Powstrzymanie armii bolszewickiej, która szła na Warszawę, żeby dalej zanieść płomień rewolucji do Niemiec – pozwoliło w sierpniu 1920 Polsce obronić świeżo odzyskaną państwowość i sposób życia, o którym sami decydowaliśmy. Była to również pierwsza tak powszechna wojna Polaków: pod bronią znalazło się 700 tys obywateli. Wcześniej w I wojnie światowej – Polacy też walczyli, ale z wyjątkiem Legionów Piłsudskiego i Błękitnej Armii Hallera w obcych mundurach, wykrwawiając się dla cudzej chwały i korzyści.
“Przed narodem polskim stanął znów dylemat: zwyciężyć lub zginąć. Polska dn. 15 sierpnia 1920 r. zwyciężyła” – nie miał wątpliwości Stanisław Mackiewicz-Cat [1].
Jeszcze w czerwcu 1920 r. polskie wojsko znajdowało się w Kijowie, do którego oddziały kawalerii weszły 7 maja, a piechota dzień później. Przedtem, 21 kwietnia zawarto umowę z rządem patriotycznej i zbrojnie przeciwstawiającej się bolszewikom Ukraińskiej Republiki Ludowej, na którego czele stał Semen Petlura, o wzajemnym uznaniu, sojuszu i granicy na Zbruczu. Po wkroczeniu do Kijowa, Józefa Piłsudskiego porównywano do Bolesława Chrobrego, co czynił nawet endecki marszałek Sejmu Wojciech Trąmpczyński. Naczelnika Państwa witały tłumy w Warszawie, w kościele św. Aleksandra biskup polowy Stanisław Gall intonował 18 maja “Te Deum laudamus” śpiewane przez chór opery warszawskiej. Młodzież wyprzęgała konie z powozu i sama ciągnęła zaprzęg z Piłsudskim do Belwederu.
Z Kijowa pod Warszawę: cena mrzonek o federacji
Polskie wojsko nie zdołało się jednak w Kijowie utrzymać. Wobec groźby okrążenia, zwłaszcza przez Armię Konną Siemiona Budionnego – już 11 czerwca nakazano odwrót z ukraińskiej stolicy. Awantura wschodnia, efekt próby wcielenia w życie chybionej koncepcji federacyjnej Piłsudskiego, wiele miała kosztować Polskę. Bolszewicy szli teraz na Warszawę, zagrożona była nie tylko niepodległość, ale dotychczasowy styl życia Polaków. Wedle planów Kremla ich ojczyzna stać się miała bowiem kolejną “republiką rad”.
Wiele wskazywało na to, że tak się stanie rzeczywiście. Historyk Paweł Zaremba wskazywał, że “lipiec był dla Polaków miesiącem klęski. Odwrót zamienił się w szereg nieskoordynowanych marszów często graniczących z paniką. Żadna z przewidywanych linii czy ognisk oporu nie dała się zrealizować” [2]. Zaś cytowany już Mackiewicz-Cat tak oddawał ówczesną sytuację: “Na północy uderza dawny oficer cesarskiej gwardii 28-letni [Michaił] Tuchaczewskij, później czerwony marszałek, z rozkazu Stalina rozstrzelany. Dn. 11 lipca zostaje zdobyty Mińsk Litewski, w parę dni później – Wilno, dn. 10 lipca bolszewicy są nad Niemnem (..), dn. 1 sierpnia zajmują Brześć Litewski. Wojska bolszewickie wkraczają na terytorjum Królestwa, są pod Lublinem, pod Lwowem. Tuchaczewskij powtarza manewr Paskiewicza z 1931 r. Jego kawalerja dochodzi do Włocławka, bolszewicy zaczynają się stykać z siłami niemieckimi. Na świat, do Ameryki idą depesze, że Warszawa padła, że czerwone sztandary powiewają nad Wisłą i Polską” [3].
Chłopski premier mobilizuje Polaków
“W czerwcu 1920 roku [Wincenty] Witos otrzymał propozycję utworzenia rządu” – opisuje biografka lidera Polskiego Stronnictwa Ludowego “Piast” Małgorzata Olejniczak. Nic z tego nie wyszło. Dopiero powtórnie “po rozmowie z klubem [poselskim] i Piłsudskim podjął wyzwanie (..) Jednak misja Witosa zakończyła się fiaskiem. Rosjanie byli już bardzo blisko. Gabinet pozaparlamentarny utworzył Władysław Grabski. Przetrwał miesiąc. Piłsudski po raz trzeci zwrócił się do Witosa. Wysłannik Naczelnika ruszył do Wierzchosławic. Witosa zastał w polu przy wywożeniu nawozu. I tym razem szef “Piasta” podjął wyzwanie, a sceneria tego wydarzenia jest jedną z najbardziej znanych anegdot historycznych. W nocy z 21 na 22 lipca postanowiono utworzyć Rząd Obrony Narodowej. Składał się z przedstawicieli wszystkich stronnictw” [4].
