TVP jest gorsza niż kiedykolwiek: rządowa w złym etatystycznym znaczeniu tego słowa, tendencyjna i marnotrawna. Ale jeśli pominąć propagandystów, którzy zastąpili tam dziennikarzy – pracują w niej ci sami ludzie, którzy tworzyli czas jej potęgi. Stwarza to szansę na stanowczą zmianę, gdy gorset pisowski wreszcie pęknie.

Łukasz Perzyna

W czerwcu TVP zaliczyła rekordowy na tle innych stacji spadek oglądalności. Jej „Wiadomości”, kiedyś okręt flagowy, ogląda mniej ludzi niż „Fakty” TVN i „Wydarzenia” Polsatu. To namacalny efekt przejęcia TVP przez PiS po zwycięstwie wyborczym i zmiany budowanej od ćwierćwiecza telewizji publicznej z powrotem w państwową. Przyznano jej w tym roku ponad 1,1 mld zł dotacji z budżetu, czyli z pieniędzy podatników.

Temat przyszłości TVP pozostaje gorący za sprawą jej propagandowych ekscesów – niedawno zdominowana przez PiS Krajowa Rada Radiofonii i Telewizji nie dopatrzyła się niczego nagannego w nadanym w dniu śmierci Pawła Adamowicza materiale, w którym jako przykłady hejtu podano wyłącznie wypowiedzi polityków opozycji, co prezes Jacek Kurski uzasadnił stwierdzeniem, że rządzący politycy nie nawołują do przemocy wobec innych.

Kwestia, co zrobić z telewizją kierowaną przez autora konceptu z “dziadkiem z Wehrmachtu”, powraca też w kontekście planów opozycji. Wiosną Platforma Obywatelska ogłosiła zamiar likwidacji instytucji TVP po zwycięstwie wyborczym. Teraz go konkretyzuje: powstanie holding radiowo-telewizyjny, utrzymywany wyłącznie z budżetu, po zniesieniu abonamentu. W jego skład wejdą radio, telewizja oraz spółki regionalne. Jednak jak pisałem już w PNP 24.PL w artykule „Zlikwidować TVP!” – zmiany strukturalne ani pogonienie chwalców PiS nie wystarczą [1].

Zlikwidować TVP!

TVP i Polskie Radio trzeba zlikwidować, żeby nie wypłacać horrendalnych odpraw pisowskim propagandystom, którzy zadbali, by do umów o pracę powpisywać im złote spadochrony

Read more

Jedno warto wykluczyć: pozostawienie obecnej formuły, w której twarzami telewizji opłacanej przez podatnika okazują się osoby, będące pośmiewiskiem opinii publicznej jak dawna kandydatka SLD na prezydenta Magdalena Ogórek czy porównywana do prezenterki z Korei Północnej Danuta Holecka, zaś dyżurnym komentatorem pozostaje były sekretarz KC PZPR Marek Król.

Za radykalnymi rozwiązaniami przemawia rachunek ekonomiczny – nikt nie zamierza przecież propagandystom wypłacać sutych odpraw, które gwarantują im gwiazdorskie kontrakty. Sprzyja resetowi elementarne poczucie sprawiedliwości, bo paski z kanału Info gorszą i bulwersują, obrażając inteligencję odbiorcy. Podobnie logika biznesowa zakłada, że jeśli dawny widz ma do TVP powrócić, potrzeba sygnału stanowczej zmiany, by go do niej przyciągnąć.

Turecki serial i disco polo zamiast Kabaretu Starszych Panów

Tureckie seriale, zwykle nie lepsze od swetrów z tego kraju oraz pretensjonalne i kosztowne rodzime produkcje historyczne, niewybredna rozgrywka i lans prezesa, który w roli celebryty wystąpić musi zarówno na festiwalu w Opolu jak w transmisji ze zjazdu NSZZ „Solidarność” – w sensie kulturowym telewizja za rządów Kurskiego realizuje schemat discopolowo-populistyczny, który mógłby stać się tematem fascynującego doktoratu wnikliwego eksperta. Autor osławionej formuły, że „ciemny lud to kupi” nie był w stanie zapobiec spadkowi oglądalności najmocniej skażonych agitacją programów informacyjnych. „Wiadomości” w prime-timie mają dziś raptem dwa razy więcej widzów, niż przed ćwierćwieczem „Puls Dnia”, nadawany na godzinę przed północą i adresowany do wyrobionej, zainteresowanej publicystyką telewidowni.

Po raz pierwszy w historii przed siedzibą dzienników przy placu Powstańców Warszawy zbierają się demonstranci, nadający z magnetofonu bijący w uszy sygnał Dziennika Telewizyjnego z dawnych lat. Przechodnie reagują życzliwie na historyczne skojarzenie, gorzej przyjmują to sąsiedzi TAI, którzy mają dosyć emitowanego co dzień przez pół godziny świdrującego dźwięku.

