Tadeusz Jedynak. Człowiek na trudne czasy

0
131

Z Markiem Mazurem, działaczem antykomunistycznej opozycji o Tadeuszu Jedynaku, członku TKK NSZZ “Solidarność” rozmawia Łukasz Perzyna

– Czy trafna okaże się ocena, że tak jak jedni działacze “Solidarności” po 13 grudnia 1981 r. w nowych cięższych warunkach potwierdzili pozycję, jaką mieli w czasach karnawału 16 miesięcy legalnej aktywności, jak Zbigniew Bujak, Władysław Frasyniuk czy Bogdan Borusewicz, inni zaś z różnych względów zawiedli jak szef Regionu Wielkopolska Zbigniew Rozwalak, rzecznik Marek Brunne czy przewodniczący Solidarności Rolników Indywidualnych Jan Kułaj – tak istnieje jeszcze trzecia kategoria, tych, którzy dopiero w ekstremalnych warunkach ujawnili wszystkie swoje talenty i hart ducha. I Tadeusz Jedynak członek podziemnej TKK do niej się właśnie zalicza?

– Tadeusz Jedynak był jednym z przywódców górniczych strajków na przełomie sierpnia i września 1980 r.. Współtworzył  i był sygnatariuszem Porozumienia Jastrzębskiego. Nie da się powiedzieć, że trzymał się w cieniu. Liderem był jednak Jarosław Sienkiewicz. Oczywiście nie takim, żeby innych zdominował. Ważną postacią był także Grzegorz Stawski z nadzoru górniczego. Jedynak był górnikiem, zaś Sienkiewicz inżynierem, można powiedzieć, że związkowym inteligentem. Oczywiście nie to stanowiło problem.

– Postawmy rzecz jasno: w nowej Polsce Sienkiewicz wygrał proces z kimś, kto postawił mu zarzut agenturalności, ale jeszcze w 1980 r. zarysowały się poważne zastrzeżenia co do jego kontaktów, podobno na polowania z sekretarzami z PZPR jeździł?

– Rozmawialiśmy na ten temat długo z historykiem opozycji Andrzejem Friszke. Zastrzegł, że przynajmniej w polskich dokumentach brak śladów, żeby w grę wchodziła agenturalność. Jednak kontakty Sienkiewicza, o których Pan wspomniał, okazały się faktem wzbudzającym podejrzenia, że bardziej reprezentuje drugą stronę. I to Tadek Jedynak problem wtedy rozwiązał. Doprowadził do odejścia Sienkiewicza z funkcji przewodniczącego Zarządu Regionu Śląsko-Dąbrowskiego Solidarności. W wyborach, które się niebawem odbyły (1981 rok), wygrał Leszek Waliszewski, drugi był Andrzej Rozpłochowski, trzeci ktoś związany z KPN, dopiero czwarty Jedynak. Wynikało to z faktu, że Tadek specjalnie do tej funkcji się nie pchał, przesadnie o nią nie zabiegał, a w dodatku istotna pozostawała geografia regionu. Jedynak wywodził się z Jastrzębia. To Rybnicki Okręg Węglowy, a wiadomo, że przewagę w wyborach regionalnych zyskał „stary” Górny Śląsk, po prostu ludzie z Katowic. Wraz ze Zbigniewem Bujakiem przyjechaliśmy wtedy z Warszawy, co oczywiste z poparciem dla Tadka, jednak na miejscu dano nam do zrozumienia, że to wcale nie musi jemu pomóc w wyborach.

D. Kolorz (z lewej); Marysia, w głębi G. Stawski, M. Morawiecki,

– W pierwszej dziesięciomilionowej Solidarności panowała rozbuchana demokracja, nieważne było, że Bujak z Warszawy przyjechał?

– Wkrótce jednak, gdy władza wprowadziła stan wojenny, nazwisko Jedynaka zaczęło się kojarzyć z oporem. Inspiratorem jego zejścia do podziemia, według mojej wiedzy, był Zbigniew Bujak. Wiedział, że będzie im się dobrze współpracować, bo doskonale znał Tadeusza. W zasadzie zgodzę się z sugestią, zawartą w Pana pierwszym pytaniu. Oczywiście w czasach legalnego działania w latach 1980-81 Jedynak nie był co prawda szeregowym związkowcem, jednak dopiero w podziemiu stał się wielką postacią, jednym z kilku ogólnopolskich liderów, chociaż oczywiście największe znaczenie miała jego aktywność dla Śląska. To Górny Śląsk przecież w Tymczasowej Komisji reprezentował.

