Zanik moralnej wyższości

0
7

Szkody, jakie wyrządziły pacjentom działania Dawida Kacprzyka, lekarza bez specjalizacji kierującego SOR w Szpitalu Południowym za 1,6 mln zł rocznie, dopiero poznamy. Za to już teraz warto zacząć szacować rozmiary krzywdy wyrządzonej wyborcom z 15 października 2023 r. przez polityków Koalicji Obywatelskiej, którzy jego działania tolerowali, a zwłaszcza posłów i radnych, którzy na nich korzystali bezpośrednio w formie nieuzasadnionych przywilejów: szybkiej ścieżki badań w szpitalnym VIP-roomie.

Opinia publiczna, z wyłączeniem twardego elektoratu Prawa i Sprawiedliwości, który każdą krytykę tej partii odbiera w kategoriach spisku – słusznie natrząsała się z ucieczki posłów: Zbigniewa Ziobry do USA czy Marcina Romanowskiego, o którym nawet nie wiadomo, gdzie przebywa, najpewniej w odległej od wzorów demokracji Serbii. Wobec oskarżeń o roztrwonienie pieniędzy, przeznaczonych dla ofiar przestępstw, na cele z założeniami Funduszu Sprawiedliwości nie związane, obaj chronią się w odległych państwach przed prokuratorami i sędziami z własnego kraju, choć kiedyś sami zasiadali w kierownictwie Ministerstwa Sprawiedliwości. Ich odyseja umacniała do niedawna zwolenników ugrupowań demokratycznych w poczuciu słuszności wyboru, dokonanego przy urnach 15 października 2023 r. Jak głosowanie z 4 czerwca 1989 r. kojarzyć można z plakatem z szeryfem ze znaczkiem Solidarności i innym z budzikiem i hasłem “Nie śpij, bo cię przegłosują” – tak również niedawne wybory o rekordowej frekwencji 74 proc miały swoje ikony i symbole: od pizzy dostarczanej w nocy stojącym w kolejce do urn na wrocławskim Jagodnie przez ludzi dobrej woli, po rymowankę “października piętnastego pogonimy Kaczyńskiego”.

Teraz nie tyle poczucie słuszności dokonanego wtedy wyboru, bo ją każdy ocenia indywidualnie – co moralna wyższość zwycięskiego wtedy obozu demokracji nad stronnikami autorytaryzmu została brutalnie zakwestionowana. Wcale nie przez znaną z braku skrupułów propagandę pisowską. Demokratyczni politycy sami to zrobili – pal licho, że sobie, gorzej, że własnym wyborcom. Co stanowi fatalną prognozę na kolejną wyborczą jesień, za półtora roku, kiedy znów przyjdzie nam decydować, kto powinien rządzić Polską.

 Skandalista w roli celebryty, jeszcze jeden paradoks ursynowskiej afery 

Wobec tak licznych już ujawnionych nieprawości, z drastycznymi i bulwersującymi detalami, jak Porsche Panamera, którym rozjeżdżał się nie mający nie tylko specjalizacji lekarskiej ale nawet jeszcze trzydziestki niedawny szef młodzieżówki partii rządzącej – zarówno Koalicja Obywatelska, jak jej medialni stronnicy przyjęli postawę najgorszą z możliwych.

Polacy nie są bowiem dzisiaj wściekli na lekarzy – zdecydowaną większość z nich szanujemy za profesjonalizm i mamy wobec nich dług wdzięczności za ocalenie nas przed niedawną pandemią koronawirusa – lecz na aparatczyków. Na zawodowych polityków i samorządowców z Koalicji Obywatelskiej, którzy gagatka i cwaniaka z partyjnej młodzieżówki wypromowali na szefa SOR w prestiżowym szpitalu warszawskim, chociaż z oczywistych względów charakterologicznych się do tej roli nie nadawał. Ale jeszcze bardziej na innych, w tym radnych i posłów, co jego tam obecność wykorzystali do tego, by za jej sprawą finansowana z budżetu placówka fundowała im pakiety badań, za które w prywatnej służbie zdrowia musieliby słono zapłacić. A zapewniona tym, pożal się Boże, “wipom” szybka ścieżka oznaczała otwartą dyskryminację pozostałych pacjentów, wbrew przynajmniej dwóm zawartym w Konstytucji zasadom: równości oraz zobowiązania państwa do troski o zdrowie obywateli. Co gorszące, skoro na wybory 15 października 2023 r. szliśmy przecież masowo po to, żeby Konstytucji bronić. I zapewnić jej przestrzeganie przez rządzących. Stąd wzięła się dokonana wtedy zmiana władzy.

