Szklany sufit Szymona Hołowni

0
62

Nawet opiniotwórczy dziennik niemiecki “Frankfurter Allgemeine Zeitung” pisze o Szymonie Hołowni jako o nadziei polityki w Polsce. Jednak poparcie dla Ruchu Polska 2050 ustabilizowało się na poziomie kilkunastu procent. To zły znak dla młodego lidera. Z perspektywy nowej twarzy chellengera na zmurszałej scenie kto stoi w miejscu, ten się cofa.

System partyjny w Polsce “ugrzązł w miejscu” a największe dotąd ugrupowania spięły się “w śmiercionośnym uścisku” – ocenia najpoważniejsza niemiecka gazeta “FAZ” piórem świetnie znającego sprawy polskie Gerharda Gnaucka autora znakomitej biografii Marcela Reicha-Ranickiego, której bohater zanim został gwiazdorem niemieckiej telewizji pracował dla wywiadu PRL.

Z tak diagnozowanej przez Gnaucka sytuacji na polskiej scenie korzysta Hołownia budujący na niej trzecią siłę: “przemawia dobrze, obrazowo, jak karabin maszynowy, kierując przenikliwe spojrzenie swoich niebieskich oczu wprost na widza. Ale wielu nie ma jasności co do tego, za czym wypowiada się Hołownia” – czytamy we “Frankfurter Allgemeine Zeitung” [1].    

Skoro Niemcy porównują polityka akurat do karabinu maszynowego to komplement to nielichy. Ale odłóżmy żarty na bok. Prasa nad Szprewą, Renem i Łabą nie interesuje się na co dzień sprawami polskimi od czasów, gdy za pierwszej Solidarności rysowała kontur Polski w niedźwiedzim uścisku (widać lubują się w tej metaforze) i z liczbą radzieckich dywizji na każdej z granic, biadoląc zarazem jak ewentualna inwazja zaszkodzi ich Ostpolitik… Jeśli Niemcy czymś teraz w Polsce się zajmują, oznacza to, że rzecz wydaje się warta… nie tylko ich uwagi.   

We wtorek do ruchu Szymona Hołowni przystąpił charyzmatyczny burmistrz Wyszkowa Grzegorz Nowosielski: miastem nad Bugiem rządzi już piątą kadencję, gdy po raz pierwszy został wybrany miał 29 lat. Z pewnością partię Hołowni wzmocni. Nie można tego jednak powiedzieć o posłach, którzy do niego przystali: być może ich przyjęcie rozciągnęło nad słupkami poparcia dla nowej formacji szklany sufit. Polacy bowiem nie przepadają z tymi, co zmieniają barwy klubowe, dotyczy to zarówno piłkarzy jak parlamentarzystów. 

Gdy w latach 80 działacze Legii Warszawa – a pod tym eufemizmem kryli się po prostu bliscy rządzącym wtedy Polską generałowie – postanowili ściągnąć w Widzewa Łódź reprezentanta kraju Jerzego Wijasa, wykorzystując fakt, że nie odbył jeszcze parokrotnie mu odraczanej służby wojskowej a gra w warszawskim zespole stanowiła usankcjonowaną formę realizacji tego powszechnego w PRL obowiązku, pomysł storpedowali kibice. 