– Jak określić jego rolę w podziemiu?

– Sygnowanie własnym nazwiskiem dokumentów po uprzednim uzgadnianiu ich treści, ustalanie reguł działania, kierunków, w jakich ma być prowadzone: na tym polegała aktywność w kierownictwie podziemia. Zbigniew Bujak, kiedy po latach o tym rozmawialiśmy, wspomniał o mądrym działaniu bez użycia siły.

– Pokusy istniały?

– Bujak powiedział mi: gdybyśmy wtedy zaczęli strzelać, oni by nas rozjechali. Jedynak na bieżąco podzielał ten pogląd. Tadek był zawsze przeciwny użyciu przemocy, również wówczas, gdy sam stawał się jej ofiarą, wystrzegał się spekulacji, żeby zacząć odpowiadać tym samym. Wiedział, że to do niczego pozytywnego nie doprowadzi. W szarpaninie przed kościołem w Jastrzębiu, to było jeszcze w stanie wojennym, w 1983 roku, esbecy złamali mu rękę. Sam Jedynak uchodził za kozaczka, ale odwet był mu obcy. Nie w ten sposób po prostu. Rozwaga wielka go cechowała, skoro skutecznie rozprowadzał sprzęt z zagranicy, chociaż oczywiście „ministrem spraw zagranicznych” w ówczesnej TKK był Bogdan Lis. Za to Jedynak pozostał na Śląsku nie kwestionowanym przywódcą. A warunki okazały się tam szczególnie trudne. 16 grudnia 1981 r. w Kopalni Wujek padło 9 zabitych. Dzień wcześniej spacyfikowano Manifest Lipcowy w Jastrzębiu. Górnicy z Piasta i Ziemowita strajkowali pod ziemią najdłużej. Pamiętam, jak w marcu 1982 r. pojechałem do Żor.  Widziałem zomowców z psami, wojskowych z karabinami. Jak w Warszawie w pierwszych dniach stanu wojennego. Szefowie i wielu działaczy z regionu wyjechali z kraju. Jedynak pozostał na miejscu.

– Do podpisywania oświadczeń się nie ograniczał, chociaż nie ma co ich wyśmiewać, bo dla ludzi stanowiły namacalny dowód, że podziemie działa, a ukrywających się przywódców nie wyłapano?

– Wydawano też pisma na Śląsku, jednym z nich był “Bajtel”, to bardzo górnośląski tytuł, bo tak miejscowi nazywają dziecko, ale nie niemowlę, także wyrośniętego nastolatka. Jednak skoro o dzieciach mowa, to ukochanym dzieckiem Jedynaka okazał się inny podziemny tytuł: “Górnik Polski”. Rozpoczęliśmy go robić w praktyce we trzech: Tadeusz, ja oraz Jarosław Szczepański.

Później pismo redagował Jarek, ja je wspierałem swoimi kontaktami i kolportażem.

– Z tym ostatnim pracowałem już w wolnej Polsce w Wiadomościach TVP, potem był dyrektorem biura prasowego Sejmu?

– Znał się na górnictwie, czuł problemy regionu, stał się cenną osobą od początku, bo latem 1980 r. przyjechał do kopalni “Manifest Lipcowy”, żeby tam pierwszy strajk opisywać. W artykule były także wypowiedzi Jedynaka. Tekstu Jarkowi wtedy  nie wydrukowano w Warszawie., reportaż ukazał się dopiero w rok później w “Tygodniku Solidarność”. “Górnik Polski” stał się pismem ambitnym, kolportowanym również poza regionem. Pamiętam wywiad, przeprowadzany z Jackiem Kuroniem w konspiracyjnym mieszkaniu w Warszawie. Jednak to właśnie przez “Górnika Polskiego” wpadł Tadeusz Jedynak w ręce komunistycznej służby bezpieczeństwa.

– Jak to? Dlaczego przez to pismo?

