Lans… i praca dla Polski w wolnych chwilach

1
115

Doba ma niezależnie od epoki historycznej 24 godziny ale jak się wydaje urzędnicy PiS wykorzystują ją bez porównania gorzej niż ich odpowiednicy w Polsce międzywojnia. Tamtych cechowała gotowość do mrówczej pracy, także po godzinach. Obecnych – głównie lans. Homo ludens dominuje zwłaszcza na froncie propagandowym nowej władzy. 

Drugi ślub kościelny w stylu telenoweli szefa rządowej TVP Jacka Kurskiego i bezpardonowy atak na żonę ministra Mariannę Schreiber ze strony byłej członkini zarządu telewizji państwowej Marzeny Paczuskiej za to, że ta pierwsza bez wiedzy męża zgłosiła się do popularnego show life-style’owego – to istotny przyczynek do stylu i mentalności rządzącej ekipy. Zastanawiać się można, kiedy jej przedstawiciele znajdują czas na działania zawodowe, skoro tak wiele energii pochłania im budowanie klimatu medialnego wokół własnej osoby. Wszystkie te nużące mydlane opery wiele mówią o wzorcach kulturowych obiecującego niegdyś moralną rewolucję PiS.  

Media społecznościowe i portale, zajmujące się zwykle wizerunkami celebrytów, znanych z tego, że są znani, bohaterami seriali, których treść zapomina się zwykle w moment po ucieczce pilotem na inny kanał – zajęły się gorliwie historiami, podawanymi przez rządzących. Wszędzie ich pełno. Nie atakują przy tym wcale nienawistnego im Donalda Tuska, lecz z najchętniej z wielką pasją… siebie nawzajem.

Cały ten zgiełk, cały te hejt

– Dość tej zabawy – oznajmia pryncypialnie Marzena Paczuska, była pisowska szefowa Wiadomości i członkini zarządu TVP, oceniająca Mariannę Schreiber, żonę ministra z Kancelarii Premiera, Łukasza, uchodzącego za wpływowego i mocnego. Wcześniej pani Marianna zgłosiła się do TVN-owskiego programu Top Model, zamieściła też na Instagramie swoje rozebrane zdjęcia. A Paczuska dalej pisze jeszcze ostrzej: – Kobieta, która tak nikczemnymi metodami ośmiesza swojego męża – jest godna pogardy i milczenia. 

Mniejsza o słownictwo rodem z ceglastych i pokrytych już dziś patyną powieści Marii Rodziewiczówny. W roli arbiterki elegantiarum występuje ta sama Marzena Paczuska, która bez pardonu usuwała z Wiadomości profesjonalnych i zasłużonych dziennikarzy, często pracujących tam od początku zmian ustrojowych. Postępowała tak po to, żeby zrobić miejsce nominatom PiS. Wtajemniczeni łączą jej nadgorliwość z faktem, że poprzednio rządzące TVP ekipy – w tym postkomunistyczna i liberalna – nie wyrządziły zatrudnionej tam od wczesnych lat 90. redaktor Paczuskiej żadnej krzywdy, więc musiała się wykazać. Kosztem próbującej wyjść z cienia męża-ministra Schreiberowej.

Jak się wydaje pytanie, dlaczego małżeńskich spraw państwa Schreiberów nie pozostawić po prostu im samym, przekracza zdolności pojmowania nawiedzonego zaplecza medialnego PiS. Zawiść wiążąca się z błyskotliwą karierą młodego ale wiele mogącego dziś politycznie ministra oraz śmiałością i siłą przebicia jego żony, która w mediach zapragnęła zaistnieć samodzielnie wydają się nie bez znaczenia. 

