Człowiek z kryształu, pancerny Marian

0
94

Banaś, postać kluczowa 

Prezes Najwyższej Izby Kontroli okazuje się jedną z najważniejszych postaci polskiej polityki. Depozytariusz niedostępnej innym wiedzy o praktykach PiS jak nikt inny dał się we znaki rządzącym, którzy uprzednio… go na to stanowisko powołali. Ogłosił bulwersujące dane o wykorzystaniu Funduszu Sprawiedliwości, niedoszłych “wyborach kopertowych” a także finansach rządowej TVP.

Za powołaniem sejmowej komisji śledczej, która zbadałaby naciski, wywierane przez pisowską ekipę w sprawie Banasia, opowiedziały się wszystkie kluby i koła parlamentarne z wyjątkiem PiS oraz resztówki Kukiz’15. Wiele wskazuje na to, że to jednak za mało, żeby komisja powstała. 

Posłowie Konfederacji wprawdzie podpisali się pod wnioskiem o powołanie komisji, ale nie wystąpili wraz z innymi na wspólnej konferencji prasowej sygnatariuszy, w trakcie której go zaprezentowano. Jak objaśnił Grzegorz Braun, chodziło o tło. Za występującymi przedstawicielami różnych ugrupowań: Borysem Budką (PO-KO), Krzysztofem Gawkowskim (Lewica), Władysławem Kosiniak-Kamyszem (PSL), Hanną Gill-Piątek (Polska 2050 Szymona Hołowni), prof. Lechem Jaworskim (Porozumienie) i Arturem Szramką (Polskie Sprawy) obok biało-czerwonych ustawiono bowiem również flagi Unii Europejskiej.

Komisja miałaby zbadać prawdziwość wiadomości, jakie podawał Banaś, że aparat państwowy wywierał presję na osoby mające go oskarżać, obiecując im zwolnienie z aresztu tymczasowego: a że nie uległy, więc przyszło im posiedzieć nawet dwa i pół roku.

Oprócz walki o komisję śledczą w Sejmie rozegra się również batalia o poselski immunitet prezesa NIK. Zamiar pozbawienia go nietykalności pisowski aparat uzasadnia nieprawidłowościami w oświadczeniach majątkowych i wieloma innymi zarzutami. 

W obu wypadkach – chodzi o coś więcej, niż tylko arytmetykę parlamentarną. Kampania PiS przeciwko Marianowi Banasiowi oraz jego nieugiętość, chociaż w walce tej przychodzi mu stanąć przeciw dawnym kolegom, wiele mówią o jakości współczesnej polityki i sposobach jej uprawiania w Polsce.

Banasiowi syna najpierw zwolniono z pracy, potem zamykano. Prezes NIK obawia się wsiąść do własnego samochodu. Praktyki te dotyczą wysokiego urzędnika, który w standardy pełnienia funkcji ma wpisaną niezależność i którego Stanisław Karczewski, wtedy marszałek Senatu, przed dwoma laty określał mianem człowieka kryształowego.  

Każdy, kto dysponuje elementarną wiedzą o polskiej historii powinien przewidzieć, że Banaś łatwo się nie podda. Tyle, że media głównego nurtu ani wysiadujący w ich studiach komentatorzy nie mogą się nią poszczycić.

Marian Banaś wbrew stereotypom nie wywodzi się z PiS, podobnie jak nie byłoby prawdą stwierdzenie, że Władysław Frasyniuk wywodzi się z Unii Wolności albo Andrzej Celiński z SLD. Nie karierę bowiem – na nią czas przyszedł później – lecz ofiarną działalność polityczną obecny prezes NIK zaczynał jeszcze w latach 70. w krakowskim środowisku niepodległościowo nastawionych studentów. Twardy góral z orawskiego Piekielnika – to nie żart, tak naprawdę brzmi nazwa jego rodzinnej wsi znanej z przepięknego zabytkowego kościoła – w tamtych czasach zyskał sobie przydomek żelaznego Mariana. A z czasem nawet… pancernego. Ćwiczył sporty walki, a ponieważ w krakowskich akademikach zdarzały się rozliczne burdy wywoływane przez nieznanych sprawców – działo się to już po śmierci studenta polonistyki i współpracownika KOR Stanisława Pyjasa, znalezionego na klatce schodowej kamienicy przy Szewskiej – Banaś za wiedzą i zgodą kierownictwa domu akademickiego zorganizował półprofesjonalną ochronę, złożoną z karateków. Przy okazji zaś… Ilekroć na portierni pojawiała się umundurowana milicja albo jak mówiły słowa piosenki “jacyś dwaj cywili”, jeden z siedzących tam chłopaków zyskiwał na czasie dokładnym wypytywaniem gości, do kogo przyszli i żądaniem okazania legitymacji, zaś drugi oznajmiał, że na górze woda przecieka i natychmiast się oddalał, żeby ostrzec wszystkie pokoje, w których porozkładana była bibuła albo toczyło się jakieś spotkanie konspiracyjne. Kiedy intruzi wreszcie się na górę wdrapali, nie mieli już tam czego szukać.

