Ultrasi nie chcą Ziobry

0
52

W trakcie pucharowego meczu Legii z czeską Spartą kibice warszawscy wywiesili na trybunie transparent atakujący Zbigniewa Ziobrę, który uciekł na Węgry przed polskim wymiarem sprawiedliwości. Dla wszystkich co bronili stadionowego patriotyzmu, a sam się do tego grona zaliczam, to argument, że mieli rację. Kto chce, niech się wzrusza, że kibole bronią praworządności. Kto inny dostrzeże w tym ważny sygnał zmiany nastrojów społecznych. I to wcale nie żart.

Do niedawna bowiem wyłącznym niemal negatywnym bohaterem stadionowych przekazów, zarówno na “żylecie” przy Łazienkowskiej, jak na płockim stadionie Wisły i wielu innych obiektach – pozostawał nieudany kandydat obozu demokratycznego na prezydenta Rafał Trzaskowski.

Teraz widać zwrot, i to trwały. Bo wcześniej atakujące Ziobrę transparenty pojawiły się na meczach ekstraklasy: na trybunach poznańskiego Lecha oraz Cracovii. W tym drugim miejscu – a trzeba też pamiętać, że nie przypadkiem kibicował Cracovii sam Karol Wojtyła – w zgodzie z tradycją historyczną. W czasach PRL lokalna rywalka Wisła była milicyjna, a zawodnicy mieli stopnie jak funkcjonariusze, dlatego gdy na boisko wybiegał w meczach wyjazdowych bohater argentyńskiego Mundialu (1978 r.), zewsząd rozlegało się: “niebieski mundur, u boku pałka, sierżant milicji Adam Nawałka”. Taką bowiem rangę miał w szeregach Milicji Obywatelskiej przyszły selekcjoner reprezentacji narodowej, który po latach w trakcie Euro 2016 r. wprowadził ją do ósemki najlepszych. W której sam gościł jako piłkarz w światowej skali jako członek zespołu Jacka Gmocha na wspomnianych już argentyńskich mistrzostwach, w trakcie których zremisowaliśmy z Niemcami oraz pokonaliśmy Meksyk i Peru. 

Cracovia za to zawsze pozostawała cywilna.

Nie o Nawałkę tu jednak chodzi ani o krakowskie derby jak określa się w futbolu rywalizację drużyn z tego samego miasta  – lecz o społeczne nastroje. Takie, których sondaże nie zmierzą, bo żaden z “hooligansów” raczej nie wpuści do domu ankietera, nie zaufa mu pewnie też nawet dużo łagodniejszy “piknik”. Zaś wypytujący o co się da, gwoli dorobienia do kieszonkowego od rodziców student socjologii jeśli trafi na zły humor “Bad Boya” czyli kibolskiego lidera jak z filmu Patryka Vegi – może zostać wywieziony przez niego w bagażniku na odległość powtórzenie podobnego kontaktu przez czas dłuższy uniemożliwiającą.

Związki zawodowe w Polsce stanowią ostoję biurokratów. Te górnicze składają się z urzędników, co czasem od lat nie zjechali na dół kopalni. Prawdziwe NGO’sy u nas dopiero raczkują, a w tych, które kwitną, okopali się cwaniacy, nagminnie wyciągający pieniądze głównie na koszty własne działalności. Natomiast aktywność kibicowska – choć jej ekspresja znajduje formy kontrowersyjne i nie tylko o wulgarne hasła czy race tu chodzi – zachowuje niepowtarzalny walor spontaniczności. Kibice nie słuchają autorytetów społecznych, tylko własnych przywódców. Ich społeczność, ściśle zhierarchizowaną i na swój sposób solidarną, przy własnym przy tym etosie, akademicki socjolog nazwałby zapewne jedyną w polskich warunkach zorganizowaną formą ekspresji ludu. Vox populi, vox Dei…

Jak się spełniają kibolskie proroctwa

Jeszcze niedawno uchodzili za wierną armię PiS. Do historii przeszło hasło: “Donald, matole, twój rząd obalą kibole”, skandowane, gdy Tusk po raz pierwszy znajdował się u władzy. Stracił ją, gdy po aferze z nagraniami z Sowy masowo odmówili mu poparcia m.in. młodzi ludzie z blokowisk, ci sami lub przynajmniej bracia tych, co wypełniają stadiony.

W tym, co teraz dzieje się na Legii, przy Bułgarskiej w Poznaniu czy na ulicy Kałuży tuż przy krakowskich Błoniach, gdzie grywa Cracovia – dostrzec można rodzaj pewnej prognozy. 

