Jedyne zwycięskie powstanie

0
20

Wybuchło dzień po przyjeździe do Poznania fetowanego przez Polaków Ignacego Paderewskiego. Jak podkreślają historycy, Powstanie Wielkopolskie okazało się jedynym zwycięskim w naszej historii. Na przełomie 1918/19 rozstrzygnęło o przynależności Poznańskiego do Polski, ale też pośrednio utorowało nam dostęp do morza, gdy wygrane w wojnie światowej, nazwanej potem pierwszą, mocarstwa decydowały o granicach. 

O wyniku zdecydował być może fakt, że liderzy, w tym sam Paderewski i Wojciech Korfanty, obaj wywodzący się spoza regionu, opowiadali się ze ograniczeniem akcji militarnej. Wedle ich zamiarów stanowić miała raczej uzupełnienie akcji dyplomatycznej, w sytuacji, gdy to zwycięskie państwa wytyczały zachodnią granicę Polski.

Od 9 listopada 1918 r, gdy w wyniku porażki wojennej upadało cesarstwo wilhelmińskie, władzę w Poznaniu objęły naprędce tworzone rady żołnierskie niemieckich pułków. Polscy działacze w trakcie poufnych narad postanowili zabiegać o udział Polaków w tych gremiach i zacząć przygotowania do wypędzenia Niemców. Już 6 grudnia zebrał się w Poznaniu Sejm dzielnicowy z udziałem Polaków z Poznańskiego, Pomorza i Śląska. Jak opisywał Stanisław Cat-Mackiewicz: “Sejm dzielnicowy wybiera dn. 6 grudnia Radę Ludową, rodzaj rządu dzielnicowego, której prezesem zostaje Władysław Seyda i w której skład wchodzą Wojciech Korfanty i ks. Adamski. Na posiedzeniu Sejmu dzielnicowego obecny jest demokrata i pacyfista niemiecki von Gerlach, który oświadcza, że Poznań jest miastem polskiem. Drogą porozumienia z Radą Ludową władze niemieckie uznają radców polskich na wszystkich stopniach administracyjnych. Polskie przygotowania wojskowe trwają pocichu” [1]. Ważniejsze od św. Mikołaja miało się okazać upamiętnienie św. Szczepana – drugi dzień Świąt Bożego Narodzenia 1918 r.

Z Paryża ale przez Gdańsk przybył 26 grudnia do Poznania Ignacy Jan Paderewski, wielki pianista wypełniający nieformalną rolę ambasadora tworzącego się państwa polskiego przy zwycięskich mocarstwach. Niemcy bez skutku próbowali go do Wielkopolski nie wpuścić, drogę utorowali mu Brytyjczycy. Jak wskazywał jego biograf Marian Marek Drozdowski: “W dniu 26 grudnia 1918 r. Poznaniacy zgotowali Paderewskiemu serdecznie przyjęcie. Domy były ubrane emblematami i sztandarami narodowymi. Na ulicach stały gęste szpalery ludzi – szczególnie licznie zgromadziła się młodzież. Chory na grypę Paderewski nie mógł z balkonu hotelu Bazar, gdzie się zatrzymał, podziwiać zorganizowanej na jego cześć parady młodzieży” [2]. Zadbać o zdrowie musiał, bo szalała śmiercionośna grypa hiszpanka, stanowiąca złowrogą pozostałość po wędrówkach wojsk i związanym z ograniczeniami wojennymi okresie niedożywienia. Podobnie w Warszawie wystąpień publicznych unikał sam Józef Piłsudski.    

Powstanie Wielkopolskie wybuchło następnego dnia, 27 grudnia 1918 r. Polacy ruszyli się w samoobronie przed zachowaniem niemieckich bojówkarzy, którzy zaczęli zrywać biało-czerwone flagi, alianckie zresztą również – i wybijać szyby w witrynach polskich lokali. Niemieccy oficerowie ostrzelali hotel Bazar. 

Pierwszym polskim komendantem został major Stanisław Taczak. Później Naczelna Rady Ludowa wskazała jako dowódcę dawnego komendanta I korpusu na Wschodzie, gen. Józefa Dowbór-Muśnickiego. Przybył dopiero w styczniu, by objąć dowództwo szesnastego, ale tak mocno wczuł się w swoją rolę, że kiedy nagabywano go o posłanie wojsk na odsiecz Lwowa, odpowiadał, że Wielkopolska jest dla Polski ważniejsza bo “bliższa koszula ciału niż sukmana”.

Trzy fronty Powstania Wielkopolskiego wyznaczały: Noteć od północy, od zachodu bagna wokół Obry, zaś linia kolejowa Rawicz-Ostrów od południa.

