Polska choroba dwubiegunowa

0
122

Na temat współczesnej Polski z racji wykonywanego zawodu często wypowiadają się politolodzy, prawnicy, socjologowie, ekonomiści, historycy, a właściwie to wszyscy Polacy, bo po pierwsze dotyczy on każdego, a ponadto podobnie jak na piłce nożnej, medycynie i prawie – można by jeszcze długo wymieniać – wszyscy się na nim znają; (uwielbiam ten wtręt – ,,nie jestem prawnikiem, ale…”).

Rzadko albo prawie wcale nie wypowiadają się psychiatrzy, a ich opinia byłaby interesująca, gdyż obecna sytuacja Polski, a mówiąc precyzyjniej Polaków przypomina … chorobę dwubiegunową.

Dla niezorientowanych przypomnę, że choroba dwubiegunowa oznacza dwa przeciwne nastroje. Faza maniakalna to wyolbrzymione poczucie optymizmu, pewności siebie i energii. Faza depresyjna w chorobie dwubiegunowej oznacza coś przeciwnego, że wszystkie pragnienia, radość i energia się skończyły.

Nie jestem lekarzem psychiatrą, tym niemniej zgodnie z cytowanym wyżej powiedzeniem, spróbuję na współczesnych Polaków spojrzeć okiem psychiatry.

Zacznę od klimatu. To, że ma on wpływ na usposobienie jednostek, a w konsekwencji kształtuje kulturę oraz społeczeństwo z nich złożone jest oczywiste, dlatego z niecierpliwością oczekujemy każdego roku nadejścia wiosny i lata. W Polsce mamy 66 dni słonecznych w roku, w południowej części Francji takich dni jest 300. Wielu Polaków marzy, aby sześć miesięcy w roku przypadające na miesiące deszczowe i zimne, spędzić jeśli nie na Florydzie to przynajmniej na południu Francji. Niestety ten przywilej zarezerwowany jest dla nielicznych. Zdecydowana większość Polaków przez pół roku skazana jest na obniżenie nastroju, a co bardziej wrażliwi na depresję.

Chorobę dwubiegunową przypomina także w dużym stopniu obecny podział Polaków na dwa przeciwstawne obozy. Z jednej strony tak zwana ,,zjednoczona łże – prawica”, czyli PiS, a z drugiej ,,obóz zdrady i zaprzaństwa”, to oczywiście PO. Od dłuższego czasu idą ,,łeb w łeb”, nie dając Polakom prawdziwego wyboru, bo jaki to wybór między Tuskiem a Kaczyńskim?  Opozycja nie daje poczucia nadziei, że coś można  zmienić, że mamy do czynienia z kompetentnymi ludźmi, którzy wiedzą co należy zrobić. To pogłębia przekonanie, że jedyną realną siłą dysponuje dziś rządząca partia. Dlatego najbliższe wybory bardziej przypominają plebiscyt, a nie demokratyczne wybory.

Do tak chorej sytuacji doprowadziły w równym stopniu  PiS i PO, betonując scenę polityczną uzależniając start w wyborach parlamentarnych od zgody partyjnych oligarchów, a także koniecznością zebrania 5000 podpisów przez komitet wyborczy w tempie ekspresowym, w praktyce niewykonalnym oraz corocznymi dotacjami dla partii sięgającymi dziesiątków milionów złotych.

Czy taka sytuacja powoduje, że około 50% polskich obywateli nie ceni przywileju o którym marzyło wiele pokoleń Polaków, jakim jest możliwość udziału w powszechnych wyborach? A może wychodzi z założenia, że gdyby wybory miały coś zmienić, to już dawno byłyby zakazane?

