Polski Wrzesień. Klęska i zobowiązanie

0
7

Tamtą wojnę przegraliśmy, bo chociaż wygrali ją nasi sojusznicy, my jednak utraciliśmy suwerenność. Jeszcze zanim ją odzyskaliśmy – Westerplatte, wtedy w 1939 r. zaatakowane jako pierwsze, stało się za sprawą słów Jana Pawła II symbolem, wokół którego skupiło się nowe pokolenie, któremu udało się wywalczyć, tym razem pokojowo, Polskę wolną i demokratyczną, nawet jeśli podobnie jak tamta z Dwudziestolecia 1918-39 – pod wieloma względami daleką od wyśnionych ideałów.

II wojnę światową rozpoczęły hitlerowskie Niemcy, pierwsze strzały oddał ich pancernik Schleswig-Holstein o godz. 4,45, dn. 1 września 1939 r. w kierunku polskiej placówki wojskowej na gdańskim Westerplatte. Obrona tej reduty przez stu kilkudziesięciu żołnierzy stała się symbolem nieugiętości i bohaterstwa ale też roztropności Polaków. Na Westerplatte poległo piętnastu ludzi z załogi, straty szturmujących je niemieckich nazistów okazały się wielokrotnie większe. Wiersz Konstantego I. Gałczyńskiego o tym, że “prosto do nieba czwórkami szli żołnierze z Westerplatte”, nawet jeśli piękny, stanowi więc wyłącznie wyraz chybionej projekcji poety. Polska placówka wojskowa w Wolnym Mieście Gdańsku broniła się bowiem pod dowództwem majora Henryka Sucharskiego wcale nie straceńczo, lecz rozważnie i zgodnie z regułami sztuki wojennej. Wzbudziło to podziw nawet u Niemców. Zaś nadawany codziennie aż do 7 września komunikat “Westerplatte się broni” dodawał ducha wojsku na polach innych potyczek i bitew ale przede wszystkim ludności cywilnej, od pierwszego dnia narażonej na okrucieństwo wroga, bombardującego również cele cywilne. Plany wojskowe zakładały utrzymanie Westerplatte przez dwanaście godzin tylko.

Podczas swojej trzeciej pielgrzymki do Polski, w trudnym pod wieloma względami roku 1987, bo w poprzednim komuniści ogłosili amnestię dla więźniów politycznych, co miało rozbroić opozycję w tym zepchniętą do podziemia Solidarność oraz Konfederację Polski Niepodległej, której dwa kierownictwa sądzono w kolejnych procesach w latach 80. – Papież Jan Paweł II właśnie w Gdańsku odwołał się do Westerplatte w wystąpieniu zwróconym do polskiej młodzieży. “Każdy z Was, młodzi przyjaciele, znajduje tez w życiu jakieś swoje Westerplatte. Jakiś wymiar zadań, które musi podjąć i wypełnić” – powiedział młodym Polakom Papież 12 czerwca 1987 r.

Już w kolejnym roku 1988 r. młode pokolenie robotników, które w czasie “karnawału Solidarności” (1980-81) pobierało jeszcze nauki w szkołach zawodowych oraz kolejne roczniki studentów czytujące już “drugi obieg” czasem chętniej niż publikacje oficjalne – wywołało następną falę protestów społecznych. Wiosną strajkowały komunikacja miejska w Bydgoszczy, Stalowa Wola, Stocznia Gdańska i Nowa Huta. A kiedy protest tej ostatniej władza zgniotła siłą – podjął go Uniwersytet Warszawski. W sierpniu tego samego roku studenci byli wprawdzie na wakacjach, ale i tak wspierali następną falę strajków: ponownie w gdańskiej stoczni ale również śląskich górników. Kiedy milicja zdobywała jedną kopalnię, pracę przerywały dwie inne. Zmusiło to władze do negocjacji: efektem spotkania Lecha Wałęsy z Czesławem Kiszczakiem z 31 sierpnia 1988 r, rozmów w Magdalence toczonych od września oraz już w kolejnym roku negocjacji przy Okrągłym Stole (od lutego do kwietnia 1989 r.) stały się wybory z 4 czerwca 1989, które pomimo kontraktu gwarantującego im znaczną część mandatów komuniści przegrali tak sromotnie z Komitetem Obywatelskim Solidarności, że po odwróceniu sojuszy przez dotychczasowych koalicjantów Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej – Zjednoczone Stronnictwo Ludowe oraz Stronnictwo Demokratyczne – realny stał się powrót demokracji i suwerenności.