Jak zauważał Marian Kukiel: “gdy propaganda sowiecka głosiła, że chce polskich robotników i chłopów wyzwalać od polskich “jaśnie panów”, na czele rządu stali jako premier chłop Wincenty Witos, jako wicepremier weteran walki o sprawę robotniczą Ignacy Daszyński. Ministerstwo spraw zagranicznych objął książę Eustachy Sapieha” [5].
Co więcej, jak stwierdza biografka premiera “arystokracja pakowała walizki, by wyjechać z kraju, a Witos jeździł od powiatu do powiatu, pisał odezwy jak ta z 30 lipca: “Trzeba ratować Ojczyznę. Trzeba jej oddać wszystko, majątek, krew i życie, bo ta ofiara stokroć się opłaci, gdy uratujemy państwo od niewoli i hańby”. Zobowiązał się również, że rząd wniesie do Sejmu projekt ustawy o bezpłatnym nadaniu ziemi we wschodnich powiatach szczególnie zasłużonym żołnierzom. Na jej podstawie państwo miało również dostarczyć im drewna na budowę domów (..). Piłsudski popierał ten projekt, uważając, że dzięki temu na wschodniej granicy powstanie coś w rodzaju twierdzy strzeżonej przez tych, którzy swojej ziemi nie odstąpią” [6].
Na razie jednak w miastach i miasteczkach witały Wincentego Witosa tłumy ciekawych, jak wygląda ten pierwszy na świecie chłopski premier. Wszędzie mobilizował do oporu przeciwko bolszewickiemu zbrojnemu pochodowi na Warszawę. “Witos z kilkoma członkami rządu był na polu bitwy w Radzyminie, gdzie następnego dnia – 15 sierpnia – zdecydować się miały losy II Rzeczypospolitej” [7].
Strategia Piłsudskiego i decydujący manewr znad Wieprza
“6 sierpnia Józef Piłsudski wydał “Rozkaz przegrupowania” (..)” – opisuje Paweł Zaremba. “Armię polską podzielił Piłsudski na front północny pod dowództwem generała [Władysława] Sikorskiego, który miał operować nad Wisłą i Wkrą (..). I odcinek środkowy, najlepiej wyposażony w artylerię i grupujący połowę sił polskich, który miał bronić Warszawy, pod dowództwem generała Józefa Hallera (..). Najważniejsze zadanie przypadło grupie uderzeniowej, złożonej z dywizji wybranych spośród najlepszych. Były to pierwsza i trzecia legionowe, czternasta wielkopolska, szesnasta pomorska i dwudziesta pierwsza podhalańska, zwana jeszcze “dywizją górską”. Nad grupą uderzeniową dowództwo objął osobiście Piłsudski. Została ona zebrana nad rzeką Wieprzem (..)” [8].
Walki na północy nad Wkrą zaczęły się 14 sierpnia ale rozstrzygające miały się okazać kolejne dni. “15 sierpnia Radzymin i linia obronna Warszawy przechodziły z rąk do rąk, lecz zostały utrzymane w rękach polskich. 16 sierpnia wyruszyło znad Wieprza natarcie grupy uderzeniowej, rozbijając lewe skrzydło Tuchaczewskiego i maszerując na jego tyły. 18 sierpnia front Tuchaczewskiego był w pełnym odwrocie, tracąc kilkadziesiąt tysięcy jeńców i wywożąc ze sobą z Białegostoku Tymczasowy Komitet Rewolucyjny Polski z ostatnią, nie wydrukowaną jeszcze jego odezwą” [9].
Bitwa Warszawska zakończyła się oczywistym zwycięstwem Polaków. Jak wyliczał Wacław Jędrzejewicz: “straty bolszewików były znaczne: około 25,000 poległych i rannych, 66,000 jeńców, 231 dział, ponad tysiąc karabinów maszynowych dostało się w polskie ręce. Resztki armii Tuchaczewskiego zaczęły organizować się na linii Niemna (..)” [10].
Sama jednak analiza działań militarnych nie oddaje istoty fenomenu postawy Polaków wobec wojny bolszewickiej. Walcząca armia cieszyła się powszechnym poparciem. Na front szli ochotnicy, w tym gimnazjaliści i studenci. Z chwilą objęcia premierostwa przez Witosa skończyły się dezercje chłopskich synów jak wtedy mówiono “do żniw”. A na warszawskich ulicach i w kawiarniach, jak opisał to we “Wspomnieniach polskich” Witold Gombrowicz, dziewczyny podchodziły całkiem wbrew ówczesnej etykiecie do ubranych po cywilnemu, nieznajomych młodych mężczyzn z pytaniem: – A pan czemu nie w wojsku?