Takie wytłumaczenie jest zbyt proste, gdyż nawet na listach PiS-u i PO można znaleźć przyzwoitych kandydatów, zadawszy sobie odrobinę trudu. Tłumaczenie się, że ,,polityka to brudna sprawa”, bądź że ,,mnie ona nie dotyczy”, jest niczym innym jak oznaką infantylizmu. ,,Lubimy spokój, bierność, a tam gdzie dobro ogólne czy nawet nasze osobiste wymaga od nas śmielszego czynu, cofamy się przed nim, nie mając odwagi przyznać się do swego lenistwa lub nieudolności. Wolimy uspokajać swoje sumienie, okłamując siebie i innych, że czyn jest niemożliwy lub że przyniósłby szkodę”. Tak surową opinię o Polakach wyraził Roman Dmowski, dobrze znający polski charakter, gdy w wyborach parlamentarnych w okresie międzywojennym uczestniczyło ponad 80% Polaków, pomimo 40% analfabetyzmu, który wprawdzie w Polsce powojennej przeszedł do historii, ale co wydaje się wprost nieprawdopodobne – współcześnie aż 50% Polaków nie przeczytało w ubiegłym roku ani jednej ksiązki i to w kraju laureatki Nagrody Nobla w dziedzinie literatury. I znów ta przeklęta połowa, zupełnie jak chorobie dwubiegunowej!

Trudno to zjawisko wyłącznie tłumaczyć lenistwem, gdyż jak wynika z licznych opracowań Polacy zaliczani są do jednej z najbardziej zapracowanych nacji. Ale czy wszyscy? Okazuje się, że tylko pięćdziesiąt kilka procent Polaków jest czynnych zawodowo. Wskaźnik dramatycznie niski w porównaniu z krajami rozwiniętymi do których przecież pretendujemy i z którymi lubimy się porównywać. Czy można więc się dziwić, że czas oczekiwania na drobną usługę krawiecką jaką jest skrócenie koszuli wynosi w Warszawie dwa tygodnie? 

Mój znajomy z Berlina będąc w Warszawie za każdym razem nie może się nadziwić zapełnionym w środku dnia galeriom handlowym oraz restauracjom i kawiarniom. Jeszcze bardziej był zaskoczony tym, że w przeważającej mierze głównymi klientami są młode osoby. ,,Czy w Polsce młodzi ludzie pracują wyłącznie na drugą zmianę, a studia są tylko wieczorowe ?” – naiwnie pytał. W Niemczech restauracje i kawiarnie w godzinach pracy są także oblegane, ale głównie przez emerytów ewentualnie turystów.

Może i dobrze, że nie zabrałem go do Auchona bądź Lidla, bo jego zdziwienie byłoby jeszcze większe, gdyby zobaczył panie kasjerki w wieku mocno emerytalnym, do niedawna w maseczkach na twarzy, przerzucające w czasie pracy setki towarów, kupowanych głównie przez młodą klientelę.

Koleżanka notariusz – mogąc sobie pozwolić w młodym wieku na niewątpliwy luksus rezygnacji z pracy zawodowej – ze zdziwieniem zauważyła, że w mieszkaniach znajdujących się obok niej i piętro wyżej, tylko jedna osoba chodzi do pracy. ,,Czyżby wszyscy inni mieszkańcy, a są to osoby w tak zwanym wieku produkcyjnym pracowali zdalnie?” – pyta z niedowierzaniem.

Czy niską aktywnością zawodową można w takim razie wytłumaczyć to, że 50% Polaków żyje od ,,pierwszego do pierwszego” ? Nie jest to jeszcze wprawdzie wegetacja, ale na pewno nie jest to sytuacja do pozazdroszczenia.

Choroba dwubiegunowa dopadła także polskie społeczeństwo w okresie pandemii, czego objawem było zaszczepienie się tylko przez połowę Polaków przeciwko coronawirusowi. 50% obywateli wbrew zaleceniom ekspertów i często nachalnej propagandzie, a nawet groźbom, odmówiła przyjęcia szczepionki. Wyzywani byli od szurów, ruskich onuc, foliarzy. Lekarzy, często z tytułami profesorskimi, którzy odważyli się mieć odmienne zdanie co do skutków preparatu zwanego szczepionką, spotkał ostracyzm zawodowy oraz sankcje ze strony tych od których mieli prawo oczekiwać obrony t. j. Izb Lekarskich, a których rzecznicy dyscyplinarni nadal domagają się kary zawieszenia w prawach wykonywania zawodu lekarskiego. Najbliższa przyszłość pokaże, która połowa Polaków miała rację. Oby prawda nie okazała się zbyt okrutna.

