Diabelski trójkąt czyli demokracja w kleszczach

0
110

Po aferach Budki i Skórzyńskiego nic już w polskiej polityce nie będzie takie jak przedtem. Nagle okazało się, że zwolennicy wersji spiskowej mają rację: władza przy drinku dogaduje się z opozycją a gwiazdor mediów niby wolnych całkiem na trzeźwo podpowiada twardogłowemu ministrowi, o czym wie sam premier i wcale mu to nie przeszkadza.

Nowym szefem klubu parlamentarnego Koalicji Obywatelskiej w miejsce skompromitowanego biesiadowaniem z politykami PiS Borysa Budki zostanie kobieta – dowiedzieliśmy się nieoficjalnie od czołowych polityków tej partii. Dla przewodniczącego Donalda Tuska to jedyny sposób, żeby aferę przekuć w pozytywny impuls. Zdolności marketingowe byłego prezydenta Zjednoczonej Europy pozostają powszechnie znane, za ich sprawą wcześniej utrzymał się przez rekordowe siedem lat w fotelu premiera, ale afery nie da się już zatuszować ani przypudrować. Tym bardziej, że łączy się ona z drugą, jeszcze bardziej gorszącą: gwiazdorek nominalnie opozycyjnej i pragnącej uchodzić za dyskryminowaną przez władzę stacji TVN Krzysztof Skórzyński podpowiadał szefowi Kancelarii Premiera Michałowi Dworczykowi działania marketingowe i poprawiał oficjalne komunikaty. Co więcej, zaliczany do twardogłowej frakcji PiS Dworczyk naskarżył nawet na niego szefowi Mateuszowi Morawieckiemu, że żurnalista doradził mu źle.
Z podobną moralną katastrofą nie mieliśmy do czynienia od początku polskiej demokracji. 

Chociaż nie rodziła się ona wcale w okolicznościach chwalebnych ani przykładnych. W Magdalence, tajnym ośrodku MWS 33 lata temu przedstawiciele solidarnościowej opozycji pili wódkę z komunistyczną władzą. To tam Lech Kaczyński i Adam Michnik fraternizowali się z Czesławem Kiszczakiem i Januszem Reykowskim. Tak rodził się nowy ustrój. I zaczynała transformacja, o której ekonomista i inicjator odrodzenia Powszechnego Samorządu Gospodarczego Dariusz Grabowski ze smutną ironią powiada, że nie określono nie tylko czasu jej trwania ale nawet celu.

Teraz powracamy do źródeł. Niedawny – bo po ujawnieniu afery sam się zawiesił a ściślej oddał do dyspozycji – przewodniczący największego opozycyjnego klubu parlamentarnego Koalicji Obywatelskiej Borys Budka na urodzinach pisowskiego żurnalisty Roberta Mazurka imprezował i bratał się z przedstawicielami władzy: Markiem Suskim i Łukaszem Szumowskim, pierwszym znanym jako promotor “lex TVN” mającego wyeliminować Amerykanów jako udziałowców stacji, drugim – głównie z afery respiratorowej. Na co dzień PO-KO oskarża PiS o łamanie praworządności, zakusy na wolność mediów i zamiar wyprowadzenia Polski z Europy. Ale wspólnie biesiadować się nie brzydzi.

Obie afery wiele łączy, przede wszystkim w grę wchodzą media mające zagranicznych właścicieli (niemieckie RMF zatrudnia Mazurka, zaś amerykańska TVN Skórzyńskiego) – ale zarazem okazują się pierwszymi od początku zmiany ustrojowej, w które zamieszane są zarówno władza jak opozycja i nominalnie wolne media. Czyli filary, na których nowoczesna demokracja powinna być oparta okazują się przegniłe i przez korniki przeżarte.  

W aferę Lwa Rywina zamieszana była władza, przedstawiał się on jako reprezentant grupy, co ją trzyma, natomiast “Gazeta Wyborcza”, której naczelny Adam Michnik nagrał korupcyjną propozycję, złożoną przez producenta telewizyjnego, została uznana za pokrzywdzoną w sprawie. Nawet jeśli wbrew tej wykładni uznać, że Michnik Rywina świadomie prowokował – to trudno odpowiedzialność za wspomnianą sprzeczną z prawem ofertę przypisać ówczesnej opozycji. Wprost przeciwnie – PO, PiS i LPR współdziałając w komisji śledczej Tomasza Nałęcza, powołanej do rozwikłania sprawy nadały jej taki rozgłos, że notowania SLD, którego emisariuszem miał wedle własnych deklaracji stać się Rywin spadły z 40 proc do 11 proc poparcia i kolejne wybory wygrał PiS przed PO. 