Powołany zawczasu przez bolszewików jako przyszły rząd kolaboracyjny “polskiej republiki rad” komitet białostocki z Julianem Marchlewskim i Feliksem Dzierżyńskim w składzie ewakuował się pospiesznie w panice odwrotu z probostwa w Wyszkowie, gdzie szykował się do przeniesienia do Warszawy, gdy tylko zostanie zdobyta. Niedługo po ucieczce renegatów do Wyszkowa na plebanię trafił korespondent wojenny Stefan Żeromski, przemoczony po tym, jak uczestniczył w wyciąganiu z błota popsutego samochodu wojskowego.
“Na szczęście, drzwi mieszkania proboszcza w Wyszkowie, księdza kanonika Mieczkowskiego, same się gościnnie otwarły, gdy zameldowano gospodarzowi ludzi przemokniętych. Zastaliśmy w dużym pokoju, oprócz plebana i jego wikariusza, księdza Modzelewskiego – generała Hallera i ambasadora francuskiego, p. Jusseranda. (..) Na szczęście ksiądz wikary, powodowany starą zasadą gościnności, której tak wielkie fenomeny wojenne nie zdołały wywrócić, zarządził postawienie przed każdym z nas szklanki gorącej herbaty. Co więcej – w cukiernicy, która jak ziszczenie pięknego marzenia, z ręki do ręki krążyć poczęła, oczy nasze ujrzały na jawie cukier kostkowy w najlepszym gatunku i pokaźnej obfitości kawałków. Ksiądz wikary, nie przerywając bynajmniej poważnego dyskursu ambasadora Jusseranda z księdzem kanonikiem Mieczkowskim, zdołał szepnąć nam, przybyszom do ucha: – Proszę brać, proszę śmiało!… To cukier p. Marchlewskiego, zostawiony przezeń w popłochu ucieczki…” [11]. Znaczące, że frontowy reportaż Żeromskiego z wojny z bolszewikami, stał się w 60 lat później best-sellerem masowo czytywanym przez członków Solidarności, gdy wydano go poza zasięgiem cenzury. Tym samym spełniło się marzenie pisarza, by poznali go robotnicy polscy.
Cat-Mackiewicz, chociaż tuż przed II wojną światową więzień Berezy Kartuskiej, gdzie osadzili go nieudolni następcy Marszałka Piłsudskiego, gdy zgodnie z prawdą przestrzegał, że Polska nie jest należycie przygotowana do obrony przed kolejną, tym razem niemiecką agresją – nie uznawał prawdziwości spopularyzowanego przez endeckiego publicystę Stanisława Strońskiego określenia “cud nad Wisłą” w odniesieniu do Bitwy Warszawskiej, mającego pomniejszyć rolę Piłsudskiego i jego strategicznego manewru. “Hasło, mimo że w Polsce się przyjęło, dla nas nader upokarzające. Dlaczegożby to Polacy tylko cudem zwyciężyć mogli?”- zapytywał rzeczowo [12]. W istocie, nie cudem się to dokonało, tylko wysiłkiem całego narodu.
[1] Stanisław Mackiewicz-Cat. Historia Polski od 11 listopada 1918 r. do 17 września 1939. Pokolenie, Warszawa 1986, cz. I, s. 129
[2] Paweł Zaremba. Historia Dwudziestolecia (1918-1939). Przyszłość, Warszawa 1983, t. I, s. 193
[3] S. Mackiewicz-Cat. Historia Polski… op. cit, s. 128
[4] Małgorzata Olejniczak. Witos. Buchmann, Warszawa 2012, s. 64
[5] Marian Kukiel. Dzieje Polski porozbiorowej 1795-1921. Polski Uniwersytet na Obczyźnie, Londyn 1981, t. 2, s. 658
[6] M. Olejniczak. Witos… op. cit, s. 65
[7] ibidem, s. 66
[8] Paweł Zaremba. Historia Dwudziestolecia… op. cit, s. 197
[9] ibidem, s. 198
[10] Wacław Jędrzejewicz. Józef Piłsudski 1867-1935 Życiorys. Polska Fundacja Kulturalna, Londyn 1986, s. 98
[11] Stefan Żeromski. Na probostwie w Wyszkowie [w:] Pisma polityczne. Polonia, Londyn 1988, s. 46
[12] S. Mackiewicz-Cat. Historia Polski… op. cit, s. 131