Jak Jaruzelski przodka Pegasusa od Maxwella kupił

0
125

PRL korzystała z systemów Układu Warszawskiego, służących inwigilacji. Jednak gdy do władzy na Kremlu doszedł Gorbaczow i proklamował pierestrojkę – generał zapragnął czegoś własnego. Dostęp do PROMIS-u uzyskał. Za to inni dowiedzieli się wtedy, czym dysponuje SB.

To nie będzie opowieść budująca. Potężny ale też cieszący się dwuznaczną sławą w świecie magnat finansowy i prasowy Robert Maxwell (właściciel m.in. brukowca “Daily Mirror”), urodzony w Czechosłowacji Brytyjczyk, sprzedał w latach 80. komunistycznemu dyktatorowi ultranowoczesny system inwigilacji. Chociaż zarobił sam 2 mln dol tytułem prowizji, nieco go przy tym oszukał. Ale tylko trochę. Generał Wojciech Jaruzelski dostał system za który zapłacił, używał go jak umiał, tyle, że nie wiedział, że kluczem do niego dysponują również inni. Odtąd służby izraelskie znały sprawy opozycji równie dobrze jak SB. Pełen dostęp do tych samych danych zyskała CIA, tyle, że jeśli trzymać się poetyki znanej reklamy: Marusia nie dowiedziała się o Lidce. Izrael nie poznał możliwości Amerykanów.  

Pegasus jest dopiero trzeci, jeśli o systemach zbiorczej inwigilacji mowa. Przed nim był najpierw SOUD wspólny dla kilku państw komunistycznych, po nim zaś PROMIS – zagraniczna zabawka gen. Wojciecha Jaruzelskiego.

Nieprawdą oczywiście byłoby twierdzenie, że samodzielna myśl techniczna krajów Układu Warszawskiego w kwestii zmasowanej inwigilacji nie istniała. Zintegrowany system danych o przeciwniku SOUD powstał już w 1977 r. dokładnie wtedy, kiedy w Czechosłowacji opozycja powołała Kartę 77, a w Polsce Komitet Obrony Robotników przeorganizował się w Komitet Samoobrony Społecznej KOR. “Dywersję ideologiczną” kraje Układu Warszawskiego rutynowo zestawiały ze szpiegostwem i uznawały za przejaw zachodniej agresji. SOUD to skrót rosyjski pochodzący od Sistiema Objediniennowo Uczieta Danych o Protiwnikie, co oznacza Połączony System Ewidencji Danych o Przeciwniku. Objął Związek Radziecki, Bułgarię, Czechosłowację, NRD, Polskę i Wegry a także Kubę, Mongolię i Wietnam. Jak widać spośród krajów Układu Warszawskiego nie należała do niego Rumunia, weszły za to pozaeuropejskie państwa komunistyczne, które członkami paktu nie były. Centrala i główny komputer systemu zlokalizowane były w Moskwie, inny pomniejszy ośrodek w NRD, zaś centrum nasłuchu w Lourdes pod Hawaną na Kubie. Poszczególne kraje co 2 tygodnie dostarczały świeżych danych. Gdy same się o coś zwracały – czekały nie dłużej, niż cztery dni.  

Koordynatorem dostępu do systemu ze strony PRL pozostawał przez pierwsze trzy lata pułkownik służby bezpieczeństwa Jan Zabawski. Formalnie nie rejestrowano polskich obywateli. Dopuszczano jednak liczne wyjątki. Operatorów systemu interesowały organizacje emigracyjne, a także określane przez nich mianem klerykalnych i syjonistycznych, praca zagranicznych korespondentów oraz przedstawicielstw handlowych i oczywiście dyplomatów, również osób uznanych za szkodzące interesom ekonomicznym państw Rady Wzajemnej Pomocy Gospodarczej. Zawartość teczek z Polski stała się dostępna dla wydziału szesnastego KGB i wydziału piątego GRU. Ponieważ część tej dokumentacji została w kraju zniszczona, bądź nielegalnie przejęta przez osoby prywatne, zakładać można, że już po 1989 i 1991 r. rosyjskie służby dysponowały niekiedy bardziej usystematyzowanym i pełniejszym zbiorem danych niż polskie. Pozostaję one w ich gestii do dzisiaj, nie wszystkie się zdezaktualizowały. 

