Jak Biden załatwił Putinowi sukcesję po Jelcynie za forsę od Clintona

0
101

czyli czego WUJ SAM nie opowie

To za rządów demokratów – dzisiaj pryncypialnie potępiających inwazję na Ukrainę – Stany Zjednoczone dwukrotnie wpompowały w Rosję ogromną pomoc finansową, bez żadnych warunków jej udzielenia. Pieniądze z USA pozwoliły Borysowi Jelcynowi na przygotowanie Władimira Putina do roli następcy w zamian za gwarancje osobistej nietykalności osoby i rodziny pierwszego prezydenta Rosji. Dlaczego warto teraz o tym wspominać? Bo mózgiem całej operacji, przeprowadzonej za prezydentury Billa Clintona pomimo sprzeciwu amerykańskiej opinii publicznej pozostawał ówczesny przewodniczący Senackiej Komisji Spraw Zagranicznych a obecny prezydent USA Joe Biden…  

Co gorsza, jak zapewnia ekonomista Jeffrey Sachs, rzeczywisty autor planu zmian gospodarczych w Polsce przypisanych Leszkowi Balcerowiczowi (faktycznie wicepremier dostał od 35-letniego wtedy liberała z Harvardu Sachsa wspomaganego przez jego byłego studenta Davida Liptona gotowe już opracowanie, przygotowane zaraz po wyborach czerwcowych z 1989 r., gdy nie był jeszcze kandydatem na ministra finansów) – amerykańskie administracje republikanina George’a Busha seniora oraz demokraty Billa Clintona odrzuciły podobne jak dla Polski projekty, jakie Sachs przygotował dla Rosji, obejmujące zmiany strukturalne jako wymóg pomocy. Zabiegali o nią kolejno, gotowi przystać w zamian na demokratyzację i mechanizmy rynkowe: ostatni przywódca ZSRR Michaił Gorbaczow, młody ekonomista a później demokratyczny lider Grigorij Jawlinski, wreszcie premier Rosji już a nie Związku Radzieckiego Jegor Gajdar, rodzony wnuk Arkadija Gajdara autora kultowej dla sowieckich nastolatków powieści “Timur i jego drużyna” a wcześniej znanego z niebywałego okrucieństwa dowódcy oddziału zaporowego czerwonych w wojnie domowej.

Żaden z nich nic nie wskórał. Planom “pieniądze za demokratyzację” sprzeciwiły się zarówno władze USA jak zdominowany przez nie Międzynarodowy Fundusz Walutowy. Z napisanego w podmoskiewskiej daczy Gajdara planu Sachsa dla Rosji nie uczyniono użytku. Chociaż – bez złudzeń wobec osoby autora – mógł stanowić  gwarancję, że amerykańskie pieniądze nie posłużą odbudowie imperium po “katastrofie geopolitycznej” jak rozpad ZSRR określa Putin, gdyby użycie funduszy pomocowych z USA obwarowano konkretnymi zadaniami do wypełnienia.     

Warunków jednak nie postawiono. Została sama pomoc. Bez żadnych wymogów. Borys Jelcyn otrzymał pieniądze od Amerykanów aż dwukrotnie: w 1993 r. gdy zaszantażował ich presją byłych komunistów oraz w 1998 r, kiedy to straszył, że krach giełdowy nazwany wtedy kryzysem rosyjskim przerodzi się w światowe załamanie gospodarcze. Zdominowany decyzyjnie przez USA Międzynarodowy Fundusz Walutowy w trybie alarmowym wyłożył w lipcu 1998 r. na potrzeby Rosji ponad 11 miliardów dolarów. W tym samym miesiącu niespełna 46-letni wtedy Putin, dotychczas zastępca kierownika jelcynowskiej administracji prezydenckiej, został szefem Federalnej Służby Bezpieczeństwa Rosji, następczyni KGB – karmicielki Władimira Władimirowicza aż do sierpnia 1991 r. kiedy to wystąpił ze służby w trakcie puczu moskiewskiego zaincjowanego przez partyjnych konserwatystów Giennadija Janajewa, którzy internowali na Krymie Gorbaczowa ale nie dali rady Jelcynowi. Wtedy jeszcze demokracie, zwołującemu moskwiczan pod Biały Dom, by postawili żywą tamę idącym na parlament czołgom. Jelcyn stał się grabarzem ZSRR – przy czym Sachs okazał się jednym z pierwszych, co dowiedzieli się o planie rozwiązania Związku Radzieckiego w grudniu 1991 r. Więcej niż zbiegiem okoliczności ekonomista z Harvardu współpracujący z George Sorosem i doradzający wcześniej rządowi Boliwii we wprowadzeniu reform rynkowych pod osłoną stanu wojennego, zawsze znajdował się we właściwym czasie i we właściwym miejscu. W Polsce – dokładnie w dniu podpisania umów Okrągłego Stołu 5 kwietnia 1989 r. Zaś we wspomnianym już grudniu 1991 r. – oczywiście w Moskwie z bezpośrednim dostępem do gabinetu Jelcyna i na pobliskiej daczy Jegora Gajdara.     

