Nikt przyzwoity nie poprze projektu przejęcia prywatnej telewizji TVN przez pisowskie państwo. Z drugiej strony trudno nie zauważyć, że strategia obrony tej stacji jest w istocie ogromną i skuteczną kampanią reklamowo-marketingową.

Możliwości przeforsowania przez PiS projektu, zmuszającego amerykańskich udziałowców TVN do sprzedaży części udziałów wydają się znikome, chociaż partia rządząca nominalnie zachowuje w Sejmie większość. Zaś okoliczności sporu pokazują podejście zarówno władzy jak opozycji do wolnych mediów.

Wersję na użytek pisowskiego aparatu przedstawił na jednym ze spotkań ze swoimi Marek Suski, dający twarz projektowi. Amerykanie zostaną poprzez wprowadzone regulacje ustawowe, ograniczające możliwości kapitału spoza Unii Europejskiej,  zmuszeni do sprzedaży udziałów w TVN spółkom Skarbu Państwa. Najczęściej mowa o Orlenie. 

To jednak plan maksimum, mało realny wobec sprzeciwu Jarosława Gowina i braku chęci dołączania się posłów z innych klubów do wymierzonej w TVN operacji. W poniedziałek w południe rzecznik Porozumienia Gowina Jan Strzeżek oraz ekspert prof. Lech Jaworski zaproponowali, żeby zamiast ograniczeń medialnych wobec krajów spoza Unii Europejskiej uchwalić je tylko wobec państw spoza OECD, a do tej organizacji skupiającej kraje najbardziej rozwinięte należą oczywiście Stany Zjednoczone. Uczyniłoby to nowelizację pozbawioną praktycznego znaczenia, bo Chińczycy u nas radia ani telewizji nie mają.  

Kontekst międzynarodowy sprawy przedstawiają w kuluarowych rozmowach działacze PiS. Polska miałaby kupić od Stanów Zjednoczonych czołgi marki Abrams. Nie jest to sprzęt niezbędny naszej armii ani cieszący się najlepszą reputacją. Z wdzięczności za to USA nie wtrącałyby się jednak do regulacji, umożliwiających przejęcie TVN, chociaż zwykle dyplomaci amerykańscy bronią firm z tego kraju.

W ruchach władzy wobec prywatnej stacji część polityków PiS zastrzegających sobie anonimowość dopatruje się desperackiej próby ustanowienia nowych kontaktów ze świeżą demokratyczną administracją z USA. To tylko pozorna sprzeczność. Po porażce republikanina Donalda Trumpa – którego najlepszym sojusznikiem ogłaszali się samozwańczo pisowscy liderzy – w wyborach prezydenckich z Joe Bidenem stosunki amerykańsko-polskie prawie nie istnieją. Odwołano z Warszawy Georgette Mosbacher, wcześniej chętnie ale i obcesowo ujmującą się za TVN. Ameryka nie ma teraz nad Wisłą ambasadora. Trudno o bardziej przekonujący dowód, że nie znajdujemy się na liście jej priorytetów. Najwyższy rangą dyplomata amerykański w Warszawie charges d’affaires Bix Aliu bez żenady lobbował zarówno za przedłużeniem koncesji TVN24 (kołatał nawet do drzwi przewodniczącego Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji Witolda Kołodziejskiego), jak za restytucją bezspadkowego mienia pożydowskiego przez amarykańskie organizacji, uzurpujące sobie prawo reprezentowania ofiar Holocaustu, chociaż te ostatnie pozostały do końca obywatelami polskimi. Spięcie wokół TVN miałoby skłonić władze USA do poważnego potraktowania rządzącej u nas ekipy, pertraktacji z nią i przysłania ambasadora.   

Nawet na sporej awanturze, gdyby nie udało się jej uniknąć, władza w sondażach nie straci, bo obcy kapitał nie cieszy się w Polsce sympatią, a widzowie TVN i tak głosują zwykle na PO a nie na PiS.
Warianty te nie wykluczają się nawzajem, lecz raczej uzupełniają. Kwestia wolności mediów jawi się w nich jako drugorzędna (choćby z pokrewną sprawą restytucji mienia nie ma żadnego związku), co oczywiście nie oznacza, że jej pogarszająca się od sześciu lat jakość dodatkowo nie ucierpi. Jednak nie ona głównie interesuje polityków.

Cała opozycja jednoznacznie stanęła w obronie TVN, co ją z kolei… postawi w kłopotliwej sytuacji, gdyby Amerykanie jednak negocjacje dotyczące stacji podjęli i przystali na ustępstwa. Tak działo się już przy okazji przejęcia gazet niemieckiego koncernu Passauera przez Orlen. Politycy z opozycji prewencyjnie formułowali pryncypialne ostrzeżenia przed dyktatem państwa, po czym firma z bawarskiej Pasawy postanowiła w majestacie prawa sprzedać rządowemu koncernowi paliwowemu swoje gazety regionalne. Nikt w UE nie zabroni niemieckiemu koncernowi Passauer Presse ich zbyć ani Orlenowi przejąć.

