Samorząd jak wydmuszka

0
36

Dlaczego PiS igra z terminem wyborów samorządowych? Bo pokazuje, kto rządzi i sprawia, że denerwują się inni. Być może skończy się na tym, że lokalne wybory odbędą się tak jak parlamentarne jesienią przyszłego roku. Ale efekt poniewierania już zostanie osiągnięty. Ta władza samorządu nie rozpieszcza. 

Samorząd stanie się wkrótce wydmuszką – ostrzegł w trakcie konferencji w sejmowej Sali Kolumnowej prof. Jacek Majchrowski, od dwudziestu lat sprawujący urząd prezydenta Krakowa. Niebawem bowiem okaże się, że wprawdzie ludzie idą na wybory a ich głosy liczy się uczciwie, ale wskazanym przez nich samorządowcom pozostanie wyłącznie dzielenie środków, pozyskanych do władzy centralnej. Zaś ta albo je przekaże albo odmówi.
Do takiej sytuacji stopniowo prowadzi pozbawienie samorządów dochodów własnych. Zamieni ono wybieralnych lokalnych włodarzy, nawet cieszących się prestiżem, w ubezwłasnowolnionych urzędników. I to bardziej w znanym w PRL niż nowoczesnym francuskim znaczeniu tego słowa. 

Dzielą, by rządzić

Prezydent Nowego Sącza Ludomir Handzel wybrany przez mieszkańców kosztem rywala z PiS, opowiedział w trakcie niedawnej konferencji w Muzeum Niepodległości, jak dzielenie by rządzić wygląda w praktyce władzy centralnej. Uznana za prawomyślną, ale licząca zaledwie 3,5 tysiąca mieszkańców pobliska gmina Rytro uzyskała niedawno dwukrotnie więcej środków niż rządzone przez niego miasto, zamieszkałe przez 85 tys. ludzi.

Z drugiej strony dla części lokalnych włodarzy pełnienie funkcji staje się odskocznią do kariery ogólnopolskiej, co dzieje się ze szkodą dla ich podstawowych obowiązków. W Warszawie Rafał Trzaskowski, który raz już bez powodzenia kandydował na prezydenta kraju (2020 r.) ale po porażce do stolicy powrócił, teraz hamletyzuje, czy w przyszłym roku startować do parlamentu czy powtórnie walczyć o Warszawę. Jeśli jednak PiS postanowi – jak zapowiada – rozdzielić wybory i samorządowe odłożyć o pół roku, by nie zbiegły się z tymi do Sejmu i Senatu, tym samym za niego zdecyduje. Trudno bowiem uwierzyć, żeby Trzaskowski, teraz najbardziej prominentny po samym Donaldzie Tusku polityk Platformy Obywatelskiej, zdecydował się oddać Warszawę w ręce komisarza, powołanego przez PiS.   

Sam sfinansuj kampanię, ale konkurentowi też 

Pewną nadzieję stwarzają niezależni samorządowcy. Przed czterema laty po raz pierwszy mandat do sejmiku największego województwa mazowieckiego (liczbą ludności dorównującego niektórym państwom Unii Europejskiej jak Dania, Słowacja czy Finlandia) zdobył nie popierany przez żadną partię polityczną Konrad Rytel, wywodzący swój rodowód z Solidarności i AWS, a teraz wskazany przez Mazowiecką Wspólnotę Samorządową. Bezpartyjni Samorządowcy uzyskali po kilka mandatów sejmikowych w zachodnich i północnych województwach. Skoro kiedyś pochopnie zaufali Pawłowi Kukizowi, który wystawił ich do wiatru, pozostają powściągliwi wobec zapewnień polityków o centralnych aspiracjach.

Jednak niezależnie od terminu wyborów samorządowych, którego wciąż nie znamy, obowiązujące w poprzedzającej je kampanii reguły dyskryminują niezależnych kandydatów i obywatelskie listy. Pretendenci z partii politycznych liczyć bowiem mogą na dotacje i subwencje z budżetu. Bezpartyjni powiadają więc, że muszą w tej sytuacji sfinansować dwie kampanie: własną (ze swoich środków) i konkurenta (z płaconych przez siebie podatków). 

Jeśli więc ktoś utrzymuje, że warto przełożyć termin wyborów samorządowych gwoli ich odpolitycznienia i upartyjnienia, aby włodarzy lokalnych mieszkańcy wybierali bez zgiełku hałaśliwych mityngów, odbywanych pod ogólnopolskimi sztandarami – warto wskazać, że najprostszym rozwiązaniem dowartościowującym samorządowców stałoby się zrównanie ich szans wyborczych z partyjnymi rywalami. Droga do tego prowadzi przez ustanowienie sprawiedliwych reguł finansowania. Na to jednak nie przystała żadna władza centralna, nawet poprzednicy PiS. Najtrudniej bowiem wyrzec się własnych przywilejów.  