Kroplówka zamiast transfuzji

Za pierwszym razem rosyjski prezydent dzięki środkom pochodzącym z ojczyzny dolara umocnił się u władzy i rychło sam, jesienią 1993 r, posłał czołgi na demokratycznie wybrany parlament. Za drugim – bezpośrednio już przygotował operację sukcesyjną. Następcą został dawny oficer KGB znany z placówki w Niemieckiej Republice Demokratycznej Władimir Władimirowicz Putin. Decyzję ogłoszono w Sylwestra 1999 r. Ciężko już choremu Jelcynowi zależało na zapewnieniu nietykalności rodzinie wplątanej w liczne afery, takie okazało się główne kryterium doboru, a Putin po przejęciu władzy słowa dotrzymał. Nikomu z familii Jelcyna włos z głowy nie spadł. Z kolei Amerykanie nie domagali się w zamian za oferowane Jelcynowi pieniądze wzmocnienia wolnego rynku ani demokratyzacji, mimo, że dekadę wcześniej przystał już na to Gorbaczow, któremu podobnych środków odmówiono. Chociaż wraz z żoną Raisą pozostawał bohaterem pop-kultury (“Gorbi”) i uhonorowano go pokojową Nagrodą Nobla. Pomimo faktu, że to za jego rządów omonowcy z jednostek specjalnych zastrzelili na wieży telewizyjnej w Wilnie w styczniu 1991 r. czternaście osób. Jeszcze bardziej krwawy charakter przybrały akcje specnazu w republikach kaukaskich.

Oczywiście to nie amerykańska łatwowierność  zbudowała późniejszą potęgę państwa Władimira Putina, której skutków doświadczają teraz na sobie Ukraińcy, ale szczodrość USA w wielkiej mierze się do odrodzenia  imperium na Wschodzie przyczyniła, bo motywem pompowania pieniędzy okazał się strach (przed powrotem komunizmu lub nacjonalizmem neobolszewickim, na czym grał Jelcyn) a pożądanych rozwiązań pozwalających na kooptację Rosji do wspólnoty wolnego świata zabrakło. Kroplówkę stosowano tam, gdzie diagnoza wymagała transfuzji. 

Jak rzecz ujmuje Jeffrey Sachs w książce “Koniec z nędzą”: “Nieudzielenie przez Zachód pomocy Rosji kosztowało bardzo dużo. Na początku Rosjanie byli nastawieni optymistycznie. Do końca lat 90 stali się głeboko cyniczni i dogłębnie zdemoralizowani. Na początku lat 90, dzięki nowej w Rosji swobodzie wypowiedzi i nowym niezależnym mediom, demokracja miała wielką szansę. Do końca dziesięciolecia znikł optymizm, a Rosjanie znowu zaczęli się rozglądać za silnym przywódcą i scentralizowaną włądzą” [1]. Pozostaje pytanie, czy istniały szanse na inne rozwiązania. Sachs przekonuje, że je przygotował.