– Nie chcemy Wijasa, łódzkiego ku..sa – skandowali na “żylecie”, otwartej legijnej trybunie. A że jedyną formą opinii publicznej, z jaką generałowie wtedy się liczyli, pozostawała ta kibolska, plan spalił na panewce. Najgorzej wyszedł na tym sam Wijas: ponieważ kroki podjęte w celu powołania go do wojska okazały się nieodwracalne, zamiast w cieplarnianych warunkach na Łazienkowskiej odbył służbę w odległej jednostce w Czarnem, pogrywajac w miejscowej drużynie niskiej klasy. Do dziś ma żal do Legii, że mu zniszczyła karierę oraz do Widzewa, że go nie bronił.
Posłanka Joanna Mucha jako były minister sportu powinna znać tę historię, gdyby miała o podległej jej kiedyś materii jakiekolwiek pojęcie a nie tylko dobrą prasę u zwykle pierwszej hejterki rodzimych mediów Agnieszki Kublik, co akurat niefortunnej “ministry” broniła w “Gazecie Wyborczej” jakby jej rzecznikowała, nawet wówczas gdy ta ośmieszała się niemożebnie, czego dowodem stała się niewiedza co do braku drugiej ligi hokeja na lodzie w Polsce (wie o tym przeciętnie rozgarnięty ale zainteresowany sportem ośmiolatek).    

Znana i raczej nieśmieszna anegdota opowiada, że gdy za rządów Donalda Tuska tuż przed eliminacyjnym meczem z Anglią, bo wtedy również jak teraz mieliśmy ją w grupie kwalifikacyjnej do mistrzostw świata, nad Stadionem Narodowym rozpętało się oberwanie chmury i woda zalewała murawę, grożąc koniecznością odwołania spotkania, a na czas nie podjęto decyzji o zamknięciu dachu (co zajmuje raptem pół godziny) – rozeźlony Tusk zadzwonił do swojej minister sportu.
– Co z tym robicie? – spytał.
– Ja nic nie robię, siedzę dwa rzędy za tobą w loży honorowej – miała odpowiedzieć “ministra”.

Nawet jeśli dykteryjka nie jest w szczegółach prawdziwa, oddaje społeczne postrzeganie Joanny Muchy i jej kompetencji. Faktem pozostaje, że mecz przyszło odwołać…
Elegancka i zwykle wygadana posłanka okazała się teraz jednym z parlamentarzystów skaptowanych przez Ruch Polska 2050 Szymona Hołowni, który – ponieważ powstał już po wyborach parlamentarnych na fali doskonałego wyniku lidera w wyborach prezydenckich (trzecie miejsce z 2,7 mln głosów i 13,9 proc poparcia) – nie miał własnej załogi w Sejmie. Teraz dopiero ją kompletuje jedyną dostępną w tej sytuacji metodą politycznych transferów, głównie z Koalicji Obywatelskiej. Do koła Hołowni przystali: wybitny dziennikarz sportowy Tomasz Zimoch oraz – w ostatni wtorek – Mirosław Suchoń, wcześniej jeszcze Paulina Hennig-Kloska (dwoje ostatnich zanim znalazło się w KO zaczynało poselskie kariery w Nowoczesnej), a z kolei z Lewicy Hanna Gill-Piątek (to była żona pisarza Tomasza, autora m.in. demaskatorskiej książki o Antonim Macierewiczu, pokazującej jego niebezpieczne związki ze środowiskami powiązanymi z dawną komunistyczną służbą bezpieczeństwa i politykami prorosyjskimi).

Najciekawszą zapewne postacią wśród skaperowanych przez Hołownię parlamentarzystów pozostaje senator Jacek Bury. Mandat zdobył z Lublina, z poparciem demokratycznej koalicji, z którego uzyskaniem nie miał wielkiego problemu, bo selekcjonerzy byli przekonani, że w tym okregu i tak wygra kandydat PiS jak wcześniej bywało. Biznesmen Bury sprawił jednak niespodziankę a w nowej roli rozwinął imponującą aktywność, wystawiając m.in. banery w obronie demokracji, z postacią, która miała połowę twarzy Jarosława Kaczyńskiego a drugą Aleksandra Łukaszenki oraz inne z apelem do prokuratorów, żeby zamiast ścigać przedsiębiorców za otwieranie biznesów podczas pandemii zajęli się lepiej sprawcami nadużyć z obozu władzy. Akurat Bury wydaje się udanym nabytkiem.
Ale nie tonuje to wrażenia, że Hołownia łowi, gdzie sie da, co może go pozbawić efektu nowości i świeżości.

