Mowa do ludu

0
0

Politycy zajmują nas sprawami drugorzędnymi z punktu widzenia szerokiej opinii publicznej. Jak dobór wicemarszałka Sejmu na jedyne wakujące stanowisko czy przyszłość Trybunału Konstytucyjnego. Nawet gdy mowa o cenach paliw, PiS powtarza, że to wina Tuska, nie bacząc na ironiczny użytek, jaki z tej formuły uczynił przed laty niezapomniany Wojciech Młynarski (“Pociąg spóźnił się do Buska…” itd). A rządzący przerzucają odpowiedzialność na pisowskiego prezydenta, bo zawetował ustawę o opodatkowaniu wielkich koncernów. Co jednak Karolowi Nawrockiemu nie szkodzi, skoro pozostaje jedynym politykiem, któremu ufa ponad połowa Polaków.

To nie populizm lecz egotyzm. Zawodowi politycy sprawiają wrażenie szczerze przekonanych, że wszystkich obywateli pasjonuje dokładnie to samo, co ich własną kastę.

Błąd ten owocuje na razie spadkiem poparcia i wypiętrzaniem się w sondażach formacji od ręki oferujących proste rozwiązania złożonych problemów, jak czynią to na wyścigi obie Konfederacje: Sławomira Mentzena i Korony Polskiej Grzegorza Brauna oraz najelegantsze z nich, ale podobnie oferujące łatwy obraz rzeczywistości Razem Adriana Zandberga.

W przyszłości zaś podobne oderwanie od realnego świata sprawić może, że przestaniemy się szczycić frekwencją wyborczą. Jeszcze 15 października 2023 przekraczającą 74 proc, więc najwyższą od 1928 r (kiedy to do urn poszło 78 proc Polaków), a w głosowaniu na prezydenta sprzed roku nie rekordową, ale wciąż tłumną (72 proc w drugiej turze).

Polaków z pewnością zajmują i niepokoją kwestie bezpieczeństwa, czemu trudno się dziwić, gdy na bałtyckich plażach wyławia się uzbrojone rosyjskie drony. Ale niekoniecznie w tym aspekcie, czy premier Donald Tusk udostępnił jak należy raport CIA prezydentowi Karolowi Nawrockiemu. Zapewne istotniejszą kwestią pozostaje, czy nasza Ojczyzna zbuduje system obrony przed cudzymi bezzałogowcami, w oparciu również o ukraińskie, a więc sojusznicze doświadczenia w tej materii. Chyba, że problematyka bezpieczeństwa trwale stanie się branżą w której konia kują, a żaba nogę podstawia, co widzimy choćby po działaniach bezpartyjnych samorządowców organizujących forum ws. obrony cywilnej. Tam zaistnieć łatwiej, niż w wyborach powszechnych, gdzie przed trzema laty ich lista osiągnęła zawrotne bo 1 proc poparcia, czyż nie tak? 

Minister Tuska oddelegowany do odpolitycznienia trybunału 

W Sejmie, gdzie powinno być bardziej serio, niż w samorządzie, Koalicja Obywatelska wraz z sojusznikami zasadnie skarciła PiS, obsadzając wakujące stanowisko wicemarszałka Sejmu kandydatem frondystów od Mateusza Morawieckiego (nowy klub Rozwój Plus) Marcinem Horałą, kosztem prawowiernego pisowskiego pretendenta Marcina Ociepy, którego wspierał prezes Jarosław Kaczyński. Znów jednak da się stanowczo stwierdzić, że nie tym żyją na co dzień zwyczajni obywatele. Nawet jeśli wszystko odbyło się zgodnie z demokratycznymi regułami, co jasno wypada potwierdzić w tym wypadku – nie stanowi to zapewne dowodu na wypełnianie przez rządzących obietnic, składanych przed 15 października 2023 r.

Zwłaszcza oddelegowanie ministra w rządzie Donalda Tuska – Macieja Berka do Trybunału Konstytucyjnego i utyskiwanie, że Nawrocki nie kwapi się, żeby politycznego przecież nominata zaprzysiąc, bo troszczy się konsekwentnie o własnych pisowskich, nie nasuwa wyborcom skojarzeń, że państwo prawa powraca. Nawet jeśli zawiadujący od pisowskich czasów tą instytucją dawny szef służb specjalnych Bogdan Święczkowski zwany Godzillą powszechnej sympatii nie wzbudza. I jeżeli zawiadywana przez likwidatora Daniela Gorgosza oraz dawnego szefa autobusów w Warszawie Tomasza Syguta telewizja publiczna okazuje się bardziej wiarygodna od TVP za prezesury marnego dziennikarza Jacka Kurskiego i domorosłego filozofa Mateusza Matyszkowicza. Ale samo to porównanie powinno być dla niej obraźliwe. Skoro nie jest – widać i tam mamy problem. Nie sprowadza się on jednak do technik narracyjnych. Rzutuje na kwestie, określające codzienne bytowanie Polaków. O cenach paliw, rzutujących na wszystkie inne, była już mowa.  

