WTC: 25 lat później

0
1

Ćwierć wieku po zaatakowaniu przez fundamentalistów muzułmańskich Dwóch Wież World Trade Center, wolny świat wciąż znajduje się w defensywie. Zagraża mu lekkomyślnie uznany wtedy przez USA za wiarygodnego sojusznika w globalnej wojnie z terroryzmem Władimir Putin, sprawca pierwszej od kilkudziesięciu lat gorącej wojny w Europie: pełnoskalowej agresji Rosji na Ukrainę. A zbrojne interwencje Zachodu w Afganistanie i Iraku nie ustanowiły tam demokracji ani nie zlikwidowały baz dżihadystów.

Z rocznicowych komentarzy, dotyczących 11 września 2001 r. nie zawsze przebija świadomość stawki, o jaką toczy się światowa gra. Islamiści zaatakowali wtedy, wykorzystując porwane uprzednio pasażerskie samoloty jako żywe torpedy, bliźniacze wieże stanowiące symbol handlu światowego oraz gmach Pentagonu. Wśród 2,7 tys śmiertelnych ofiar zamachów znaleźli się nie tylko finansiści, prawnicy negocjujący wielomilionowe kontrakty czy urzędnicy Departamentu Obrony, ale również liczni dostawcy pizzy, sprzątaczki czy serwisanci automatów z kawą. A także wielu Polaków – obecnych tam jako interesanci lub we własnym miejscu pracy. Przez wiele miesięcy po tych dramatycznych wydarzeniach Ameryka, chociaż nie tylko jej obywatele byli na liście ofiar, cieszyła się ogromną jak nigdy od czasu zakończenia II wojny światowej sympatią międzynarodowej opinii publicznej.

Z perspektywy ćwierćwiecza da się już ocenić, że ten wielki kapitał zaufania został zmarnowany. Ówczesny prezydent George Bush Junior uwikłał Stany Zjednoczone i ich sojuszników w krwawe i nieskuteczne operacje karne za granicą. Interwencje w Afganistanie i Iraku nie tylko nie ustanowiły tam demokracji zachodniego typu, ale nie zlikwidowały gniazd międzynarodowego terroryzmu islamskiego. Irak, podobnie jak Libia czy Syria, gdzie również Zachód się mieszał, stał się państwem upadłym. Z Afganistanu zaś wcześniej niby militarnie zwycięscy Amerykanie zrejterowali akurat w takim czasie, że odpowiedzialność za ucieczkę rozkłada się równomiernie na administracje Donalda Trumpa i Joe’go Bidena. Rządzony powtórnie przez talibów Afganistan pozostaje państwem zbójeckim.

Dopuszczony do klubu liderów wolnego świata Władimir Putin, którego życzliwe pośrednictwo pozwoliło wtedy na wykorzystanie przez Amerykanów w walce z terroryzmem lotnisk i baz w republikach środkowoazjatyckich, gdzie Rosja zachowuje wpływy – szybko nadużył nowej pozycji. Świadczyła o tym ingerencja w wybory na Ukrainie, poskromiona przez tamtejszą “pomarańczową rewolucję”, potem wojna z Gruzją, wreszcie aneksja Krymu i akcje zielonych ludzików w Donbasie. Na koniec zaś – pełnoskalowa inwazja z 24 lutego 2024 r. O ile demokratyczny prezydent USA Joe Biden zachował się wobec niej przykładnie, dwukrotnie podczas wizyty w Polsce poświadczając aktualność artykułu piątego Traktatu Waszyngtońskiego, zobowiązującego państwa Sojuszu Atlantyckiego do solidarnej obrony wzajemnej w razie ataku na którekolwiek z nich – o tyle jego republikański następca Donald Trump rozpościerał przed Putinem czerwony dywan na Alasce, zamiast go tam zatrzymać do dyspozycji trybunału międzynarodowego za zbrodnie przez Kreml popełnione na Ukrainie. Z kolei wszczęte przez Amerykanów akcje zbrojne przeciw Wenezueli i Iranowi doprowadziły wprawdzie do porwania (w wypadku Nicolasa Maduro) bądź uśmiercenia (to los Alego Chamenei) tamtejszych dyktatorów, ale nie obaliły ustanowionych przez nich złowrogich systemów, ani nie ulżyły losom tamtejszych społeczeństw. Zwłaszcza, że w potocznej opinii świata szło tam o ropę naftową, nie o wolność i demokrację.

W ćwierć wieku po atakach terrorystów na WTC i Pentagon, wolny świat może czuć się dalece bardziej zagrożony niż wówczas. I równie pilnym wyzwaniem okazuje się poszukiwanie odpowiedzi na te niebezpieczeństwa. Wiemy, że Ameryka nie znajdzie ich samodzielnie. Zaś NATO za sprawą Trumpa przeżywa kryzys. Pozostaje natomiast ważna zjednoczona Europa, w której Polska, nie tylko jako sąsiadka zaatakowanej Ukrainy, ma wciąż istotną rolę do odegrania. Na razie jednak w sondzie jednego z głównych portali na pytanie, czy Polska jest właściwie przygotowana na ewentualne zagrożenie militarne, twierdząco odpowiada zaledwie 23 proc z nas [1].

[1] Wirtualna Polska wp.pl z 11 września 2026 

Jak oceniasz?

kliknij na gwiazdkę, aby ocenić

średnia ocen 0 / 5. ilość głosów 0

jeszcze nie oceniano

jeśli uznałeś, że to dobre...

... polub nas w mediach społecznościowych

Nie spodobało się? Przykro nam...

Pomóż nam publikować lepsze teksty

Powiedz nam, jakie wolałbyś teksty na pnp24.pl?

Łukasz Perzyna (ur. 1965) jest dziennikarzem „Opinii”, Polityczni.pl i „Samorządności”, autorem filmu o Aleksandrze Kwaśniewskim (emisja TVP1 w 2006 r.) oraz dziewięciu książek, w tym. „Uwaga, idą wyborcy…” i „Jak z Pierwszej Brygady”. Pracował m.in. w „Wiadomościach TVP” i „Życiu”, kierował działem krajowym „Obserwatora Codziennego”. W latach 80 był działaczem Konfederacji Polski Niepodległej i redaktorem prasy podziemnej.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here