Gdy posłowie nie mogli się porozumieć, ogłaszał kolejne przerwy na negocjacje. Przez to Sejm z czasów jego marszałkowania przezywano wprawdzie antraktowym, ale ceniono bardziej niż dzisiejszy, a uchwalony wtedy podział Polski na 16 województw obowiązuje do dzisiaj pomimo upływu niemal ćwierćwiecza. Jedenaście lat temu marszałek Maciej Płażyński nie wrócił z delegacji do Smoleńska.

A w kraju czekali na niego samorządowcy, na których czele obiecał stanąć. Ze wspólnej inicjatywy zrodzić się miała trzecia siła w polskiej polityce, przełamująca podziały na rzecz pracy u podstaw. Nigdy już więcej się nie dowiemy o szansach tego projektu. Stopień jego zaawansowania był znaczny. A Maciej Płażyński miał stać się jego twarzą i liderem.

Od lat zaangażowany w gdańskiej opozycji demokratycznej, nie tylko w Ruchu Młodej Polski oraz Niezależnym Zrzeszeniu Studentów ale i w słynnej spółdzielni usług wysokościowych Świetlik pozwalającej w czasach PRL przy myciu szyb w socjalistycznych biurowcach zdobyć środki nie tylko na chleb ale i szynkę z Peweksu tym co po nocach składali podziemną prasę i książki – dawał zarobić Janowi Krzysztofowi Bieleckiemu parę dekad zanim czynili to włoscy bankierzy z UniCredit.  Zaś w nowej Polsce okazał się wojewodą tak szanowanym, że był ostatnim z ekipy “solidaruchów”, którego premier Włodzimierz Cimoszewicz z SLD, odwołał ze stanowiska. Dało mu to jednak przepustkę do kolejnych, o które nigdy szczególnie nie zabiegał. Nie był zresztą typem działacza partyjnego. Powrót obozu Solidarności  do władzy w 1997 r. pod marką AWS i w koalicji z Unią Wolności, do którego Płażyński się przyczynił uzyskując jako kandydat na posła z Gdańska z poparciem 125 tys wyborców najlepszy wynik w całym kraju –  dał mu funkcję marszałka Sejmu. Odpowiadała jego refleksyjnemu temperamentowi, kulturze osobistej i skłonności do szukania porozumienia nawet tam gdzie postawy wydawały się rozbieżne. Otoczył się osobami fachowymi, co znaczące nie tylko z obozu Solidarności. Pracowali dla niego gwiazdor telewizyjny i filozof z wykształcenia Grzegorz Miecugow jako ekspert medialny i była rzeczniczka Urzędu Ochrony Państwa Irena Popoff jako główna doradczyni polityczna. Dostępny i lubiany, urząd marszałka pełnił przez całą kadencję i zachował pomimo zmiany barw klubowych: nominowany przez AWS pod koniec stanął na czele Platformy Obywatelskiej.

Historycy powtarzają, że gdybanie w ich nauce nie ma sensu, trudno więc roztrząsać, czy jeśliby postanowił w 2000 r. wystartować w wyborach prezydenckich, przeszedłby do ich drugiej tury wraz z Aleksandrem Kwaśniewskim. Kandydowania nie dał sobie jednak wtedy wyperswadować Marian Krzaklewski zaś Płażyński nie zamierzał narażać się na zarzut braku lojalności (wszak to lider Akcji wskazał go na marszałka) ani godzić z faktem, że jego decyzja wywoła zimną wojnę w obozie posierpniowym. Krzaklewski postawił na swoim, a że tracił popularność za sprawą wysokich społecznych kosztów reform i fatalnych prywatyzacji, przegrał nie tylko z Kwaśniewskim ale i z Andrzejem Olechowskim. Ten ostatni został partnerem Płażyńskiego w nowym przedsięwzięciu dla którego bodajże wspomniana już Popoff wymyśliła nazwę Platforma Obywatelska. Trzeci z liderów PO wydawał się najskromniejszy, ale w parę lat pozbył się obu pozostałych ojców-założycieli. Był nim Donald Tusk pełniący wtedy dekoracyjną raczej funkcję wicemarszałka Senatu i obrażający się na dziennikarzy, gdy mu wypominali nikłą pracowitość: urazę do mnie o komentarz na ten temat późniejszy prezydent Zjednoczonej Europy chowa do dzisiaj.