Obawiał się tego przed ćwierćwieczem tworzący pozparlamantarną Akcję Wyborczą Solidarność Marian Krzaklewski. Strasznie był niezadowolony, gdy w zdominowanym wówczas przez SLD i PSL Sejmie wywodzący się głównie z KPN i BBWR posłowie powołali Parlamentarny Klub Wspierania Akcji Wyborczej Solidarność. Zresztą tamten parlament zapisał się dziwacznymi niekiedy transferami, skoro poseł o nazwisku – nomen omen – Zysk, który wszedł do niego w barwach lewicowej Unii Pracy stał się potem obiektem kooptacyjnych zabiegów prawicy, bo tej brakowało piętnastu szabel wymaganych, żeby mogła klub powołać. Ostatecznie przekonano jednak kogo innego, zaś Zbigniew Zysk wszedł do mikroskopijnego koła Nowej Demokracji, dziś już całkiem zapomnianego. Nie zanikła za to tradycja politycznego globtrotterstwa od lewej do prawej bandy, nie tylko Hołownia na niej korzysta, ale również Jarosław Gowin do którego Porozumienia Prawicy przystała wybrana z listy Lewicy posłanka Monika Pawłowska.
Wyborcom jednak wcale się nie podoba, czasem słyszy się opinię, że kto własny klub porzuca – powinien oddać mandat.

Z jakiejś przyczyny notowania partii Hołowni przestały rosnąć, chociaż w sondażach udało mu się zepchnąć z drugiego miejsca podium Koalicję Obywatelską. Ale i tak wygrywa PiS.
Według CBOS na partię rządzącą zagłosowałoby teraz 32 proc z nas, na Polskę 2050 Hołowni 16 proc podczas gdy na Koalicję Obywatelską 14 proc [2]. Oznacza to, że ta ostatnia straciła od wyborów przez półtora roku co drugiego zwolennika. Ale też i Hołownia od tych prezydenckich z lipca ub. r. nie tak wiele zyskał. Za to PiS opuścił od jesieni 2019 r. co trzeci wyborca.
Podobnie United Surveys zmierzył dla PiS 32 proc poparcia, dla Polski 2050 i Koalicji Obywatelskiej po 17 proc, przy czym partia Hołowni pozostaje lepsza o miejsce po przecinku [3].

Jeśli partie taki wynik – odwołajmy się do piłkarskiego języka – dowiozą do prawdziwych wyborów, w Polsce zmieni się niewiele lub nawet nic. Trudno też uwierzyć, że zajęte dziś podbieraniem posłów lub przeciwnie, przekonywaniem ich, żeby pozostali, formacje opozycyjne nawiążą z czasem zgodną współpracę.   

[1] “Frankfurter Allgemeine Zeitung” z 13 kwietnia 2021
[2] sondaż CBOS z 8-18 kwietnia 2021 
[3] badanie United Surveys z 16 kwietnia 2021

Jak oceniasz?

kliknij na gwiazdkę, aby ocenić

średnia ocen 5 / 5. ilość głosów 2

jeszcze nie oceniano

jeśli uznałeś, że to dobre...

... polub nas w mediach społecznościowych

Nie spodobało się? Przykro nam...

Pomóż nam publikować lepsze teksty

Powiedz nam, jakie wolałbyś teksty na pnp24.pl?

Łukasz Perzyna (ur. 1965) jest dziennikarzem „Opinii”, Polityczni.pl i „Samorządności”, autorem filmu o Aleksandrze Kwaśniewskim (emisja TVP1 w 2006 r.) oraz dziewięciu książek, w tym. „Uwaga, idą wyborcy…” i „Jak z Pierwszej Brygady”. Pracował m.in. w „Wiadomościach TVP” i „Życiu”, kierował działem krajowym „Obserwatora Codziennego”. W latach 80 był działaczem Konfederacji Polski Niepodległej i redaktorem prasy podziemnej.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here