Fałszywy marketing tragedii

1
47

czyli przekaz myślom kłamie

Trochę z Joem Bidenem, starającym się podczas wojny ukraińskiej obronić rolę przywódcy wolnego świata, trochę z Viktorem Orbanem, co deklaruje, że nie wtrąca się między Rosjan a Ukraińców – ekipa pisowska pomimo gromkich deklaracji lawiruje i wysyła sprzeczne sygnały. Nie da się jednak uniknąć pytań o bezpieczeństwo Polski, ani czy za pobyt spodziewanego u nas miliona uchodźców z Ukrainy zapłacą bogate kraje UE i NATO, które uprzednio rozbudziły w nich fałszywe nadzieje, a gdy wojna gorąca się zaczęła – ograniczyły się do sankcji. 

W czwartek przed południem w gmachu Sejmu ambasador Mark Brzeziński nie potwierdził, że Amerykanie ze uchodźców zapłacą, ale wyłącznie, że… toczy się dyskusja na ten temat. Zdecyduje Kongres USA. Tyle to wiemy sami. Ani nas to nie zadowoli ani naszych gości. 

Podczas walk na Ukrainie Rosjanie uderzyli w kijowską wieżę telewizyjną. Gdy płonie, w punktach sprzedaży prasy w Polsce kupić można półoficjalny pisowski tygodnik w wywiadem ambasadora Siergieja Andriejewa prezentującym stanowisko agresora w tym konflikcie, w mało dyplomatycznym zresztą języku. Trafia to do obiegu, chociaż przedtem zdominowana przez PiS Krajowa Rada Radiofonii i Telewizji nakazała zablokować przekaz telewizji RTR Rossija jako propagandę wojenną, a sam Władimir Putin u siebie niezależne media zamyka. Brak spójności w działaniach rządzących Polską wynika z ich uwikłań i braku koncepcji. 

Wizjonerzy i dyplomaci torują szlak

Gdy dokładnie przed trzydziestu laty startowaliśmy z nową gazeta “Obserwator Codzienny”, gwoździem pierwszego numeru dziennika miał stać się artykuł, w którym Marek Karp przedstawiał oceny i koncepcje polskiej polityki wschodniej. Jako kierownik działu krajowego zapamiętałem, jak moi podwładni wiele tekstów przygotowali z wyprzedzeniem, żeby nie ryzykować spóźnienia w dniu premiery. Wśród nich była dziennikarka, której specjalność określiłem roboczo jako “granice i uchodźcy”, bo liczono się wtedy z masowym napływem ludzi z terenów b. ZSRR, więc opisując to wszystko wyrabiała… najwyższą wierszówkę w dziele. Tymczasem redaktor naczelny Damian Kalbarczyk z autorem głównego publicystycznego tekstu o polityce wschodniej umówił się w ten sposób, że… Marek Karp dostarczy go w ostatnim możliwym momencie, żeby pozostawał maksymalnie aktualny. Jak się okazało, szef redakcji słusznie obdarzał zaufaniem wieloletniego kolegę ze środowiska miesięcznika “Res Publica”. Z tego samego kręgu wywodził się zresztą późniejszy wieloletni ambasador Polski w Rosji Wojciech Zajączkowski. Zaś Karp wtedy przekazał tekst w trybie “last minute”, ale nie był to artykuł z przeceny lecz najżywiej czytana publicystyka.

Tacy ludzie zajmowali się wtedy polityką wschodnią. Niestety Marek Karp zginął w 2004 r. w zderzeniu jego samochodu z białoruską ciężarówką na fałszywych numerach rejestracyjnych, a gdy go zabrakło, Ośrodek Studiów Wschodnich nie potrafił już przewidzieć ani zdiagnozować kolejnych konfliktów na naszych rubieżach.   

Przez moment wydawało się, że w obliczu powagi sytuacji dyplomacja pisowska odnajdzie się w głównym nurcie polityki światowej. Dopomógł w tym w jakiejś mierze przypadek: Polska właśnie objęła, zgodnie z zasadą rotacji, przewodnictwo w OBWE. W roli szefa tej organizacji udał się do Moskwy nasz minister spraw zagranicznych Zbigniew Rau. Spotkał się ze swoim rosyjskim odpowiednikiem Siergiejem Ławrowem. Ponieważ rzecz działa się dokładnie w przeddzień magicznej daty 16 lutego, podawanej jako termin przewidywanej już wtedy inwazji Rosji na Ukrainę – rozmowa miała wyjątkowy ciężar gatunkowy. Tego samego dnia rosyjski prezydent Władimir Putin przyjął na Kremlu niemieckiego kanclerza Olafa Scholza. Ponieważ Rosja dzień później nie zaatakowała – obaj rozmówcy tamtejszych oficjeli, zarówno szef rządu Niemiec jak nasz minister mogli podzielić się sukcesem odwleczenia wybuchu gorącego konfliktu. Dobrze wróżyło to aktywności Polski jako mediatora w dramatycznym słowiańskim sporze.