Jednak stwierdzenie, że gorzej już być nie może nie okazuje się prawdziwe. Czarny scenariusz to – obok kolejnych zwycięstw PiS, umacniających jego władztwo nad mediami – zgaszenie świateł w TVP przez mściwych zwycięzców kolejnych wyborów. Teraz krzywdzącą i obrażającą zarówno ich, jak powszechne poczucie przyzwoitości i zdrowego rozsądku reżimową telewizję bojkotują, po dojściu do władzy ją zamkną. Niebezpieczna to logika. Nikt przecież nie zamierza rozpędzać szkół z tego powodu, że Anna Zalewska i Dariusz Piontkowski okazali się kiepskimi ministrami edukacji.

Zlikwidować trzeba TVP w sensie formalno-prawnym, żeby uciąć finansowe zobowiązania wobec jej propagandowych celebrytów. Ale nie może to oznaczać jej zaorania.

To wariant najgorszy, bo prywatna stacja może wyprodukować serial o dzielnej prawniczce Chyłce. Nie stworzy jednak ambitnego teatru telewizji, wszystko jedno, czy ma się w nim pojawić spektakl według Szekspira lub Fredry czy Iredyńskiego lub Różewicza albo nawet produkcja Strzępki i Demirskiego. Gagi w stylu Monthy Pythona nie zastąpią Kabaretu Starszych Panów. Przez lata TVP – nawet oddając informacyjne okienka dominacji rządzących – skutecznie tworzyła wzorce kulturowe. Nikt jej w tej roli nie zastąpi. Podobnie jak w budowaniu znanych niemal wszystkim kodów.

W czasach europejskich sukcesów Górnika Zabrze jego najlepsi piłkarze Włodzimierz Lubański i Zygfryd Szołtysik wystąpili w programie rozrywkowym [2]. Lubańskiego spytano w telewizyjnym studiu, co by zrobił, gdyby Szołtysik po jego podaniu nie trafił do pustej bramki.

Powiedziałbym mu: oj, Zyga, Zyga… – oznajmił wtedy Lubański.

Dzień po emisji programu Górnik rozgrywał ważny mecz. Gdy Szołtysik, zbiegiem okoliczności właśnie po podaniu Lubańskiego nie wcelował piłką do pustej bramki, cały stadion, a na mecz przyszło kilkadziesiąt tysięcy ludzi, zakrzyknął triumfalnie jednym głosem:

– Oj, Zyga, Zyga…

Po zmianie ustroju TVP nawet w sporcie utraciła pozycję monopolisty. Zwycięską walkę pięściarza Andrzeja Gołoty z byłym mistrzem świata Timem Witherspoonem we Wrocławiu w 1998 oglądało na antenie Polsatu 12 mln widzów. Dla porównania – dziś specjaliści od telemetrii z TVP cieszą się, gdy w trakcie „Wiadomości” tej stacji przed telewizorami zasiądzie 2,1 mln Polaków.

Jeśli nie teraz to kiedy, czyli telewizyjny reset

Sytuacja sprzyja rozwiązaniom zerojedynkowym. Gdy PiS utraci władzę – w kraju, a w ślad za tym w mediach rządowych – przyszli zwycięzcy zyskają niepowtarzalną możliwość dokonania zmiany, cieszącej się społeczną aprobatą. Na najprostszej zasadzie: lizusy i hejetrzy odchodzą bez odpraw, co nie stanowi kary za poglądy, tylko logiczne następstwo faktu, że w niemoralny sposób zajęli miejsca zdolniejszych kolegów. Zostają za to artyści sztuki telewizyjnej, zyskujący możliwość nieskrępowanego rozwoju swojego talentu.

Polscy operatorzy obrazu i dźwięku, realizatorzy, kierownicy produkcji cenieni są w świecie. Szkoły łódzka i katowicka cieszą się renomą międzynarodową. Nawet w poprzednim ustroju nie oszczędzano na sprzęcie telewizyjnym, bo rządzący traktowali to medium jak ulubioną zabawkę. Inaczej jest w stacjach prywatnych, gdzie lepiej znaczy często… taniej. Wypowiedź polityka na korytarzu nagra bystry student, nie święci garnki lepią.

Gdy w latach 90 masowo powstawały stacje prywatne i konfesyjne, pojechałem z ekipą „Wiadomości” TVP do Siedlec. Nagrywaliśmy sprzęt i studia Katolickiego Radia Podlasia oraz wypowiedź księdza dyrektora o planach programowych. Pochwalił się z dumą, że przy białoruskiej granicy ze składek chrześcijan belgijskich wznieśli nowoczesny maszt, który pozwoli stacji objąć zasięgiem cały region. Nie zastanawialiśmy się długo. Po godzinie stojąc na kartoflisku, otoczeni przez wiejskie dzieciaki przypatrujące się nam przez poniemiecką jeszcze lornetkę, filmowaliśmy z czterech stron maszt w nadgranicznych Chotyczach. Która telewizja prywatna zdecyduje się przejechać dwieście kilometrów dla jednego ujęcia, nawet najpiękniejszego i otwierającego materiał?

