Stulecie Wajdy

0
43

Wielkiego reżysera Andrzeja Wajdę zaliczyć można do tych pięciu postaci, których działania w największym stopniu współczesną polskość uformowały. Pozostali to Józef Piłsudski, Karol Wojtyła i Lech Wałęsa oraz literacki noblista Czesław Miłosz. Mowa o perspektywie stulecia, bo gdyby autor “Człowieka z marmuru” nie odszedł na zawsze przed dekadą, to 6 marca 2026 r. świętowalibyśmy wspólnie jego  setne urodziny.

Obecny format patriotyzmu, pojmowania i odczuwania polskich spraw, przez ogół społeczeństwa a nie tylko publiczność festiwali i kin studyjnych (z całym szacunkiem dla 300 tys. widzów, jacy – czego zazdrościli nam zachodni intelektualiści – regularnie w czasach gierkowskich oglądali u nas trudne filmy),  najmocniej ukształtowały, układające się w rodzaj bohaterskiej trylogii: “Człowiek z marmuru” o przodowniku pracy Mateuszu Birkucie, który trafia do więzienia za protest przeciw aresztowaniu kolegi z murarskiej brygady;”Człowiek z żelaza” o jego synu Tomczyku, który staje na czele strajku w stoczni; i wreszcie “Człowiek z nadziei” o prawdziwym już a nie fikcyjnym przywódcy polskiego świata pracy Lechu Wałęsie. Pierwszych dwóch filmów nie mogli reżyserowi darować komuniści i wspierający ich oficjalni reżyserzy (jak Bohdan Poręba, zresztą autor cenionego “Hubala” o którym to filmowcu mawiano, że Zjednoczenie Patriotyczne Grunwald wspierające beton PZPR powołał na złość Wajdzie). Trzeciego z nich – pisowscy z kolei kleiciele taśmy, talentem nie dorównujący Porębie jak dowiódł nazywany najgorszym filmem nowoczesnej Europy “Smoleńsk”, zdolni za to przelicytować reżysera “Katastrofy w Gibraltarze” w złych emocjach i resentymentach.

Za to dla ogółu Polaków adaptacje “Popiołów” Stefana Żeromskiego oraz “Lotnej” Wojciecha Żukrowskiego, “Wesela Stanisława Wyspiańskiego i “Ziemi obiecanej” Władysława St. Reymonta a potem “Kroniki wypadków miłosnych” Tadeusza Konwickiego i wreszcie narodowego poematu Adama Mickiewicza “Pan Tadeusz” w wersji Wajdy stały się częścią kanonu rodzimej kultury. Dziś mało kto już pamięta kontekst dyskusji o “bohaterszczyźnie”, w który wpisywały się dwie pierwsze z wymienionych ekranizacji. A współczesnym ich widzom trudno przyjdzie uwierzyć, że reżyserowi zarzucano wówczas brak patriotyzmu i szarganie narodowych symboli, co czynili nie tylko propagandyści najemni, ale również partyjny ale inteligentny autor “Siedmiu polskich grzechów głównych” dawny sybirak pułkownik Zbigniew Załuski, mający zresztą po swojej stronie w debacie o bohaterszczyźnie również późniejszego założyciela KPN jako pierwszej antykomunistycznej partii Leszka Moczulskiego.  Twórczość Wajdy podsycała emocje i refleksje nad polską tożsamością i wiążącymi się z nią obywatelskimi zobowiązaniami   

Teraz oczywiste okazuje się, że Wajda współczesny polski patriotyzm współtworzył – a nie kwestionował. Jego filmy zarazem wyprzedzały i zapowiadały na swój sposób wielkie zjawiska społeczne.