Na przygotowanej przez ministra finansów Andrzeja Domańskiego reformie podatkowej zyskałoby, gdyby weszła w życie 3,5 mln z nas, chociaż na Koalicję 15 Października 2023 r. tego właśnie dnia głosowało nas prawie cztery razy tyle (dokładnie 11,6 mln). Kolejnym mankamentem projektu okazuje się fakt, że przygotowano go tak, żeby zmianę zawetował prezydent Nawrocki. I żeby znowu było na kogo niepowodzenie zwalić, jak w wypadku szumnie reklamowanych reform wymiaru sprawiedliwości czy statusu osoby najbliższej.

Na razie to strategia całkiem nieskuteczna. Nie będący bowiem wzorem cnót wszelakich prezydent cieszy się wśród Polaków zaufaniem nie odbiegającym od poparcia, jakie ponad rok temu uzyskał od nich przy urnach. To jedyna władza, która notowań nie traci. Może dlatego, że kompromitują się inni z obozu pisowskiego: od samego Kaczyńskiego opowiadającego o prześladowaniach dotykających go od lat 90. w odpowiedzi na zarzuty ws. Zondacrypto – po Antoniego Macierewicza z pistoletem na farbę. Na tle szczekającej w sali obrad Sejmu posłanki aktorki Dominiki Chorosińskiej nawet Nawrocki ze swoimi kibolskimi znajomościami wydać się może uosobieniem spokoju i godności. W dodatku wywodzi się z klasy ludowej, więc nietrudno mu idzie udawanie swojaka czy “ziomala”, co wyborcy lubią. Jeśli dodać wykorzystanie efektu przekory wobec skompromitowanych mediów głównego nurtu, bo ludziom trudno przecież przychodzi ufać “przekaziorom”, co do spółki z Romanem Giertychem ksywa Polnord (starszą fizjonomistyczną “koniowaty” nadał mecenasowi jeszcze Zygmunt Wrzodak) kwestionowały przed rokiem wynik wyborów demokratycznych – prezydent efekt swój osiąga, silny słabością swoich wrogów. Chociaż przez ponad rok od zwycięskich wyborów nie postawił się ani razu Kaczyńskiemu, choć potrafił wybić się na niepodległość z pozoru dużo słabszy od boksera Nawrockiego okularnik przezywany banksterem Morawiecki. Uległość i bierność jednak zupełnie mu nie szkodzą, co stanowi oczywisty wynik indolencji oponentów.      

Karolowi Nawrockiemu ufa ponad połowa z nas. Pozostaje też jedynym politykiem, którego więcej obywateli darzy zaufaniem niż nieufnością: tą drugą postawę deklaruje tylko 45 proc Polaków. Drugi w tym rankingu Radosław Sikorski cieszy się ufnością 44 proc, ale 46 proc mu nie ufa, Władysław Kosianiak-Kamysz ma 41 proc zaufania przy nieufności co drugiego Polaka. Zaś Donaldowi Tuskowi ufa 37 proc, natomiast 59 proc zaufaniem go nie darzy [1]. Trudno o bardziej jednoznaczny wynik. Co istotne, krytycznie ocenia szeroka opinia szczegółowe decyzje Nawrockiego. Zawetowanie przez prezydenta ustawy o ograniczeniach rynku kryptowalut potępiło 46 proc z nas, ledwie 42 proc uznało, że Nawrocki postąpił słusznie [2].  

Łapią za rękę? – To nie nasza ręka…

Dawny poseł Kongresu Liberalno-Demokratycznego w czasach, kiedy partii tej przewodził Donald Tusk i wnikliwy choć życzliwy biograf Leszka Balcerowicza – Witold Gadomski przypomina na łamach “Gazety Wyborczej”: “W czasie kampanii prezydenckiej sztab Rafała Trzaskowskiego i sam kandydat na prezydenta eksponowali ciemne wątki życiorysu Karola Nawrockiego. Do znudzenia mówili o wyłudzonej kawalerce, zamiast o tym, jakim prezydentem chce być Trzaskowski. Efekt znamy”. Czy się powtórzy? Autor nie przesądza, ale ku takiemu scenariuszowi skłania się już w tytule: “Afera Zondacrypto nie musi zaszkodzić PiS” [3].