Media czyli zapis degrengolady

Media miały swój udział w wykryciu i ukaraniu sprawców wielu innych afer: w tym starachowickiej z udziałem posłów SLD, gdzie materiał zebrała nagrodzona za to mianem dziennikarki roku Anna Marszałek. Nie odpuściły też kolejnej, pisowskiej władzy: za wiedzą i zgodą posłanki Renaty Beger dziennikarze Andrzej Morozowski i Tomasz Sekielski nagrali niemoralne propozycje posad w zamian za poparcie, jakie składał jej wiceperzes rządzącej partii Adam Lipiński, uchodzący za prawą rękę Jarosława Kaczyńskiego. Próba potępienia demaskatorów afery zamiast jej sprawców, podjęta z inspiracji niejakiego Kłosińskiego, do czego użyto szyldu Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich, bez wiedzy jego szefowej Krystyny Mokrosińskiej oraz honorowego prezesa Stefana Bratkowskiego – spotkała się z potępieniem ze strony środowiska dziennikarskiego. Lipińskiego jednak nie skazano, bo pojawił się neologizm w postaci “korupcji politycznej” czyli wprawdzie nagannej ale nie wyczerpującej znamion przestępstwa.

Z takim przynajmniej wymiarem mamy do czynienia w gorszącej sprawie relacji między ministrem Dworczykiem z PiS a redaktorem Skórzyńskim z TVN. Gdy ta ostatnia stacja rozpętywała całą kampanię propagandową, w trakcie której kłopoty z przedłużeniem koncesji na nadawanie oraz próbę uchwalenia “lex TVN”, zabraniającego amerykańskiemu nadawcy posiadania telewizji w Polsce przedstawiano jako zamach na wolność słowa – czołowy gwiazdorek tejże TVN Krzysztof Skórzyński po godzinach, jak wynika z ujawnionych maili, poprawiał oświadczenia i doradzał jak zachować się ma na konferencjach prasowych minister z PiS i szef Kancelarii Premiera Michał Dworczyk. Dowodem, że współpraca niby demokratycznego żurnalisty z twardogłowym ministrem nie stanowiła tajemnicy dla premiera Mateusza Morawieckiego pozostaje mail, w którym Dworczyk naskarżył szefowi na Skórzyńskiego, że ten… źle mu doradził.     

Teletubiś redaktor Wanat

Gdy w 1964 r. intelektualiści wysłali protestujący list do władzy przeciw wzmacnianiu cenzury i ograniczeniom papieru na druk książek i czasopism – kierownictwo PZPR postanowiło odpowiedzieć represjami. W jednym z warszawskich salonów pojawił się wówczas członek biura politycznego, pragnący uchodzić za liberalnego i kulturalnego.
– Co za durnie – skarżył się. – Postanowili was ukarać. Wiecie, jakie ostre oświadczenie ma ogłosić biuro polityczne? Całkiem jak za Stalina – gorączkował się działacz otoczony wianuszkiem opozycjonistów.
– A skąd zna pan tekst oświadczenia? – dopytywała się autorka “Nocy i dni” Maria Dąbrowska.
– Jak to skąd, przecież sam je napisałem – oznajmił partyjny liberał.
Nic dodać, nic ująć.
Karol Marks napisał kiedyś, że jeśli historia się powtarza – to wyłącznie jako farsa.
Tyle, że wtedy rolę kameleonów odgrywali działacze partyjni, teraz zaś czynią to – pożal się Boże – demokratyczni politycy i dziennikarze przedstawiajacych się jako wolne mediów.

Zwykły człowiek odbiera to w ten sposób, że elity porozumiewają się… przeciw niemu.

Elity za to błaznują na potęgę. 

Ewa Wanat na łamach “Gazety Wyborczej” oznajmia teraz, że w zachowaniu Mazurka nie widzi niczego nagannego [1]. Jak rozumiem, żurnalista przed laty zarabiający na chleb w partyjnym piśmie PiS “Nowe Państwo” a teraz przeprowadzający rozmowy z politykami na antenie radia RMF, którego niemieccy właściciele mają powody obawiać się o koncesję podobnie jak TVN, więc oni z kolei karmią halabardnika władzy – pozostać powinien dla młodych adeptów zawodu wzorcem osobowym.

Bingo, mawiamy w takich sytuacjach. Gdy wybuchła afera Rywina, jedna z producentek telewizyjnych też argumentowała w radiu, że o co chodzi, przecież Lew Rywin nie chciał tych pieniędzy dla siebie.

