czyli trzymamy za słowo

To nie będzie lista Tuska, tylko większości Polaków – zapewnił przewodniczący Platformy Obywatelskiej, pytany o sytuację, gdy PiS tak zmieni ordynację wyborczą, że do kolejnego Sejmu wejdą tylko: obecna partia władzy oraz jedna reprezentacja opozycji, a dla innych miejsca już zabraknie.

Na potrzebę wystawienia w wyborach jednej i wspólnej listy demokratycznej opozycji Donald Tusk wskazuje od dawna. Sprzeciwia się temu Szymon Hołownia, lider Polski 2050, sceptyczny pozostaje również prezes Polskiego Stronnictwa Ludowego Władysław Kosiniak-Kamysz, gotowy do pójścia na wybory razem z Hołownią, ale już nie z Tuskiem. Podkreślają oni, że opozycyjne ugrupowania mają osobne elektoraty, których nie da się mechanicznie połączyć.

Po słoweńsku czy po węgiersku

Za ich stanowiskiem raczej przemawiają niedawne doświadczenia państw Europy Środkowo-Wschodniej. Chociaż bowiem na Węgrzech siły połączyło aż sześć partii, od socjaldemokratów i zielonych po radykalny Jobbik, tamtejszy odpowiednik Konfederacji – wybory wygrał ponownie Viktor Orban, pomimo faktu, że przed samym głosowaniem do Budapesztu pojechał Tusk z poparciem dla zjednoczonej opozycji. Dla odmiany w Słowenii Robert Golob, który do kampanii przystąpił jako ostatni i odrzucił oferty współdziałania ze strony luminarzy tamtejszej opozycji, pokonał w wyborach i pozbawił władzy Janeza Janszę, szefa tamtejszego odpowiednika PiS-u i towarzysza niedawnej podróży, jaką do Kijowa odbyli Mateusz Morawiecki i Jarosław Kaczyński.

Ci ostatni mogą jednak wkrótce zmienić zasady planowanych na przyszły rok wyborów do Sejmu w Polsce. W tym obecnej kadencji wciąż wraz z sytuacyjnymi sojusznikami dysponują siłą głosów niezbędną, by wprowadzić zmiany do obowiązującej ordynacji. Z punktu widzenia interesów partii rządzącej przemawiają za tym obecne wyniki sondaży. Kiedy bowiem w rocznicowy weekend jedni świętowali rocznicę wyborów z 4 czerwca 1989, inni zaś czcili datę o trzy lata późniejszą, kojarzoną z odwołaniem rządu Jana Olszewskiego, pierwszego, co po zmianie ustrojowej osiągnął wzrost gospodarczy – instytuty demoskopijne pracowały pełną parą, badając preferencje polityczne rodaków. 

Gdyby wybory odbyły się już teraz, wygrałoby je wprawdzie Prawo i Sprawiedliwość ale… bez szans na utworzenie później rządu. Za to mogłyby go sformować “w drugim ruchu” (kiedy to kandydata na premiera przedstawia Sejm a nie wyznacza prezydent) cztery partie opozycji: PO-KO, Polska 2050, Lewica i PSL, przy założeniu, że wcześniej poszłyby do wyborów z osobnymi listami. 

Z sondażu United Surveys wynika, że największe poparcie 36,5 proc głosujących zyskałaby Zjednoczona Prawica (pod tą marką występuje PiS), po niej zaś Koalicja Obywatelska (Platforma Obywatelska) z 25 proc wskazań. Polskę 2050 Szymona Hołowni wybrałoby 11 proc Polaków. Za to 9 proc z nas wsparłoby Lewicę, niespełna 6 proc Konfederację i nieco ponad 5 proc PSL (Koalicję Polską) [1]. 

Zwycięstwo Zjednoczonej Prawicy okaże się jednak w tym wypadku pyrrusowe, bo PiS dysponując 209 mandatami nawet wspólnie z posłami Konfederacji, których będzie piętnastu, nie zyska większości w Sejmie. 224 mandaty na 460 to za mało, żeby rządzić. Zaś rozszerzenie koalicji na którekolwiek z ugrupowań tworzących dziś “porozumienie demokratyczne” w Senacie pod egidą marszałka Tomasza Grodzkiego, lub choćby na znaczącą liczebnie frakcję któregoś z nich – wydaje się, jeśli posłużyć się ulubionym określeniem Jarosława Kaczyńskiego “skrajnie mało prawdopodobne”. Chociaż pamiętać warto, że dokładnie w ten sam sposób prezes PiS wyrażał się swego czasu o aliansie z Samoobroną, z którą ostatecznie się porozumiał i współrządził (w latach 2006-7).      

