Jeszcze rok temu byłby to świetny temat, ale na… Prima Aprilis w jakiś prawicowym medium

Niemożliwe stało się faktem. Przeciwko sobie występują publicznie szefowie “Gazety Wyborczej” oraz wydającej ją spółki “Agora”. Od 32 lat stanowili jedno środowisko, nadzwyczaj zwarte i solidarne, ale też wytrwałe do granic brutalności w gnębieniu oponentów. Akurat mija, choć nikt jej nie będzie świętował, 20 rocznica zgruzowania “Życia” Tomasza Wołka, które upadło po odejściu naczelnego, gdy firmę przejęły spółki, związane z Platformą Obywatelską. Od tego czasu “Wyborcza” jako jedyny profesjonalnie redagowany dziennik prasowy w Polsce nie ma konkurencji na rynku. Wcale jej to nie pomaga. 

Z jednej strony sporu występuje redaktor naczelny od pierwszego numeru “GW” (ukazał się 8 maja 1989 r. przed wyborami czerwcowymi, stąd nazwa) Adam Michnik, z drugiej twórczyni logistyki “Gazety..” a dziś posiadaczka złotej akcji Helena Łuczywo oraz członek rady nadzorczej Agory Wanda Rapaczyńska. Ta ostatnia ma decydujący wpływ na zarząd spółki, złożony z osób o mniej znanych nazwiskach, a kierowany przez Bartosza Hojkę.

Deklarowane przyczyny konfliktu nie uzasadniają aż takiego zacietrzewienia, jakie już publicznie się ujawniło. Według wersji oficjalnej kością niezgody okazało się zwolnienie dyrektora wydawniczego Jerzego Wójcika (w firmie od 28 lat), a wcześniej zamiar zarządu spółki połączenia papierowej “Gazety…” oraz Gazety.pl z Wyborczą.pl. Tymczasem jednak Michnik apeluje do Łuczywo, z którą współpracowali przez lata, by nie pozwalała niszczyć dzieła swojego życia. Zarząd zaś sugeruje, że latem Wójcik oraz pierwszy zastępca naczelnego Jarosław Kurski zażądać mieli rocznych okresów wypowiedzenia, sutych odpraw oraz samochodów służbowych do dyspozycji.

Kilkanaście lat temu, ale też po kilkunastu latach istnienia tak “Agory” jak “Gazety”, ich przedstawiciele zgodnie zapewniali na forum sejmowej komisji śledczej, badającej aferę Lwa Rywina, który udał się do Michnika z korupcyjną propozycją, ale jej nagranie ujawniono na łamach – że pion biznesowy i redakcyjny firmy dzieli “chiński mur”, więc o niczym, co sporne lub podejrzane nie może być mowy.

Nie jest to już jednak ta sama “Gazeta..” co przed laty, ani ta sama “Agora”, która teraz dysponuje także siecią kin, na czym w dobie pandemii koronawirusa nie sposób zarobić. Stąd też członków zarządu i ich stronników nazywa się w redakcji facetami od popcornu.

“Gazeta Wyborcza” powstała w zamierzeniu jako dziennik całego obozu “Solidarności” chociaż od początku reprezentująca lewą jego flankę – teraz jest tylko cieniem dawnej potęgi. Pomimo braku konkurencji jej kontrowersyjne deklaracje – jak uznanie przez Michnika byłego ministra spraw wewnętrznych w rządzie stanu wojennego Czesława Kiszczaka za człowieka honoru czy uparte forsowanie porozumienia “demokratów” z obozu byłej PZPR i dawnej “S” z równoczesnym przypisywaniem jego przeciwnikom najgorszych etykiet z faszyzmem i antysemityzmem włącznie – zraziły mnóstwo czytelników. Dzieje się tak, chociaż pracują dla “Wyborczej” dziennikarze znakomici jak wytrwały tropiciel pisowskich afer Wojciech Czuchnowski czy wnikliwa obserwatorka polityki Justyna Dobrosz-Oracz. Nie potrzeba szczegółowych danych, by stwierdzić regres. W mojej części Śródmieścia, zamieszkałej głównie przez inteligencję twórczą, a więc u zarania główny target “Gazety” – jej egzemplarze z Żabki na rogu niedawno znikały do sobotniego południa, a teraz polegują na półkach jeszcze w niedzielę wieczorem.

Gdy Jarosław Kurski w 1992 r. opublikował tekst o totumfackim prezydenta Lecha Wałęsy, szefie gabinetu Mieczysławie Wachowskim – wydano 900 tys egzemplarzy tego numeru. Standard wynosił 500 tys. Prawie wszystko sprzedawano.