W ślad za tymi pomyślnymi okolicznościami nie poszły jednak dalsze działania. W polityce wschodniej PiS trudno dopatrzyć się konsekwencji. Wrażenia to pogłębiają wzajemnie sprzeczne deklaracje polityków obozu władzy i ich zaplecza medialnego, które przecież – taka pozostaje specyfika tej pozornie dyscyplinowanej, choć rozdzieranej też rozlicznymi konfliktami interesów ekipy – niczego nie robi samodzielnie.

Solidarna wspólnota, uwikłana władza

Znów jak w wypadku pandemii, wciąż przecież trwającej i pochłaniającej ofiary, mamy silne i solidarne społeczeństwo skłonne do udzielania pomocy humanitarnej ofiarom wojny oraz słabą i bezradną władzę, co zamiast wzmacniać poczucie bezpieczeństwa, formułuje dwuznaczne komunikaty, a także media, które ogarnięte mimetyzmem zwyczajnie tej trudnej sytuacji nie ogarniają, więc pogłębiają jeszcze szum informacyjny, o którym wiadomo, że stanowi jeden z elementów wojny hybrydowej.

W sytuacji, gdy wszyscy wiedzą, kto w gorącej wojnie stał się agresorem, wystrzegać się należy wszelkich dwuznaczności. Tymczasem władza wpada w pułapkę własnej grandilokwencji, słowotoku nawet. Odzwierciedla to sprzeczności w obozie rządzącym.

Prezesowi Jarosławowi Kaczyńskiemu i jego podwładnym uśmiecha się niewątpliwie powrót do roli najlepszego sojusznika Ameryki, nawet za cenę uczynienia Polski państwem frontowym. W tej pierwszej roli ekipa PiS chętnie przedstawiała siebie za czasów Donalda Trumpa, jednak gdy republikanin przegrał wybory prezydenckie z Joem Bidenem, zwycięzca zapowiadał raczej, że każe się aliantom tłumaczyć z respektowania przez nich w kraju mechanizmów demokratycznych. Teraz czołgi Władimira Putina przyczyniły się do powtórnej zmiany priorytetów amerykańskiej polityki zagranicznej. Pomimo rysującej się szansy, trudno jednak podwładnym Kaczyńskiego utrzymać jednolity kurs. Chciałaby dusza do raju, ale grzechy nie pozwalają… 

Gdy tylko Rosja ogłosiła aneksję republik donieckiej i ługańskiej, wicemarszałek Sejmu i przewodniczący klubu parlamentarnego PiS Ryszard Terlecki oznajmił, że umożliwi to Putinowi wyjście z twarzą – jakby się spodziewał, że akcja rosyjska na tym się zakończy. Prognoza okazała się fałszywa, a wypowiedź skrajnie mało dyplomatyczna wobec gromkich deklaracji sojuszniczych wobec Ukrainy. 

Ulubiony sojusznik PiS, węgierski premier Viktor Orban, deklaruje, że nie wtrąca się między Rosję a Ukrainę. Zapowiada rozbudowę wspólnie z Rosjanami elektrowni jądrowej i kontynuację umów gazowych.

Wspomniany już wicemarszałek Terlecki, gdy go wypytywano o ocenę postępowania Orbana, tylko mu się dziwił, ale wcale nie potępił. PiS pielęgnuje bowiem miraż ogólnoeuropejskiego sprzysiężenia radykałów. 

Jeszcze niedawno Jarosław Kaczyński i premier Mateusz Morawiecki montowali w Unii Europejskiej rodzaj frontu odmowy, obejmującego tak Viktora Orbana jak przywódczynię narodowców francuskich Marine Le Pen i włoskiego polityka Matteo Salviniego.

Niewiele z tego się udało, zapewne na szczęście – z obecnej perspektywy. Zarówno pani Le Pen jak i Salvini uchodzą w Europie za protegowanych Władimira Putina.   

