Partie jak korporacje

1
58

Kto zapłaci za egoizm polityków

Wyborcę – obywatela i podatnika – zaniepokojonego drożyzną a jeszcze bardziej koncentracją wagnerowców na naszej wschodniej granicy niezbyt bulwersuje Jacek Ozdoba przerywający konferencję Borysa Budki czy Radosław Sikorski zakłócający briefing Krzysztofa Bosaka. Główne marki polityczne adresują komunikaty do siebie nawzajem, ale sprzyjają im tak ordynacja wyborcza, jak system finansowania partii. Socjolog Jakub Karpiński jeszcze za poprzedniego ustroju nazywał  ten przekaz “mową do chińskiego ludu przez zamknięty lufcik”. Ale alternatywa wciąż nie nie zaistniała.     

Podzielane przez mocarzy rodzimej polityki, ale i główne media przekonanie, że im mniej ugrupowań w Sejmie, tym lepiej, okazuje się prawdziwe tylko w wypadku ich własnych interesów. Niewykluczone, że drogo zapłacimy za psychozę jedynej słusznej wspólnej listy opozycji podsycaną przez “Wyborczą” i TVN oraz nachalną promocję wirtualnej “Zjednoczonej Prawicy” przez pisowskie “środki musowego przykazu”. Jeśli przyszły Sejm okaże się mało reprezentatywny, sprzyjać to będzie konfliktom.

Niepokojącą tendencję zapowiada wynik niedawnego sondażu Kantaru: gdyby wybory odbyły się już teraz, 33 proc. poparcia uzyskałby PiS, 32 proc. – Koalicja Obywatelska, zaś 8 proc Konfederacja i 7 proc Lewica. Zaś Trzecia Droga zawiązana przez PSL i Polskę 2050 w ogóle by do Sejmu nie weszła z 5 proc głosów, bo tyle wynosi wymagany próg wyborczy dla partii, a nie dla koalicji, które żeby się tam dostać muszą uzyskać 8 proc [1].

Gdyby Sejm następnej kadencji okazał się taki, jak czołówka sondażu Kantaru – jedna trzecia polskich wyborców byłaby w nim reprezentowana wyłącznie w minimalnym stopniu. Mowa o tych wszystkich, którzy nie oddadzą głosu ani na PiS ani na Koalicję Obywatelską. A to w sumie dziesięć milionów Polaków.

Kiedy prawo sprzyja silnym

Oczywiście można powiedzieć, że winni są sami politycy, skoro nie zbudowali potrafiącej się przebić oferty konkurencyjnej wobec wystarczających sobie nawzajem armad PiS i KO. Z jednej jednak strony

reguły systemu partyjnego, w tym zasady finansowania (dotacje i subwencje) chronią głównie interes najsilniejszych. Z drugiej zaś – podobnie nawzajem skłócone media dbają, żeby nie wyrosła im istotna konkurencja. Gdy Solidarna a później Suwerenna Polska próbowała nawet nie tyle się usamodzielnić od PiS, co zacząć przemawiać własnym głosem (majowa konwencja na warszawskiej Woli) – państwowa telewizja nałożyła na nie faktyczne embargo informacyjne. Po drugiej zaś, opozycyjno-demokratycznej stronie od wielu miesięcy panował psychiczny terror jedynej słusznej jednej wspólnej listy.

Chociaż sondaże, z wyjątkiem “obywatelskich” (to nowo-mowa, student pierwszego roku socjologii wie bowiem, że nie ma czegoś takiego), promowanych na czołówkach “Gazety Wyborczej” przez niezmordowaną w przeinaczaniu Agnieszkę Kublik wcale tego nie potwierdzały – twór ten, w oczywistym założeniu pod batutą Donalda Tuska, uznano za jedyny sposób na odsunięcie PiS od władzy. Perspektywa to złudna, bo wielu szczerych przeciwników Jarosława Kaczyńskiego i jego partii nigdy nie odda głosu na listę zdominowaną przez PO-KO. Krytyczni wobec sposobu sprawowania władzy po 2015 roku nie wzdychają też bowiem do rządów Donalda Tuska (2007-14) i Ewy Kopacz (2014-15).  

Trudno oprzeć się wrażeniu, że promotorzy wspólnej listy sami w nią nie wierzą, natomiast już teraz – na trzy miesiące przed wyborami – szukają alibi na wypadek porażki. Winni będą wówczas oponenci jednolitego frontu: zwłaszcza PSL Władysława Kosiniak-Kamysza i Polska 2050 Szymona Hołowni. Już teraz, jeśli wierzyć TVN i “Gazecie Wyborczej” ich sojusz Trzeciej Drogi dawno powinien się rozpaść, trawiony wewnętrznymi sporami, aż dziw, że jeszcze trwa.

Impregnowany na tę fatalistyczną narrację pozostaje za to wyborca Konfederacji, czerpiący komunikaty z Tik-Toka i podobnych mediów społecznościowych a z pewnością częściej z internetu niż z dzienników i innych przekazów 24-godzinnych stacji. Stąd zaskakująca odporność elektoratu partii Sławomira Mentzena i Krzysztofa Bosaka na zapewnienia komentatorów i ekspertów, że już wkrótce Konfederacja pęknie jak bańka mydlana. Na razie ani myśli. Nadyma się i trwa.