Teraz jednak z sejmowej arytmetyki wynika, że bliższy rzeczywistości, chociaż zapewne niełatwy do zawiązania okaże się sojusz Koalicji Obywatelskiej-Platformy Obywatelskiej, Polski 2050 Hołowni, Lewicy oraz PSL, przynajmniej arytmetycznie zdolny do rządzenia. Oznacza to utratę władzy przez PiS.

Sondaże mogą zachęcić jednak Kaczyńskiego do zmiany ordynacji, wiadomo, że od dawna zamiar taki rozważa. W tym wypadku w grę wchodzi zmniejszenie liczby mandatów poselskich w okręgach wyborczych. Obecnie wybiera się z nich od 7 posłów (Częstochowa) do 20 (Warszawa). Po rozważanej zmianie – od 4 do 5. Oznaczałoby to, wedle symulacji opracowanych na podstawie obecnych uśrednionych sondaży przez prof. Andrzeja Hennela, że w przyszłym Sejmie znajdzie się miejsce dla przedstawicieli tylko dwóch ugrupowań. Jeśli powstanie jedyna wspólna lista opozycji, zbierze 260 mandatów, zaś dla PiS zostanie ich 200. Gdy partie opozycyjne wystartują osobno – PiS będzie miało 260 posłów zaś Koalicja Obywatelska-Platforma Obywatelska raptem dwustu, zabraknie natomiast przedstawicieli innych formacji [2]. Nawet legitymującej się kilkunastoprocentowym poparciem Polski 2050, ale także Lewicy oraz PSL. W tym drugim wypadku jedyna reprezentacja opozycji stałaby się więc faktem, ale nie w wyniku porozumienia, tylko kuglowania przez PiS z ordynacją.

W krzywym zwierciadle

Tusk, zapytany w piątek przeze mnie w gmachu Senatu, czy nie obawia się, ze w wyniku działań PiS jego koncepcja jednej listy spełni się, ale w krzywym zwierciadle, zwłaszcza jeśli zwolennicy Hołowni czy Kosiniak-Kamysza nie zechcą zagłosować na listę Tuska i zostaną w domu  – zastrzegł, że przeciwny jest zmianie ordynacji tuż przed wyborami. Należy jednak być na to przygotowanym. Podtrzymuje koncepcje jednej wspólnej listy.

– To nie będzie lista Tuska. Tylko większości Polaków – zapewnił. Cokolwiek to znaczy, nadmienił, że przy jej układaniu zamierza rolę odegrać wyłącznie “jako przewodniczący Platformy Obywatelskiej”. Trzymamy za słowo…   

[1] sondaż United Surveys dla Wirtualnej Polski z 3-4 czerwca 2022
[2] por. Andrzej Hennel. Sto okręgów to mordercza pułapka dla słabszych partii. “Gazeta Wyborcza” z 20 maja 2022  

Jak oceniasz?

kliknij na gwiazdkę, aby ocenić

średnia ocen 5 / 5. ilość głosów 1

jeszcze nie oceniano

jeśli uznałeś, że to dobre...

... polub nas w mediach społecznościowych

Nie spodobało się? Przykro nam...

Pomóż nam publikować lepsze teksty

Powiedz nam, jakie wolałbyś teksty na pnp24.pl?

Łukasz Perzyna (ur. 1965) jest dziennikarzem „Opinii”, Polityczni.pl i „Samorządności”, autorem filmu o Aleksandrze Kwaśniewskim (emisja TVP1 w 2006 r.) oraz dziewięciu książek, w tym. „Uwaga, idą wyborcy…” i „Jak z Pierwszej Brygady”. Pracował m.in. w „Wiadomościach TVP” i „Życiu”, kierował działem krajowym „Obserwatora Codziennego”. W latach 80 był działaczem Konfederacji Polski Niepodległej i redaktorem prasy podziemnej.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here