Kiedy 13 grudnia 1981 r. przyszły prezes PiS a wówczas skromny doktor praw Jarosław Kaczyński spał do południa, co do dziś w każdą rocznicę wypominają mu skandujący pod jego żoliborską willą manifestanci – student Banaś w Krakowie schodził właśnie do podziemia, by organizować opór przeciw stanowi wojennemu. Zapłacił za to wysoką cenę. Żona pod wpływem stresu poroniła. Służba bezpieczeństwa dopadła go wkrótce, za kratami spędził czas aż do 1983 r. z krótką przerwą w odbywaniu kary. Jeśli więc skądś Banaś się wywodzi, to bardziej z opozycji niepodległościowej lat 70 i konspiracji solidarnościowej z kolejnej już dekady. 

Nie zmienia to faktu, że PiS rekomendował go na stanowisko prezesa NIK, gdzie zresztą kandydat wiele lat był zatrudniony. W nowej Polsce Banaś pracował również nad uszczelnianiem systemu podatkowego. Kierował administracją skarbową. Wykazał się realnymi efektami. Przez krótki czas był również ministrem finansów w rządzie Mateusza Morawieckiego.  

Prezes NIK nie dał się dawnym kolegom namówić do złożenia rezygnacji. Swoją misję realizuje w zdecydowany sposób. Rządzącym zalazł za skórę opisaniem sposobu, w jaki Ministerstwo Sprawiedliwości, kierowane przez Zbigniewa Ziobro wydaje pieniędze z funduszy teoretycznie przeznaczonych dla ofiar przestępstw, pajęczyny finansów TVP oraz raportem, dokumentującym marnotrawstwo przy okazji nieudanej próby przeprowadzenia ubiegłorocznych wyborów prezydenckich za pośrednictwem Poczty Polskiej, zamiast w punktach do głosowania. Towarzyszyły temu wnioski prezesa Banasia do prokuratury na premiera i niektórych jego ministrów.  

Teraz chodzi nie tylko o Banasia ale o niezależność nikowskich kontrolerów, na którą bez wątpienia oglądać się będą inni urzędnicy państwowi. Pozostaje ona ustrojowo gwarantowana, ale podobnie ma się rzecz z wolnością sądów czy mediów, sukcesywnie ograniczaną od lat sześciu.

Wraz z kukizowcami oraz pojedynczymi skaptowanymi posłami innych formacji PiS zachowuje w Sejmie arytmetyczną większość, stąd szanse na komisją śledczą rysują się mało konkretnie. Z drugiej strony pisowska maszynka do głosowania kiedyś może się zaciąć, a kwestia tej komisji lub immunitetu prezesa NIK wydają się na tyle wzbudzać emocje, żeby taki efekt sprowokować. Wystarczy, że jakaś niewielka grupa w klubie PiS uzna, że u siebie nie ma szans na “miejsca biorące” w przyszłym Sejmie, a może na nie liczyć u dotychczasowej politycznej konkurencji, jeśli teraz jej pomoże. Wtedy wszystko się rozpada.  

Sprawa Banasia w wymiarze aferalnym zaczęła się od programów TVN, pokazujących jego interesy – przy okazji wynajmowania kamienicy na Podgórzu – z przedstawicielami krakowskiego półświatka. Kontakty te nie wystawiają pancernemu Marianowi najlepszego świadectwa. Z drugiej strony warto pamiętać, że prezeską Forum Obywatelskiego Rozwoju think tanku prof. Leszka Balcerowicza pozostaje Agata Stremecka dawna pracownica firmy Larchmont Capital, należącej do multi-aferzysty i lobbysty Marka Dochnala, swego czasu przesłuchiwana nawet w tej sprawie przez sejmową komisję śledczą. I nikt o to do twórcy polskich reform nie ma jakoś pretensji. Pewne światło na symetryczny niemal sposób potraktowania Banasia przez telewizję nominalnie prywatną i wolną a przedstawiającą się chętnie też jako opozycyjna i prześladowana oraz służby pisowskie rzucać może ujawnienie – za sprawą rosyjskich hakerów – praktyki podpowiadania chwytów markietingowych szefowi Kancelarii Premiera Michałowi Dworczykowi przez gwiazdora TVN Krzysztofa Skórzyńskiego. Rzecz to na tyle kłopotliwa, że liderzy PO-KO jak sam przewodniczący klubu parlamentarnego Borys Budka na pytanie o aferę Dworczyka i Skórzyńskiego reagują tak, jakby sekundę wcześniej ktoś dał im palcami prztyczka w bolący ząb. Nie da się więc wykluczyć, że poznaliśmy tylko wierzchołek góry lodowej jeśli o aferę mailową chodzi. Teraz jednak polską polityką przez parę tygodni rządzić będzie rozgrywka wokół przyszłości prezesa NIK.   

W tej sprawie – to nie frazes – nie tylko o głowę Mariana Banasia chodzi, ale o godność i prestiż urzędnika państwowego. Również o swobodę działania Najwyższej Izby Kontroli, jednej z ostatnich instytucji państwowych, jakiej jeszcze nie udało się PiS zawłaszczyć. Nie doceniana przedtem NIK staje się redutą demokracji.        

Jak oceniasz?

kliknij na gwiazdkę, aby ocenić

średnia ocen 5 / 5. ilość głosów 4

jeszcze nie oceniano

jeśli uznałeś, że to dobre...

... polub nas w mediach społecznościowych

Nie spodobało się? Przykro nam...

Pomóż nam publikować lepsze teksty

Powiedz nam, jakie wolałbyś teksty na pnp24.pl?

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here