Słowa Papieża miały więc niezwykłą moc sprawczą, chociaż oczywiście do wielkiej przemiany w Polsce a z czasem i kolejnych krajach bloku wschodniego przyczyniło się również zwycięstwo Zachodu w wyścigu zbrojeń a tym samym zimnej wojnie ze Związkiem Radzieckim oraz zainicjowane w samym ZSRR przez Michaiła Gorbaczowa “glasnost” (jawność) i “pierestrojka” (przebudowa).

Dobór Westerplatte jako przykładu bohaterstwa i roztropności równocześnie nie był przypadkiem, Jan Paweł II odwołał się do patriotycznej pamięci Polaków.

Przegrana kampania i bohaterstwo zwykłych ludzi

Przegrana kampania wrześniowa dostarcza więcej podobnych dowodów poświęcenia, świadczących o powszechnej wówczas woli obrony Ojczyzny zaatakowanej w 21 lat po tym, jak odzyskała niepodległość po trwających ponad stulecie zaborach. Również w Gdańsku załoga Poczty Polskiej broniła się przed atakującymi ją doborowymi oddziałami hitlerowskimi. Wziętych do niewoli pocztowców Niemcy rozstrzelali, ich historia stanowi m.in. jeden z wątków “Blaszanego bębenka” Guentera Grassa i jego ekranizacji w reż. Volkera Schloendorffa. Nie tylko literatura i film zaświadczają o brutalności nazistów ale i listy strat: wśród śmiertelnych ofiar ataku na Pocztę Polską w Gdańsku znalazła się dziewięcioletnia Erwina Barzychowska, wychowanka dozorcy budynku. Poparzona miotaczem ognia, zmarła w szpitalu po sześciu tygodniach męczarni.

Ludność cywilna wykazała się niebywałym bohaterstwem przy obronie oblężonej Warszawy, gdzie jak na Opaczewskiej na Ochocie budowano barykady a nastoletni mieszkańcy naprędce przygotowanymi butelkami z benzyną atakowali próbujące zdobyć stolicę z marszu hitlerowskie czołgi.

Nadzwyczajnym heroizmem wykazał się cywilny prezydent Warszawy Stefan Starzyński. Zapobiegał panice, organizował mieszkańców do likwidowania skutków nalotów i ostrzału. Dodawał im ducha w wystąpieniach radiowych. Nie skorzystał również z oferowanych mu możliwości ewakuacji, za co później zapłacił życiem, zamordowany przez okupantów. Warszawa, oblężona przez kilka tygodni, broniła się aż do 28 września. Co również stało się symbolem. Niemcy zburzyli wtedy 15 proc miasta, zapoczątkowując dzieło zniszczenia, które dopełniło się po powstaniach: w getcie (w Wielkim Tygodniu 1943 r.) i Warszawskim (1 sierpnia-2 października 1944 r.).

Pomimo rażącej dysproporcji sił – Niemcy zmobilizowali 1,8 mln a Polska 1,2 mln żołnierzy, przy czym ponieważ na opóźnienie naszej mobilizacji naciskali alianci zachodni, wielu Polaków nawet nie dotarło do macierzystych jednostek, a przewaga agresora w czołgach i lotnictwie i tak wynosiła cztery do jednego – wojsko wykazało się dzielnością na polu bitwy. Świadczy o tym bohaterstwo żołnierza w walkach nad Bzurą (od 9 do 22 września 1939), w szeregach Samodzielnej Grupy Operacyjnej “Polesie” Franciszka Kleeberga (do 5 października po Kockiem) i w oddziale Henryka Hubala Dobrzańskiego, co się w ogóle nie poddał, tylko przeszedł do partyzantki, wreszcie w obronie Twierdzy Modlin do 29 września oraz Helu, który skapitulował dopiero 2 października 1939 r.

Doskonale pamiętam rozmowę z pracownikiem muzeum z Gdyni, który podkreślał, że obrona Helu, w sytuacji, kiedy poddała się już Warszawa, wbrew pozorom, nie nosiła wcale w sobie znamion żołnierskiej ani oficerskiej desperacji. Polska miała przecież sojuszników zachodnich, którzy zawartymi wcześniej układami zobowiązali się do udzielenia nam pomocy, kiedy zostaniemy zaatakowani. Zasadne pozostawało oczekiwanie, że nastąpi to od strony morza.