– Według relacji Tadeusza współpracująca wtedy blisko z Jedynakiem w podziemiu Teresa Szopówna pracowała w warszawskim Teatrze Współczesnym na Mokotowskiej i nagle funkcjonariusze zorientowali się, że oprócz innej bibuły rozpowszechnia “Górnika Polskiego”.

– I jak ogary ci ubecy poczuli istotny trop, który może ich dokądś zaprowadzić?

– Dokładnie tak się zdarzyło. Chodzili za Teresą przez wiele dni. Czekali, dokąd ich zaprowadzi. W jednym z odwiedzanych przez nią mieszkań zatrzymali Jedynaka. Ale nie wiedzieli na początku, kogo mają. Był ucharakteryzowany, nosił brodę, pod względem maskowania – mówiąc niecu humorystycznie – te teatralne znajomości świetnie się przydały. Zamknęli wtedy i mnie, chodząc dalej za Teresą, ale na przesłuchaniu o Jedynaka w ogóle nie pytali. Znaleźli  u mnie w czasie rewizji trochę bibuły, więc to była rutyna. Myśleli raczej, że w grę wchodzi NOW-a, Niezależna Oficyna Wydawnicza, ponieważ zamknęli mnie razem z Grzegorzem Bogutą, który był jej głównym animatorem. Kojarzyli też, że przyjaźnię się z Piotrem Łukasiewiczem i ze środowiskiem “Krytyki”. Często graliśmy wtedy w piłkę m.in. z Piotrkiem, Rafałem Zakrzewskim, Markiem Beylinem, Jankiem Cywińskim. Jak mi później Tadeusz opowiadał o kulisach zatrzymania, wspomniał , że z okna celi  widział, jak mnie po dziedzińcu prowadzą. Nasze dalsze losy okazały się… różne. Mnie w końcu wypuścili. Ale Tadeusz posiedział aż do ogłoszonej przez władzę amnestii. Tej, która miała w zamierzeniu rozbroić środowiska opozycyjne.

– I tu dochodzimy do rozłąki z rodziną. Najpierw czas ukrywania się w konspiracyjnych mieszkaniach, potem pobyt w więzieniu. Związki opozycjonistów czasem się przez to rozpadały, małżeństwo Jedynaków przetrwało wszystkie rafy?

– Maria Jedynak to charakterna Ślązaczka. Wiele przeszła. Przyjeżdżali do niej, brali na przesłuchania, zostawiali potem w Katowicach, a stamtąd do Żor był już tylko jeden autobus. Córkę Renatę  zabierali ze szkoły, by im otworzyła mieszkanie. Straszne to było nękanie, trudne do zniesienia. Psa im zabili ubecy. Sznaucerka Czata została otruta na działce, gdy Tadeusz był już w podziemiu. Wcześniej w nocy z 12 na 13 grudnia roku pamiętnego SB-ecy chcieli wyważyć drzwi od mieszkania Jedynaków, ale Czata tak szczekała, aż zbiegli się sąsiedzi i nieproszeni goście odstąpili. Marysia z Renatą były wtedy na pogrzebie babci we Wrocławiu. Potem esbek powiedział Marii Jedynak podczas przesłuchania, że gdyby nie sąsiedzi, to oni by już wtedy Czatę zastrzelili. Sytuacja ze szczekaniem psa powtórzyła się raz jeszcze w styczniu 1982 r. A potem… Albo to była zemsta, albo następne najście szykowali. Jedynakowie strasznie wiele przeszli. Oboje byli bardzo wierzący. Nie religijni na pokaz. Tadeusz znajdował oparcie w domu: w żonie i córce oraz w religii właśnie. Nie był sam, nigdy. Łączność ze Śląskiem utrzymywał również wtedy, kiedy ukrywał się w Warszawie w konspiracyjnych mieszkaniach lub we Włocławku u łączniczki Krysi Zasadzińskiej. W regionie ważną, być może główną  postacią był wtedy Jerzy Buzek. Jednak Tadeusz gdy tylko mógł, przemieszczał się po Polsce. Brał ode mnie bibułę, a gdy oponowałem, że to ryzyko, mówił: trudno, wpadnę, to wpadnę. Jednak brawury w tym nie było, stąd jego skuteczność w podziemiu.  Potem, już w zmieniających się warunkach, wyjechał do Australii, w zamierzeniu nie na zawsze, ale by zarobić po prostu trochę grosza. Miał tam dzięki Henrykowi Sikorze załatwioną pracę. Ale na wiadomość o wybuchu strajku w jego macierzystej kopalni “Manifest Lipcowy” w Jastrzębiu w  sierpniu1988 r, po trzech dniach z tej Australii powrócił. I przedarł się na teren kopalni, wiedział jak. Znowu był z protestującymi, jak osiem lat wcześniej. Dwa razy postawa śląskich górników zmusiła władze do porzucenia planów siłowego rozwiązania. W 1980 r. i znów po ośmiu latach. To Tadeusza wielka zasługa.