Już w połowie 1990 r. Jeffrey Sachs za pośrednictwem finansisty George’a Sorosa występującego też ze zmiennym szczęściem jako promotor demokracji w naszej części Europy, nawiązał kontakt z młodym ekonomicznym doradcą Michaiła Gorbaczowa Grigorijem Jawlinskim, wysłanym wtedy przez szefa do Polski, żeby u nas podpatrywał efekty zmian gospodarczych. Twórcą ich pozostaje – o czym była już mowa – bardziej sam Sachs, niż firmujący je Balcerowicz. Ten ostatni okazał się jak wiadomo, dopiero czwartym kandydatem na stanowisko wicepremiera i ministra finansów w rządzie Tadeusza Mazowieckiego, który szukał polskiego odpowiednika Ludwiga Erharda, twórcy powojennego niemieckiego cudu gospodarczego. Kolejno odmawiali jednak: Witold Trzeciakowski szef zespołu ekonomistów Solidarności, wywodzący się z tego samego grona Cezary Józefiak oraz znany premierowi z czasów kierowania “Tygodnikiem Solidarność” Waldemar Kuczyński. Stanęło więc na Balcerowiczu. Rosjanin Jawlinski nie tylko na polecenie Gorbaczowa śledził jego poczynania, ale przygotował własną propozycję “planu 400-dniowego” – przyspieszonych reform rynkowych już dla własnej ojczyzny.

Plan Sachsa dla Rosji czasów przełomu                              

Rok później wiosną 1991 r. Jawlinski przylatuje do Bostonu, tam wraz z Grahamem Allisonem z Harvardu, Stanleyem Fischerem z Massachusetts Institute of Technology oraz samym Sachsem opracowują “Wielką umowę”. Na mocy jej zapisów USA i Zachód mają dać Gorbaczowowi wsparcie finansowe w zamian za reformy i demokratyzację. Sprzeciwiają się temu doradcy republikańskiego prezydenta George’a Busha seniora. W trakcie szczytu Grupy G-7 w Houston rok wcześniej radziecki prezydent bezskutecznie domagał się pomocy na obsługę zadłużenia. Po nieudanym sierpniowym puczu z 1991 r. partyjnych konserwatystów neostalinowskich przeciw Gorbaczowowi – nowym partnerem staje się Borys Jelcyn, po tym jak wezwie ludzi na ulice i powstrzyma zamach stanu.

Ekonomista Jegor Gajdar w listopadzie 1991 r. tworzy na polecenie Jelcyna zespół gospodarczy. Sachsa i Davida Liptona zaprasza na daczę pod Moskwą. Trwają tam prace nad planem dla Rosji. I to przez kilka dni. W ZSRR wytapia się wtedy półtora raza więcej stali na głowę mieszkańca niż w USA, chociaż dochód Rosjanina wynosi zaledwie jedną trzecią kwoty, jaką rozporządza Amerykanin. Liberałowie doradzają zniesienie kontroli cen, wymienialność waluty i liberalizację rynku. Kraj potrzebuje też jednak rezerw stabilizacyjnych i umorzenia części zadłużenia, co zapewnić może wyłącznie pomoc międzynarodowa. W ostatnim miesiącu istnienia Związku Radzieckiego, grudniu 1991 r, Sachs dwa razy rozmawia na Kremlu z Jelcynem. 

Początek reform ogłasza się w Rosji 2 stycznia 1992 r. za premierostwa Gajdara. Sachsowi dobrze współpracuje się również z ministrem finansów Borysem Fiedorowem. Pod koniec roku 1992 w fotelu szefa rządu ich patrona zastąpi jednak Borys Czernomyrdin. Aparatczyk starszego typu znanego z ZSRR.

Jeffrey Sachs wzywa do udzielenia Rosji 15 miliardów dolarów rocznej pomocy na stabilizację waluty, zabezpieczenie socjalne emerytów, a także wspomaganie rekonstrukcji przemysłu. Chodzi o fundusz stablizacyjny dla rubla, natychmiastowe zawieszenie spłaty zadłużenia a potem umorzenie długów i pomoc w strategicznych segmentach transformacji.