Alianci nie dotrzymali słowa, Stalin wobec Hitlera tak

Rzeczywistość zweryfikowała jednak bezwzględnie zarówno układy sojusznicze jak wcześniejsze deklaracje rodzimych władz, że “silni, zwarci, gotowi” “nie oddamy ani guzika”.

Francja i Wielka Brytania zgodnie z zawartymi sojuszami wypowiedziały 3 września wojnę Niemcom. Przybrała jednak ona postać – jak ją określili sami Francuzi – “drole de guerre” czyli wojny dziwnej lub śmiesznej. Na froncie zachodnim nie podjęto żadnych działań ofensywnych. A kiedy po stronie niemieckiej alianckie samoloty zrzucały ulotki propagandowe, paczki z nimi rozwiązywano, żeby przypadkiem nie zabić jakiegoś Niemca.

Sprawdził się za to zawarty w ostatniej chwili sojusz przeciw Polsce: Adolfa Hitlera z Józefem Stalinem. Nazwany od szefów dyplomacji paktem Ribbentrop-Mołotow, oznaczał czwarty rozbiór Polski. Kiedy Niemcy stali już pod oblężoną Warszawą i zajęli znaczną część polskiego terytorium, 17 września 1939 r. od strony wschodniej ruszyli Sowieci. Dla prezydenta Ignacego Mościckiego, wodza naczelnego Edwarda Rydza-Śmigłego oraz premiera Felicjana Sławoja-Składkowskiego oznaczało to pretekst do ewakuacji za granicę. Po tym jak znaleźli się w Rumunii, zostali tam internowani przez miejscowe władze.

Nie oznaczało to jednak kresu walki Polaków. Jak opisywał Andrzej Paczkowski: “w nocy z 26 na 27 września, a więc wówczas, gdy formalnie piastowali jeszcze swoje urzędy zarówno prezydent i premier, jak i Wódz Naczelny, a stolica znajdowała się w przeddzień kapitulacji, dowodzący jej obroną gen. Juliusz Rómmel przekazał otrzymane od marsz. Edwarda Rydza-Śmigłego pełnomocnictwa do utworzenia wojskowej organizacji konspiracyjnej gen. Michałowi Karaszewiczowi-Tokarzewskiemu. Decyzję tę uznali zarówno Komisarz Cywilny Obrony Warszawy Stefan Starzyński jak i obecni w stolicy czołowi politycy opozycyjni. Nim oddziały Wehrmachtu wkroczyły do Warszawy, powstała, mająca formalną sankcję, Służba Zwycięstwu Polski” [1]. Stała się zalążkiem późniejszego Związku Walki Zbrojnej i wreszcie Armii Krajowej, koordynujących konspirację w kraju. Logiką tej wojny stało się, że Polska nigdy z obrony swojej wolności nie rezygnuje. Zasada ta, chociaż pominięta przez zwycięskich sprzymierzonych w Jałcie (na konferencji w lutym 1945 r.), przyniosła pokojowy i bezkrwawy efekt po upływie pół wieku za sprawą fenomenu Solidarności, skupiającego w sobie wysiłek kolejnych pokoleń Polaków.

[1] Andrzej Paczkowski. Pół wieku dziejów Polski 1939-1989. Wydawnictwo Naukowe PWN, Warszawa 1995, s. 16-17

Jak oceniasz?

kliknij na gwiazdkę, aby ocenić

średnia ocen 5 / 5. ilość głosów 1

jeszcze nie oceniano

jeśli uznałeś, że to dobre...

... polub nas w mediach społecznościowych

Nie spodobało się? Przykro nam...

Pomóż nam publikować lepsze teksty

Powiedz nam, jakie wolałbyś teksty na pnp24.pl?

Łukasz Perzyna (ur. 1965) jest dziennikarzem „Opinii”, Polityczni.pl i „Samorządności”, autorem filmu o Aleksandrze Kwaśniewskim (emisja TVP1 w 2006 r.) oraz dziewięciu książek, w tym. „Uwaga, idą wyborcy…” i „Jak z Pierwszej Brygady”. Pracował m.in. w „Wiadomościach TVP” i „Życiu”, kierował działem krajowym „Obserwatora Codziennego”. W latach 80 był działaczem Konfederacji Polski Niepodległej i redaktorem prasy podziemnej.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here