Siły polskie liczyły dwustu oficerów i 27,5 tys żołnierzy. Polacy wygrali pod Osieczną (11 stycznia 1919 r.) zaś Niemcy pod Szubinem (8 stycznia). Powstanie okazało się wprawdzie zwycięskie, ale mianem bezkrwawego na pewno nie da się go określić. Przez niewiele ponad sześć tygodni walk padło po stronie polskiej 2 tys zabitych, a rannych zostało 6 tys naszych. Trudno się więc dziwić, że jak stwierdzają biografowie Grzegorz Bębnik, Sebastian Rosenbaum oraz Mirosław Węcki, “Korfanty starał się zapobiec eskalacji działań zbrojnych, ale Powstanie rozszerzyło się na całą Wielkopolskę i część Pomorza, a nieregularne oddziały powstańcze zaczęto przekształcać w Armię Wielkopolską. Korfanty uczestniczył w rozmowach rozejmowych w Berlinie, licząc na pośrednictwo alianckie w wygaszeniu walk. 16 lutego 1919 zawarto rozejm w Trewirze, kończący powstanie” [3]. Chociaż nie całą grę wokół zachodnich i północnych granic odradzającego się państwa. Jak opisał bowiem Paweł Zaremba: “Zasięg zwycięstwa próbowano rozszerzyć już po zawarciu rozejmu. Grupa oficerów z szefem sztabu armii wielkopolskiej podpułkownikiem Władysławem Andersem na czele chciała wykorzystać ciągłe łamanie rozejmu pod Bydgoszczą i uderzyć znacznymi siłami w kierunku na Toruń i dalej, wzdłuż Wisły na Gdańsk. Zajęcie Gdańska zbiec by się miało z wyładunkiem tam oddziałów generała Hallera. Wielkopolska posiadała dostateczne siły, by pokusić się o ruch zaczepny. (..) Plan został zarzucony wskutek próśb Paderewskiego i przedstawicieli Galicji Wschodniej, by wysłać grupę generała Konarzewskiego na odsiecz Lwowa (..). Anders zgłosił wówczas rezygnację z szefostwa sztabu (..)” [4]. 

Poważni historycy zwykli zaznaczać, że w ich nauce “gdybanie” nie ma sensu, a kreśleniem alternatywnych scenariuszy zajmują się raczej literaci: przecież Edward Redliński napisał nawet powieść (o nieortograficznym tytule “Krfotok”) o tym, co by się stało, gdyby gen. Wojciech Jaruzelski nie wprowadził stanu wojennego. Z pełną odpowiedzialnością da się natomiast stwierdzić, że Powstanie Wielkopolskie zdecydowało nie tylko o przynależności do Polski Poznańskiego, ale zakreśleniu w Traktacie Wersalskim z 28 czerwca 1919 r. wieńczącym Paryską Konferencję Pokojową takiego miejsca w tworzonym wtedy ładzie, które gwarantowało nam przejęcie większości ziem dawnego zaboru pruskiego i dostęp do morza. Dlatego opinia o wielkopolskim zrywie jako pierwszym i jedynym w naszej historii wygranym powstaniu nie okazuje się przesadzona   

[1] Stanisław Mackiewicz-Cat. Historia Polski od 11 listopada 1918 r. do 17 września 1939. Pokolenie, Warszawa 1986, cz. 1, s. 94
[2] Marian Marek Drozdowski. Ignacy Jan Paderewski. Zarys biografii politycznej. Interpress, Warszawa 1986, s. 138   
[3] Grzegorz Bębnik, Sebastian Rosenbaum, Mirosław Węcki. Wojciech Korfanty. IPN, Warszawa 2018, s. 16 
[4] Paweł Zaremba. Historia Dwudziestolecia (1919-1939). Wydawnictwo Przyszłość, Warszawa 1983, t. I, s. 71 

Jak oceniasz?

kliknij na gwiazdkę, aby ocenić

średnia ocen 5 / 5. ilość głosów 2

jeszcze nie oceniano

jeśli uznałeś, że to dobre...

... polub nas w mediach społecznościowych

Nie spodobało się? Przykro nam...

Pomóż nam publikować lepsze teksty

Powiedz nam, jakie wolałbyś teksty na pnp24.pl?

Łukasz Perzyna (ur. 1965) jest dziennikarzem „Opinii”, Polityczni.pl i „Samorządności”, autorem filmu o Aleksandrze Kwaśniewskim (emisja TVP1 w 2006 r.) oraz dziewięciu książek, w tym. „Uwaga, idą wyborcy…” i „Jak z Pierwszej Brygady”. Pracował m.in. w „Wiadomościach TVP” i „Życiu”, kierował działem krajowym „Obserwatora Codziennego”. W latach 80 był działaczem Konfederacji Polski Niepodległej i redaktorem prasy podziemnej.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here