– Jan Rulewski ocenia, że Tadeusz Jedynak to taki Lech Wałęsa tylko bardziej serdeczny i otwarty?

– Tadeusz miał w sobie pasję. Zawsze dbał o bliższych i dalszych przyjaciół, znajomych, działaczy. Gdy mógł zawsze pomagał. Nigdy nie zapominał o uroczystościach – o urodzinach, ślubach, chrzcinach. Jak Wałęsa wyrósł ze swojego macierzystego środowiska, stał się jego przywódcą, ale – można chyba powiedzieć – mniej było w nim przeświadczenia o własnej nieomylności, choć kręgosłup miał niewątpliwie mocny.

– Co można dzisiaj zrobić dla pamięci Tadeusza Jedynaka? Trudno uznać, że skoro przed dwie kadencje był posłem, to nie został doceniony, ale wciąż nie wszyscy znają jego ogromną rolę w podziemiu?

–   Mówiąc o Tadeszu przychodzi mi także na myśl wypowiedź Kazimierza Leskiego, bohatera Armii Krajowej, ojca dziennikarza i naszego kolegi z opozycji Krzysztofa: “Przypominanie i analizowanie zachowań postaci heroicznych nie jest jedynie martyrologią. Jest przede wszystkim szukaniem pewnych wzorców, które są potrzebne, by budować spójność społeczną”. Tadeusz Jedynak to chłopak z domu dziecka, technik, który objawił w podziemiu niesłychane męstwo. Doszedł na szczyty, dwukrotnie został wybrany do Sejmu wolnej już Polski. Jedynak jako poseł dbał o środowisko osób niepełnosprawnych, mimo że  sam był zawsze zdrowym człowiekiem. Działał w ruchu paraolimpijskim. Często przyjeżdżali do niego paraolimpijczycy, a on ich sprawy z zaangażowaniem wielkim pchał naprzód.

Na Śląsku był wielką postacią, Wielokrotnie w czasie różnych spotkań z władzami województwa, prezydentami miast, nie wspominając o przywódcach “Solidarności”, moglem sie o tym przekonać. Zawsze był traktowany z wielkim szacunkiem. Wyrazem tego jest nadanie placowi przed kopalnią Zofiówka (dawniej Manifest Lipcowy) w rocznicę podpisania Porozumień Jastrzębskich (3 września 2018) imienia Tadeusza Jedynaka. Na placu postawiono także postument ku czci Tadeusza z napisem znakomicie oddającym jego rolę.: Są ludzie odważni, są ludzie odważni ponadprzeciętnie, i są Ci, których odwaga daje nadzieję innym  Wielka szkoda, że od kilku lat nie ma go z nami. Takich jak on ludzi bardzo brakuje w życiu publicznym.

Jak oceniasz?

kliknij na gwiazdkę, aby ocenić

średnia ocen 5 / 5. ilość głosów 9

jeszcze nie oceniano

jeśli uznałeś, że to dobre...

... polub nas w mediach społecznościowych

Nie spodobało się? Przykro nam...

Pomóż nam publikować lepsze teksty

Powiedz nam, jakie wolałbyś teksty na pnp24.pl?

Łukasz Perzyna (ur. 1965) jest dziennikarzem „Opinii”, Polityczni.pl i „Samorządności”, autorem filmu o Aleksandrze Kwaśniewskim (emisja TVP1 w 2006 r.) oraz dziewięciu książek, w tym. „Uwaga, idą wyborcy…” i „Jak z Pierwszej Brygady”. Pracował m.in. w „Wiadomościach TVP” i „Życiu”, kierował działem krajowym „Obserwatora Codziennego”. W latach 80 był działaczem Konfederacji Polski Niepodległej i redaktorem prasy podziemnej.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here