Lekarze psychiatrzy rzadko albo powściągliwie wypowiadają się na temat społeczeństwa polskiego, a szkoda. Nie można więc się dziwić, że powstałą próżnię próbują wypełnić specjaliści w zakresie nauk społecznych, tłumacząc fenomen dwubiegunowości społeczeństwa polskiego na różne sposoby.

Prof. Mirosława Marody – socjolog  – postawiła diagnozę, że w Polsce nie mamy jednego społeczeństwa, tylko dwa. Każde z nich miałoby mieć swoje media, swoje fakty, swoje wartości.

Dr Ewa Woydyłło – Osiatyńska – psycholog kliniczny – podział Polski na prowincję czyli wieś i małe miasteczka oraz centrum t. j. średnie i duże miasta, tłumaczy zaborami, feudalizmem, pańszczyzną i komunizmem. Bycie na prowincji wiążę się dla niej nie z położeniem geograficznym, lecz ze stanem umysłu i ducha poszczególnych osób. Prowincjuszowi w sensie psychologicznym nierozdzielnie towarzyszy poczucie, że decyzje dotyczące jego życia zapadają poza obszarem jego wpływu, są podejmowane w odległym centrum. Według niej problem Polaków polega na tym, że nie pasujemy do Zachodu, a nie chcemy być kojarzeni ze Wschodem.

Dr Robert Sobiech – socjolog – podziału wspólnoty narodowej na dwa obozy upatruje w lękach i obawach Polaków dotyczących tego co jest, i tego, co będzie. Jest zdania, że poziom niepokoju jest jednym z najwyższych w okresie ostatnich trzydziestu latach. Przypomina to życie pod wulkanem. Lęk jest skutkiem pandemii, wojny na Ukrainie, inflacji, zanikiem instytucji demokratycznych. Przestrzega, że katalog nieszczęść wcale nie został wyczerpany. Ale czy można być spokojnym, gdy przeciętny obywatel nie zawsze może liczyć w nieszczęściu, które go spotka, na pomoc urzędów lub policji, a w sprawiedliwość sądów już prawie nikt nie wierzy? Utrata zdrowia to jeszcze większy lęk, gdyż wiąże się z niepewnością co do terminu wizyty u specjalisty, nie mówiąc już o leczeniu szpitalnym. Nie do pozazdroszczenia jest także przyszłość emerytów w sytuacji gdy obecnie średnia emerytura wynosi 2910 zł na rękę.

Socjolog w swojej diagnozie obala mit odwagi obywatelskiej Polaków, którzy wszystko co jest poza prywatnością, poza kręgiem znajomych postrzegają jako niepewne, obce, wrogie, stąd też nie można liczyć na skuteczne protesty tych, którzy jak nauczyciele, przedsiębiorcy, rolnicy, mają powody do niezadowolenia.

Trudno z powyższą opinią się nie zgodzić, gdy jedna z największych demonstracji w ostatnich latach, zorganizowana prze Platformę Obywatelską, przypominała bardziej festyn, a nie protest obywateli doprowadzonych do ostateczności. W podobnym stylu, tylko jeszcze bardziej karnawałowym, miała miejsce demonstracja środowisk lewicowych, żeby nie powiedzieć lewackich, której głównym hasłem było: ,,Polska dla wariatów!”.

W tej sytuacji można się jedynie pocieszać, że podobne procesy zachodzą we Francji w USA, w całym świecie zachodnim. Zapomnijmy więc, że choroba dwubiegunowa,  to wyłącznie polska specyfika.

Jak oceniasz?

kliknij na gwiazdkę, aby ocenić

średnia ocen 5 / 5. ilość głosów 5

jeszcze nie oceniano

jeśli uznałeś, że to dobre...

... polub nas w mediach społecznościowych

Nie spodobało się? Przykro nam...

Pomóż nam publikować lepsze teksty

Powiedz nam, jakie wolałbyś teksty na pnp24.pl?

Marek Czarnecki adwokat, rocznik 1959, były poseł do Parlamentu Europejskiego oraz wojewoda bialsko-podlaski. Prowadzi kancelarię adwokacką w Warszawie – Czarnecki & Bagińska, Adwokaci i Radcowie Prawni. Jako adwokat występuje przed Europejskim Trybunałem Praw Człowieka w Strasburgu. Mieszkaniec Łomianek.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here