Teraz liczba nabywców papierowego wydania skurczyła się do 55 tys. Nie zmienia tego chwalenie się 280 tys stałych prenumeratorów elektronicznych. Legendarna marka stała się cieniem samej siebie. Nie dźwiga już legendy sprzed lat. Kiedyś identyfikowana z błyskotliwą wnikliwością nieodżałowanego Krzysztofa Leskiego, dziś kojarzy się z niewybredną napastliwością Agnieszki Kublik.    

Z nieoficjalnych informacji wynika jednak, że konflikt spowodowany został nie oceną standingu firmy ale jego przyczyn i sposobów naprawienia sytuacji.

Za rządów PiS “Gazeta..” utraciła reklamy spółek Skarbu Państwa. O ile więc Michnik i jego zastępcy opowiadają się za utrzymaniem “frontu odmowy” wobec władzy, to szefowie “Agory” postulują większą elastyczność. Obie strony pozostają w klinczu: redaktorzy nie odejdą i nie założą konkurencyjnego tytułu, skoro ze sprzedażą dotychczasowego, pomimo jednej z najmocniejszych marek w Polsce, mają kłopoty. Zaś składający się z biznesmenów “no name” zarząd nawet wsparty przez Rapaczyńską i Łuczywo – chociaż ostateczne stanowisko drugiej z nich nie wydaje się przesądzone – nie znajdzie postaci tak znanych jak Michnik i starszy z braci Kurskich (młodszy Jacek kieruje pisowską TVP) do poprowadzenia “Gazety”. Kompromis wydaje się więc niezbędny, chociaż to raczej apodyktyczność leży w naturze obu stron. Do tej pory używały jej jednak wobec inaczej myślących a nie… siebie nawzajem.

Gdy przed 20 laty po przejęciu przez giełdową garbarnię “Chemiskór” a potem “4Media” upadało “Życie”, jedyny opiniotwórczy konkurent “Gazety Wyborczej”, bo w fotelu naczelnego redaktora zastąpił charyzmatycznego Tomasza Wołka anemiczny Paweł Fąfara, a czytelnicy przestali dziennik kupować z powodu nagłej zmiany prezentowanych na łamach przekonań – jeden z założycieli “Wyborczej” Grzegorz Lindenberg nie tylko cieszył się w studiu telewizyjnym z nieszczęścia rywali, ale jeszcze dowcipkował, że dziwi się, iż “Życie” aż tak długo utrzymało się na rynku. Przypomina się ludowe powiedzenie: nie śmiej się dziadku z cudzego wypadku… Dalej znamy. Ale bardziej pasuje tu chyba smutna formuła wielkiego pisarza czeskiego Milana Kundery: nikt się nie będzie śmiał…     

Jak oceniasz?

kliknij na gwiazdkę, aby ocenić

średnia ocen 5 / 5. ilość głosów 4

jeszcze nie oceniano

jeśli uznałeś, że to dobre...

... polub nas w mediach społecznościowych

Nie spodobało się? Przykro nam...

Pomóż nam publikować lepsze teksty

Powiedz nam, jakie wolałbyś teksty na pnp24.pl?

Łukasz Perzyna (ur. 1965) jest dziennikarzem „Opinii”, Polityczni.pl i „Samorządności”, autorem filmu o Aleksandrze Kwaśniewskim (emisja TVP1 w 2006 r.) oraz dziewięciu książek, w tym. „Uwaga, idą wyborcy…” i „Jak z Pierwszej Brygady”. Pracował m.in. w „Wiadomościach TVP” i „Życiu”, kierował działem krajowym „Obserwatora Codziennego”. W latach 80 był działaczem Konfederacji Polski Niepodległej i redaktorem prasy podziemnej.

2 KOMENTARZE

  1. Od wielu lat jestem czytelnikiem Gazety Wyborczej, w której ukazują się świetne artykuły, ale niestety także podle. Sam tego doświadczyłem, gdy w jednym z artykułów Gazeta oskarżyła
    mnie, wówczas posła do Parlamentu Europejskiego, o nepotyzm. Według Gazety miałem zatrudniać w swoim biurze poselskim swoją córkę. Problem w tym, że ….nie mam córki.

  2. Od wielu lat jestem czytelnikiem Gazety Wyborczej, w której można znaleźć artykuły świetne, ale także niestety podłe. Sam tego doświadczyłem. Kiedy byłem posłem do Parlamentu Europejskiego, Gazeta Wyborcza zarzuciła mi, że w swoim biurze poselskim zatrudniłem swoją córkę. Problem tylko w tym, że …nie mam córki.

Skomentuj Marek Czarnecki Anuluj odpowiedź

Please enter your comment!
Please enter your name here