Milicyjna etyka czyli jak w policji wraca stare

0
94

Nachodzą dziennikarzy, próbują się wyłgać i jeszcze straszą

Policja odmówiła wszczęcia postępowania w sprawie dwukrotnego bezzasadnego nachodzenia mnie w miejscu zamieszkania przez jej funkcjonariuszy. Już we wrześniu sygnalizowałem, że to element szerszej akcji przeciw dziennikarzom. Zdarzenie z Zielonej Góry, gdzie funkcjonariusze weszli do mieszkania korespondenta “Gazety Wyborczej” potwierdziło, że tak dzieje się rzeczywiście.

Policja próbowała się dostać do mojego mieszkania dwukrotnie, pod moją nieobecność 15 i 16 września br. po czym wypytywała sąsiadów o moją pracę dziennikarza politycznego w Sejmie. Czekali też na mnie przy domofonie. Skąd znają mój wizerunek, skoro nie jestem celebrytą? Ponieważ podczas mojej z kolei wizyty w komisariacie na Ludnej 17 września udzielono mi sprzecznych a czasem śmiesznych wyjaśnień, a nawet próbowano zadawać prowokacyjne pytania (“Z kim pan mieszka?”), 19 września w komendzie dzielnicowej na Wilczej złożyłem przyjęte tam powiadomienie o przestępstwie naruszenia miru domowego, nękania oraz utrudniania pracy dziennikarskiej – to ostatnie zalicza się do kategorii wymierzonych w wolność słowa, jaką gwarantuje Konstytucja.

Nachodzeniem mnie w związku z pracą dziennikarza politycznego, akredytowanego stale w Sejmie, zainteresowali się także parlamentarzyści, żądając wyjaśnień od zwierzchników zaangażowanych w tę akcję funkcjonariuszy.

Odpowiedź, jaką teraz otrzymałem wiele mówi o stanie policji demokratycznego państwa.

“Zgromadzony w toku przedmiotowych czynności wyjaśniających materiał dowodowy nie dał podstaw do stwierdzenia naruszenia dyscypliny służbowej, jak również nieprzestrzegania etyki zawodowej przez funkcjonariuszy tutejszej jednostki Policji. Brak jest zatem podstaw do wdrożenia procedury dyscyplinarnej” – głosi fragment elaboratu, adresowanego do mnie, datowanego 19 października 2021 r. a podpisanego: podinsp. Marek Żyra, zastępca komendanta rejonowego policji Warszawa I.

Policja nie nawiązywałaby jednak w pełni do tradycji swojej poprzedniczki Milicji Obywatelskiej, gdyby – starając się wyłgiwać – nie próbowała zarazem straszyć.

W tym samym piśmie bowiem czytam: “Jednocześnie informuję, iż zgromadzony materiał został również przekazany do wiadomości Prokuratury Rejonowej Warszawa Śródmieście w Warszawie do sprawy 4313-0.KO.709.2021, w celu oceny prawno-karnej”. Jednym słowem: oni jeszcze straszą. Przeciw mnie, ani “w mojej sprawie” nie toczy się żadne prokuratorskie postępowanie, przynajmniej nic o tym nie wiem. Podawanie samej sygnatury bez sprecyzowania, czego rzecz dotyczy, oznacza więc wywieranie presji. Jak redaktor będzie dalej podskakiwał, to przyjdą następne kłopoty. Wyczerpuje to znamiona przestępstwa groźby karalnej i to w oczywisty sposób. Pozostaje mi więc złożyć kolejne powiadomienie, już do zwierzchników podinspektora Żyry. Ciekawe, czy podobnie będą usiłowali funkcjonariusze postraszyć interweniujących w sprawie obu najść parlamentarzystów, których chroni immunitet.     

Żartem można by to zbyć, choćby cytatem z Gogola:

– Jeden u nas uczciwy człowiek, prokurator. Ale i on, prawdę mówiąc…

Jak dalej szło, pamiętamy. Jednak nie zacytujemy, bo może jakiś prokurator od Zbigniewa Ziobry nawiedzony w swojej misji zechce postawić zarzut ob. Gogolowi, nie wiedząc, że ten nie żyje oraz redaktorowi Perzynie, chociaż ten wciąż nie wie, za co.

Wiem za to, co robię zajmując uwagę Państwa Internautów tymi policyjnymi czy ściślej postmilicyjnymi ekscesami. Dziś chodzą po mieszkaniach dziennikarzy. Jutro wybiorą się do adwokatów, pisarzy, architektów. Z jakimś bzdurnym pretekstem, podobno nachodzenie mnie na Kopernika miało związek z donosem sąsiedzkim (rzeczywiście mieszka tam też indywiduum, kablujące na sąsiadów jeszcze za PRL i to za pieniądze, ale czy to wystarczający powód do szturmowania mieszkania osoby, wykonującej zawód zaufania publicznego, bez uprzedniej próby wezwania, bo nawet awiza w skrzynce nie było?) albo z wyrzucaniem jakiś przedmiotów z balkonu (tyle, że to już burleska, bo gdzie się potem podziały? A jeśli były tak lekkie, że wiatr je porwał, to raczej sprawa dla Straży Miejskiej). 

A pojutrze przyjdą do Was. Jeśli zawczasu nie zareagujemy. Albo machniemy ręką i uznamy, że policja musi tak działać, skoro jest spadkobierczynią milicji, podobnie jak prokuratura wypisująca durne sygnatury bez dołączenia choćby pozoru wiadomości o co chodzi, zachowuje się zgodnie z tradycją Stanisława Piotrowicza. Powracają znane z PRL klimaty dowcipów o milicjantach, tyle, że MO równie chętnie wyłgując się od odpowiedzialności, rzadziej powoływała się na etykę, raczej na marksizm-leninizm. Ale policyjna paplanina o etyce zawodowej to w tym wypadku jedyny znak nowych czasów.  

Jak oceniasz?

kliknij na gwiazdkę, aby ocenić

średnia ocen 5 / 5. ilość głosów 4

jeszcze nie oceniano

jeśli uznałeś, że to dobre...

... polub nas w mediach społecznościowych

Nie spodobało się? Przykro nam...

Pomóż nam publikować lepsze teksty

Powiedz nam, jakie wolałbyś teksty na pnp24.pl?

Łukasz Perzyna (ur. 1965) jest dziennikarzem „Opinii”, Polityczni.pl i „Samorządności”, autorem filmu o Aleksandrze Kwaśniewskim (emisja TVP1 w 2006 r.) oraz dziewięciu książek, w tym. „Uwaga, idą wyborcy…” i „Jak z Pierwszej Brygady”. Pracował m.in. w „Wiadomościach TVP” i „Życiu”, kierował działem krajowym „Obserwatora Codziennego”. W latach 80 był działaczem Konfederacji Polski Niepodległej i redaktorem prasy podziemnej.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here