Nie zaszkodzi, jeśli obecnie rządzący zamiast ujawnić całą skalę związanych z nią nieprawości skupiać się będą na Tomaszu Sakiewiczu i jego kolesiach z Republiki. Jakby zapominając, że “nasza telewizja” jak określał TVN niezapomniany Andrzej Wajda, wielki reżyser występujący wtedy jako członek komitetu wyborczego PO/KO – zarobiła na reklamach Zondy wprawdzie pięć razy mniej od flagowej pisowskiej stacji… ale też krzywdy nie miała. Powtórzmy: 6 mln dochodu z reklam Zondacrypto dla głównej anteny TVN i okrągły milion dla TVN24 [4]. Nic dodać, nic ująć. Wrzawa wzajemnych oskarżeń miotanych przez “media tożsamościowe” jak określa się elegancko telewizje sekundujące poselskiemu szczekaniu lub demaskujące z pełną wiarygodnością lewe interesy niedawnych swoich reklamodawców i dobrodziejów – nie zagłuszy wrażenia głębokiej infiltracji polskiego życia publicznego przez organizacje przestępcze powiązane zarazem ze służbami oddziałującymi z kierunku wschodniego, co niezbicie z topografii afery Zondy wynika.         

Nie wydaje się zdolne do stawienia jej czoła państwo, w którym zarówno w przekazie władzy jak opozycji dominują narracje skierowane wyłącznie do swojego zaplecza, twardych elektoratów. Wybitny socjolog a także współtwórca deklaracji ruchu studenckiego w Marcu 1968 r. Jakub Karpiński określał rzecz obrazowo: mowa do chińskiego ludu przez zamknięty lufcik. W demokracji jednak, inaczej niż w Chinach, demos czyli wspomniany lud ma prawo do odpowiedzi. Służy temu kartka wyborcza. I masowość naszego udziału w akcie głosowania. Oby tylko politycy postarali się na tyle, żebyśmy mieli rzeczywisty pomiędzy ich ofertami wybór. Dziś w Sejmie, gdy spytałem stającego ponownie na czele klubu macierzystej i koalicyjnej Polski 2050 Szymona Hołownię o badania, z których wynika, że oferta Morawieckiego zaspokoiła oczekiwania mniej niż jednej czwartej tych, co w najbliższych wyborach gotowi są zagłosować na nową siłę polityczną – uznał to za sygnał niezwykle istotny. Nie zaprzeczył też stwierdzeniu, że być może potrzebna okaże się Czwarta Droga. Nie wiemy jednak, czy na podobną inicjatywę porwie się wicemarszałek, którego notowania popularności grawitują – czy, co daleko bardziej prawdopodobne, zbudować ją spróbują kandydaci na jego następców. Nie ulega wątpliwości, że wraz ze swoją wspólną z Polskim Stronnictwem Ludowym formacją przyczynił się do odsunięcia od władzy  PiS o autorytarnych ambicjach właśnie dlatego, że stworzył alternatywę nie dla niszczącej bipolarności życia publicznego. Trzecia Droga zyskiwała poparcie nie ze względu na urok osobisty Hołowni czy Kosiniaka-Kamysza lecz jako trzecia siła, niosąca ze sobą narrację pozytywną różniącą się od “PO-PiS-owej” propagandy jak bardzo oponenci są źli…

Nie bez powodu przecież lekarze opisują dwubiegunowość jako jednostkę chorobową. Nie tylko uczestnicy polskiego życia publicznego, ale też ci, którzy zamierzają się skutecznie do niego włączyć mają jeszcze rok na znalezienie lekarstwa na tę przypadłość. Na razie bowiem obie główne siły wydają się całkowicie wystarczać sobie nawzajem i lekceważyć wszystko co zaburza ich obraz świata. W tym nas obywateli, nie wierzących w nieuchronność propagowanych przez tożsamościowe stacje – również za pieniądze z reklam Zondy – fałszywych plemiennych podziałów.              

[1] badanie IBRIS z 21-22 sierpnia 2026 r. 

[2] sondaż United Surveys by IBRIS z 10-11 września 2026 r.

[3] “Gazeta Wyborcza” z 14 września 2026

[4] dane Instytutu Monitorowania Mediów; por. Tyle Zondacrypto wydała na reklamy… Bankier.pl z 24 kwietnia 2026; grafika “Reklamy Zondacrypto w telewizji. TOP 10 nadawców”, tamże; dot. okresu od 31 marca 2024 do 31 marca 2026


Jak oceniasz?

kliknij na gwiazdkę, aby ocenić

średnia ocen 0 / 5. ilość głosów 0

jeszcze nie oceniano

jeśli uznałeś, że to dobre...

... polub nas w mediach społecznościowych

Nie spodobało się? Przykro nam...

Pomóż nam publikować lepsze teksty

Powiedz nam, jakie wolałbyś teksty na pnp24.pl?

Łukasz Perzyna (ur. 1965) jest dziennikarzem „Opinii”, Polityczni.pl i „Samorządności”, autorem filmu o Aleksandrze Kwaśniewskim (emisja TVP1 w 2006 r.) oraz dziewięciu książek, w tym. „Uwaga, idą wyborcy…” i „Jak z Pierwszej Brygady”. Pracował m.in. w „Wiadomościach TVP” i „Życiu”, kierował działem krajowym „Obserwatora Codziennego”. W latach 80 był działaczem Konfederacji Polski Niepodległej i redaktorem prasy podziemnej.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here