Za to Płażyński nie obrażał się, pozostawał jednym z nielicznych polityków z czołówki, który sam odbierał własny telefon komórkowy. W znacznej mierze za sprawą jego charyzmy – w okręgu gdańskim pokonał o 13 tys głosów reprezentującego PiS Lecha Kaczyńskiego – Platforma Obywatelska chociaż nowa na politycznej scenie zajęła w wyborach do Sejmu z 2001 r. drugie miejsce. Pierwsza pod tą flagą kadencja posłużyła Tuskowi do wyeliminowania współliderów ale nie utorowała drogi do władzy. Zdobył ją dopiero w 2007 r. po “błędzie szeryfa” jaki premier Jarosław Kaczyński popełnił w środku następnej kadencji, nasyłając służby specjalne na koalicjantów z Samoobrony i ogłaszając nowe wybory. Zaś Płażyński wtedy, w skróconej kadencji senator niezależny i wicemarszałek tej izby, wystartował do Sejmu z list PiS. Posłem został, w klubie długo miejsca nie zagrzał. Styl uprawiania polityki wtedy obowiązujący mniej mu odpowiadał. Skupiał się na sprawach konkretnych: przygotowaniu ukochanego Gdańska do Piłkarskich Mistrzostw Europy, prawach Polaków z Niemiec, kulturze ludności kaszubskiej. 

Abp Sławoj Leszek Głódź zaręcza, że w rozmowie bezpośredniej Płażyński powiadomił go o zamiarze ubiegania się o prezydenturę w 2010 r. Jednak jak wiemy, wybory zamiast jesienią odbyły się wtedy latem, bo ze Smoleńska nie wrócili ani Lech Kaczyński ani były marszałek Sejmu.

Chyba rok wcześniej przysiadłem na chwilę w nieistniejącej dziś już kawiarni Modulor przy placu Trzech Krzyży. Sejm akurat obradował, było popołudnie. Do lokalu wszedł Płażyński. O jego planach było już głośno, ciekawiło mnie z kim się spotka, więc przywitałem się i popatrywałem, kto zasiądzie przy jego stoliku. Dawny marszałek zamówił espresso, zapłacił, szybko poszedł. Pomyślałem wtedy, że albo założyciel partii rządzącej – bo Platforma trzeci rok pozostawała u władzy – nie ma już nawet z kim małej kawy wypić albo odczuwa potrzebę wyciszenia i refleksji. On, typowy polski inteligent rozumujący w kategoriach obowiązków a nie fruktów, czasem nawet z pewną dozą abnegacji i hamletyzowania, które nie tylko w polityce ludzie czynu zwykli przezywać dzieleniem włosa na czworo. 

Z czasem, już po Smoleńsku, okazało się, że wszyscy tego właśnie potrzebujemy. 

Jak oceniasz?

kliknij na gwiazdkę, aby ocenić

średnia ocen 5 / 5. ilość głosów 4

jeszcze nie oceniano

jeśli uznałeś, że to dobre...

... polub nas w mediach społecznościowych

Nie spodobało się? Przykro nam...

Pomóż nam publikować lepsze teksty

Powiedz nam, jakie wolałbyś teksty na pnp24.pl?

Łukasz Perzyna (ur. 1965) jest dziennikarzem „Opinii”, Polityczni.pl i „Samorządności”, autorem filmu o Aleksandrze Kwaśniewskim (emisja TVP1 w 2006 r.) oraz dziewięciu książek, w tym. „Uwaga, idą wyborcy…” i „Jak z Pierwszej Brygady”. Pracował m.in. w „Wiadomościach TVP” i „Życiu”, kierował działem krajowym „Obserwatora Codziennego”. W latach 80 był działaczem Konfederacji Polski Niepodległej i redaktorem prasy podziemnej.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here