Dobrzy gospodarze… do rozwibrowania

Opóźnienie głosowania do samorządów o pół roku sprawi, że PiS nie będzie musiało do wyborów parlamentarnych iść – jak rzecz ujmują opozycyjni politycy – z bagażem porażki. Formacja Jarosława Kaczyńskiego nie jest bowiem partią samorządową, wprawdzie władzę sprawuje w połowie sejmików wojewódzkich, ale już największymi miastami, na które zwracają uwagę obserwujący wybory, rządzą zwykle prezydenci związani z PO (Warszawa, Gdańsk, Poznań, Łódź, Wrocław), Lewicą (Kraków) bądź PSL (Olsztyn). Od lat się to nie zmienia, bo chociaż kiedyś w stolicy prezydentem był Lech Kaczyński, to później Kazimierz Marcinkiewicz, wtedy niedawny premier, przegrał tu z Hanną Gronkiewicz-Waltz. A ostatnio PiS miało w Warszawie kłopot nawet ze znalezieniem sensownego kandydata, co owocowało przeróżnymi eksperymentami. W Łodzi zaś obecny minister rozwoju Waldemar Buda w walce z Hanną Zdanowską uzyskał śladowe jak na przedstawiciela partii rządzącej 24 procent głosów a rywalka wygrała już w pierwszej turze (70 proc). Doskonałym przykładem pozostaje Nowy Sącz, o którym była już mowa. Chociaż z tamtejszego okręgu wyborczego PiS wprowadza do Sejmu 8 spośród 10 posłów, to w głosowaniu na prezydenta miasta zwalczany przez tę partię Handzel świetnie sobie poradził, pokonując w drugiej turze Iwonę Mularczyk.

Z obozu władzy, jeśli o terminie wyborów samorządowych mowa, dobiegają sprzeczne sygnały. Nie jest to tym razem efektem indolencji rządzących ani ich niespójnej polityki informacyjnej, chociaż jedno i drugie na pewno cechuje tę ekipę.

Najpierw wicemarszałek Ryszard Terlecki zapowiedział, że projekt odłożenia wyborów samorządowych do wiosny 2024 r, czyli przełożenia ich o pół roku, by nie zbiegły się z parlamentarnymi, trafi niebawem do Sejmu. Profesor Terlecki pozostaje również przewodniczącym klubu parlamentarnego Prawa i Sprawiedliwości. Uchodzi za prawą rękę prezesa Jarosława Kaczyńskiego. Liderowi zdarza się innych poniżać, ale z jego zdaniem się liczy. Terlecki imponuje mu opozycyjną przeszłością (samemu Kaczyńskiemu demonstranci przed willą w każdą rocznicę stanu wojennego skandują: 13 grudnia spałeś do południa) oraz dającymi się czytać – w odróżnieniu od nużących wywiadów-rzek prezesa – publikacjami takimi jak “Dyktatura zdrady” o tużpowojennych zbrodniach komunistycznych.

Terlecki dawno wziął na siebie rolę spikera partii rządzącej: mało kto pamięta, że formalnie rzeczniczką pozostaje pozbawiona wyrazu Anita Czerwińska, wcześniej znana wyłącznie z działalności w krzykliwych i klakierskich klubach “Gazety Polskiej”.

Tym razem jednak głos profesora wcale nie okazał się jedyny ani dominujący. Wkrótce bowiem premier Mateusz Morawiecki oznajmił, że co do terminu wyborów samorządowych żadne decyzje nie zapadły.

Z kolei Andrzej Dera z Kancelarii Prezydenta oznajmił, że w opinii jego chlebodawcy każde wybory powinny odbyć się wtedy, gdy kadencja dobiegnie końca, chyba, że zaistnieją nadzwyczajne okoliczności a zbiegu terminu za taki nie uważa. Sam prezydent Andrzej Duda zapewnił, że ewentualnego przesunięcia głosowania samorządowego nikt z nim nie konsultował. Pomysł uznaje za “nieoficjalny”.

Cztery ważne osoby z PiS lub jak głowa państwa, z partii rządzącej się wywodzące – i tyleż stanowisk. Przypadku w tym nie ma.

Efekt? Prostoduszny burmistrz, niezależny albo z PO czy PSL, przyjmie za dobrą monetę akurat zapowiedź  Terleckiego dotyczącą przełożenia wyborów. Nie będzie więc  się spieszył z dokończeniem inwestycji i przecięciem wstęgi. Postanowi, że skoro głosowanie odbędzie się na wiosnę za półtora roku – coś jeszcze poprawi lub ozdobi. Tymczasem termin wyborów się nie zmieni, a pisowski konkurent naszego włodarza, który wie o tym z góry, w kampanii zaatakuje go za to, że inwestycji nie dokończył, lecz zostawił rozgrzebaną. I wygra… To nie political fiction. Również tak się w Polsce o władzę walczy.        

Pisowski intelektualista prof. Andrzej Zybertowicz, doradca prezydenta Andrzeja Dudy, sformułował swego czasu spójną teorię rozwibrowania: oczyszczania poprzez wprawianie w stan napięcia i podtrzymywanie go jak najdłużej. Odnosić się ona jednak miała do służb specjalnych jako sposób ich uzdrowienia, a nie do samorządu terytorialnego.   

Jak oceniasz?

kliknij na gwiazdkę, aby ocenić

średnia ocen 5 / 5. ilość głosów 2

jeszcze nie oceniano

jeśli uznałeś, że to dobre...

... polub nas w mediach społecznościowych

Nie spodobało się? Przykro nam...

Pomóż nam publikować lepsze teksty

Powiedz nam, jakie wolałbyś teksty na pnp24.pl?

Łukasz Perzyna (ur. 1965) jest dziennikarzem „Opinii”, Polityczni.pl i „Samorządności”, autorem filmu o Aleksandrze Kwaśniewskim (emisja TVP1 w 2006 r.) oraz dziewięciu książek, w tym. „Uwaga, idą wyborcy…” i „Jak z Pierwszej Brygady”. Pracował m.in. w „Wiadomościach TVP” i „Życiu”, kierował działem krajowym „Obserwatora Codziennego”. W latach 80 był działaczem Konfederacji Polski Niepodległej i redaktorem prasy podziemnej.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here