Ziobro złości kiboli tym samym, czym wnerwiał ich niedawno Trzaskowski.  Obłudą przede wszystkim. Ale parol na niego zagięli mocniejszy. Trudno się dziwić. Trzaskowski podpadł i został “Bonżurem”, gdy chełpił się znajomością 5 języków obcych, co dla prezydenta, i tak porozumiewającego się w misjach dyplomatycznych za pośrednictwem tłumacza, nie ma znaczenia. Ziobro okazał się jednak obłudnikiem stokroć gorszym, bo głosił kiedyś zaostrzenie prawa, którego sam teraz nie przestrzega, przed sprawiedliwością uciekając na Węgry.

Kibice znów mają rację, jak w schyłkowych czasach “pierwszego Tuska”. Niech to przyznają również pięknoduchy, utyskujący na patriotyzm stadionowy czy kibolski. Chociaż każdy patriotyzm na szacunek zasługuje. Ziobro zasłużył na potępienie, a za brutalizację języka – przy oczywistym przypomnieniu, że stadion to nie Filharmonia Narodowa, a mecz grupowy Ligi Konferencji różni się od Konkursu Chopinowskiego również stopniem wrażliwości uczestników – odpowiadają on sam i jego obóz polityczny. Pamiętamy, jak jego służby wkraczały do domu Barbary Blidy oraz jak – na szczęście bez podobnie tragicznego finału – potraktowały celebrytkę Weronikę Marczuk. Kto o tym zapomniał, niech się teraz nad Ziobrą użala. O różnicach wrażliwości widzów meczu piłkarskiego i koncertu chopinowskiego była już mowa. Cieszyć się tylko wypada, że kibice nie zatracili tej najważniejszej: moralnej. Chciałoby się nawet dorzucić: tak trzymajcie te transparenty, chłopaki… Niech je Ziobro zobaczy w Orbanowej telewizji podobnej do dawnej “kurskiej”. 

Przywódca świata pracy zamiast osoby prywatnej, czyli jak wiele może stadionowy patriotyzm 

Nikt nie utyskiwał, poza najbardziej zatwardziałymi zwolennikami ówczesnego ustroju, kiedy w trakcie Mundialu w Hiszpanii odbywającego się, kiedy w  kraju obowiązywał stan wojenny (1982 r.), emigranci rozwinęli na trybunach transparent zakazanej w Polsce Solidarności.  Ani kiedy w rok później kibice Lechii Gdańsk goszczący turyński Juventus wiwatowali na cześć Lecha Wałęsy. Trudno zresztą, żeby wznosili okrzyki na rzecz własnych piłkarzy, bo patałachy już pierwszy mecz w Turynie przegrały zero do siedmiu. Gdy było wiadomo, kto awansuje – gdańskie spotkanie stało się rewanżem nie za Turyn lecz za 13 grudnia 1981 r. Obecność na trybunach doradzili Wałęsie w ten wrześniowy dzień 1983 roku działacze Ruchu Młodej Polski w tym Sławomir Rybicki.

“Przywódca polskiego świata pracy” jak tytułowała wtedy przewodniczącego zepchniętej do podziemia Solidarności rozgłośnia Głos Ameryki odebrał wówczas gromką owację od 40-tysięcznego kibicowskiego tłumu. Wraz z przyznaną mu miesiąc później Pokojową Nagrodą Nobla wydarzenie to udaremniło plany uczynienia Lecha Wałęsy wyłącznie “osobą prywatną” wedle formuły Jerzego Urbana, rzecznika rządu gen. Wojciecha Jaruzelskiego.   

Tak się składa, że polska piłka nożna i przyszła niepodległość rodziły się w zasięgu wzroku na krakowskich Błoniach przed niespełna 120 laty. Obok siebie bowiem rozgrywały pierwsze mecze Cracovia i Wisła oraz ćwiczyli “padnij – powstań” strzelcy Józefa Piłsudskiego. Nic na to nie poradzimy, że tak się to splata. Podobnie jak kiedy zwycięski remis ze Związkiem Radzieckim w ponurym 1982 roku dał nam awans do strefy medalowej Mistrzostw Świata w Hiszpanii, nie tylko o sport chodziło, co i wtedy i po latach pozostaje oczywiste…              

Jak oceniasz?

kliknij na gwiazdkę, aby ocenić

średnia ocen 5 / 5. ilość głosów 6

jeszcze nie oceniano

jeśli uznałeś, że to dobre...

... polub nas w mediach społecznościowych

Nie spodobało się? Przykro nam...

Pomóż nam publikować lepsze teksty

Powiedz nam, jakie wolałbyś teksty na pnp24.pl?

Łukasz Perzyna (ur. 1965) jest dziennikarzem „Opinii”, Polityczni.pl i „Samorządności”, autorem filmu o Aleksandrze Kwaśniewskim (emisja TVP1 w 2006 r.) oraz dziewięciu książek, w tym. „Uwaga, idą wyborcy…” i „Jak z Pierwszej Brygady”. Pracował m.in. w „Wiadomościach TVP” i „Życiu”, kierował działem krajowym „Obserwatora Codziennego”. W latach 80 był działaczem Konfederacji Polski Niepodległej i redaktorem prasy podziemnej.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here