Na celowniku teraz znajduje się TVN, ale w praktyce chodzi o innych. Wiele stacji z zagranicznymi udziałowcami już wcześniej decydowało się na kosztowne wobec własnego prestiżu personalne gesty wobec władzy, co do których trudno uwierzyć, by celem mogło być cokolwiek innego niż bezproblemowa prolongata koncesji na nadawanie. Zwykle dbałe o poziom programu Radio RMF, mające niemieckiego właściciela, do rozmów z politykami zaangażowało Roberta Mazurka, kiedyś zatrudnionego w partyjnym “Nowym Państwie”. Dyżurni pisowcy żurnaliści pojawiali się zresztą również w “gadanych” programach TVN jako komentatorzy, chociaż nic od siebie do powiedzenia nie mieli i nawet wtedy, gdy zasada równowagi opinii tego nie wymagała.

Prestiż stacji prywatnej podupadł odkąd zaczęto mówić o niezależnych od woli pisowskich władz zmianach właścicielskich: zamierzonym przejęciu TVN z rąk Discovery przez Disneya. W dodatku założyciele stacji jak Mariusz Walter oraz aktualni jej kierownicy jak Edward Miszczak na przełomie obecnego i ubiegłego roku zamieszani byli w wyjątkowo gorszącą celebrycką aferę szczepionkową: wraz z producentami kremów kosmetycznych i lodów zaszczepili się poza kolejnością. Tłumaczono to zamierzoną akcją promocji szczepień. Tyle, że jak się okazało po szczegółowym zbadaniu sprawy – żadnej prozdrowotnej kampanii nie planowano. Nadwątliło to prestiż stacji, zwłaszcza, że jej dziennikarze zawsze pierwsi do relacjonowania afer z udziałem konkurentów tym razem zachowali zdumiewającą powściągliwość, gdy o własnych szefów chodziło. W badaniach wiarygodności i bezstronności wyżej od TVN oceniany jest Polsat, najgorzej oczywiście TVP.

Zaś TVN wykorzystuje ataki rządowej propagandy i pogłoski o rychłej utracie koncesji do bezprzykładnej akcji promocyjno-reklamowej na własną rzecz. Na antenie oraz w mediach zaprzyjaźnionych to od kilku dni dominujący temat. Wrażenie można odnieść, że wyłączny. Politycy, eksperci i autorytety społeczne mówią głównie o zagrożeniach dla stacji.  Politycy opozycji odgrywają rolę statystów. Zrozumiałej obronie prywatnej stacji telewizyjnej przed zakusami władzy nie towarzyszy nawet próba refleksji nad stanem mediów w Polsce. Opłakanym i bez zamachu pisowskiej ekipy na amerykańską z kapitałowego punktu widzenia stację z warszawskiej Augustówki. Pogorszonym jeszcze przez straty z powodu pandemii.

Ogromny udział zagranicznego kapitału w rynku medialnym w Polsce nie stanowi żadnej gwarancji dla pluralizmu i wolności słowa, bo wchodzące na tutejszy rynek koncerny często obstawiały zwycięzców kolejnych wyborów a ich media w zależności od prognoz zmieniały sympatie. Poza wskazanym już RMF koronnym przykładem pozostaje Springer: opozycyjny obecnie “Newsweek” zaraz po wejściu na rynek polski pozostawał niezawodną trybuną “dobrej zmiany” a jeszcze lepiej karmił dziennikarzy pisowskich. Zapomniany już springerowski “Dziennik” zanim okazał się największą w polskich mediach plajtą, bez żenady wspierał pierwszy rząd PiS. Podobnie angażował się nawet brukowy “Fakt”.

Opozycyjni dziś politycy jeśli o wolne media chodzi, nie mają czystego sumienia. Spółki związane z Platformą Obywatelską, dyrygowane wtedy przez Jacka Merkla i Wojciecha Krefta po przejęciu przed dwudziestu laty “Życia” Tomasza Wołka – wówczas drugiego po “Gazecie Wyborczej” najbardziej opiniotwórczego tytułu w Polsce – doprowadziły do odejścia charyzmatycznego redaktora naczelnego i zastąpienia go operetkowym Pawłem Fąfarą, co z kolei po skokowej zmianie sympatii pisma doprowadziło do odrzucenia go przez czytelników i w efekcie zamknięcia ważnej i ambitnej kiedyś gazety. Z kolei w imieniu Lewicy w obronie TVN staje poseł Robert Kwiatkowski, były prezes TVP, za którego rządów bezprzykładnie upartyjniono Wiadomości, tyle, że beneficjentem tego procesu było wówczas nie PiS lecz SLD, chociaż twarze ówczesnej zmiany pozostawały te same: jak główna prezenterka Danuta Holecka.