W “Człowieku z marmuru” przodownik Birkut w Nowej Hucie przystępuje do bicia kolejnego rekordu w układaniu cegieł jako terminal trójki murarskiej. Do pracy przystępuje ekipa Polskiej Kroniki Filmowej. Ale sekwencję otwierającą jej materiał trzeba powtórzyć, bo Birkut, robotnik chłopskiego pochodzenia, żegna się zamaszyście przed przystąpieniem do pracy, czego nie mieli prawa zobaczyć w kinie widzowie w okresie rządów Bolesława Bieruta. Koncept tej sceny zrodził się na parę lat wcześniej, zanim krakowski kardynał Wojtyła został papieżem Janem Pawłem II, a wielomilionowy ruch Solidarności, siłami robotników wywodzących się ze wsi, rozpoczął pokojową rewolucję, skutecznie zmieniającą oblicze świata.

Na długo przed wprowadzeniem stanu wojennego nakręcono jedną z ostatnich scen “Człowieka z żelaza”, kiedy to po podpisaniu kończących strajki sierpniowych Porozumień Gdańskich funkcjonariusz uchylający szybę dużego fiata oznajmia redaktorowi z telewizji Winklowi, że umowa, zawarta pod przymusem, jest nieważna. 

Kiedy u schyłku lat 50. na fali Polskiego Października Wajda nakręcił swój “Kanał” o Powstaniu Warszawskim – podczas jednego z festiwalowych pokazów (dzieło nagrodzono w Cannes Srebrną Palmą, złotą Wajda dostał po latach za “Człowieka z żelaza”)) podeszła do niego renomowana zachodnia krytyczka filmowa z pytaniem, jak mu się udało wpaść na tak niezwykły pomysł, że walczący z Niemcami kryją się przed nimi w podziemnym labiryncie ścieków. Po wielu dekadach “Kanał”, z początku uznawany za obrazoburczy, pozostaje jednym ze źródeł wiedzy o realiach 1944 roku.

Szczególne znaczenie miał dla artysty “Katyń”, nakręcony już po upadku komunizmu w jego ojczyźnie. Ojciec Andrzeja Wajdy, przedwojenny oficer, znalazł się bowiem, w czasie, gdy przyszły reżyser miał zaledwie czternaście lat, wśród ofiar zbrodni katyńskiej. 

Wprawdzie pierwszy pełnometrażowy film Wajdy “Pokolenie”, wedle książki i scenariusza Bohdana Czeszki, traktował  o konspiratorach z komunistycznej Gwardii Ludowej ale pokazał ich ludzkie oblicze i zwyczajne motywacje. Od podziałów ideowych, choć rzecz powstała w trudnym roku 1954, tym samym w którym Leopold Tyrmand napisał swój słynny “Dziennik…” i “Złego” – ważniejsza okazała się w tym dziele tragedia chłopaka, któremu gestapo aresztuje dziewczynę, rankiem zaraz po ich pierwszej miłosnej nocy. Dojrzewanie młodych robotników do walki z Niemcami i plenery warszawskiej Woli wywarły wielkie wrażenie na zachodnich widzach i krytykach. “Pokolenie” porównywano powszechnie z filmami neorealizmu włoskiego, uznawanymi wtedy za najlepsze w świecie.     

Sposób postrzegania historii nie tylko przez uczestników szkolnych wycieczek “do kina” ukształtował na długie lata “Popiół i diament”, też odwilżowy, wedle powieści późniejszego założyciela KOR Jerzego Andrzejewskiego. Zbigniew Cybulski w swojej najlepszej roli uwspółcześnił tragedię Maćka Chełmickiego. Chociaż film, podobnie jak książka, pokazywał bezsensowność walki zbrojnej Żołnierzy Wyklętych, przy sporej zresztą dla nich sympatii – jego widzowie po raz pierwszy w kinie zobaczyli, jak oficer urzędu bezpieczeństwa bije po twarzy zatrzymanego antykomunistycznego partyzanta, co miało dla nich oczywiste znaczenie.

Wajda wiedział o czym opowiada, bo sam przed rozpoczęciem studiów malarskich na krakowskiej Akademii Sztuk Pięknych siedział na UB, dopóki nie wyciągnął go stamtąd za pomocą jak wtedy mówiono stosunków lub łapówki jego własny stryj.   