Państwa komunistyczne w latach 80 doskonaliły wspólny system wiedzy o opozycji i wszystkich, którzy potencjalnie mogliby się nią stać. Służyły temu spotkania w maju 1986 r. w Moskwie oraz w 1988 r. w Sofii. Tyle, że pod koniec 1985 r, kiedy to Robert Maxwell pojawił się w Warszawie, na Kremlu rządził już Michaił Gorbaczow, inicjator głasnosti (jawności) i pierestrojki (przebudowy). A ze służbami mu podległymi już nie wszystkimi informacjami zamierzał się wymieniać Jaruzelski, reprezentujący poprzednie pokolenie przywódców komunistycznych. Dlatego potrzebował czegoś ekstra.

Jak relacjonują biografowie Maxwella, Przemysław Słowiński oraz Danuta Uhl-Herkoperec w książce “Magnat”: “Zimą 1985 roku, kiedy Maxwell swoim odrzutowcem po raz pierwszy leciał do Polski, był u szczytu kariery, obracał miliardami dolarów (..). Oficjalnym powodem wizyty prasowego magnata w komunistycznej Polsce były negocjacje dotyczące wydania w Wielkiej Brytanii zbioru przemówień Wojciecha Jaruzelskiego” [1]. Magnat prowadził też jednak wiele innych interesów. Jak czytamy dalej u jego biografów: “Handel bronią to jedno, pranie pieniędzy to drugie, ale dla generała w ciemnych okularach Robert Maxwell wiózł ze sobą tego mroźnego grudniowego dnia zupełnie inną niespodziankę. Nazywała się PROMIS (Prosecutor’s Management Information System) (..).
– Program PROMIS pozwoli kierowanej przez pana służbie bezpieczeństwa śledzić Lecha Wałęsę i innych przywódców Solidarności – powiedział Robert Maxwell, poprawiając srebrny krawat od Pierre’a Cardina.
– Naszą służbą bezpieczeństwa kieruje nieceniony generał Czesław Kiszczak – poprawił go delikatnie Jaruzelski” [2]. Spotkanie miało miejsce w Urzędzie Rady Ministrów, choć gość żadnej oficjalnej funkcji nie pełnił. Dla gospodarzy jednak istotniejsze okazało się to, co ze sobą przywozi.   

System PROMIS pozwalał na połączenie danych z telekomunikacji, banków i wodociągów. Wyłapywał, kto nagle zużywa więcej niż zwykle prądu, gazu i wody – czyli organizuje spotkania z udziałem wielu osób bądź w tym celu lokal udostępnia albo gości kogoś działającego niejawnie. Znał dane współpracowników, potrafił ustalić, kto to jest, lub przynajmniej na takie informacje naprowadzić. Skupiał się na nagłej zmianie zwyczajów.

Na mocy decyzji Jaruzelskiego PRL kupiła za 20 mln dol oprogramowanie przeznaczone dla służby bezpieczeństwa. Pieniądze za nie przekazano do bułgarskiego banku narodowego, na konto, które obsługiwało dotyczące PROMIS transakcje Maxwella, mającego doskonałe kontakty z rządzącym od 1954 r. krajem Todorem Żiwkowem. Potem poszły do Credit Suisse. Robert Maxwell wziął dla siebie prowizję w wysokości 2 mln dol. Rząd izraelski dostał 12 mln dol, zaś sześć milionów przelano do Discount Banku w Tel Awiwie. 