Artysta sztuki telewizyjnej pracujący dorywczo dla francuskiej stacji publicznej opowiada, jak kręcili materiał o Oświęcimiu. Trzy dni z rzędu rozstawiali się przed świtem, żeby sfilmować obozowe kolczaste druty na tle wschodu słońca. Pierwszego dnia zdjęcia okazały się stratą czasu, bo słoneczko wstało pogodne jak jajko sadzone, niczym z kiczowatego landszaftu. Drugie zdjęcia też się nie przydały, bo było pochmurno. Dopiero za trzecim razem powstało oczekiwane pełne grozy ujęcie obozowych drutów z krwawą czerwienią w tle.

Ludzka twarz Molocha

Opozycyjna Platforma Obywatelska przedstawia misterną konstrukcję nowej telewizji publicznej, której władze powoływano by w ten sposób, żeby nikt nie zyskał w nich łatwej dominacji – z udziałem samorządowców i kręgów akademickich, organizacji twórczych oraz pozarządowych. Jednak środowisko telewizyjne z mieszanymi odczuciami przyjmuje obecność w wypracowującym nową formułę zespole dawnych prezesów i dyrektorów z TVP. Pada pytanie, dlaczego gdy nią rządzili, nie byli tak roztropni. Nie chodzi o tworzenie układanek, które potem PiS lub inna formacja o podobnych skłonnościach unieważni jedną ustawą, jak już raz to uczyniła po dojściu do władzy.

Obecny czas sprzyja przygotowaniu rozwiązań, które Molochowi TVP przywrócą ludzką twarz – dziś skrywaną za nieprawościami pisowskiej propagandy. Z setek, jeśli nie tysięcy rozmów z artystami sztuki telewizyjnej wiem, jakich zmian oczekują. Z zadowoleniem powitają możliwość współpracy z tymi, którzy mówią o nich nie „kamerzysta” (to obraźliwe), tylko jak się należy i z szacunkiem – operator. Jeśli nowi szefowie potrafią wykorzystać wiedzę i umiejętności fachowców, których w telewizji zastaną, nie będą musieli uczyć się wszystkiego od początku. Za prezesury Wiesława Walendziaka jeden z dyrektorów domagał się w materiałach „planów amerykańskich” – samo pojęcie jest poprawne, tyle, że akurat w informacji, inaczej niż w filmie wcale się go nie używa… Nie wystarczy raz przeczytać, by wiedzieć.

Rangę telewizji tworzą również ci, którzy w niej występują: artyści, sportowcy, showmani, animatorzy akcji charytatywnych, oczywiście także politycy. Najpierw Lech Wałęsa pokonał w listopadowej debacie w 1988 r. Alfreda Miodowicza, a dopiero pół roku później Solidarność podobnie pognębiła PZPR w wyborach 4 czerwca. Z kolei Aleksander Kwaśniewski zwyciężył Wałesę, który chciał mu podawać nogę, najpierw w telewizyjnym studiu, potem dopiero w wyborach prezydenckich 1995 r. Aż do czasów Kurskiego TVP pozostawała ważnym miejscem publicznej debaty. Da się to przywrócić i warto to robić.

Kto po wyborach naprawi telewizję, temu łatwiej przyjdzie zmieniać Polskę. Chyba, że zwycięzcy będą woleli płacić kampanijne długi na rzecz stacji prywatnych. Ale wtedy zrażą do siebie najbardziej opiniotwórczą część własnego zaplecza.

[1] por. Łukasz Perzyna. Zlikwidować TVP! PNP 24.PL z 25 kwietnia 2019
[2] por. Włodzimierz Lubański, Przemysław Słowiński. Włodek Lubański. Legenda polskiego futbolu. Videograf II, Katowice 2008

Jak sądzisz?

Coming Soon
Czy należy zlikwidować Telewizję Polską?
Czy należy zlikwidować Telewizję Polską?
Czy należy zlikwidować Telewizję Polską?

Czytaj inne teksty Łukasza Perzyny:

Jak oceniasz?

kliknij na gwiazdkę, aby ocenić

średnia ocen 5 / 5. ilość głosów 11

jeśli uznałeś, że to dobre...

... polub nas w mediach społecznościowych

Nie spodobało się? Przykro nam...

Pomóż nam publikować lepsze teksty

PRZEZzdjęcie: zrzut ekranu (oko.press)
Łukasz Perzyna
Łukasz Perzyna (ur. 1965) jest dziennikarzem „Opinii”, Polityczni.pl i „Samorządności”, autorem filmu o Aleksandrze Kwaśniewskim (emisja TVP1 w 2006 r.) oraz dziewięciu książek, w tym. „Uwaga, idą wyborcy…” i „Jak z Pierwszej Brygady”. Pracował m.in. w „Wiadomościach TVP” i „Życiu”, kierował działem krajowym „Obserwatora Codziennego”. W latach 80 był działaczem Konfederacji Polski Niepodległej i redaktorem prasy podziemnej.

1 KOMENTARZ

  1. Później zlikwidować polskie sądy i uczelnie. Zlikwidować wszystko na co mają wpływ Polacy. Niech nie mają wpływu na nic.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here