Zjawisko to miało zniknąć razem z PRL-em, a wraca pod nowymi nazwami: obsadzanie państwa „swoimi” ludźmi. Od 2022 roku mechanizm znów mocno przyspieszył: stanowiska w ministerstwach, instytucjach i spółkach zostały rozdane, a dziś okazuje się, że wielu z tych ludzi nie da się łatwo ruszyć. Kiedyś nazywano to nomenklaturą, czyli listą stanowisk zarezerwowanych dla ludzi partii. Dziś często wygląda to podobnie: formalnie konkursy, procedury i regulaminy, a w praktyce układ, lojalność i polityczna ochrona. Widać to również przy sprawie warszawskiego szpitala. Gdy instytucje są obsadzane według klucza politycznego, a nie kompetencji, konsekwencje ponoszą obywatele: pacjenci, przedsiębiorcy, podatnicy. Czy Polska jest jeszcze państwem obywateli, czy już państwem stanowisk?