Usunięty z TVP wraz ze swoim programem Jan Pospieszalski (za pretekst posłużyła niepoprawność polityczna w kwestii COVID-19, tzn. popularyzowanie poglądów “antyszczepionkowców”) skrytykował z kolei swojego krzywdziciela prezesa TVP Jacka Kurskiego. Przypisał mu nawet “zapaść etyczną”. Ten bowiem jak pamiętamy niedawno wziął z wielką pompą ślub kościelny w papieskiej bazylice w krakowskich Łagiewnikach, w obecności całego pisowskiego establishmentu. Wątpliwości wielu katolików budzi nie tyle biznatyjska otoczka i oprawa, co unieważnienie poprzedniego małżeństwa, trwającego wiele lat i bynajmniej nie bezdzietnego. Wiadomo, jak wiele zabiegów kosztuje zwykłego polskiego parafianina uzyskanie podobnej decyzji, nawet, gdy kanoniczne ku temu przesłanki istnieją. Pompa też wydaje się zbędna i gorsząca, bo łagiewnicka bazylika kojarzy się z pielgrzymkami Jana Pawła II a nie z bombastycznymi fetami świeckiej władzy, stanowiącymi wyraz jej uznania dla propagandowego ramienia, które prezes rządowej telewizji uosabia. 

Pozazdrościł szefowi Jacek Łęski, który kolejny też ślub brał na plaży, a zdjęcia z tej ceremonii ilustrują teraz celebryckie serwisy i portale społecznościowe. Wszystko w stylu seriali brazylijskich, wenezuelskich i tureckich. Miarodajny serwis Pudelek oznajmił, że Łęski zrobił niespodziankę żonie, przejmując jej nazwisko, przy czym jednak własnego się nie wyrzekł: będzie teraz posługiwał się podwójnym. Wiemy, czym żyje Polska…  

Obecny gwiazdor TVP kiedyś pragnął uchodzić za poważnego dziennkarza śledczego, to on w druku oskarżał Aleksandra Kwaśniewskiego o kontakty z rosyjskim superagentem Władimirem Ałganowem, czego proces sądowy nie potwierdził. Potem red. Łęski rzecznikował rosyjskojęzycznemu konsorcjum z Donbasu, wykupującemu – zwykle na zatracenie – polskie zakłady przemysłowe. Teraz prowadzi on publicystyczne programy w TVP. Ale jak widać, nie zaspokaja to jego potrzeby popularności. Internet, także ten prawicowy, obfituje w rozliczne komentarze dla zmienności ról życiowych gwiazdora stacji Kurskiego. Trudno się od nich powstrzymać, skoro kiedyś atakował wywodzącego się z SLD prezydenta Kwaśniewskiego, zaś u Kurskiego wziął się za wspólne prowadzenie programu z… byłą kandydatką tegoż ugrupowania na prezydenta Magdaleną Ogórek, wysuniętą do tej roli osobiście przez Leszka Millera. Jednak inne antenowe wejścia Łęskiego z osławionym “Motelem Polska” na czele zawierają w sobie element populistyczny, niby oddają głos zwykłym ludziom, którzy dziwnym trafem zwykle okazują się żarliwymi zwolennikami partii rządzącej. Zdarzyło się już, że w studiu u Łęskiego rolę rzeczników opinii publicznej zagrała… rodzina jednego z posłów PiS [1].

Władza się bawi

Władza się bawi. A w nielicznych wolnych od tego chwilach jej celebryci obrzucają kalumniami siebie nawzajem. Wszystko to jednak dzieje się w czasie pandemii, gdy specjaliści zapowiadają jej czwartą lub nawet piątą falę. Trwają też protesty społeczne, ostatnio masowe demonstracje uliczne pracowników sądów oraz służby zdrowia. Komu więc tylko do śmiechu i zabawy, chociaż działa w domenie publicznej – to tylko o nim ten fakt świadczy. Trudno też oprzeć się refleksji, że celem ulubionym tej wzmożonej obecności w celebryckich mediach pozostaje poniżanie innych, choćby z własnego obozu się wywodzili. Taka wydaje się geneza ataku Paczuskiej na żonę ministra Schreibera. Bo też po ludzku powiedzmy: co ją obchodzi ich życie małżeńskie? Nie żyjemy przecież w Iranie ajatollahów ani Afganistanie powtórnie podbitym przez talibów.          

Skoro tak, to równie dobrze spytać można dlaczego my w imieniu opinii publicznej decydentów i showmanów z TVP się czepiamy. Odpowiedź pozostaje jednak prosta: bo to z naszych podatków pochodzą dwa miliardy złotych, co rok decyzją sejmowej większości przeznaczana na rządową telewizję i radio. Dlatego gdy się wygłupiają – czynią tak za nasze pieniądze. A wobec wciąż krytycznej sytuacji związanej z pandemią wołanie o minimum powagi nie okazuje się obłudą, lecz głosem rozsądku. 