“Historia z funduszem stabilizacyjnym rubla dostarcza dobitnego przykładu tępoty Zachodu” – utrzymuje Sachs (“Koniec z nędzą”). “(..) Gdy w Polsce potrzebny był 1 miliard dolarów, to Rosja potrzebowała funduszu w wysokości około 5 miliardów dolarów. Początkowo MFW oponował, częściowo z powodu przyjęcia błędnych założeń (MFW chciał, aby radziecki rubel był utrzymany w obiegu w krajach byłego Związku Radzieckiego i aby nie zastępować go odrębnymi walutami narodowymi) ale także z powodu politycznego oporu ze strony Stanów Zjednoczonych i innych krajów G-7” [2]. Utrzymanie rubla w byłych republikach a ściślej w powstałych z nich piętnastu “państwach sukcesyjnych” oznaczałoby oczywiście, że mogą go emitować – a nie zgadzały się na jeden bank centralny na wzór europejskiego, który by to kontrolował.

O fundusz stabilizacji rubla Sachs zabiega bezskutecznie, w kwietniu 1992 r. odmawia mu amerykański sekretarz stanu Lawrence Eagleburger. Plan potężnej pomocy w zamian za unowocześnienie Rosji upada z winy administracji republikańskiej. Jej demokratyczni następcy przystaną za to na nagły i bezwarunkowy zastrzyk środków bliższy interwencji pogotowia ratunkowego, bo wymusi to na nich Jelcyn, umiejętnie odwołujący się do amerykańskich lęków przed wielkim niedźwiedziem, datujących się od czasów szoku posputnikowego z 1957 i lat kolejnych i masowej budowy schronów przeciwatomowych.

Cena strachu Ameryki

Dawny republikański prezydent Richard Nixon zapisał się w historii nie tylko niesławnym odejściem po aferze Watergate spowodowanej podsłuchiwaniem sztabu demokratów, ale też nawiązaniem kontaktów z Chinami za sprawą dyplomacji pingpongowej  (do Pekinu najpierw pojechała akademicka drużyna tenisistów stołowych, potem dopiero głowa państwa) i utrzymywaniem dobrych stosunków ze Związkiem Radzieckim, czego wyrazem stała się podróż do Władywostoku na spotkanie z Leonidem Breżniewem.

Właśnie Nixon odwiedza w Białym Domu rozpoczynającego tam kadencję demokratę Billa Clintona. Mamy już rok 1993. Chodzi o Rosję. Umiejętnie odwołuje się do ambicji gospodarza. Ten zaś tak wspomina spotkanie: “(..) Richard Nixon zjawił się w Białym Domu, by osobiście przekonywać mnie do poparcia Jelcyna (..). Zapewnił mnie, że jako prezydent zostanę zapamiętany przede wszystkim z powodu polityki wobec Rosji, nie zaś reform ekonomicznych” [3].  Okaże się to zresztą nieprawdą, bo niczym Nixon z Watergate, Clinton łączony będzie raczej z seksualną z kolei aferą stażystki Moniki Lewinsky, chociaż wprowadzi m.in. Polskę do NATO, zakończy wojnę w b. Jugosławii i autoryzuje porozumienie w Ulsterze.   
Bill Clinton w autobiografii opisuje wszystkie uwarunkowania nagłej pomocy, jakiej udzielił prezydentowi Borysowi Jelcynowi: “Wprawdzie badania opinii wskazywały, że trzy czwarte Amerykanów było przeciw zwiększeniu pomocy dla Rosji, a równocześnie toczyliśmy ciężką walkę o nasz plan ekonomiczny, mimo to uważałem, że nie mamy wyboru. Stany Zjednoczone wydały biliony dolarów na obronę, by wygrać zimną  wojnę. Nie mogliśmy teraz ryzykować porażki z powodu niecałych dwóch miliardów i niekorzystnego sondażu. Mój zespół był zaskoczony, gdy przywódcy Kongresu, w tym również republikanie, zgodzili się z moim stanowiskiem. Podczas spotkania, jakie zwołałem w celu zdobycia poparcia, senator Joe Biden, przewodniczący Komisji Spraw Zagranicznych, zdecydowanie wypowiedział się za udzieleniem Rosji pomocy. Bob Dole dał się przekonać argumentem, że po zakończeniu zimnej wojny nie powinniśmy powtórzyć błędu, jaki popełnili zwycięzcy po pierwszej wojnie światowej. Ich krótkowzroczna polityka przyczyniła się do wybuchu drugiej wojny światowej, w której Dole sam bohatersko walczył” [4].          