Politycy odgrywają w obecnym sporze rolę kukiełek czy pacynek a nie samodzielnych graczy. Całkiem jak w powieści rosyjskiego pisarza Wiktora Pielewina (“Generation P”), znanego zarówno z krytycyzmu wobec Władimira Putina i jego ekipy, jak społecznej przenikliwości i obeznania z nowoczesną socjotechniką:

“W bufecie było pusto i cicho. W kącie wisiał na metalowym pręcie wielki telewizor, w którym leciały wiadomości. Dźwięk był wyłączony. Morkowin wskazał Tatarskiemu stolik przy telewizorze, a sam podszedł do kontuaru. Wrócił z dwiema szklankami i butelką wódki Smirnoff (..).
– Coś podobnego – powiedział ze zdumieniem. – Rozumiem, że na ulicznym straganie… Ale nawet tutaj podróbka. Ani chybi bimber z Polski… O, jak podryguje! Oto, co znaczy up-grade…
Tatarski uznał, że ostatnie słowa odnoszą się nie do wódki, ale do telewizora, i przeniósł wzrok z mętnego od bąbelków alkoholu na ekran, gdzie rumiany, zaśmiewający się Jelcyn raz za razem szybko przecinał powietrze bezpalcą dłonią i zachłystując się, coś mówił (..).
– Znowu nic nie rozumiem – powiedział Tatarski.
– Dawniej na taki numer potrzebowaliśmy trzech dni. A teraz robimy w jedną noc. Dlatego możemy animować i więcej gestów, i mimiki.
– Ale co animujemy?
– A no właśnie jego – odpowiedział Morkowin, wskazując na telewizor. – I wszystkich pozostałych też. Trójwymiar. 
– Trójwymiar?
– Naukowo nazywa się to model 3D. A chłopaki mówią na to “trójwysraj”. (..)
Tatarski popatrzył na ekran. Teraz pokazywano mównicę w Dumie. Stał na niej ponury mówca, który wyglądał jakby się przed chwilą wynurzył z odmętu rozbestwionej tłuszczy. Nagle Tatarskiemu wydało się, że poseł rzeczywiście jest martwy – jego ciało było całkowicie nieruchome, poruszały się tylko wargi i od czasu do czasu powieki.
– I ten też – odezwał się Morkowin. – Tyle że jego animuje się z grubsza, takich jak on jest zbyt wielu. To postać epizodyczna (..). Dynamiczna wideopłaskorzeźba – ten rodzaj opracowuje się pod jednym kątem. Technologia ta sama, ale roboty dwa razy mniej (..). Azadowski oglądał wieczorem wiadomości, a tam posłowie mówili o telewizji: że sprzedajna, kurewska i tak dalej. Azadowski naturalnie sie wściekł, chciał zrobić awanturę, nawet podniósł słuchawkę. Już wykręcał numer, kiedy nagle pomyślał: a komuż tu robić awanturę? Nie, to znaczy, że dobrze pracujemy, skoro nas samych to bierze.” [1].     

To żadna antyutopia, rzecz dzieje się współcześnie, trochę na Wschód od nas… Być może któryś ze zdolnych polskich pisarzy zaproponuje teraz powieść z gatunku political fiction, w której szefowie podupadającej i pozbawionej pomysłów stacji, żeby podbić oglądalność, postanawiają sprowokować zwarcie z władzą, na co ta chętnie przystaje, bo sama potrzebuje akwizycji nowego poparcia w kręgach wyborców niechętnych zarówno liberalnym telewizjom jak zagranicznemu kapitałowi. Ten ostatni pozostaje zresztą głównym beneficjentem programów rządowych z flagowym Polskim Ładem – całkiem wbrew jego nazwie – na czele.   

[1]  Wiktor Pielewin. Generation “P”. Wydawnictwo WAB, Warszawa 2002, s. 214-216, tł. Ewa Rojewska-Olejarczuk         

Jak oceniasz?

kliknij na gwiazdkę, aby ocenić

średnia ocen 4.7 / 5. ilość głosów 6

jeszcze nie oceniano

jeśli uznałeś, że to dobre...

... polub nas w mediach społecznościowych

Nie spodobało się? Przykro nam...

Pomóż nam publikować lepsze teksty

Powiedz nam, jakie wolałbyś teksty na pnp24.pl?

Łukasz Perzyna (ur. 1965) jest dziennikarzem „Opinii”, Polityczni.pl i „Samorządności”, autorem filmu o Aleksandrze Kwaśniewskim (emisja TVP1 w 2006 r.) oraz dziewięciu książek, w tym. „Uwaga, idą wyborcy…” i „Jak z Pierwszej Brygady”. Pracował m.in. w „Wiadomościach TVP” i „Życiu”, kierował działem krajowym „Obserwatora Codziennego”. W latach 80 był działaczem Konfederacji Polski Niepodległej i redaktorem prasy podziemnej.

1 KOMENTARZ

  1. Są dwa możliwe scenariusze, pierwszy – Discovery skieruje sprawę do arbitrażu międzynarodowego i uzyska odszkodowanie znacznie przekraczające wartość TVN i drugi, 51% akcji TVN zakupi któryś z trzech polskich oligarchów za kredyt udzielony przez PKO BP lub BGK albo Polski Fundusz Rozwoju z opcją odsprzedaży dla podmiotu kontrolowanego przez Państwo. W tym przypadku Discovery robi również świetny interes. Stawiam 1000 zł na drugi wariant. Kto chce się założyć ? Marek Czarnecki

Skomentuj Marek Czarnecki Anuluj odpowiedź

Please enter your comment!
Please enter your name here