W tygodniku “Sieci” uchodzącym za tubę Prawa i Sprawiedliwości bracia Karnowscy, o czym była już tu mowa, przeprowadzili wywiad z rosyjskim ambasadorem Siergiejem Andrijewem, który opowiada w nim m.in. o politycznym burdelu panującym na Ukrainie. Przeciw publikacji zaprotestował z kolei ambasador Ukrainy w Polsce Andrij Deszycia. Trudno się Ukraińcom dziwić, skoro własnej wersji wydarzeń przekazywać już nie mogą, bo wieżę telewizyjną w Kijowie Rosjanie właśnie skutecznie zniszczyli. Coraz trudniej za to nadążyć za praktykami medialnymi PiS, skoro również w rządowym kanale TVP Info akurat w momencie zaostrzenia sytuacji na Wschodzie wydarzenia komentował Marek Król, dawny sekretarz komitetu centralnego PZPR, a więc partii uznającej oficjalnie zwierzchnictwo Moskwy w międzynarodowej wspólnocie komunistycznej. Skrót PZPR już w nowej Polsce lider Konfederacji Polski Niepodległej Leszek Moczulski rozwiązał z sejmowej trybuny. Relacje z Ukrainy w TVP prowadzi Jacek Łęski, jeszcze niedawno rzecznik rosyjskojęzycznego konsorcjum biznesowo-politycznego z Donbasu wykupującego a potem doprowadzającego do upadku polskie zakłady pracy.

Ruszamy pilotem a tu przekaz ten sam

Media w Polsce podlegają od momentu wybuchu “wojny gorącej” o świcie w czwartek 24 lutego zadziwiającym przemianom. Przekaz TVN upodobnił się łudząco do TVP. A ściślej “Fakty”, jakby smycz ściągnęli im amerykańscy właściciele, przestały pisowską władzę krytykować, pomimo że Info nie zarzuciło bezustannego jej chwalenia. W serwisach obu “przekaziorów” dominują wiadomości korzystne dla Ukrainy i skrajnie niepomyślne dla Rosji, co nie zmienia faktu, że działania wojenne – o czym wie nawet najmniej rozgarnięty telewidz – toczą się dziś na przedpolach Kijowa i Charkowa, nie zaś Moskwy i Sankt Petersburga. Żaden medialny optymizm tego nie zmieni. Paradoksalnie akurat w momencie gdy w Rosji wyłącza się niezależną telewizję internetową “Dożdź” i radio “Echo Moskwy”, środki masowego przekazu w Polsce przemawiają fałszywym głosem uzgodnionego wcześniej pozorowanego optymizmu. Nie odwróci to uwagi od pytań o bezpieczeństwo kraju i włączenie się krajów zachodnich w pomoc dziś udzielaną przez nas uchodźcom z terenu walk. Rządzący i ich sojusznicy wcześniej czy później będą zmuszeni stawić czoła tym kwestiom. Miło znów być znowu przedmurzem Europy i najlepszym sojusznikiem Ameryki, trudniej orzec, kto za to zapłaci. A mamy prawo to wiedzieć. 

Oczywiste, że nie sposób było zamknąć drzwi przed setkami tysięcy nieszczęśliwych ludzi, uciekających do nas często z jedną walizką w ręku w obliczu ruiny ich dotychczasowego życia. Z kolei wszyscy, którzy ich przyjęli szczerze i serdecznie, mają prawo oczekiwać gwarancji, że nie zostaną samotnie wystawieni na odwet tych, którzy ukraińskich uchodźców z ich domostw wypędzili. Nie możemy pozostać sami na placu w razie ewentualnego wycofania się mocarstw zachodnich z protegowania ukraińskich aspiracji proeuropejskich i działań naszego sąsiada na rzecz zachowania niezależności. Szczególnym zaś mankamentem pisowskiej polityki wschodniej okazuje się brak wyodrębnienia bezpieczeństwa Polaków z Ukrainy jako osobnej kwestii, skoro powinno to być w imię racji stanu zagadnienie najważniejsze. Wspólnota zobowiązuje.     

Jak oceniasz?

kliknij na gwiazdkę, aby ocenić

średnia ocen 5 / 5. ilość głosów 4

jeszcze nie oceniano

jeśli uznałeś, że to dobre...

... polub nas w mediach społecznościowych

Nie spodobało się? Przykro nam...

Pomóż nam publikować lepsze teksty

Powiedz nam, jakie wolałbyś teksty na pnp24.pl?

Łukasz Perzyna (ur. 1965) jest dziennikarzem „Opinii”, Polityczni.pl i „Samorządności”, autorem filmu o Aleksandrze Kwaśniewskim (emisja TVP1 w 2006 r.) oraz dziewięciu książek, w tym. „Uwaga, idą wyborcy…” i „Jak z Pierwszej Brygady”. Pracował m.in. w „Wiadomościach TVP” i „Życiu”, kierował działem krajowym „Obserwatora Codziennego”. W latach 80 był działaczem Konfederacji Polski Niepodległej i redaktorem prasy podziemnej.

1 KOMENTARZ

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here