To sentymenty. Za nimi poszły konkrety: 1,6 mld dol. Bez wyraźnych wymagań. Żeby dowiedzieć się, do czego doprowadził amerykański prezent, za sprawą którego Rosja ponownie rosła w siłę, oddajmy znowu głos Jeffreyowi Sachsowi: “Najgorsze nastąpiło w latach 1995 i 1996 (..). W ciągu tych dwóch lat rosyjska prywatyzacja stała się działalnością bezwstydną i zbrodniczą (..). W prywatne ręce przeszły zasoby ropy, gazu i inny majątek o wartości co najmniej 100 miliardów dolarów w zamian za być może nie więcej niż 1 miliard dolarów przychodów z prywatyzacji uzyskanych przez skarb państwa. Z dnia na dzień pojawili się miliarderzy (..). Według haniebnego planu “udziały za pożyczki” (..) osoby dobrze poinformowane miały dostęp do udziałów w przedsiębiorstwach w zamian za udzielenie pożyczek rządowi (..). Zachód pozwolił na to bez żadnych wyrazów dezaprobaty. Jak mówiono, wiele osób z rzadu Clintona uważało, że wymiana “udziały za pożyczki” była chytrze przemyślanym interesem: Jelcyn odda państwowe zasoby, a kolesie – now oligarchowie – pomogą sfinansować jego reelekcję w 1996 roku”  [5]. To wtedy narodziła się kasta, której jachty dziś zajmują francuscy i niemieccy celnicy. Zaś z ocenami Sachsa liczyć się warto, chociaż sam aniołem nie jest, o czym Polacy przekonali się po 1990 r. Dawny monetarysta z ducha szkoły chicagowskiej odbył jednak daleką drogę, w dwie dekady później poświęcając się wspólnej z kultowym muzykiem Bono walce z głodem w Afryce.        

Borys Jelcyn nawet nie próbował czarować Amerykanów. Zamiast tego ich postraszył. Powracającymi z państw bałtyckich oficerami, którzy z braku mieszkań gnieżdżą się w namiotach i radykalizują na potęgę. Bezrobotnymi fizykami jądrowymi, których rychło zatrudnić może islamski Iran. Dostał, co chciał, warunków nie postawiono.   W ten sposób odbudowa imperium się zaczęła. Za amerykańskie pieniądze. Kluczową rolę w całej operacji odegrał Joe Biden. A w przedpokoju czekał już inny przyszły sternik, Władimir Putin. 

[1] Jeffrey Sachs. Koniec z nędzą. Zadanie dla naszego pokolenia. Wydawnictwo Naukowe PWN, Warszawa 2006, s. 151       
[2] Sachs, op. cit, s. 146
[3] Bill Clinton. Moje życie. Świat Książki, Warszawa 2004, s. 468 
[4] Clinton, op. cit, s. 469
[5] Sachs, op. cit, s. 151-152

Jak oceniasz?

kliknij na gwiazdkę, aby ocenić

średnia ocen 5 / 5. ilość głosów 8

jeszcze nie oceniano

jeśli uznałeś, że to dobre...

... polub nas w mediach społecznościowych

Nie spodobało się? Przykro nam...

Pomóż nam publikować lepsze teksty

Powiedz nam, jakie wolałbyś teksty na pnp24.pl?

Łukasz Perzyna (ur. 1965) jest dziennikarzem „Opinii”, Polityczni.pl i „Samorządności”, autorem filmu o Aleksandrze Kwaśniewskim (emisja TVP1 w 2006 r.) oraz dziewięciu książek, w tym. „Uwaga, idą wyborcy…” i „Jak z Pierwszej Brygady”. Pracował m.in. w „Wiadomościach TVP” i „Życiu”, kierował działem krajowym „Obserwatora Codziennego”. W latach 80 był działaczem Konfederacji Polski Niepodległej i redaktorem prasy podziemnej.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here