Skąd wziął się PROMIS? System opracowany został przez weterana wojny wietnamskiej Williama Hamiltona. W jego posiadanie weszły kolejno amerykańska Centralna Agencja Wywiadowcza CIA oraz izraelska służba LAKAM, nominalnie zajmująca się ochroną programów atomowych i zwalczaniem ich u arabskich przeciwników (przygotowała m.in atak lotniczy na iracki ośrodek jądrowy Osirak w 1981 r.) a kierowana wtedy przez Rafiego Eitana, kiedyś dowodzącego akcją uprowadzenia w 1960 r. z Argentyny Adolfa Eichmanna, organizatora logistyki Holocaustu, a potem likwidowaniem kolejno terrorystów z palestyńskiego Czarnego Września za to, że wymordowali izraelskich olimpijczyków w Monachium (1972 r.). To izraelskie służby rozpowszechniły PROMIS i stały się biznesowym partnerem Maxwella. Tyle, że ne wiedziały, że już wcześniej klucz do wszystkiego, co znajdzie się w zasobach PROMIS zyskała CIA. Podobnie jak Jaruzelski nie zdawał sobie sprawy, że za tak cenne dewizy nie tyle kupuje od magnata kota w worku – bo system zadziałał – co sponsoruje dostęp innych do własnych tajemnic. Przy czym oprogramowanie całkiem skutecznie posłużyło służbom bezpieczeństwa PRL do przejmowania pieniędzy słanych z Zachodu dla zdelegalizowanej wtedy Solidarności, a jego użycie w tym celu pokazuje obłudę czy ściślej rzuca sporo światła na intencje tych, którzy dostarczając Jaruzelskiemu program operację odbierania środków umożliwili. Dla nich liczyło się jednak co innego: mieli dostęp do tego samego, co służby bezpieczeństwa PRL. Nie były one egzotycznym wyjątkiem: Robert Maxwell jako pośrednik wcisnął PROMIS rasistowskim władzom Republiki Południowej Afryki oraz prawicowemu reżimowi z Gwatemali, zaś rok po Jaruzelskim również władzom radzieckim, tyle, że tam wykorzystanie programu okazało się nikłe, chociaż działał jeszcze w chwili rozpadu ZSRR w 1991 r, a także Chinom. 

Poprzednik Pegasusa rozpowszechniany był więc ponad politycznymi podziałami.     

Tajną służbę LAKAM rozwiązano w 1986 r. kiedy to po wsypie Jonathana Pollarda okazało się, że ta izraelska agencja rządowa szpiegowała sojuszników amerykańskich. 

Robert Maxwell izraelską służbę, z którą robił interesy, przeżył o pięć lat. Umarł tak jak żył – gwałtownie i zagadkowo. Nad ranem w listopadzie 1991 r. na Atlantyku niedaleko Madery wypadł lub został wyrzucony z pokładu jachtu. Zapewne nigdy się nie dowiemy dokładnie, co z nim się stało. Zmarły w 2014 r. Wojciech Jaruzelski, chociaż w kilka lat po zawarciu dealu z Maxwellem oddał władzę, przeżył o prawie ćwierć wieku dawnego kontrahenta. Zaś widmo wszechwiedzącego systemu inwigilacji obywateli przybiera kształt pegaza i powraca po ponad trzech dekadach demokracji.  

[1] Przemysław Słowiński, Danuta Uhl-Herkoperec. Magnat. Robert Maxwell – człowiek, który przechytrzył Jaruzelskiego. Videograf, Chorzów 2012, s. 13 i nast.
[2] Magnat.., op. cit, s. 16-17 i 20-21   

Jak oceniasz?

kliknij na gwiazdkę, aby ocenić

średnia ocen 5 / 5. ilość głosów 2

jeszcze nie oceniano

jeśli uznałeś, że to dobre...

... polub nas w mediach społecznościowych

Nie spodobało się? Przykro nam...

Pomóż nam publikować lepsze teksty

Powiedz nam, jakie wolałbyś teksty na pnp24.pl?

Łukasz Perzyna (ur. 1965) jest dziennikarzem „Opinii”, Polityczni.pl i „Samorządności”, autorem filmu o Aleksandrze Kwaśniewskim (emisja TVP1 w 2006 r.) oraz dziewięciu książek, w tym. „Uwaga, idą wyborcy…” i „Jak z Pierwszej Brygady”. Pracował m.in. w „Wiadomościach TVP” i „Życiu”, kierował działem krajowym „Obserwatora Codziennego”. W latach 80 był działaczem Konfederacji Polski Niepodległej i redaktorem prasy podziemnej.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here