Fort Trump i Pekin

0
3

Lansowana przez ośrodek prezydencki – w Polsce, a nie w USA – nazwa Fort Trump dla amerykańskiej bazy, o której nie wiemy jeszcze nawet, czy naprawdę powstanie, to marny pomysł. Ostatnim bowiem obiektem nazwanym u nas nazwiskiem żyjącego przywódcy obcego państwa w trakcie jego rządów był przed ponad 70 laty Pałac Kultury i Nauki imienia Józefa Stalina. Od 1956 r. końcówki tej nazwy się nie używa. Warszawiacy na co dzień mówią po prostu: Pekin, co pasuje doskonale.

Nikt oczywiście nie zamierza zestawiać wybranego demokratycznie prezydenta Stanów Zjednoczonych Donalda Trumpa, który ma wobec Polaków konkretne zasługi, jak zniesienie wiz, ze zbrodniczym generalissimusem. Jednak wspomniana zbieżność w oczywisty sposób rodzi niebezpieczeństwo uruchomienia skojarzeń, szkodzących powadze współpracy z naszym najmocniejszym sojusznikiem w NATO. Karol Nawrocki i jego otoczenie starają się Amerykanom schlebiać, co odnieść może efekt przeciwny do zamierzonego. Charakterystyczne zresztą, że gdy powracająca teraz nazwa pojawiła się po raz pierwszy jeszcze za rządów PiS – Jankesi sprawiali wrażenie tym zażenowanych i skrupulatnie podkreślali, że pomysł wyszedł z polskiej, a nie ich strony.

Równie słabą inwencją wykazuje się wicepremier i szef dyplomacji Radosław Sikorski, propagujący nazwanie bazy ku czci Ronalda Reagana. Jak wiemy, prezydent USA z lat 1981-89 wygrał wyścig zbrojeń ze Związkiem Radzieckim, który określał mianem “imperium zła” i przyczynił się do osłabienia. a potem destrukcji światowego systemu komunistycznego. Pamiętamy jednak również, że w 1981 r. nie ostrzegł przyjaciół z Solidarności o planach wprowadzenia stanu wojennego przez generałów Wojciecha Jaruzelskiego i Czesława Kiszczaka, chociaż datę operacji z 13 grudnia znał zawczasu dzięki informacjom od pułkownika Ryszarda Kuklińskiego. Fakt ten powinien przekreślać jego szanse jako patrona bazy. Nie zostanie nim na pewno poprzednik Trumpa w prezydenckim fotelu Joe Biden. Chociaż on akurat na to zasłużył, skoro po zbrojnej agresji Kremla na Ukrainę dwa razy na polskiej ziemi jednoznacznie potwierdził aktualność artykułu 5. Traktatu Waszyngtońskiego, zobowiązującego państwa członkowskie NATO do solidarnej obrony w razie napaści na którekolwiek z nich. Jednak uhonorowanie w podobny sposób Demokraty, który w dodatku w 2020 r. wygrał wybory z samym Trumpem, podziałałoby na obecną amerykańską administrację niczym płachta na byka. Patrona wypada więc szukać dalej. A może głębiej w historii.

Najlepiej do tej roli nadają się bohaterowie obu narodów i ich walki o wolność sprzed 250 lat: Tadeusz Kościuszko i Kazimierz Puławski. O takiej możliwości zresztą i Sikorski wspomina, choć jako o wariancie rezerwowym. Nie budzą kontrowersji, a wiedza o nich warta jest upowszechniania, do którego w erze “wujka Google” przyczynią się wydatnie przekazy informacyjne zawierające ich nazwiska. W tym akurat wypadku często zasadnie krytykowane określenie “polityka historyczna” ma sens.

Główny problem, dotyczący nowej amerykańskiej bazy sił lądowych w Polsce, nie dotyczy jednak wcale onomastyki, tej dostojnej nauki o nazwach własnych. Po niedawnym bezpośrednim spotkaniu prezydentów Donalda Trumpa i Karola Nawrockiego wiemy bowiem w sprawie przyszłości projektu tyle samo, co przedtem. Jak wynika z informacji Ministerstwa Obrony Narodowej, Amerykanie decyzję, dotyczącą otwarcia u nas bazy, podejmą pod koniec roku. A przy tym wcale nie musi się on okazać pozytywna. Nie wróży dobrze w tej kwestii odwołanie umówionego już spotkania polskiego ministra obrony Władysława Kosiniaka-Kamysza z jego amerykańskim odpowiednikiem Pete’m Hegsethem.

W tej sytuacji nie ma powodu, by się spieszyć z honorowaniem amerykańskich ani wspólnych bohaterów, bo rosyjscy nadawcy przekazów w sieciowej wojnie hybrydowej naśmiewać się potem będą z już nazwanej bazy -widma jako pomnika naiwnej wiary Polaków w troskę Ameryki o jej najlepszego sojusznika. Pozostaje wierzyć, że ta opowieść w tak smutny sposób się nie zakończy. Ale optymizm nie zwalnia nas z poszukiwania alternatywnych rozwiązań. Zwłaszcza związanych z rozwijającą się, na szczęście przy wydatnym naszym udziale, wspólną europejską polityką obronną.

Jak oceniasz?

kliknij na gwiazdkę, aby ocenić

średnia ocen 5 / 5. ilość głosów 1

jeszcze nie oceniano

jeśli uznałeś, że to dobre...

... polub nas w mediach społecznościowych

Nie spodobało się? Przykro nam...

Pomóż nam publikować lepsze teksty

Powiedz nam, jakie wolałbyś teksty na pnp24.pl?

Łukasz Perzyna (ur. 1965) jest dziennikarzem „Opinii”, Polityczni.pl i „Samorządności”, autorem filmu o Aleksandrze Kwaśniewskim (emisja TVP1 w 2006 r.) oraz dziewięciu książek, w tym. „Uwaga, idą wyborcy…” i „Jak z Pierwszej Brygady”. Pracował m.in. w „Wiadomościach TVP” i „Życiu”, kierował działem krajowym „Obserwatora Codziennego”. W latach 80 był działaczem Konfederacji Polski Niepodległej i redaktorem prasy podziemnej.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here