Dawid Kacprzyk, który w kilkanaście dni zasłużenie stał się najbardziej znienawidzonym człowiekiem w Polsce, z całą powagą wydaje oświadczenia, zupełnie jakby pozostawał celebrytą, a nie sprawcą wyjątkowo paskudnej afery. Fakt, że jeden z posłów PiS Mariusz Krystian porównał go do doktora Mengele – nie ma się w żaden sposób do istoty sprawy. Politycy od dawna lubują się w krzywdzeniu siebie nawzajem. Ale w tym wypadku chodzi o krzywdę, wyrządzoną pacjentom warszawskiego Szpitala Południowego. I wszystkim innym, nawet jeśli swoje SOR-y mają o kilkaset kilometrów stąd – bo ich zaufanie do służby zdrowia zostało podważone. Nie przez lekarzy, lecz przez polityków, nawet jeśli zrządzeniem losu występowali w białych kitlach.

Bramkę samobójczą strzelają własnym faworytom medialni stronnicy rządzącej tak stolicą jak krajem Koalicji Obywatelskiej, gdy usłużnie i na wyścigi podważają wiarygodność sygnalisty ze Szpitala Południowego, który oskarża Kacprzyka i jego protektorów, że przez nich umierali tam ludzie. Motywacje doktora Emila Jędrzejewskiego nie mają bowiem znaczenia. Za to jak najszybciej powinno się zbadać, czy jego oskarżenia są prawdziwe i na twardych faktach oparte.

Gra nie toczy się wcale o dobre imię byłego radnego Kacprzyka ani beneficjentów szybkiej ścieżki badań na ursynowskim SOR-ze, bo i tak na zawsze dobrą reputację utracili – tylko o bezpieczeństwo nas wszystkich. Stare hasło znane z protestów pracowników służby zdrowia: “wszyscy będziecie pacjentami”, wypada tylko powtórzyć. Bo pozostaje prawdziwe.

Nowa generacja cwaniaków

Partyjna młodzieżówka Koalicji Obywatelskiej, którą kierował swego czasu Dawid Kacprzyk jak na ironię nosi nazwę “Nowa Generacja”. Teraz wszyscy odpowiedzialni, choćby przez zaniechanie, za błyskawiczną karierę tego osobnika, we własnym interesie muszą nas przekonać, że sensem ich aktywności w życiu publicznym nie pozostaje wyłącznie promowanie nowej generacji kombinatorów. Zwłaszcza, gdy tak dobrze poznaliśmy poprzednią: reprezentowaną przez wspomnianych już tu Ziobrę i Romanowskiego czy Jacka Kurskiego, co pierwszemu z nich udzielać miał gościny we własnym domu w Stanach, a przynajmniej wszystko wskazuje, że właśnie na tę okoliczność przesłuchiwała go prokuratura krajowa.

Zaliczany z pewnością również do szeroko pojmowanego obozu demokracji mec. Jacek Dubois, publicznie przedstawiający Kacprzyka jako ofiarę zmasowanej kampanii propagandowej i podkreślający, że jego klientowi zależy na rzetelnym wyjaśnieniu sprawy – powinien liczyć się z faktem, że zwyczajnych Polaków bulwersuje sam fakt, że skandalista Dawid Kacprzyk pozostaje na wolności, w sytuacji gdy za kratami z trzymiesięczną sankcją znajduje się w związku z zarzutem grożenia lokalnemu komendantowi policji dziennikarz Leszek Kraskowski, badający interesy posła partii rządzącej Romana Giertycha.