10 milionów na marginesie

Obie główne partie działają jak korporacje.  Skupione na własnych partykularnych interesach, zmuszone są znosić siebie nawzajem. Nadrzędnym ich celem okazuje się niedopuszczenie, by pojawiły się nowe marki polityczne. I osłabienie wszystkich, aspirujących do miana trzeciej siły. Zubaża to w dostrzegalny sposób życie publiczne. O następstwach dwubiegunowości dla ludzkiej psychiki pisał niedawno w znakomitym tekście na łamach PNP 24.PL mec. Marek Czarnecki [2]. 

Wielobarwność i wielogłosowość parlamentu same w sobie stanowią wartość w demokracji, ale też zapobiegają konfliktom społecznym. 

Zwłaszcza, że już obecnie nie mają swoich przedstawicieli przedsiębiorcy ani nauczyciele, grupy eksploatowane ponad miarę wytrzymałości, nie tylko, choć szczególnie, za rządów obecnej ekipy. Pomimo pojawiających się starań nie wyłoniła się polityczna reprezentacja klasy średniej: nie tylko tworzącej miejsca pracy i wzrost gospodarczy ale ze swoich podatków finansującej kosztowną i często – jak mawiają ekonomiści – księżycową inżynierię społeczną rządzących. Nie przypadkiem walczący o odrodzenie Powszechnego Samorządu Gospodarczego podczas jednej z akcji ulicznych odwołali się do symboliki Czarnej Procesji z okresu Sejmu Czteroletniego: wystąpienia na rzecz praw mieszczan, budujących wówczas w dobie Konstytucji 3 Maja dobrobyt państwa.

Jeśli 10 milionów Polaków, a tylu z nas dokładnie nie zamierza głosować ani na PiS ani na KO, uzyska co najwyżej szczątkową reprezentację w parlamencie – oznacza to wykluczenie grupy równie licznej jak ta, jaką stanowili w przełomowych dla Polski latach 1980-81 członkowie NSZZ “Solidarność”. Koło się zamknie. Demokracja zaś, pomimo zachowania jej fasady, w kraju, który w świecie stał się symbolem pokojowej o nią walki, stanie się ułomna. 

Odczujemy to z pewnością w postaci postępującej brutalizacji życia publicznego, na którą skarżymy się już teraz, na razie w sferze werbalnej lub bon-tonowej (wzajemne przerywanie sobie konferencji prasowej, co praktykują zarówno Jacek Ozdoba i w terenie i w Sejmie jak eurodeputowany Radosław Sikorski – o ironio, przed warszawskim przedstawicielstwem Komisji Europejskiej).

Do wybujałych ambicji polityków dołączy bowiem determinacja grup społecznych, które poczują się wykluczone. Jeśli w przyszłym Sejmie – co zapowiada sondaż Kantaru – zabraknie w ogóle reprezentantów wsi i rolnictwa (można oczywiście się spierać, czy PSL rolę tę pełni jak należy), to wizyty nieproszonych gości, w gronie liczniejszym niż niedawni zwolennicy Michała Kołodziejczaka w gmachu resortu przy Wspólnej staną się zapewne regułą a nie nadzwyczajnym wydarzeniem.      

W tradycyjnym parlamencie brytyjskim ławy władzy i opozycji oddziela odległość równa dwóm długościom miecza. Jak igrzyska olimpijskie miały zastąpić fronty i okopy nadając bezkrwawą formę rywalizacji między narodami – tak demokratyczne instytucje zapobiec miały fizycznej konfrontacji oponentów.  Mądrość zbiorowa obywateli i wynikająca z niej umowa społeczna nie ustanowiły parlamentów dla przyjemności tych, co w nich zasiadają. Obecni lokatorzy gmachu przy Wiejskiej zdają się zapominać o tym, że nie stanowi on ich własności. Włącznie z prawem dziedziczenia, z kadencji na kadencję. To zwykły Polak ma w ręku argument rozstrzygający: dziś pilota od telewizora jutro kartkę wyborczą.      

[1] sondaż Kantar z 14-19 lipca 2023

[2] por. Marek Czarnecki Polska choroba dwubiegunowa PNP 24.PL z 25 lipca 2023

Jak oceniasz?

kliknij na gwiazdkę, aby ocenić

średnia ocen 5 / 5. ilość głosów 2

jeszcze nie oceniano

jeśli uznałeś, że to dobre...

... polub nas w mediach społecznościowych

Nie spodobało się? Przykro nam...

Pomóż nam publikować lepsze teksty

Powiedz nam, jakie wolałbyś teksty na pnp24.pl?

Łukasz Perzyna (ur. 1965) jest dziennikarzem „Opinii”, Polityczni.pl i „Samorządności”, autorem filmu o Aleksandrze Kwaśniewskim (emisja TVP1 w 2006 r.) oraz dziewięciu książek, w tym. „Uwaga, idą wyborcy…” i „Jak z Pierwszej Brygady”. Pracował m.in. w „Wiadomościach TVP” i „Życiu”, kierował działem krajowym „Obserwatora Codziennego”. W latach 80 był działaczem Konfederacji Polski Niepodległej i redaktorem prasy podziemnej.

1 KOMENTARZ

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here