Ostatni fachowiec. Rząd bez Konrada Szymańskiego

0
37

To nie tylko symboliczne odejście, ale konkretna strata. Dla Polski, a nie dla władzy. Z rządu Mateusza Morawieckiego odchodzi jego najlepszy minister – Konrad Szymański. Skoro zajmował się tym, co najsłabiej pisowskiej ekipie wychodziło – kontaktami z Unią Europejską i ratował, co inni zepsuli, będzie już tylko gorzej.

Jeśli o braciach Kaczyńskich mowa, to Konrad Szymański kojarzy się bardziej z Lechem niż Jarosławem: jak się wydaje pozostawał jednym z nielicznych ministrów Mateusza Morawieckiego skłonnych nawiązywać raczej do pierwszego, umiarkowanego rządu PiS z lat 2005-6 kierowanego przez Kazimierza Marcinkiewicza niż do kolejnego, kiedy już premierem został prezes, a cały świat śmiał się z Polski niczym z bantustanu, że jeden z bliźniaków jest u nas premierem a drugi prezydentem.

Drogę do kariery otworzył Konradowi Szymańskiemu nie żaden z nich, lecz prezes Zjednoczenia Chrześcijańsko-Narodowego z lat 90. Marian Piłka. Sam opozycjonista jeszcze z czasów PRL i nie lada oryginał ale przede wszystkim dobry człowiek – wprowadzał do polityki młodych. Takich jak Artur Zawisza ówczesny sekretarz generalny partii i Szymański, wtedy jeszcze z buzią dziecka, co szokowało w zestawieniu z pełnioną przez niego odpowiedzialną funkcją skarbnika. Żaden z nich patrona i mentora nie zawiódł.

Z kongresu ZChN w Częstochowie (było to wtedy dla chrześcijańskiej flanki AWS rytualne miejsce obrad) zapamiętałem długą rozmowę z Szymańskim w przerwie spotkania, w jednej z miejscowych pizzerii. Nie o stołkach i intrygach, o których tak chętnie rozprawiali jego koledzy, lecz o przyszłości reform i ścieżce rozwoju kraju. Trzydziestolatek pojmował z tego więcej, niż niejeden weteran dawnej opozycji.

Kolejną odbyliśmy na korytarzu pociągu Intercity – bo Pendolino jeszcze wtedy nie jeździły – już w połowie następnej dekady, kiedy wracałem z weekendowego wypadu do Wrocławia, a on wsiadł w Poznaniu, bo tam uczestniczył w międzynarodowym spotkaniu chrześcijan, chociaż wtedy żadnej funkcji nie pełnił. Nie dzielił jednak poglądów, przekonań i zachowań na publiczne i prywatne. Wedle mojej wiedzy nie czyni tego i dzisiaj.

Być może dlatego najlepszy minister odchodzi z rządu Morawieckiego. Zaś o tym, jak jakościowa to zmiana, najlepiej mówią wymieniane w kuluarach nazwiska jego następców: to Szymon Szynkowski vel Sęk (wcale nie żart, ten urzędnik i poseł naprawdę tak się przedstawia) i Paweł Jabłoński. Obaj, ujmę tu rzecz najłagodniej jak potrafię, od dawna pozostają przedmiotem żartów nie tylko dziennikarzy ale i kolegów z własnej formacji. Najtrudniej ich sobie wyobrazić, jak negocjują ze swoimi odpowiednikami z Francji, Niemiec czy nawet Włoch, również teraz, gdy w tych ostatnich również dokonała się “dobra zmiana”.

Za to Zbigniew Ziobro triumfuje. Bo to on doprowadził, że Polska nie dostała unijnych pieniędzy, które chciał dla nas załatwić minister Konrad Szymański. Ten ostatni przyznaje, że jego pojednawczy kurs nie znajdował zrozumienia nie tylko na arenie europejskiej, ale w kraju. Stanowisko, którego sprawowanie traktował jako misję odda teraz urzędasowi, dla którego będzie to tylko stołek. Rządzący bowiem rezerwami już nie dysponują: również w wymiarze kadrowym.

Za pierwszych rządów PiS podobnie symboliczne okazało się odejście ze stanowiska ministra spraw zagranicznych prof. Stefana Mellera, mówiącego po francusku jak po polsku historyka rewolucji 1789 roku. Prawie nikt nie pamięta, kto go wówczas zastąpił. Nie miało to większego znaczenia. Dla porównania z sytuacją obecną istotne pozostaje co innego: z chwilą tamtej dymisji zaczął się postępujący upadek rządzącej ekipy.   

Jak oceniasz?

kliknij na gwiazdkę, aby ocenić

średnia ocen 5 / 5. ilość głosów 4

jeszcze nie oceniano

jeśli uznałeś, że to dobre...

... polub nas w mediach społecznościowych

Nie spodobało się? Przykro nam...

Pomóż nam publikować lepsze teksty

Powiedz nam, jakie wolałbyś teksty na pnp24.pl?

Łukasz Perzyna (ur. 1965) jest dziennikarzem „Opinii”, Polityczni.pl i „Samorządności”, autorem filmu o Aleksandrze Kwaśniewskim (emisja TVP1 w 2006 r.) oraz dziewięciu książek, w tym. „Uwaga, idą wyborcy…” i „Jak z Pierwszej Brygady”. Pracował m.in. w „Wiadomościach TVP” i „Życiu”, kierował działem krajowym „Obserwatora Codziennego”. W latach 80 był działaczem Konfederacji Polski Niepodległej i redaktorem prasy podziemnej.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here