” – wykazuje nieskłonny do zachwytów historyk literatury Piotr Kuncewicz. “(..) Los dopowiedział jednak więcej. Otóż Żeromski został uhonorowany mieszkaniem na Zamku Warszawskim (..). I okno pokoju Żeromskiego pozostało w następnej odmianie epok jedynym ocalałym szczątkiem Zamku, jedynym przejściem w zrudziałej cegle, przejściem spoglądającym z pustki w pustkę. Historia znalazła symbol godny swojego pisarza” [14].

Stefan Żeromski zasługuje jednak na niezmienny podziw nie za to, że wyprzedził swoją epokę, co zajmuje raczej historyków literatury – lecz że wciąż ułatwia nam zrozumienie tej obecnej. Szacun, można więc powiedzieć jego pamięci, jeśli obecna młodzież, głosująca tak masowo i niespodziewanie 15 października ub. r, wciąż tego słowa używa. Ale z pewnością postawy, w “Przedwiośniu” rekomendowane nie okazują się – o czym świadczą kolejki do urn pamiętnego dnia – tylko pustym dźwiękiem ani sloganem. 

[1] Krzysztof Karasek. Warszawianka [w:] Powiedz prawdę. Antologia poezji Pokolenia 68, 1968-1981. Wybór, wstęp i opracowanie: Dariusz Pawelec. Wokół Nas, Gliwice 1990, s. 34      

[2] Stefan Żeromski. Przedwiośnie. Dzieła, Powieści, t. 14, Czytelnik, Warszawa 1957, s. 331-332

[3] por. Jan Majchrowski. Grudzień, szesnastego. PNP 24.PL z 13 grudnia 2021

[4] Jerzy Paszek. Żeromski. Wydawnictwo Dolnośląskie, Wrocław 2001, s. 178

[5] Anna Bojarska. Wstęp [do:] Stefan Żeromski. Pisma polityczne. Polonia, Londyn 1988, s. 15

[6] Stefan Żeromski. Pisma polityczne… op. cit, I okładka 

[7] Piotr Kuncewicz. Agonia i nadzieja. Literatura polska od 1918, t. 1. Polska Oficyna Wydawnicza BGW, t. 1, s. 127

[8] Jerzy Giedroyc. Autobiografia na cztery ręce. Opr. Krzysztof Pomian. Czytelnik, Warszawa 1994, s. 18

[9] Jerzy Giedroyc. Autobiografia… op. cit, s. 166

[10] Stefan Żeromski. Przedwiośnie… op. cit, s. 79

[11] ibidem, s. 108

[12] ibidem, s. 111

[13] ibidem, s. 274

[14] Piotr Kuncewicz. Agonia i nadzieja. Literatura polska  od 1918… op. cit, s. 128

Jak oceniasz?

kliknij na gwiazdkę, aby ocenić

średnia ocen 5 / 5. ilość głosów 7

jeszcze nie oceniano

jeśli uznałeś, że to dobre...

... polub nas w mediach społecznościowych

Nie spodobało się? Przykro nam...

Pomóż nam publikować lepsze teksty

Powiedz nam, jakie wolałbyś teksty na pnp24.pl?

Łukasz Perzyna (ur. 1965) jest dziennikarzem „Opinii”, Polityczni.pl i „Samorządności”, autorem filmu o Aleksandrze Kwaśniewskim (emisja TVP1 w 2006 r.) oraz dziewięciu książek, w tym. „Uwaga, idą wyborcy…” i „Jak z Pierwszej Brygady”. Pracował m.in. w „Wiadomościach TVP” i „Życiu”, kierował działem krajowym „Obserwatora Codziennego”. W latach 80 był działaczem Konfederacji Polski Niepodległej i redaktorem prasy podziemnej.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here