Wanat, jak się wydaje, stanowić może konkurencję dla dawnej Rzecznik Praw Dziecka, Ewy Sowińskiej, która z całą powagą wystosowała protest przeciw emisji kreskówki dla dzieci “Teletubisie”, albowiem jeden z jej bohaterów obnosił się z damską torebką, co zdaniem wnikliwej pani rzecznik stanowiło promocję homoseksualizmu i zły przykład dla młodzieży. 

Weź kartę, pomiń Budkę. Weź pilota, wyłącz TVN

Nie do śmiechu za to uczestnikom demonstracji na rzecz wolności mediów, którzy na zimnie i w deszczu wystawali pod przestylizowanym logtypem TVN, w którym środkowa literka układała się w znany z protestów przeciw stanowi wojennemu znak “V”. “Na tę literę nie zaczyna się ani jedno polskie słowo” – prawił wówczas w przemówieniu gen. Wojciech Jaruzelski. Po prawie 40 latach manifestanci przyznali cwaniakom z TVN prawo do historycznego znaku, chociaż w czarną noc represji 1983 roku rzecznik rządu Jerzy Urban rekomendował ministrowi spraw wewnętrznych Czesławowi Kiszczakowi osobę Mariusza Waltera, późniejszego założyciela stacji TVN, do mającego powstać przy MSW zespołu do spraw propagandy. Teraz eufemizmem pozostaje stwierdzenie, że szefowie prywatnej stacji nadużyli zaufania opinii publicznej.   

– Niezależny dziennikarz nie powinien po cichu dorabiać sobie u jakiegokolwiek polityka – podsumował jednoznacznie smutny przypadek Skórzyńskiego wybitny politolog prof. Antoni Dudek [2].

Czasem trzeba aż szanowanego eksperta z profesorskim tytułem, żeby głośno powiedział rzeczy oczywiste. Bo też TVN, znana z nagabywania polityków o ich afery, z wyjaśnieniem tej, która jej samej dotyczy, wcale się nie spieszy. Podobnie nie kwapiła się z deszyfracją afery szczepionkowej, kiedy to założyciel stacji Mariusz Walter i dyrektor programowy playboy Edward Miszczak poza kolejnością a więc kosztem innych pacjentów przyjęli dawki szczepionki przeciw COVID-19.

W prywatnych rozmowach pracownicy stacji zaręczają jednak teraz, że sprawa ma charakter jednostkowy. Szczegół, że po ujawnieniu paskudnego procederu Skórzyński został wyłącznie zawieszony, a nie zwolniony z pracy… wydatnie nie sprzyja temu, by im uwierzyć. Podobnie jak politykom PO-KO, zacierającym ręce z powodu upadku Budki: ten z kolei sam się zawiesił, a nie do dymisji podał.

Młodsza część opinii publicznej zna na to jedno słowo: – Ściemniają. 

Spoglądając w Sejmie na reporterów TVN, z których nagle zeszła cała buta i arogancja, jakie zawsze ich zachowania cechują, mimo woli zadaję sobie pytanie, czy któryś z nich wzorem kolegi ze stacji nie podpowiada po godzinach jakiemuś pisowskiemu ministrowi i czy to aby nie on doradził szefowi MSW Mariuszowi Kamińskiemu, by podlegli mu umundurowani funkcjonariusze nachodzili akredytowanych w Sejmie dziennikarzy w ich domach: u mnie byli dwa razy, o czym już pisałem szczegółowo. Ale naklejki “TVN” ze środkową literą układającą się w znak zwycięstwa z drzwi tegoż mieszkania wciąż nie zdjąłem. Nie o etykę zawodową żurnalistów jednej stacji bowiem w sprawie “lex TVN” chodzi, lecz o zasady.   
Nie dajmy się zwariować. To my mamy jedną skuteczną broń na polityków pokroju Budki: pozostaje nią kartka wyborcza. A na żurnalistów o moralności Skórzyńskiego wystarczy pilot od telewizora.

Wyłączmy ich więc, zanim wciągną nas do swojej plugawej gry. I każą wierzyć, że to co robią, to polityka a nie afery.

[1] por. Ewa Wanat. Mazurek nie zrobił niczego niestosownego. Gazeta.pl z 23 września 2021
[2] Afera mailowa. Dziennikarz TVN posunął się za daleko. Wirtualna Polska wp.pl z 23 września 2021

Jak oceniasz?

kliknij na gwiazdkę, aby ocenić

średnia ocen 5 / 5. ilość głosów 6

jeszcze nie oceniano

jeśli uznałeś, że to dobre...

... polub nas w mediach społecznościowych

Nie spodobało się? Przykro nam...

Pomóż nam publikować lepsze teksty

Powiedz nam, jakie wolałbyś teksty na pnp24.pl?

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here