Oprócz dzieł, zmagających się z polską polityką i historią oraz tłumaczących narodową klasykę na język współczesnego doświadczenia – kręcił Wajda również filmy uniwersalne, które sprawiły, że światowi filmoznawcy stawiali go w jednym rzędzie z Akiro Kurosawą, Andriejem Tarkowskim czy Federico Fellinim.

Wzbogacał kulturę europejską w tym sensie, że jego filmy stanowiły tradycyjną, kameralną i refleksyjną alternatywę dla komercyjnego kina amerykańskiego, opartego na efektach specjalnych, sile budżetu i na wpół komiksowej fabule. 

O sensie życia, miłości ale także przemijaniu i śmierci opowiadały osnute na tle opowiadań Jarosława Iwaszkiewicza: “Brzezina”, “Panny z Wilka” i “Tatarak”. Równie dobrze mogące się rozgrywać pod każdą inną szerokością i długością geograficzną w świecie. Także “Bez znieczulenia” z epizodyczną ale znakomitą rolą Krystyny Jandy nie było tylko opowieścią o niszczeniu celebryckiego dziennikarza przez komunizm, ale ponadczasową, jak u Franza Kafki historią stopniowego zaszczuwania człowieka.    

W żaden kontekst polityczny ani społeczny nie pozwolą się wmontować “Niewinni czarodzieje”, oszczędna w środkach opowieść o spotkaniu dziewczyny i chłopaka. Z niedoścignionymi scenami ich rozbieranego pokera (gdy zwycięzca osłania przegraną jej ostatnią sztuką garderoby ze słowami “jestem dżentelmenem, Pelagio” i w odpowiedzi słyszy dobitne: “idiota”).  I bójki, w której ćwiczący w wolnych chwilach boks młody lekarz paroma precyzyjnymi uderzeniami masakruje napastującego go chuligana, po czy od ręki wystawia mu skierowanie na ostry dyżur do szpitala, gdzie w tym czasie pełnią wachtę jego koledzy.     

Aktorzy darzyli go niezwykłą estymą, a byli wśród nich również Anna Walentynowicz i Lech Wałęsa, którzy w epizodzie “Człowieka z żelaza” zagrali świadkþw ślubu Maćka (Jerzy Radziwiłłowicz) i Agnieszki (Krystyna Janda), zapewne po raz ostatni występując wtedy publicznie razem…

Nie unikał zaangażowania publicznego. W wyborach z 4 czerwca 1989 r. został senatorem Komitetu Obywatelskiego Solidarność, uzyskując dwie trzecie możliwych do zdobycia głosów w ówczesnym województwie suwalskim. Nie był tam spadochroniarzem, w Suwałkach urodził się i mieszkał w dzieciństwie, dopóki jego ojca oficera nie odkomenderowano do Radomia.    

W polskiej kulturze to było stulecie Andrzeja Wajdy, bez wątpienia. Filmowców Polska miała i na szczęście nadal ma znakomitych, ale o nim jednym mówiono po prostu: Mistrz. I wszyscy wiedzieli, o kogo chodzi.

Jak oceniasz?

kliknij na gwiazdkę, aby ocenić

średnia ocen 5 / 5. ilość głosów 8

jeszcze nie oceniano

jeśli uznałeś, że to dobre...

... polub nas w mediach społecznościowych

Nie spodobało się? Przykro nam...

Pomóż nam publikować lepsze teksty

Powiedz nam, jakie wolałbyś teksty na pnp24.pl?

Łukasz Perzyna (ur. 1965) jest dziennikarzem „Opinii”, Polityczni.pl i „Samorządności”, autorem filmu o Aleksandrze Kwaśniewskim (emisja TVP1 w 2006 r.) oraz dziewięciu książek, w tym. „Uwaga, idą wyborcy…” i „Jak z Pierwszej Brygady”. Pracował m.in. w „Wiadomościach TVP” i „Życiu”, kierował działem krajowym „Obserwatora Codziennego”. W latach 80 był działaczem Konfederacji Polski Niepodległej i redaktorem prasy podziemnej.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here