W poszukiwaniu straconego czasu

Jerzy Giedroyc w rozmowach z Krzysztofem Pomianem wspominał, jak wyglądał jego rozkład dnia trzydziestoletniego urzędnika w Polsce międzywojennej rządzonej przez sanację, wydającego też po godzinach opiniotwórcze dla młodej inteligencji pisma “Bunt Młodych” i “Polityka”: “Ja kończyłem pracę w ministerstwie gdzieś koło czwartej lub piątej i wtedy szedłem do redakcji. A ponieważ zawsze byłem nocnym markiem, siedziałem więc tam przeważnie do jedenastej-dwunastej. Czytałem materiały i robiłem numer” [2]. Ale na tym pracoholizmie, jakbyśmy dziś rzecz ujęli, jego aktywność się nie kończyła: “(..) zaczęliśmy organizować wieczory klubowe “Polityki”, gdzie dyskutowano o sprawach niekiedy bardzo drażliwych w gronie osób, których poglądy często były najzupełniej rozbieżne. Mieliśmy bardzo duży lokal i w naszych wieczorach uczestniczyło od czterdziestu do sześćdziesięciu osób. Bywali tam zarówno Stanisław Grabski, jak Studnicki, a poza tym dziennikarze, sporo wojskowych, jacyś Ukraińcy, trochę posłów, głównie z Jutra Pracy Jana Hoppego (..). Przychodziło też trochę członków ONR-ABC: Wojciech Zaleski, Bajkowski, Janek Pożaryski” [3]. Jednym słowem, całe ówczesne spektrum polityczne. “Maja [Prądzyńska – przyp. ŁP] organizowała te wieczory przeważnie raz na tydzień, rozsyłała zawiadomienia i pełniła honory domu” [4]. Wakacje zaś Giedroyc spędzał na Kaszubach, przy okazji pomagając miejscowym rybakom w ten sposób, że za własne pieniądze wydał reklamujący ich folder. Trafiał też na Huculszczyznę, gdzie również wsłuchiwał się w problemy miejscowych tak wnikliwie, że chociaż – jako się rzekło – pozostawał urzędnikiem ministerialnym, przedstawiciele władz ostrzegali go, że następnym razem może zostać aresztowany. 

Obecna władza tak chętnie szuka analogii z międzywojniem, znajduje tam inspirację dla symboliki państwowej i polityki historycznej. Nie od rzeczy więc można jej poradzić, żeby z rozkładu dnia ówczesnych pracowników państwowych brała przykład. Inaczej pozostanie jej tylko poszukiwanie straconego czasu. Poniewczasie.. 

[1] por. Łukasz Grzegorczyk. Dlaczego krewni posła PiS udają zwykłych Polaków w TVP?… “Na Temat” z 28 listopada 2020
[2] Jerzy Giedroyc. Autobiografia na cztery ręce. Opr. Krzysztof Pomian. Czytelnik, Warszawa 1994, s. 56
[3] ibidem
[4] ibidem

Jak oceniasz?

kliknij na gwiazdkę, aby ocenić

średnia ocen 5 / 5. ilość głosów 8

jeszcze nie oceniano

jeśli uznałeś, że to dobre...

... polub nas w mediach społecznościowych

Nie spodobało się? Przykro nam...

Pomóż nam publikować lepsze teksty

Powiedz nam, jakie wolałbyś teksty na pnp24.pl?

Łukasz Perzyna (ur. 1965) jest dziennikarzem „Opinii”, Polityczni.pl i „Samorządności”, autorem filmu o Aleksandrze Kwaśniewskim (emisja TVP1 w 2006 r.) oraz dziewięciu książek, w tym. „Uwaga, idą wyborcy…” i „Jak z Pierwszej Brygady”. Pracował m.in. w „Wiadomościach TVP” i „Życiu”, kierował działem krajowym „Obserwatora Codziennego”. W latach 80 był działaczem Konfederacji Polski Niepodległej i redaktorem prasy podziemnej.

1 KOMENTARZ

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here