I tak rozumieć trzeba Jałtę

0
15

Informacje o utajnionych kontaktach i rozmowach amerykańskiej administracji z najbliższymi współpracownikami Władimira Putina stanowią fatalny sygnał nie tylko dla Ukrainy, która już nakłaniana jest do ustępstw wobec agresora. Oznaczają też kłopot dla sojuszników USA z NATO, zwłaszcza Polski.

W tym samym czasie, kiedy USA deklarują stanowcze poparcie dla napadniętej Ukrainy, doradca prezydenta Stanów Zjednoczonych demokraty Joego Bidena do spraw bezpieczeństwa państwa, Jake Sullivan, konferował zakulisowo z szefem putinowskiej rady bezpieczeństwa Nikołajem Patruszewem oraz prezydenckim doradcą w kwestiach zagranicznych Jurijem Uszakowem. Poza obnażeniem dwulicowości Ameryki sam fakt rozmów niesie za sobą wiele niebezpieczeństw. Przeciekom o potajemnych kontaktach towarzyszą inne: o presji na ukraińskiego prezydenta Wołodymyra Zełenskiego ze strony USA, żeby zerwał z zasadą, że z agresorem nie prowadzi żadnych pertraktacji. 

75-letni Jurij Uszakow, absolwent słynnego MGIMO w czasach radzieckich (uczelni dyplomatycznej nazywanej też jednak “szkołą KGB”) i wieloletni ambasador w Waszyngtonie już po rozpadzie ZSRR,, a zwłaszcza starszy o rok od Putina Nikołaj Patruszew (urodzony w 1951 r, prezydent w 1952), zaliczani są do grona “siłowików”, twardej grupy nacisku, łączącej kręgi służb specjalnych i kompleks militarno-przemysłowy. Obaj umiejscawiani są wśród “jastrzębi”.

Generał Nikołaj Patruszew zasiadał we władzach leningradzkiej organizacji KGB w czasach, gdy służył tam Putin. Po latach zastąpił go na stanowisku szefa Federalnej Służby Bezpieczeństwa. Jeszcze za prezydentury Dmitrija Miedwiediewa sformułował rosyjską “doktrynę obronną”, pozwalającą na użycie broni jądrowej w konflikcie lokalnym. Wiadomo, że zachęcał Putina do inwazji na Ukrainę. Sporadycznie wymienia się Patruszewa nawet wśród potencjalnych następców Putina, chociaż wiadomo, że do tej roli promuje raczej syna. 43-letni Dmitrij Patruszew na razie jest ministrem rolnictwa, a faworytem wyścigu o sukcesję pozostaje raczej Siergiej Kirijenko.

Wciąż nie wiadomo, jaka była forma ujawnionych kontaktów rosyjsko-amerykańskich: “gorąca linia” za pośrednictwem zabezpieczonego systemu łączności czy raczej spotkanie bezpośrednie w jakimś kraju utrzymującym dobre kontakty zarówno z Moskwą jak Waszyngtonem, na przykład w Kirgizji czy Uzbekistanie. Pewne pozostaje tylko, że w świetle wcześniejszych amerykańskich deklaracji podobne rozmowy po prostu nie miały prawa się odbyć. Na kremlowskich jastrzębi Ameryka miała nakładać sankcje, a nie wzmacniać ich potajemnymi negocjacjami jako strategicznych partnerów. Niewykluczone, że to rosyjskie służby wsypały rozmówców swoich zwierzchników. Amerykanie tłumaczą się zdawkowo: zależy im na utrzymaniu kanałów komunikacji niezbędnych dla minimalizowania zagrożenia nuklearnego.  

Dla Polski ujawnienie pertraktacji Sullivana to spora konfuzja. Dzieje się to w czasie, kiedy prezes rządzącego PiS Jarosław Kaczyński objeżdża Polskę i odbywa spotkania, w trakcie których przekonuje, że Ameryka pozostaje naszym głównym sojusznikiem, jedynym zdolnym nas obronić, w odróżnieniu od Niemiec. Tymczasem nieoficjalne wiadomości z rozmów Jake’a Sullivana wskazują na ewentualność, że Stany Zjednoczone, w imię wygaszenia gorącej wojny, mogą poświęcić integralność terytorialną Ukrainy, dotychczas nie kwestionowaną tam przez nikogo z wyjątkiem Henry’ego Kissingera, dobiegającego już setnych urodzin dawnego sekretarza stanu, pokojowego noblisty z 1973 r. (nagrodę przyznano mu po Układach Paryskich, kończących wojnę wietnamską) i stałego bywalca kremlowskich telewizji propagandowych.    

Podczas pobytu w Polsce w marcu br. prezydent Stanów Zjednoczonych Joe Biden potwierdził aktualność artykułu piątego Traktatu Waszyngtońskiego, zobowiązującego państwa członkowskie Sojuszu Atlantyckiego do wspólnej obrony w razie ataku na którekolwiek z nich. Ukraina oczywiście do NATO nie należy. Ale gdy oddawała proradziecką broń atomową, otrzymała od wielkich mocarstw gwarancje bezpieczeństwa. Zaś jedną z przyczyn inwazji putinowskiej stanowi jej zamiar wstąpienia do Unii Europejskiej. Wcześniej już niepokojące okazało się, że chociaż po 24 lutego br. polską granicę przekroczyło 7,5 mln uchodźców ukraińskich, a wielu z nich u nas pozostało, USA ani UE nie przekazały nam środków na ich utrzymanie.

Zdumiewająco aktualnie pobrzmiewa w tym kontekście tekst protest-songu Jacka Kaczmarskiego sprzed lat: “I tak rozumieć trzeba Jałtę”. Wystarczy bowiem przypomnieć, że czarnomorski kurort, kojarzący się Polakom z aktem zdrady, dokonanym tam przez amerykańskich i brytyjskich sojuszników, oddających nas w trakcie konferencji pokojowej w lutym 1945 r. do radzieckiej strefy wpływów – leży na Krymie, teraz po przejęciu przez “zielone ludziki” odebranym Ukrainie przez Rosję, czego nie uznał wolny świat.  

Jak oceniasz?

kliknij na gwiazdkę, aby ocenić

średnia ocen 5 / 5. ilość głosów 1

jeszcze nie oceniano

jeśli uznałeś, że to dobre...

... polub nas w mediach społecznościowych

Nie spodobało się? Przykro nam...

Pomóż nam publikować lepsze teksty

Powiedz nam, jakie wolałbyś teksty na pnp24.pl?

Łukasz Perzyna (ur. 1965) jest dziennikarzem „Opinii”, Polityczni.pl i „Samorządności”, autorem filmu o Aleksandrze Kwaśniewskim (emisja TVP1 w 2006 r.) oraz dziewięciu książek, w tym. „Uwaga, idą wyborcy…” i „Jak z Pierwszej Brygady”. Pracował m.in. w „Wiadomościach TVP” i „Życiu”, kierował działem krajowym „Obserwatora Codziennego”. W latach 80 był działaczem Konfederacji Polski Niepodległej i redaktorem prasy podziemnej.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here