Zwłaszcza, że skoro Kacprzyk, chociaż forsę tak kocha, część zarobionych na fikcyjnych dyżurach pieniędzy już zwrócił (chodzi o ok. 500 tys zł) – sam ma świadomość, że w ich posiadanie nie wszedł w legalny sposób. Ale jeśli nawet klient supermarketu, chwycony za rękaw przez bystrego świadka zdarzenia, wróci do kasy i część wyniesionych ze sklepu za pazuchą towarów odda – ochrona i tak go zatrzyma, po czym wezwie policję, a sprawa będzie miała dalsze karne konsekwencje. I nie da się wtedy nikomu wmówić, że ten inny klient, co sprawcę za rękaw już po jego wyjściu z marketu złapał, zrobił to z niskich motywacji: bo mu na przykład zazdrościł lepszego samochodu. Niekoniecznie Porsche Panamera nawet. Aż dziw, że rządzącym i ich medialnym tubom trzeba tłumaczyć rzeczy tak oczywiste.

Nie da się afery tak poważnej, gdzie w grę wchodzi ludzkie życie i zdrowie, rozbroić tłumaczeniami, urągającymi inteligencji adresatów tych wykrętów. Uzasadnianie, że ogłoszenie pełnej listy prominentów – beneficjentów “szybkiej ścieżki” na SOR w Szpitalu Południowym stanowiłoby naruszenie prawa do ochrony danych osobowych odebrać można wyłącznie w kategoriach kpiny z własnych wyborców w szczególności i całej opinii publicznej. Przecież i tak spis tych “VIP-ów” od siedmiu boleści – co pomimo wysokich zarobków na prywatnego lekarza wydawać nie zamierzali – rychło poznamy, co do tego nie ma wątpliwości. Im szybciej to nastąpi, tym dla nas wszystkich i przejrzystości życia publicznego lepiej.

Sam Donald Tusk powinien doskonale pamiętać, jak przed dwunastu laty jego wytłumaczenie, że “scenariusz” afery podsłuchowej – zwanej też czasem kelnerską – “napisano cyrlicą”, wcale sprawy nie zakończyło. Chociaż wiele wskazuje, że pozostawało zgodne z prawdą.

Wyborcy ocenili jednak niebawem przy urnach nie moralność tych, co rozmowy nagrywali i rozpowszechniali, lecz prominentów partii rządzącej przy suto zapijanych wysokoprocentowym alkoholem ośmiorniczkach wygadujących androny obraźliwe dla obywateli lub przynajmniej im pokazujące, jak bardzo ich lekceważy przez nich przecież finansowana kasta polityczna. Straty później przyszło odrabiać długo, aż do 15 października 2023 r. właśnie. Karol Marks stwierdził kiedyś, że jeśli historia się powtarza – to wyłącznie jako farsa. Tusk jako historyk z wykształcenia z pewnością to powiedzenie zna.


Jak oceniasz?

kliknij na gwiazdkę, aby ocenić

średnia ocen 5 / 5. ilość głosów 1

jeszcze nie oceniano

jeśli uznałeś, że to dobre...

... polub nas w mediach społecznościowych

Nie spodobało się? Przykro nam...

Pomóż nam publikować lepsze teksty

Powiedz nam, jakie wolałbyś teksty na pnp24.pl?

Łukasz Perzyna (ur. 1965) jest dziennikarzem „Opinii”, Polityczni.pl i „Samorządności”, autorem filmu o Aleksandrze Kwaśniewskim (emisja TVP1 w 2006 r.) oraz dziewięciu książek, w tym. „Uwaga, idą wyborcy…” i „Jak z Pierwszej Brygady”. Pracował m.in. w „Wiadomościach TVP” i „Życiu”, kierował działem krajowym „Obserwatora Codziennego”. W latach 80 był działaczem Konfederacji Polski Niepodległej i redaktorem prasy podziemnej.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here